sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 4



Zanim zaczniecie czytać, to (jeśli chcecie) włączcie sobie piosenkę, przy której pisałam ten rozdział.
https://www.youtube.com/watch?v=5PN6egPgazA

-------------------------------------------------------------------

Obudziły ją promienie słoneczne.
- Auć, moja głowa. Za dużo wypiłam. - Wstała po to, aby się napić. Zobaczyła, że ma na sobie bluzę. Całkowicie obcą. Zajęło jej chwilę przypomnienie sobie tego, co wczoraj się działo.
- Kurczę. Co ja narobiłam – powiedziała do siebie, łapiąc się za głowę. Żałowała tego, jak potraktowała Reusa. Sama nie wiedziała, dlaczego tak się zachowała… Było jej bardzo głupio. Nigdy taka nie była, a nawet to, co się działo w jej życiu nie usprawiedliwiało takiego zachowania. Gdyby tylko mogła cofnąć czas…
Po kąpieli postanowiła zjeść śniadanie. Wzięła sobie płatki i mleko i już miała siadać do stołu, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.  Pomyślała, że to z pewnością Natalie, bo kto inny?
- Wchodź, Natalie – otworzyła drzwi i wróciła do kuchni. Zdziwił ją fakt, że przyjaciółka się nie odezwała. Zawsze gadała jak najęta. Wróciła do przedpokoju i zobaczyła, że przed drzwiami jej domu stoi Marco Reus.
No wspaniale! Jeszcze idiotkę z siebie robię! – pomyślała Ann.
- Cześć. Przyszedłem po moją bluzę. – Marco spojrzał na nią i zaczął się zastanawiać, dlaczego jest tak dziwnie miła. Może to przed nim udawała?
- Możesz na chwilę wejść? – poprosiła go Ann. Pomyślała, że jak nie teraz, to chyba nigdy.
Marco spojrzał na nią podejrzliwie, ale spełnił jej prośbę. Po raz kolejny w ciągu kilkunastu godzin go zaintrygowała. Postanowił, że się nie odezwie. Poczeka aż powie mu to, co ma do powiedzenia i pójdzie sobie.
- Ja… Ja… Chciałam Cię bardzo przeprosić. Nie wiem, co wczoraj we mnie wstąpiło. Zazwyczaj taka nie jestem. Nigdy taka nie jestem.
Marco stał jak wryty i patrzył na nią.
- Czy to jakiś kolejny podstęp? – spytał.
- Nie. Tym razem nie. Rozumiem, że tak mówisz. Masz do tego pełne prawo. Ale proszę Cię, nie oceniaj mnie, bo nie wiesz, co się działo w moim życiu. Nie masz o tym zielonego pojęcia.
- A Ty miałaś prawo mnie oceniać tylko po tym, co pewnie przeczytałaś w gazetach?
- Marco, to nie tak. Ty nic nie rozumiesz. – do oczu zaczęły napływać jej łzy. Mówiła sobie, że już nigdy żaden facet nie sprawi, że będzie płakała, ale nie umiała powstrzymać łez.
- Ann, przepraszam. Nie powinienem tak mówić. Co nie zmienia faktu, że nie powinnaś mnie oceniać na podstawie tego, co jest napisane w tych gazetach.
- Wiem, Marco. Przepraszam. Miałam wczoraj chwilę słabości… - przyznała się.
