środa, 10 lipca 2013

Rozdział 17

Po raz pierwszy od dawna Reus obudził się wcześnie rano. Usiadł na brzegu łóżka i schował głowę w dłoniach. Ann zaczęła się wiercić, co mogło oznaczać, że niedługo się obudzi. Marco spojrzał na nią i zauważył, że cała się odkryła. Mógłby tak na nią patrzeć, ale postanowił, że ją zakryje, bo dziewczyna mogłaby się czuć niekomfortowo. Blondyn znowu odwrócił się do niej plecami i nie zauważył, że ona otworzyła oczy. Przyglądała się chłopakowi, który najwyraźniej myślał nad czymś.
Tymczasem Marco westchnął cicho. Zaczął dostrzegać to, że nie potrzebuje niczego więcej do szczęścia. Wystarczy mu ona. Jej obecność. Chce, żeby ta znajomość była na dłużej, nie na kilka nocy. Ciekaw był, czy uda im się. Czy zniosą nagonkę mediów i zainteresowanie piłkarzem. Miał ogromną nadzieję, że tak.
- O czym myślisz, skarbie? - Ann przytuliła się do jego pleców.
- O nas. - powiedział szczerze. - Zastanawiam się, czy uda nam się przetrwać to zainteresowanie dziennikarzy.
- Nie przejmuj się tym. Zobacz, że tylko czasem coś się pojawia.
- Wiem, ale czuję, że może być gorzej. - nie chciał jej jeszcze mówić, że czuje, że ona jest dla niego wszystkim, czego potrzebuje do szczęścia. Wolał poczekać.
- Zjemy śniadanie? - zapytała Ann. Zmieniła temat, co bardzo odpowiadało Reusowi.
- Bardzo chętnie.
- To ja zrobię, a Ty idź do łazienki.
- No dobra. Będę za kilka minut na dole.
***
Siedzieli na tarasie u Ann. Wiał wiatr, który rozwiewał włosy dziewczyny. Marco bardzo spodobał się ten widok. Było to takie naturalne.
- Przepraszam, ale muszę na chwilkę iść. - powiedziała dziewczyna i skierowała się ku swojej sypialni.
Wyjęła telefon i wybrała numer Michaela.
- No cześć, piękna. - powiedział.
- Nie mów tak do mnie. Musimy się spotkać. Najlepiej dzisiaj.
- Czego tylko chcesz. O której i gdzie?
Ann nie przemyślała tego do końca, bo nie wiedziała, jakie plany ma blondyn, siedzący u niej na tarasie.
- Jeśli mogę to wpadnę do Ciebie o 17?
- Będę czekał. Już się nie mogę doczekać! Pa!
Ann rozłączyła się, nie żegnając się z nim. Nie mogła go słuchać. Jak on niesamowicie się zmienił! Nie mogła w to uwierzyć.
- Jakie masz plany na dzisiaj? - zapytała Ann, gdy już wróciła do Reusa.
- Mam trening dzisiaj. Co prawda kolejny mecz jest dopiero za dwa tygodnie, ale musimy się regularnie przygotowywać.
- Jasne. O której?
- Od 16... - odpowiedział ze smutną miną.
- Dlaczego się smucisz?
- Bo najprawdopodobniej dopiero jutro się spotkamy. Jak wrócę z treningu, to będę ledwo żył pewnie.
- Oj, to tylko jeden wieczór. Nadrobimy.
- Po prostu nie chce mi się tam iść.
- Idź, idź. Musisz strzelić dla mnie gola w najbliższym meczu!
- No dobra. Pójdę.
W sumie Ann cieszyła się, że Reus będzie zajęty tego wieczora.
Siedzieli jeszcze przez jakiś czas, a później Marco pojechał do siebie.
- Natalie? Spotykam się dziś z Michaelem.
- To wspaniale! Może mu wytłumaczysz i czegoś się przy okazji dowiesz.
- Mam nadzieję, ale boję się, że to nic nie da. Że nie uda mi się dojść z nim do porozumienia. Przecież wiesz, że on zawsze był nieustępliwy.
- Wiem, ale zachowaj spokój. Jak z nim spokojnie porozmawiasz, to może uda Ci się coś ,,utargować''. Może zrozumie, że robi źle.
- Jejku, obyś miała rację! Zadzwonię później.
- Dobra.
Rozłączyła się i poszła na górę. Włączyła komputer i portal informacyjny. Bardzo często na niego wchodziła, bo śmieszyły ją niektóre artykuły. Ale dużo się też z nich dowiadywała. Tym razem mina jej trochę zrzedła. Nie wie, jak to się stało, ale zobaczyła zdjęcie swoje i Marco z...dzisiejszego poranka!
No pięknie, pomyślała.
Postanowiła przeczytać krótki artykuł:
Najnowsze zdjęcie słynnego piłkarza Borussi Dortmund z tajemniczą brunetką tylko zaostrza dotychczasowe plotki. Do tej pory Reus nie wypowiadał się na temat znajomości z dziewczyną. Jednak, czy można mówić tylko o przyjaźni, kiedy dzisiaj wczesnym rankiem można było ich zobaczyć razem jedzących śniadanie na tarasie w domu brunetki? Sąsiedzi znajomej Reusa twierdzą, że wcześniej nie widzieli piłkarza w tej okolicy, choć zdarzało się, że brunetka została przywożona samochodem należącym do Marco Reusa. Co zatem możemy o tym myśleć? Czy ujawnią się? A może to rzeczywiście jest tylko przyjaźń? Osobiście uważamy, że jest to niemożliwe, ale sami zainteresowani milczą. Zapytani o tę znajomość przyjaciele piłkarza z drużyny odpowiadają, że nie chcą się wtrącać w prywatne życie kumpla. Inny zaś powiedział, żebyśmy zostawili ich w spokoju, bo już dość namieszaliśmy w jego życiu. Czy zatem tak gwałtowna reakcja innego piłkarza może dowodzić tego, że coś między tajemniczą brunetką a Marco Reusem jest? Śledźcie nasz portal, a z pewnością będziecie na bieżąco!
- No nie wierzę! - prawie krzyknęła Ann. - Wychodzi na to, że moi sąsiedzi szukają rozrywki. Wspaniale. Jeszcze na nich będę musiała uważać.
***
Ann wyszła ze swojego domu i skierowała się w stronę domu jej byłego chłopaka. Nie chciała się z nim spotykać, ale wiedziała, że to jedyna szansa, aby coś zmienić.
Weszła do klatki bloku, w którym mieszkał Michael. Zapukała do drzwi i chwilę później zobaczyła szeroki uśmiech chłopaka.
- Przyszłam porozmawiać.
- Wejdź. Napijesz się czegoś?
- Dziękuję, nie. - chciała być grzeczna i postanowiła, że będzie dla niego miła. Może jej nastawienie coś zmieni?
- Słucham. O czym chciałaś rozmawiać?
- Michael, dlaczego to robisz?
- Masz na myśli dupka?
- Tak, chodzi mi o Marco.
- Ja do niego nic nie mam. Chodzi mi o Ciebie. Chcę naprawić nasz związek.
- Ale nas już nie ma. - prawie straciła nad sobą kontrolę, dlatego wzięła głęboki oddech i kontynuowała - Znałeś mnie od dawna i wiedziałeś, że chyba jedynej rzeczy, której nie wybaczę facetowi to zdrada. Mogłeś się zastanowić, co robisz. Gdyby nie to, nigdy nie spotkałabym Marco i nigdy nie zaprzyjaźnilibyśmy się. Byłabym nadal z Tobą.
- Ale ja już zrozumiałem, że jej nie kocham. Chcę spróbować z Tobą znowu się spotykać. Tyle. Nie mam zamiaru krzywdzić blondyna, jeśli spełnisz mój warunek.
- Dlaczego nie możesz mnie zostawić w spokoju? - zapytała Ann.
- A myślisz, że łatwo wymazać kilka lat znajomości z Tobą z życia, ot tak?
- To dlaczego zmuszasz mnie to zrezygnowania ze znajomości z Marco? Ty nie możesz, ale ja muszę wymazać kilka ostatnich tygodni z życia?
- Tobie będzie łatwiej kilka tygodni niż mi kilka lat.
- Nie zmienisz swojego zdania?
- Nie. - usłyszała odpowiedź, która długo odbijała się echem w jej czaszce.
Ann postanowiła, że nic więcej nie da rady zrobić, dlatego wstała i wyszła. Na odchodne powiedziała:
- Nigdy do Ciebie nie wrócę. - i wyszła.
Wracała wolno do domu i czuła, że ziemia usuwa się spod jej nóg. Miała wrażenie, że przyszłość nie będzie kolorowa. Teraz miała problem, jak powiedzieć o wszystkim blondynowi. Przecież on niczego złego nie zrobił. Dlaczego ma płacić? On też jest szczęśliwy z nią.
Po powrocie do domu Ann zadzwoniła do Natalie i wszystko jej powiedziała.
- Nie przejmuj się, wymyślimy coś! Rozwiążemy to jakoś. Nie zostawię Cię z tym samej.
Słowa Natalie nadal dodawały jej otuchy. Dawały jej nadzieję, że coś może się poprawić.

------------------------------------------
Przepraszam, że wczoraj niczego nie dodałam.:) Jak mi się uda, to jeszcze dzisiaj dodam kolejny rozdział.:]
Jak Wam się podoba?:)
Dziękuję za komentarze i za to, że jest Was coraz więcej!
Dziękujęęęę baaaaardzo kochani!:*
Pozdrawiam!:)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 16

- Aaaaaach! - krzyknęła Ann, kiedy Marco nie trafił w bramkę.
Siedziała na stadionie wśród innych fanów. Nie chciała być w sektorze WAGs, bo czułaby się obserwowana. Tym bardziej, że obiecali sobie z Reusem, że póki co się nie ujawniają. Blondyn wiedział, gdzie siedzi brunetka i co jakiś czas spoglądał w jej stronę. Miał nadzieję, że przyniesie mu szczęście. I tak też się stało. W drugiej połowie strzelił gola, dającego prowadzenie BVB.
- Taaaaaaaaak! - krzyknęła Ann z innymi kibicami. On nieznacznie odwrócił się i pobiegł w jej stronę. Siedziała na tyle wysoko, że nie było szansy, aby ktokolwiek dostrzegł, że uśmiecha się do niej. Jednak ona wiedziała. To jej wystarczało. Nikt inny nie musiał wiedzieć.
- Cześć. - usłyszała głos dochodzący z prawej strony. Odwróciła się i zobaczyła dziewczynę Lewego. - Wiem o Was, nie przejmuj się. - szepnęła jej do ucha tak, żeby nikt nie słyszał.
- Ann. - wyciągnęła do niej rękę.
- Ania. - dziewczyna ją przytuliła. - Marco miał dzisiaj naprawdę dobry dzień.
- Zdecydowanie tak.
- Chciałam Cię poznać, bo wiem, że przychodzisz na mój ślub. Trochę głupio by było, gdybyś przyszła i byśmy się nie znały...
- Faktycznie. Nawet o tym nie pomyślałam. Stresujesz się?
- Coś ty. Kiedy jesteś pewna, że to ten jedyny, stresujesz się tylko tym, żeby on się nie rozmyślił. - zaśmiała się serdecznie.
- Chyba Lewy by Ci takiego czegoś nie zrobił?
- Nie. Z pewnością nie. Jesteśmy razem na tyle długo, że wiemy, że pasujemy do siebie.
- Chciałabym kiedyś się tak poczuć.
- Kiedyś na pewno się poczujesz. Przepraszam, ale muszę już uciekać. Robert na mnie czeka na pewno.
Ania pocałowała dziewczynę w policzek, co wzbudziło ogólne zamieszanie. Ludzie, którzy jeszcze zostali, zaczęli szeptać, dlatego Ann jak najszybciej uciekła.
- Gratuluję. - podeszła do Marco i pocałowała go w policzek.
- Dzięki. Widziałem, że poznałaś Anię.
- Tak, jaka ona jest sympatyczna! Nie spodziewałam się, że tak łatwo się dogadamy.
- Jest bardzo fajna. Chyba ją jako pierwszą z dziewczyn moich kumpli polubiłem. Tak naprawdę ona jedyna nigdy niczym mnie nie wkurzyła. Idziesz ze mną do Mario?
- Impreza? - zgadła dziewczyna.
- Praktycznie po każdym wygranym meczu się spotykamy. Będzie Ania, więc pogadacie sobie. No, nie daj się prosić.
- Ale ja przecież z chęcią pójdę! Już nie jestem taka zdziwiona, kiedy piłkarze mówią do mnie po imieniu.
- To się cieszę.
Czterdzieści minut później wchodzili do domu Goetze. Tym razem to Ann weszła jako pierwsza bez pukania.
- Ann, weszłaś bez pukania! - powiedział Reus.
- No i co? Mario nie będzie zły.
Marco zaśmiał się głośno.
- Z czego rżysz, baranie? - zapytał od progu Goetze.
- Ann mnie rozśmieszyła. - przyciągnął ją do swojego boku.
Przywitali się ze wszystkimi obecnymi i już po chwili Ann z Anią siedziały w kącie i rozmawiały.
- Kiedy się zorientowałaś, że Robert to ten jedyny?
- Nawet nie wiem. Pewnego dnia jakoś samo to przyszło. Dlatego nie wahałam się nawet przez sekundę, gdy poprosił mnie o rękę. Właśnie dlatego w sobotę będę panią Lewandowską. - uśmiechnęła się. - A co, myślisz o Marco?
- Coś Ty. Zbyt krótko się znamy. Nie wiem, czy to ten na całe życie. Póki co jest wspaniale, ale kto wie, co będzie za choćby tydzień... - powiedziała Ann i pomyślała o Michaelu.
- Coś się dzieje? - zapytała Ania, widząc minę brunetki.
- Nie, tak po prostu powiedziałam. - skłamała.
Ann siedziała cały wieczór z Anią. Rozmawiały o ślubie, przygotowaniach, podróży poślubnej. Stachurska była taka podekscytowana. Ann miała nadzieję, że kiedyś i ona będzie mogła z taką ekscytacją mówić o swoim ślubie. Doszło do niej to, że ona chyba chciałaby poślubić Reusa. Chciałaby spędzić z nim resztę życia, urodzić tyle dzieci, ile Bóg pozwoli i być z nim tak zwyczajnie szczęśliwa. Nie jako dziewczyna sławnego piłkarza, ale jako Ann Reus. Żeby nie musieli się ukrywać, przestali być pod ostrzałem fotoreporterów.
Ale to są tylko moje marzenia, pomyślała Ann, przecież to się pewnie nie spełni.
- Słuchasz mnie? - dziewczyna nawet nie zorientowała się, kiedy obok niej pojawił się Marco.
- Przepraszam. Co mówiłeś?
- Pytałem, czy możemy się już zbierać. Jestem bardzo zmęczony, a jest już po pierwszej.
- Pewnie! Nie ma problemu.
Pożegnali się ze wszystkimi, a Ania powiedziała jej, że koniecznie muszą się spotkać jeszcze. Ann poczuła jakąś więź z tą dziewczyną. Cieszyła się, że podeszła do niej po meczu i zagadała.
- Jedziemy do mnie, czy chcesz u siebie nocować? - zapytał Marco.
- A może to Ty dzisiaj u mnie będziesz nocował? - zaproponowała Ann.
- W sumie, czemu nie. Nie mam jutro treningu ani żadnych planów. Tylko jest jeden problem...
- Jaki?
- Co sąsiedzi powiedzą?
- Naprawdę śmieszne! Hahahahaha, przejmujesz się nimi?
- Już dawno przestałem się przejmować tym, co media o mnie mówią i piszą.
Weszli do domu Ann. Dziewczyna szybko się wykąpała, bo Marco powiedział, żeby poszła pierwsza. Jednak po 30 minutach oboje już leżeli w łóżku. Brunetka przytuliła się do Reusa.
- Marco?
- Co tam, skarbie?
Ann zbierała się w sobie, aby powiedzieć mu prawdę o Michaelu, ale w ostatnim momencie zrezygnowała.
- Kocham Cię. - powiedziała zamiast tego.
- Ja Ciebie też.
Blondyn ją pocałował, a jego koszulka wylądowała na podłodze...