- Zgoda? – wyciągnął rękę.
- Zgoda. – spojrzała na niego jeszcze zapłakanymi oczami, ale starała się uśmiechnąć. – Masz może ochotę na herbatę czy kawę? Czy coś?
- Bardzo chętnie. Może kawę. – w sumie nie miał zbyt wiele czasu, ale pomyślał, że to nadal nie jest stracona znajomość.
- Usiądź sobie w salonie. Zaraz przyjdę.
Marco poszedł do salonu i usiadł. Ponownie zaczął się zastanawiać, co wczoraj wstąpiło w Ann, że tak się zachowała. Chciał ją o to zapytać, ale nie był pewien, czy za bardzo nie ingerowałby w jej życie. Postanowił zaryzykować. Chwilę później Ann przyniosła mu kawę, a sobie herbatę.
- Czy będzie dużym wścibstwem, jeśli zapytam, co było powodem Twojego wczorajszego zachowania?
- Może lepiej będzie, jeśli to póki co zostanie tylko w mojej głowie. Nie to, że nie chcę Ci powiedzieć, ale to nadal boli.
- Rozumiem Cię doskonale. – westchnął Marco, jednocześnie przypominając sobie swoją historię z Caroline. Nie musiał jej pytać, bo w oczach miała wypisane, że to przez chłopaka. Sam się sobie dziwił, bo do tej pory nie dbał o uczucia dziewczyn, z którymi spał lub miał zamiar spać.
- Interesujesz się piłką nożną? - wyrwał ją z zamyślenia Marco.
- Chyba jak każdy w tym mieście. - uśmiechnęła się do niego, ale w oczach wciąż miała smutek.
- Chciałabyś dostać wejściówkę na inauguracyjny mecz sezonu Borussi?
- Pewnie.
- To Ci ją dam. - Marco nie chciał, żeby Ann się smuciła.
- O czym Ty mówisz? - spytała go z niedowierzaniem.
- Za tydzień jest pierwszy mecz. Dam Ci na niego wejściówkę.
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Mam Cię uszczypnąć, żebyś uwierzyła?
- Dobra! Wierzę Ci. Dziękuję Ci bardzo. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę. Wiesz, że nigdy nie byłam na meczu?
- Serio.? Ja setki razy.
- Hahahaha, no co Ty nie powiesz? – Ann zaczęła się śmiać.
Marco zauważył jak urocza jest, gdy się śmieje. Dopili napoje, Reus wstał.
- Było naprawdę miło, ale teraz muszę iść. Klopp jest nieugięty jeśli chodzi o treningi. Miałbym ogromne kłopoty, gdybym się nie zjawił.
- Jasne, rozumiem. - powiedziała, wciąż nie mogąc uwierzyć, że siedzi przed nią Marco Reus i mówi o trenerze Borussi Dortmund.
Ann odprowadziła go do drzwi i nastała cisza. Oboje nie wiedzieli, jak mają się zachować. W końcu dziewczyna podała mu rękę i powiedziała:
- Do zobaczenia.
- Widzimy się na meczu. Jak coś, to w kasie stadionu powiedz, że jesteś moim gościem.
- Dobra. Cześć. - Ann zamknęła drzwi i zaczęła jak szalona skakać po pokoju.
- Taaaaaaaaaak! Jeeeeest! - wykrzykiwała, ciesząc się z tego, że za tydzień zobaczy swoją ulubioną drużynę.