----------------------------------------------------
Och, cały dzień męczyłam się z tym rozdziałem... Przepraszam, że tak późno, ale naprawdę miałam ogromny problem, żeby coś wymyślić. Może dlatego, że moja wyobraźnia już wymyśliła dalsze rozdziały, zamiast skupić się na najbliższych... Nie wiem, ale mam nadzieję, że Wam się podoba.:)
Komentujcie, proszę:)
Pozdrawiam! Dobranoc, kochani.:)

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 15

- Witaj, mów mi Manuela. - przytuliła Ann mama Marco.
- Ann - wyszeptała dziewczyna. Była trochę zdezorientowana.
- Mamo, chodź. Chcesz coś do picia? - zabrał głos Reus.
- Bardzo chętnie.
Marco znał swoją mamę doskonale i wiedział, że chce herbatę.
- Bardzo się cieszę, że mogę Cię poznać. Marco tyle mi o Tobie opowiadał! - powiedziała podekscytowana mama Reusa.
- Też słyszałam wiele pozytywnych rzeczy o Pani.
- Mówiłam, że możesz zwracać się do mnie per Ty. - przypomniała z uśmiechem.
- Przepraszam, zapomniałam. - powiedziała Ann. Była bardzo zestresowana. Nie spodziewała się takiej reakcji ze strony Manueli.
Spędzając czas z Marco i jego mamą, brunetka zapomniała na chwilę o swoich problemach. Poczuła się jak w rodzinie, która ją kochała. Dostrzegła, jak wiele wysiłku Manuela włożyła w wychowanie syna. I teraz to procentuje. Żałowała, że nie ma takiej relacji ze swoją matką. Najlepszą miała z ojcem, ale ten nadal często wyjeżdża służbowo i zbyt często go nie widuje. Miała nadzieję, że niedługo przyjedzie, pozna Marco i.... Ach, zapomniała! Właśnie w tym momencie przypomniała sobie o ,,małym'' problemie jakim był Michael. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła snuć wspólne plany na przyszłość, nie znając nawet opinii Marco. To dało jej wewnętrzną siłę i jakiś dziwny spokój, że wszystko się jakoś ułoży. Że pokona trudności i dalej będzie mogła snuć plany na przyszłość, nawet jeśli się nie spełnią. Choć gdzieś głęboko w sercu czuła, że jest to coś więcej niż zwykła, przelotna znajomość.
Marco patrzył na dwie najważniejsze kobiety w swoim życiu i czuł spokój. Widział, że się dogadują. Cieszył się, ponieważ wiedział, że Ann już wystarczająco dostała od swojej matki i jego ojca. Nareszcie widział szczery uśmiech na jej twarzy i ten widok wywołał uśmiech i na jego twarzy.
Kiedy dwie godziny później Manuela powiedziała, że musi się zbierać, Ann zareagowała:
- Nie zostaniesz jeszcze na trochę?
- Bardzo bym chciała, Ann, ale nie mogę. Obiecałam Thomasowi, mojemu mężowi, że wrócę. - blondyn i brunetka wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Marco, a tym bardziej Ann, nie powiedzieli o całej historii z wizytą Thomasa Reusa. - Ale bardzo się cieszę, że Cię poznałam. Marco miał rację. Jesteś wspaniałą osobą. - podeszła i przytuliła Ann.
- Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. - odpowiedziała brunetka.
Manuela pożegnała się ze swoim synem, życząc mu powodzenia.
- Cześć, mamo. Do zobaczenia. Następnym razem my przyjedziemy do Ciebie.
- Zapamiętam tę obietnicę! - powiedziała i wyszła, zostawiając młodych samych.

15 MINUT PÓŹNIEJ
- Dlaczego Twoja mama tak łatwo mnie zaakceptowała? Dlaczego moja tak nie potrafiła?
- Może dlatego, że Twoja mama nie musiała prawie codziennie czytać w gazetach, że każdą noc spędzasz z kimś innym? - odpowiedział pytaniem Marco, jednocześnie uśmiechając się.
- Bardzo śmieszne. - powiedziała Ann, ale wbrew sobie, też się uśmiechnęła. Rozbawił ją komentarz Reusa.
Blondyn podszedł do niej i ją pocałował.
- Spokojnie, wszystko się ułoży. - powiedział blondyn, jakby na potwierdzenie jej wcześniejszych przemyśleń.
- Mam nadzieję. - stwierdziła, choć miała świadomość, że oboje myśleli o zupełnie innej sprawie. - Ale powiem Ci, że masz naprawdę wspaniałą mamę.
- W końcu po kimś mam te dobre cechy. - powiedział.
- Jaki Ty jesteś skromny! - przejechała mu dłonią do włosach, które blondyn natychmiast sobie poprawił.
Marco zaśmiał się w całkowicie naturalny sposób. Wiedział, że mama zaakceptuje Ann, ale teraz poczuł całkowitą ulgę, że największe problemy mają za sobą.
Ann postanowiła, że spędzi z Reusem jak najwięcej czasu się da. Na wszelki wypadek.
- Mamy całe popołudnie dla siebie. Co robimy? - zapytała.
- Nie mam pojęcia. Myślałem, że mama dłużej zostanie.
- Może popływamy? - tak, Marco w swoim domu miał także basen.
- Jest tylko jeden problem. Nie masz kostiumu.
- Ale mam bieliznę i mogę się w niej kąpać.
- No dobra, to daj mi 3 minuty i jestem z powrotem.
Ann poszła do łazienki, zdjęła ubrania i spięła włosy w kok.
- Przyniosłem dla Ciebie ręcznik. Łap! - Marco rzucił w jej stronę, ale niestety Ann zbyt późno się zorientowała i ręcznik wylądował na jej głowie. Reus zaczął się śmiać. Brunetka zauważyła, że ostatnio coraz częściej się śmiał. Jednak Marco zwyczajnie wyluzował, bo czuł, że wszystko w końcu zaczęło się układać. Uspokoiło się jego życie i był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Popatrzył na Ann jak wyplątywała się z ręcznika.
- Możemy iść? - zapytał.
- Tak. Chyba, że masz jeszcze jakąś niespodziankę dla mnie. - powiedziała dziewczyna.
- Nie, już nie.
Poszli nad basen. Był bardzo ciepły i słoneczny dzień. Zostawili swoje ręczniki, ale Ann postanowiła, że najpierw chwilę poleży na słońcu.
- Jak chcesz. Ja idę popływać.
Marco wskoczył do wody, jednocześnie ochlapując dziewczynę.
- Głupek. - powiedziała Ann.
Reus przepłynął kilka długości i wpadł na pewien pomysł. Wiedział, że dziewczyna może być zła, ale postanowił zaryzykować.
- Ann, pomożesz mi wyjść?
 Dziewczyna podeszła do basenu i podała mu rękę.
- Aaaaaaaaa! - krzyknęła brunetka, bo została wciągnięta do wody przez swojego chłopaka. Jednak ten, widząc, że jest zdezorientowana, wziął ją na ręce i trzymał przez chwilę.
- Już okej? - zapytał z szerokim uśmiechem. Nie śmiał się z niej, ale uśmiechu nie mógł opanować.
- Tak. Wariat z Ciebie, wiesz?
- To wszystko przez Ciebie.
- Co? Ja jestem jeszcze winna, że oszalałeś?
- Tak. To z miłości do Ciebie.
Ann zmiękło serce. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Pocałowała go.
- Będziesz w środę na meczu? - zapytał.
- Miałabym opuścić mecz mojego chłopaka? No proszę Cię! Pewnie, że będę! Będę najgłośniej krzyczała, jak strzelisz gola.
- No ja mam nadzieję!
Spędzili na podwórku jeszcze półtorej godziny. Gdy szli do domu, Marco zapytał.
- Chcesz zostać na noc?
- W sumie mogę. Ale mam prośbę. Obejrzymy film?
- Jeśli tylko tego chcesz.
- Okej, ale błagam, żaden horror ani film akcji.
- Mogę nawet obejrzeć komedię romantyczną, jeśli chcesz.
- Och, to cudownie, bo akurat mam na nią ochotę!
O nie, pomyślał Marco, wkopałem się. Nie lubił tego typu filmów.
- No, dobra, to wypożyczymy jakiś w internetowej wypożyczalni. Chcesz iść do łazienki?
- Jeśli mogę.
- Pewnie, że tak. Wolisz iść na górę, czy tutaj?
- Przecież wiesz, że mi to zupełnie obojętne. - powiedziała.
- To idź na górę, ja zostanę tutaj.
Ann wzięła swoje rzeczy i poszła.

30 MINUT PÓŹNIEJ
- Jesteś głodna? - zapytał Reus.
- Trochę.
- Chcesz coś zamówić, czy robimy kolację sami?
Ann spojrzała na zegarek. Była 18:12.
- Możemy coś zrobić. Mamy dużo czasu.
Zrobili pizzę, która okazała się całkowicie niejadalna.
- Fuuuj, może coś zamówimy jednak?
Ann spróbowała kawałek i się skrzywiła.
- Chyba tak. Dobry pomysł. - zaśmiała się. - Ale, błagam, nie pizzę!
- Okej, chińszczyzna? - zaproponował.
- Może być.
Kiedy ich posiłek przyjechał, była prawie 20.
- To co? Oglądamy coś?
- Przecież Ci obiecałem.
Wybrali ,,PS Kocham Cię''. Choć ,,wybrali'' to zbyt dużo powiedziane. Ann wybrała.
- To jest naprawdę dobry film. Ale, ostrzegam, będę płakać.
- Nie wiem, jak można płakać na filmie. Przecież to tylko zmyślona historia.
- Ale nawet nie wiesz, jak realna
- Dobra, oglądajmy. Mam nadzieję, że nie usnę.
- Nie pozwolę Ci na to!
Tak, jak Ann mówiła, prawie przez cały film miała łzy w oczach, a pod koniec nerwy jej puściły i popłynęły po policzkach.
- Zobacz jak on ją kochał. - powiedziała, gdy film się skończył.
- Ja Ciebie też kocham. - odpowiedział Marco.
- Wiem. - pocałowała go. Poleżeli jeszcze chwilę. Ann spojrzała po raz pierwszy od dawna na pierścionek na swoim palcu i uśmiechnęła się. - Możemy iść spać? Jestem zmęczona trochę.
- Nic dziwnego, to był długi dzień. Pewnie. Chodź. Jutro posprzątam.
Marco wyłączył telewizor i razem z Ann poszli na górę.
Ann uświadomiła sobie, że przy Reusie całkowicie zapomniała o Michaelu. Może Natalie miała rację, żeby powiedzieć mu prawdę? Tego jeszcze nie wiedziała.
Po kilku minutach zasnęli przytuleni do siebie.