-----------------------------------------------------------
Jest czwarty, a zaraz będzie i piąty.:)

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 3



Ann z Natalie siedziały już 30 minut w klubie, popijając drinki. Natalie w końcu dowiedziała się, co się stało w życiu przyjaciółki, ale nie starała się mówić utartych frazesów, że wszystko będzie dobrze. Wiedziała, że przyjaciółka jej potrzebuje, więc będzie przy niej. W pewnym momencie zadzwonił jej telefon. Okazało się, że szybko musi jechać, bo mama się źle poczuła.
- Na pewno mogę Cię zostawić.? - zapytała z niepokojem w głosie.
- Tak, ja tu jeszcze posiedzę. Nie martw się o mnie. Niczego głupiego nie zrobię. - uśmiechnęła się do Natalie.
- No dobra. Jak coś, to dzwoń.
- Dobrze. Pa.
Natalie poszła, a Ann została sama. Wypiła jeszcze kilka drinków. W tym samym czasie Marco wszedł do tego klubu. Od razu postanowił wyszukać jakąś dziewczynę. Padło na brunetkę siedzącą przy barze. Postanowił od razu uderzyć. Podszedł do niej z drinkiem. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
- Mogę się przysiąść? - zapytał.
- Proszę. - z początku pomyślała, że to musi być ktoś łudząco podobny do TEGO Reusa. Bo co on, gwiazdor, miałby robić w zwykłym klubie bez ochroniarzy/
- Nie przyjmuję drinków od nieznajomych - powiedziała.
- To poznajmy się. Marco. - wyciągnął do niej dłoń, a ją olśniło. Poznała go. Wcale jej się nie wydawało, że to Marco Reus. Był zawodnikiem jej ulubionej drużyny, ale jakoś nie miała ochoty się na niego rzucać ani ściskać. Choć jeszcze tydzień temu z pewnością by to zrobiła.
- Ann - podała mu swoją szczupłą dłoń.
- To teraz już możesz przyjąć ode mnie drinka.
- Tak, a później wziąć szklankę, postawić na półce z karteczką: od Marco Reusa. - powiedziała z sarkazmem.
Ostra, lubię takie - pomyślał Marco, śmiejąc się w duchu. Zwyczajnie rozbawił go komentarz dziewczyny. Nie spodziewał się, że istnieje jakakolwiek dziewczyna, która poznając go, nie prosi go o autograf.
- Jeśli tylko tego chcesz.
- Czego ode mnie chcesz tak właściwie, co?
Już dawno żadna dziewczyna tak uparcie nie pozwalała się poderwać.
- Spędzić miło czas.
Aha, już ja widzę ten Twój miło spędzony czas. Szukasz kolejnej naiwnej. Dobra, skoro tak, to Ci pokażę. - pomyślała Ann.
- To jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - powiedziała, ukrywając przed nim swoje prawdziwe myśli.
Nim się obejrzała była już całkiem pijana, ale nadal pamiętała o swoim planie.
Marco jak zawsze udawał bezinteresowną ,,dżentelmeńskość''. Zapłacił za drinki, podał rękę, gdy Ann wstawała, przytrzymał drzwi, a gdy zobaczył, że zaczyna trząść się z zimna dał jej bluzę.
Jak dobrze, że ją wziąłem - przemknęło mu przez myśl.
Jednak, aby plan wypalił musiał jeszcze jakoś namówić ją na pójście do hotelu. Czuł, że z tym może być problem. Jego rozważania przerwał całkowicie niespodziewany pocałunek Ann.
- Mieszkasz gdzieś niedaleko? - zapytała.
- Nie, ale znam miejsce w pobliżu, gdzie możemy pójść. - powiedział, jednocześnie myśląc, że może mu pójść zaskakująco łatwo.
- To chodźmy. - powiedziała.
Zaprowadził ją do pobliskiego hotelu. Recepcjonistka znała go już, więc bez pytań dała mu klucz.
Otworzył drzwi i prawie natychmiast zaczęli się całować. Ann zdjęła z niego koszulkę i powróciła do całowania.
Już chciał zdejmować z niej ubrania, kiedy nagle wyswobodziła się z jego uścisku i pobiegła w kierunku wyjścia. Zaczęła śmiać się w duchu, bo przypomniała sobie minę tego idioty.
- Chyba nie chcesz ZE MNĄ się ścigać? Jestem piłkarzem. - po jakichś trzech minutach Reus całkowicie ubrany pojawił się z jej prawej strony.
- Wiem doskonale, kim jesteś. Chyba mało kto nie wie.
- Co to miało być?
- Chciałam Ci pokazać, że nie każda dziewczyna na Ciebie poleci, bo jesteś sławny, przystojny i bogaty! Wydaje Ci się, że tak jest? Niestety, ale muszę Cię rozczarować. To, że jesteś zawodnikiem mojej ukochanej drużyny nie daje Ci prawa do wykorzystywania swoich fanek.
- Nic o mnie nie wiesz. Nie masz prawa mnie oceniać.
- Ja Cię nie oceniam, jakbyś nie zauważył.
Nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Szli. Z jednej strony był zły ma nią. Z drugiej jednak go zaintrygowała. Nigdy nie spotkał się z tak kategorycznie powiedzianym 'nie'. Zawsze każda mu ulegała.
- Nie wiem po co za mną idziesz, ale ja tu mieszkam, więc się pożegnam. Cześć.
- Cześć. - Specjalnie zostawił jej bluzę, bo jutro tu przyjdzie, żeby jeszcze raz się przekonać, czy ona naprawdę jest tak oschła.
Wrócił do swojego domu, a ona do swojego. Marco usiadł na kanapie w salonie i zaraz się na niej położył. Był zbyt zmęczony, aby myśleć nad całą sytuacją. Po chwili już spał.
Ann weszła do domu i zauważyła, że nie oddała mu bluzy. No cóż, będzie musiał bez niej jakoś żyć. Poczuła zapach jego perfum i przypomniała sobie jak ją całował. Jednak i ona, nie mając zbyt wiele sił, położyła się w bluzie Marco i zasnęła.

-----------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję Wam za komentarze. Myślałam, że nie będzie chętnego do czytania mojego opowiadania, a tu taka miła niespodzianka!
Jak się uda, to jeszcze dziś wstawię czwarty rozdział.:)

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 2



Ann obudziła się w odrobinę lepszym nastroju. Miała nadzieję, że sen przyniesie jej jakiekolwiek ukojenie. Co prawda było to bardziej odrętwienie, ale wolała to niż wszechogarniający ból.
- Halo? - odebrała telefon.
- Nareszcie! Dobijam się do Ciebie od rana.
- Nic mi nie jest, Natalie. Żyję.
- Słyszę. Lepiej Ci?
- Bywało lepiej, ale daję radę. Pójdziemy dziś do klubu?
- Jesteś tego pewna?
- Tak, potrzebuję pobyć wśród ludzi. Najlepiej całkowicie obcych.
- Znam taki jeden klub, ale znajduje się w drugiej części Dortmundu.
- Mnie to nie przeszkadza. Może być.
- No okej, to o której?
- Idziemy na 19?
- Do zobaczenia! - pożegnała się Natalie i  rozłączyła się.
Ann poszła do łazienki. Musiała się ogarnąć. Gdy zobaczyła swoje odbicie w lustrze, to uśmiechnęła się z przerażeniem.
- Nigdy więcej nie zaufam tak bardzo facetowi. Nie są tego warci. - powiedziała do siebie i przemyła twarz lodowatą wodą.
* * *
Tymczasem w pokoju hotelowym, który wynajął Marco, rudowłosa kobieta wyszła z łazienki. Spojrzał na nią. Była ładna. Zresztą on nie sypiał z brzydkimi kobietami. Skoro mógł wybierać, to wybór padał zawsze na jakąś młodą i ładną kobietę. W sumie to chyba było naturalne. Jeszcze raz spojrzał na tę kobietę, a ona się do niego uśmiechnęła. Nie potrafił uczynić tego samego. A może nie chciał jej dawać żadnych nadziei? Może tak naprawdę nie był takim skurwysynem bez uczuć.? Może gdzieś w nim tkwiło jakieś dobro? Jego rozmyślania przerwał dzwoniący telefon.
- Cześć, skarbie. Gdzie jesteś?
- Cześć mamo. W Dortmundzie. A gdzie miałbym być?
- Nie wiem. Ostatnio tak rzadko się odzywasz. Może byś wpadł?
- Dzisiaj?
- Jeśli masz czas.
- Dobrze. Będę o 13.
- Czekam, kochanie.
Rozłączył się. Tak, mama była chyba jedyną osobą, która bez względu na wszystko była z nim. Wspierała go. Nie zwracała większej uwagi na to, co  wypisywali w gazetach dziennikarze. Taka była ich praca. Wyszukiwali sensacji, przypinając akurat jej synowi łatkę największego skurwiela ostatnich lat.
Marco wyszedł z hotelu, wcześniej płacąc za pokój. Kobieta w recepcji życzyła mu miłego dnia, ale Reus ją zignorował. Była 11, kiedy wpadł szybko do domu. Wziął szybki prysznic i się przebrał. Zjadł śniadanie i nim się obejrzał, musiał już wychodzić, bo inaczej spóźniłby się. Jedyną osobą, z którą się liczył była jego mama. Przy niej nie musiał niczego udawać. Mógł być sobą. Miał nadzieję, że nie będzie musiał się spotykać z ojcem, który wierzył we wszystko, co było napisane w gazetach. Wszedł do swojego domu  zobaczył mamę. Podeszła do niego i przytuliła. Poczuł się tak bezpiecznie jak w dzieciństwie.