------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno, ale pogoda jest tak piękna, że aż szkoda byłoby nie skorzystać!:)
Ale jest 15.:) Jak Wam się podoba?:] Niedługo znowu zacznie się dziać!:>
A teraz idę się szykować, bo o 20:15 mecz Polska - USA.:]
Pozdrawiam, kochani!:)

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 14

Ann wstała lewą nogą. Była roztrzęsiona, zła i smutna. Jednak pocieszał ją fakt, że miała jakiś plan. Cokolwiek, co daje jej nadzieję, że wszystko się ułoży. Bardzo chciała w to wierzyć. Brunetka prawie nic nie zjadła i postanowiła, że założy jedną z sukienek od Marco. Piętnaście minut później stanęła przed ogromnym lustrem w swojej sypialni i stwierdziła, że może tak iść.
- Nie za elegancko, ale też nie codziennie - powiedziała do siebie.
Powinna być o 13 u Marco, więc, jak zawsze, wyszła zdecydowanie za wcześnie. Chciała jeszcze z nim porozmawiać. Być może to mu pomoże zrozumieć później całą sytuację. Miała taką nadzieję.
- Marco. - przytuliła się do niego nadzwyczaj mocno.
- O, aż tak się za mną stęskniłaś? - uśmiechnął się.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. - szepnęła z ulgą. Cieszyła się niezmiernie, że znowu może być w jego ramionach. Nawet, jeśli nie uda się dogadać z Michaelem, to postanowiła, że spędzi z ukochanym jak najwięcej czasu.
- Co się stało? - zapytał z niepokojem.
- Opowiem Ci o Michaelu.
Reus nie wiedział, skąd nagle taka zmiana, ale czuł jakieś napięcie w głosie Ann.
- Chodź, usiądziemy..
Przeszli przez cały salon, trzymając się za ręce. Następnie usiedli naprzeciwko siebie na huśtawce, którą Marco miał na tarasie.
- Znam się z nim bardzo długo. - zaczęła opowiadać. - Chyba tylko Natalie znam dłużej. No, nieważne. Poznaliśmy się, jak miałam 14 lat. Uwielbiałam wtedy jeździć na desce i to tam spotkałam Michaela. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Można powiedzieć, że byliśmy nierozłączni. - uśmiechnęła się na samo wspomnienie. - Ja się trochę zmieniłam. Zaczęłam dorastać, można tak powiedzieć. Już nie najważniejsza była deska i rampa. Ważniejsze zaczęły stawać się spotkania z przyjaciółmi, imprezy. Oczywiście wszędzie towarzyszył mi Michael. Nawet nie zauważyłam kiedy, zakochał się we mnie. Dowiedziałam się tego w moją osiemnastkę. Wówczas poprosił, żebym została jego dziewczyną. Dokładnie wtedy zdałam sobie sprawę, że on także nie jest mi obojętny. Kolejne miesiące mijały. On był taki idealny, można by przypuszczać. Tak się wydawało: zawsze przepuszczał mnie w drzwiach, kupował kwiaty, chodziliśmy wszędzie razem. Myślałam, że to ten jedyny. Aż do pewnego razu. - tu Ann się zacięła. Marco jedynie mocniej ścisnął jej dłoń. Chciał jej dodać otuchy, bo czuł, że to jest już końcówka historii.- Byliśmy na imprezie. To była nasza rocznica. Minęło dokładnie 8 miesięcy, odkąd byliśmy razem. Michael trochę za dużo wypił. W sumie to ja odrobinę też wypiłam, ale ja generalnie nie lubię alkoholu, więc byłam trzeźwa. Wyszłam na chwilę do łazienki, bo widziałam, że mam chwilę przerwy od tańca z nim. Akurat wtedy tańczył z jakąś inną dziewczyną. Znałam ją tylko z widzenia. Może kilka razy powiedziałyśmy sobie ,,cześć''. To wszystko. Wróciłam z łazienki i zobaczyłam, jak się całują. - Ann zupełnie straciła kontrolę nad swoim głosem. - Powiedziałam sobie kiedyś, jak byłam mała, że nigdy żadnemu facetowi nie wybaczę zdrady. Jakiejkolwiek. Wyszłam z klubu, a on pobiegł za mną. Kiedy mu powiedziałam, że nie chcę z nim rozmawiać i to koniec, on mnie jeszcze uderzył. To właśnie dlatego uważam, że to największy dupek. Nigdy, nigdy nie spotkałam takiego kretyna.
Marco nie chciał niczego mówić, bo widział, że dziewczyna jest roztrzęsiona. Potrzebowała chwili na uspokojenie się.
Ann miała też ukryty cel w tym, że opowiedziała mu swoją historię. Miała nadzieję, że w razie, gdyby nie udało się dogadać z Michaelem, Reus nie uwierzy w to, że wróciła do niego z własnej woli. Nie uwierzy w to, że mogła chcieć z nim utrzymywać jakikolwiek kontakt.
- Praktycznie po tej sytuacji, cały tydzień przesiedziałam w domu. Z dwóch powodów: miałam siniaka na twarzy, a drugi to taki, że przepłakałam cały ten czas. Nie mogłam uwierzyć, że po tak wspaniałym czasie spędzonym z nim, on zrobił mi coś takiego. I wtedy poznałam Ciebie. - uśmiechnęła się do niego przez łzy. Marco starł jej kciukiem łzę z policzka.
- Nie przejmuj się. Ja Cię nie uderzę i nie zdradzę.
Ann zupełnie się rozkleiła. Wiedziała, że za dwa tygodnie może to wszystko stracić. Być może będzie musiała zranić Marco tak, że nie będzie chciał jej widzieć. Jednak zrobi wszystko, aby tak się nie stało.
- Ann, nie chcę Cię martwić, ale za 30 minut przyjedzie moja mama.
- O kurczę! - dziewczyna momentalnie otrzeźwiała. Wstała i poszła do łazienki. Trochę się uspokoiła. Gdy zeszła już na dół, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ann wstrzymała oddech i razem z Marco u boku poszła otworzyć.

---------------------------------------------
A jednak już dzisiaj dodaję.:) Trochę krótki, wiem.:)
Jak Wam się podoba?