- Jest ojciec? - zapytał, całując mamę w policzek.
- Nie. Specjalnie wybrałam taki dzień.
- Dziękuję, mamo. Co u Ciebie?
- Po staremu. A co u Ciebie?
- Powiem wprost. Poprosiłam Cię, żebyś przyjechał, bo martwię się o Ciebie. Kolejne artykuły się pojawiają, które mnie martwią. Kochanie, opamiętaj się. Ja wiem, że jest Ci niesamowicie ciężko, ale musisz to przetrwać.
- Nie wiem jak - przyznał szczerze  całkowicie bezradny Marco.
- Pomogę Ci. Tylko powiedz, że nie odrzucisz mojej pomocy.
- Mamo, sam muszę się otrząsnąć. Dam sobie radę. Dziękuję, że tak bardzo we mnie wierzysz. - przytulił ją.
- Co innego mogłabym zrobić?
Marco rozmawiał jeszcze przez godzinę z mamą, ale kiedy oświadczyła mu, że za chwilę wróci ojciec, zdecydował, że wróci do siebie. Nie chciał się z nim widzieć. Nie po tych wszystkich słowach, które od niego usłyszał. Wierzył w to, że rodzina powinna się wspierać, nawet wbrew temu, bo czyta się w gazetach. A o nim było wiele niepochlebnych opinii. Zdawał sobie z tego sprawę. Jednak ojciec zna go od urodzenia i powinien wiedzieć, jaki jest. Nie powinien wierzyć w jego pozorny obraz, jaki stworzyli dziennikarze. Bardzo dużo dawała mu świadomość, że mama go wspiera, ale póki co nie był w stanie zrezygnować ze swojego trybu życia. Jeszcze nie.
- Mario. Idziesz ze mną dziś do klubu? - zadzwonił do przyjaciela.
- Nie mogę dzisiaj. Sorry. Muszę pojechać do rodziców. Dawno u nich nie byłem i obiecałem, że wpadnę.
- No dobra. To widzimy się jutro?
- Jasne.
Nigdy się nie żegnali, więc i tym razem się tylko rozłączył. Wszedł do domu i włączył kanał muzyczny w telewizji. Oczywiście tak głośno jak tylko jego uszy mogły znieść i poszedł do łazienki, by po raz kolejny wziąć prysznic. Kiedy skończył poszedł do swojego pokoju, aby wybrać ubrania na dzisiejszy wieczór. Wybrał swoją ulubioną koszulkę z Kaczorem Donaldem i dżinsy. Zabrał także bluzę, bo wiedział, że wieczór ma być chłodny. Po raz kolejny dzisiejszego dnia zamknął drzwi, wcześniej załączając alarm i wyszedł. Nie pojechał samochodem. Do klubów nigdy nim nie jeździł. Oczywiście wzbudził sensację idąc, ot tak, po prostu ulicami Dortmundu. Jakieś dzieciaki poprosiły go o autograf. To była kolejna rzecz, której ulegał. Za każdym razem, gdy jakieś dziecko prosiło go o autograf, nigdy nie odmawiał. Rozczulał go fakt, że  jest aż tak rozpoznawalny, nawet przez kilkuletnie dzieciaki. Może nie powinno go to dziwić - to miasto żyje piłką nożną. To miasto kochało Borussię. On również kochał Borussię i Borussen. Mimo że bezpośrednio po zerwaniu, myślał o odejściu, to doskonale wiedział, że nie mógłby inaczej żyć, bo to było całe jego życie. Tam znajdywał spokój, przyjaciół i możliwość oderwania się od rzeczywistości. Czuł się jak w domu.

---------------------------------------------------------------------------------------

Jak Wam się podoba.?:)

Rozdział 1



Był wiecznym bawidamkiem. Większość kobiet, z którymi sypiał leciało na jego kasę i na sławę. Łudziły się, że to akurat im uda się na dłużej zatrzymać przy sobie wschodzącą gwiazdę Bundesligi i światowej piłki nożnej. Jednak on wyznawał zasadę ,,nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki’’. Nie chciał się wiązać z żadną dziewczyną, którą poznał, lądując w łóżku. Dopiero pojawienie się Caroline go odmieniło. Zaczął coraz poważniej myśleć o ustatkowaniu się i zwolnieniu tempa swojego życia towarzyskiego. Wyciszył się. Choć nadal chodził do różnych klubów, to już nie po to, aby zdobyć kolejną dziewczynę do swojej ,,kolekcji’’. Wystarczyła mu ona. Nie potrzebował nikogo innego. Jednak kiedy go zdradziła, cały jego dotychczasowy świat legł w gruzach. Załamał się. Nie chciało mu się nic. Gdyby nie to, że miał podpisany kontrakt z Borussią, to zrezygnowałby i z treningów. Na dodatek zdobił co drugą okładkę gazet, które były dostępne w Dortmundzie, a to też nie ułatwiało mu życia. Przestał wychodzić z domu. Po pewnym czasie wrócił do swojego trybu życia sprzed poznania i związku z Caroline. Jednak nawet to straciło dla niego swój urok. Z czasem przestał nawet wynajmować pokoje w hotelach na jedną noc. Postanowił, że nigdy więcej nie zaufa żadnej kobiecie. Zaufał Caroline i przejechał się na tym. Całkowicie zmienił swoje dotychczasowe podejście do kobiet. Zaczął patrzeć na nie jak na bezwzględne, pozbawione uczuć istoty. Pomyślał, że skoro Caroline mogła z nim tak postąpić, to od teraz on też tak będzie postępował.
W drugiej części Dortmundu w swoim łóżku młoda, bo zaledwie 18-letnia dziewczyna o imieniu Ann leżała i płakała. Miała przed sobą postawiony kieliszek z winem. Czy chciała się upić.? Nie, chciała zapomnieć, a jeżeli alkohol był jedyną szansą na, choćby chwilowe, zapomnienie, to tak, chciała się również upić. Choć jeszcze poprzedniego wieczora była najszczęśliwszą dziewczyną pod Słońcem. Miała chłopaka, którego kochała i, jak myślała ją też kochał. Spędzała z nim prawie każdą wolną chwilę, jaką miała. Myślała, że to ten jedyny na całe życie.
- Jak bardzo się myliłam.! - powiedziała, przechylając kieliszek. - Jak mogłam być tak potwornie naiwna?! Jak mogłam nie zauważyć. Szukała winy w sobie, choć tak naprawdę nic, co się wydarzyło nie było jej winą. Właśnie dlatego, że trzymała się swoich zasad, teraz leżała z podpuchniętymi od płaczu oczami. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otwórz, to ja. - poznała głos od razu, ale nie miała ochoty wpuszczać Natalie, swojej przyjaciółki, do środka. Wolała zostać sama. Jednak kiedyś dała Natalie klucze do swojego mieszkania i ta teraz to wykorzystała.
- Cześć, kochana - podeszła do załamanej dziewczyny - Jak się trzymasz? Dajesz radę?
- Nie.