Baaaardzo dziękuję Sylwii Reus za tak wspaniałe komentarze! Nie spodziewałam się, że tak powiesz. Dziękuję i pozdrawiam!:]

Rozdział 13

- Jutro przyjeżdża moja mama. - powiedział Marco do Goetzego.
- Pozna Ann? - zapytał.
- Tak. Ukrywa to, ale ona się tak stresuje. Najbardziej boi się, że jej nie zaakceptuje.
- Twoja mama chyba każdą zaakceptuje, która nie jest na jedną noc. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne, Mario. - Marco nie miał za złe, że przyjaciel się z niego śmieje. Wiedział, że nie robi tego, aby mu dopiec.
- Nie przejmuj się, na pewno będzie dobrze. Ann jest spoko.
- No dzięki!
Nie mieli już więcej czasu na gadanie, bo Klopp kazał im znowu biegać 10 kółek.
- Czasami go nienawidzę. - skomentował Goetze po cichu.

 ***
Otworzyła drzwi i chciała je natychmiast zamknąć. Jednak on postawił stopę na progu i nie mogła ich zamknąć.
- Wynoś się stąd. - powiedziała.
- Nie tak szybko. Chcę porozmawiać.
- O czym Ty chcesz jeszcze rozmawiać?! Ostatnio już wszystko mi powiedziałeś. - Ann nie spodziewała się, że zobaczy jeszcze Michaela w swoim domu. Trzy wizyty w ciągu trzech dni to było za dużo, jak na jej nerwy.
- Jednak radzę Ci mnie wpuścić i porozmawiać. - dziewczyna usłyszała jakąś nutkę w jego głosie, że prawie bez wahania to zrobiła. Jednak ona usiadła z dala od niego. Dopiero po chwili zauważyła, że jej były chłopak przyniósł ze sobą gazetę.
- Słucham. Nie mam zbyt wiele czasu, więc się streszczaj.
Michael zauważył, jak bardzo dziewczyna się zmieniła. Zastanawiał się, czy to wpływ tego bogatego dupka.
- Ostatnio wszedłem do sklepu i kupiłem gazetę. Wróciłem do domu, zacząłem ją czytać i zobaczyłem Was na zdjęciu. Jesteście razem?
- A co Cię to interesuje? To moje życie. Skreśliłeś się z niego sam. Na własną prośbę.
- Odpowiedz.
Ann czuła, że jeśli potwierdzi, to będą kłopoty.
- Przyjaźnimy się. - skłamała. Na szczęście nigdy nie było zdjęcia w żadnej gazecie, na której się całowali.
- Doprawdy? - Michael chyba jej nie uwierzył. - Wątpię, że tak nagle znalazł sobie przyjaciółkę. Ale zależy Ci na nim?
- Jak na przyjacielu. - brnęła dalej Ann. Miała przeczucia, że ta wizyta całkiem odmieni jej życie. Wywróci je do góry nogami.
- Nie chcesz, żeby stała mu się krzywda? Nie mówię o fizycznym bólu. Wiesz doskonale, że można skrzywdzić na wiele sposobów.
- Czy Cię pogięło? O czym Ty mówisz? - zapytała całkowicie zszokowana Ann.
- Odpowiedz. - powtórzył się Michael.
- Nie chcę, żeby coś mu się stało. To oczywiste. Na Tobie też mi kiedyś zależało.
- W takim razie zerwij z nim kontakt. Będziesz się ze mną spotykała.
- OSZALAŁEŚ?! - wydarła się na niego brunetka, choć czuła, że stąpa po kruchym lodzie.
- Znowu będziemy przyjaciółmi.
- Chyba żartujesz. Nie będziesz decydował o tym, z kim się będę spotykała.
- W takim razie ten dupek sam Cię znienawidzi.
Ann miała łzy w oczach.
- O co Ci chodzi?
Jednak nie usłyszała odpowiedzi na to pytanie.
- Nie mogę z nim tak nagle zerwać kontaktu. Przecież będzie oczywiste, że coś się stało.
- Hmmm.... Masz rację. Masz dwa tygodnie.
Michael wstał.
- Pamiętaj.
Wychodząc, natknął się na Reusa, który w drodze powrotnej z treningu, postanowił, że na chwilę do niej wpadnie, uspokoić przed jutrzejszym spotkaniem z matką.
- Co on tu robił? - zapytał Marco. Poznał chłopaka praktycznie od razu.
- Przyszedł po resztę swoich rzeczy. - powiedziała Ann, zachowując względny spokój. Przynajmniej starała się. Wiedziała, że nie może dać plamy. Za bardzo jej na nim zależało.
- To dobrze. - tym razem Marco jej uwierzył. Nie miał podstaw, aby tego nie zrobić. - Wpadłem, bo wiem, że...
Co ja mam teraz zrobić? Jak mam to zrobić? Przecież nie mogę tak odpuścić. Z drugiej strony nie chcę, żeby mu się coś stało. - myślała Ann.
- Czy Ty w ogóle mnie słuchasz? - zapytał Marco, śmiejąc się beztrosko.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Trochę się boję jutrzejszego spotkania, ale dam radę. Nie martw się. - powiedziała cicho.
- Wiem, wiem. - podszedł do niej i ją przytulił. Ann prawie się rozpłakała. Był jej z nim tak dobrze. Pasowali do siebie, a ona teraz musiała to jakoś zniszczyć. Nie wiedziała, co ma zrobić. Przecież nie pójdzie na policję, bo ją wyśmieją! Zadzwoni do Natalie i poprosi ją o spotkanie. Może ona jej doradzi.
On jej tego nie ułatwiał, bo akurat w tym momencie ją pocałował.
- Będę już leciał, bo jestem bardzo zmęczony po treningu.
- Jasne, widzimy się jutro.
Pocałował ją jeszcze raz.
- Pa, skarbie.

***
- Natalie, błagam Cię, przyjedź szybko.
Przyjaciółka nawet nie pytała, co się stało, bo słyszała, że Ann była zdenerwowana.
- Będę za 20 minut.
- Dzięki.
Ann się rozłączyła i zaczęła płakać.
Natalie była u niej znacznie szybciej niż powiedziała. Znalazła przyjaciółkę w salonie, całą zapłakaną. Ann opowiedziała jej całą historię.
- Żartujesz chyba?! Czy on do reszty zwariował?! W życiu bym nie pomyślała, że może się tak zachować!
- Myślałam, że mam go już za sobą. Że życie z nim to przeszłość.
- Spokojnie, poradzimy sobie z tym.
- Doskonale wiesz, że jestem pod ścianą! Nie mam jak uciec. A to, że Marco jest sławny nie pomaga mi.
- A może mu o tym powiesz po prostu?
- Zwariowałaś? Przecież on się zezłości. Nie wiem, co wtedy by zrobił.
Dziewczyny rozmawiały jeszcze godzinę.
- Dobra, to ja na razie poczekam. Zobaczymy, jak się wszystko rozwinie. Może uda mi się przekonać Michaela, żeby odpuścił. Porozmawiam z nim.
- I bardzo dobrze! Walcz o Marco i o swoje szczęście.
- Dzięki, Natalie.
Dziewczyny pożegnały się, a Ann momentalnie zasnęła.

---------------------------------------------------------
Rozdział 13. Pechowy? Dla bohaterów z pewnością przełomowy. W tym negatywnym sensie, więc chyba trochę pechowy. Nie mam pojęcia jeszcze jak rozwinę dalej tę sytuację, ale na pewno coś jutro dodam!
Proszę, komentujcie.:)
Dziękuję za każdy komentarz.!
Pozdrawiam, kochani:*

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 12

Ann obudziła się w ramionach Marco. Po chwili i on otworzył oczy. Blondyn pocałował ją, nic nie mówiąc. Jednak brunetka wiedziała, że nie mogą przeleżeć całego dnia w łóżku, choć najchętniej to właśnie w ten sposób by go spędziła, dlatego się odezwała:
- Muszę pojechać po sukienkę na ślub Roberta.
- Ale to koniecznie dzisiaj?
- Jutro przyjeżdża Twoja mama, a w przyszły weekend jest już ślub.
- Faktycznie. To może pojadę z Tobą, bo muszę sobie garnitur kupić.
- Jeśli chcesz, to jasne.
- To pojedziemy razem.
Wstali, Ann poszła do łazienki, a blondyn powiedział, że zrobi im śniadanie.
- Muszę jeszcze dokończyć porządki. - zakomunikowała brunetka. Wczorajsza wizyta Thomasa Reusa tylko wzmocniła ich związek. Gdzieś w podświadomości obojga tkwiło to, że już dwie osoby są przeciwne ich związkowi i dlatego muszą udowodnić, że się mylą. Nie rozmawiali o tym, co zaszło poprzedniego dnia. Nie chcieli roztrząsać tej sprawy. Powiedzieli sobie wszystko wieczorem.
Ubrali się, zjedli na tarasie śniadanie, a później pojechali do domu Ann. Dziewczyna chciała się przebrać, bo dziewczyna wciąż miała na sobie wczorajsze ubrania. Nie było jej dane wrócić na noc do siebie. Marco poczekał na nią w salonie. Zobaczył, że w kącie na podłodze leży zdjęcie jakiegoś chłopaka.
- To Twój brat? - zapytał, trzymając je w ręku.
- Nie mam brata, jestem jedynaczką.
- A kto to?
- Michael, największa pomyłka mojego życia. Mój były chłopak. Jak sprzątałam, musiałam je ominąć. Gdzie je znalazłeś?
- W kącie. - dziewczyna wzięła od niego zdjęcie i naprawiła swój błąd, wyrzucając je do kosza.
- Nie życzę Ci, żebyś kiedykolwiek spotkał takiego człowieka. To największy egoista i dupek, jakiego spotkałam.
Ann gwałtownie odwróciła się i wpadła na  Marco. Spojrzał jej w oczy. Był ciekaw, co się stało.
- Marco, nie chcę o nim teraz rozmawiać. - powiedziała.
Reus więcej już nie naciskał, bo wiedział, że jeśli będzie chciała porozmawiać, to przyjdzie do niego i mu powie. Dał jej czas. Zawsze dawał, kiedy widział lub czuł, że go potrzebowała.
- Jesteś już gotowa? - zapytał, zamykając póki co temat Michaela.
- Tak, możemy już jechać.
Wyszli z domu i pojechali bezpośrednio do najbliższego centrum handlowego.
***
- Jak myślisz, Marco, może być?
- Wyglądasz pięknie. - skomentował Reus.
- Mówiłeś tak przy trzech poprzednich.
- To moja wina, że w każdej wyglądasz ładnie?
Ann wiedziała, że na zakupach potrafi doprowadzić każdego do szewskiej pasji. Reus był już zmęczony tymi zakupami. Byli w sklepie zaledwie 40 minut, a on już nie wytrzymywał. Wiedział, że nigdy więcej nie pojedzie z nią na tego typu zakupy.
- Skarbie, weź w takim razie dwie czy trzy sukienki i zaprosisz Natalie, a ona Ci na pewno doradzi. Ja płacę. - uprzedził ją.
- Ale Marco, ja nie chcę Cię naciągać.
- Czy naprawdę sądzisz, że pieniądze grają w tym wypadku główną rolę? Nie narzekam na brak gotówki. Możesz mi wierzyć.
- W to nie wątpię. Ale obiecaj, że to ostatnia rzecz, którą mi kupujesz.
- Dobrze, obiecuję. Weź sukienki. Czekam przy kasie.
5 minut później Ann miała już sukienki. Oczywiście musiał dać autograf prawie całej ekipie w tym sklepie. Lubił to robić. Cieszył się, że ludzie go lubią i, mimo wszystko, szanują.
- Dziękuję. - pocałowała go w policzek.
Marco uśmiechnął się tylko do niej.
Z kupieniem garnituru dla Reusa poszło znacznie szybciej. Weszli do pierwszego sklepu. Blondyn uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak ekspedientka podeszła do drugiej i zaczęła szeptać:
- Zobacz, kto tu jest! Zobacz szybko!
Reus udawał, że nie słyszał, ale uśmiechnął się pod nosem. Także Ann to słyszała.
- Słyszałeś? - szepnęła do blondyna.
- Aha.
Ekspedientki mu nadskakiwały, podawały coraz to inne garnitury. Ann czuła zazdrość, ale gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że to bezpodstawna zazdrość. Pół godziny później wyszli ze sklepu. Ann odetchnęła z ulgą, bo powoli już miała dość tych zakupów. Postanowiła jednak podroczyć się z blondynem.
- Widziałeś, jak na Ciebie leciały?
- O czym Ty mówisz?
- O ekspedientkach. Nadskakiwały Ci.
- Zazdrosna? - przejrzał dziewczynę.
- Ani trochę. - gładko skłamała. Jednak Reus jej nie uwierzył. Odpuścił, bo nie chciał się pokłócić. Jedyną reakcją Marco był szeroki uśmiech na twarzy. Cieszył się, że była o niego zazdrosna.
- Idziemy na kawę? - zaproponował, kończąc poprzedni temat.
- No dobra. Możemy.
Znaleźli wyglądającą miło kawiarnię i usiedli w ogródku. Zamówili dwie kawy.
- Stresujesz się spotkaniem z moją mamą? - zapytał.
- Już nie. Wiem, że już gorzej być nie może niż teraz jest. - Miała na myśli oczywiście swoją matkę i ojca Marco.
- Oj, nie przejmuj się rodzicami. Cieszę się, że w dzisiejszych czasach nie potrzeba zgody rodziców na spotykanie się z kimś, bo mogłoby być ciężko.
- Musielibyśmy się spotykać po kryjomu.
- Pewnie tak.
- Ale zobacz, teraz jest podobnie. Ukrywamy się przed dziennikarzami. Wiesz, że tak naprawdę niewiele się zmieniło w moim życiu od czasu, kiedy wkroczyli w nie dziennikarze? Czasami muszę się oglądać w gazecie, a tak to nic.
- Cieszę się. Moje się uspokoiło. Już nie goszczę na okładce każdej gazecie. Jaka to ulga! - roześmiał się. Ona do niego dołączyła.
Spędzili w kawiarni godzinę, a później wrócili do domu, bo Marco znowu miał trening przed meczem.
- Mogę zostać u Ciebie? Dokończę sprzątać. - zapytała Ann.
- Nie musisz nawet pytać.Oczywiście, że możesz.
- Dobra, to sprzątnę i wrócę do siebie.
- Jaka Ty jesteś uparta... - westchnął Marco. Ann w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła.
Pożegnała się z Reusem i zamknęła drzwi. Z porządkami szybko się uwinęła. Dokończyła w nieco ponad godzinę. Wyszła z domu i poszła do siebie. Wzięła długą kąpiel, a później włączyła telewizor. Akurat leciała powtórka meczu, na którym była po raz pierwszy. Postanowiła go obejrzeć. Marco strzelił gola, podbiegł do niej i ją pocałował. Uśmiechnęła się zażenowana na sam widok tego zdarzenia. I pomyśleć, że tak to wszystko się zaczęło! - pomyślała.
Ktoś zapukał do drzwi. Miała już dość wizyt, ale postanowiła, że otworzy. Nie wiedziała tylko, że ta wizyta zmieni całkowicie jej dotychczasowe życie...