To były jedyne słowa, jakie usłyszała od przyjaciółki. Ta, widząc, że nie wyciągnie z niej dzisiaj zbyt wiele, powiedziała:
- Kupiłam Ci jedzenie i coś do poczytania, żebyś się trochę oderwała. Jedzenie wkładam do lodówki, a gazetę kładę na stole. Wpadnę do Ciebie później. Trzymaj się.
I wyszła. Ann cieszyła się, że ma taką przyjaciółkę. Zawsze mogła na nią liczyć. Nie była w stanie jeszcze z nią swobodnie o tej sytuacji porozmawiać, ale Natalie to czuła. Wiedziała, że kiedy przyjdzie czas, to jej się zwierzy. Zawsze tak było. Musiała sama oswoić się z sytuacją i dopiero później mogła z względnym spokojem o tym mówić. Zwlokła się z łóżka i poszła do łazienki, a później do kuchni w nadziei, że Natalie kupiła jej coś do picia. Znalazła wodę. Już chciała wrócić do łóżka, ale jej uwagę przykuła okładka gazety.
- Tak, słynny Marco Reus się rozstał. Tak, biedactwo - powiedziała z ironią.  Największy kobieciarz, o jakim słyszała się rozstał z Caroline. - Musi mu być naprawdę ciężko - westchnęła, choć tak naprawdę uważała, że nie zasłużył na taką osobę. Miał pieniądze, panienki do niego lgnęły, był sławny. Odrzuciła gazetę, kpiąco parskając śmiechem. Nawet nie wiedziała, jak bardzo się myliła...
* * *
Marco postanowił tego wieczora wyjść do klubu i po swojemu zabawić się. Dawno już tego nie robił.  Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak działał na kobiety i dobrze to wykorzystywał. Na początku może i nawet się przejmował, gdy widział, jak kobietę, która prosiła go o kontakt po wspólnie spędzonej upojnej nocy. Brał wówczas karteczkę z numerem telefonu i mówił, że na pewno oddzwoni. Ostatnio przestał to robić zwyczajnie olewając kobiety, z którymi sypiał.Traktował je jak zabawki. Ale same mu na to pozwalały, wskakując mu do łóżka. Jeżeli same siebie nie szanowały, to dlaczego, do diabła, on miałby je szanować? Jego najlepszy przyjaciel, Mario, nie do końca zgadzał się z postępowaniem Marco, ale wiedział, a przynajmniej miał taką nadzieję, że prędzej czy później przejdzie mu ta depresja. Znał Reusa długo i znał przyczynę zachowania przyjaciela. Marco doskonale wiedział, że jego kumpel nie pójdzie z nim do klubu, dlatego nawet nie pytał. Sam jednak ubrał się w białą koszulę i czarne rurki. Dobrze wiedział, że kobiety lubią facetów w koszulach i, nie ukrywając tego, wykorzystywał swoją wiedzę. Wyszedł ze swojego domu. Właściwie to ze swojej willi, którą uważał za zbyt dużą dla niego samego. Zastanawiał się nawet, czy jej nie sprzedać. Postanowił, że pomyśli o tym, jak wróci. Załączył alarm i po krótkiej chwili szedł ulicami Dortmundu w poszukiwaniu spełnienia.

------------------------------------------------------------------------------

No i jest pierwszy rozdział. Wiem, że krótki, ale za chwilę będzie też i drugi, więc mam nadzieję, że to trochę ,,zrekompensuje''.:)
Mam nadzieję, że Wam się podoba. Zostawcie komentarze, żebym wiedziała, co zmienić, co poprawić. A może w ogóle bez sensu, żebym pisała?:)