---------------------------------------------------
No i jak, kochani? Podoba się Wam? Proszę o jakieś komentarze!:) Cokolwiek. Mam nadzieję, że choć trochę Wam się podoba.
Pozdrawiam!

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 11

Ann wstała w znacznie lepszym humorze, jednak mina jej zrzedła, gdy zobaczyła, że jest już 11. Miała dwie godziny do spotkania z Marco, a miała w planach zrobić najpotrzebniejsze zakupy. Szybko się ubrała, choć z domu wyszła dopiero o 11:40. Założyła okulary przeciwsłoneczne, aby ukryć jeszcze trochę zapuchnięte oczy. Weszła do sklepu z listą zakupów w ręce i szybko kupiła to, co było jej potrzebne. Opuściła sklep i ruszyła w kierunku domu. Dostrzegła, że ktoś za nią idzie. Odwróciła się i zobaczyła jakiegoś mężczyznę.
- Przepraszam, czy Pan czegoś ode mnie chce?
- Czy jest Pani związana z Marco Reusem?
- Słucham? - spytała zszokowana Ann, choć doskonale usłyszała pytanie dziennikarza. - Nie będę tego komentować. To, że nie szanujecie czyjegoś życia prywatnego, nie oznacza, że i ja nie będę. Do widzenia. - Ann odwróciła się od niego i poszła w stronę swojego domu. Była zła na tego faceta, bo wtrącał się w życie prywatne innych ludzi. Z drugiej strony była świadoma tego, że to jest jego praca i musi to robić, nawet jeśli nie lubi.
Po krótkim spacerze dotarła do domu. Rozpakowała zakupy i spojrzała na zegarek. Miała pół godziny do spotkania z Reusem. Postanowiła, że szybko się przebierze i ogarnie te oczy.

***
Marco w tym czasie postanowił zacząć wcielać swój plan w życie. Wziął telefon i wybrał numer mamy.
- Cześć, mamo. - przywitał ją.
- Cześć, kochanie.
- Czy mogę w ten weekend wpaść do Ciebie? - w tym przypadku to pytanie było równoznaczne z pytaniem, czy jego ojciec jest w domu.
- Wydaje mi się, że raczej to się nie uda, a coś się stało? - zapytała mama Marco.
- Poznałem kogoś i chciałbym Ci ją przedstawić.
- Och, to wspaniale, synku! To ta sama dziewczyna, o której ostatnio mi opowiadałeś?
- Tak, mamo. Jesteśmy razem.
Mama Reusa była przeszczęśliwa. Nareszcie jej syn znalazł kogoś, na kim mu zależy.
- To może ja do Ciebie wpadnę?
- Jeśli tylko dasz radę, to bardzo chętnie, ale najpierw muszę porozmawiać z Ann, bo ona jeszcze nie wie, że z Tobą rozmawiam.
- To koniecznie ją uprzedź. Zapytaj, czy chce się ze mną spotkać. Może być zła, jeśli ją zaskoczysz.
- Ja z nią rozmawiałem na temat spotkania z Tobą, ale nie rozmawialiśmy o szczegółach.
- To jak z nią porozmawiasz, to daj mi znać, dobrze?
- Jasne. Pa.
- Cześć, synku.
Mama Marco odłożyła słuchawkę i zobaczyła, że stoi za nią jej mąż.
- Kto dzwonił?
- Marco.
- Czego chciał?
- Jeśli go przeprosisz, to Ci powiem. Nie utrzymujesz z nim kontaktu, to nie rozumiem, dlaczego miałabym Cię o czymś informować.
- Jak chcesz.
Od dłuższego czasu rodzice Reusa nie dogadywali się zbyt dobrze. Matka ukrywała to przed synem, bo nie chciała, żeby myślał, że to przez niego.
***
Ann zapukała do drzwi domu Reusa, a ten szybko podbiegł, spodziewając się jej.
- Cześć, kochanie. - pocałował ją.
- Cześć.
Ann postanowiła zataić przed Reusem incydent spod sklepu. Nie chciała, żeby się denerwował, bo dopiero co załatwił jeden problem z redaktorem.
- Mam propozycję praktycznie nie do odrzucenia. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Zaczynam się bać. - powiedziała brunetka, widząc ogniki w oczach Marco.
- Co powiesz na spotkanie z moją mamą? Przyjedzie tu w weekend i mogłybyście się poznać. Co Ty na to?
- W ten weekend? Przecież to za dwa dni! Nie zdążę się przygotować!
- Ale co chcesz zmieniać? - Marco nie rozumiał.
- Muszę jakoś psychicznie się przygotować.
- Nie przejmuj się, moja mama nie jest terrorystką. Nie będzie Cię torturować. - uśmiechnął się do niej, a ona mimowolnie wybuchnęła śmiechem.
- Wiem, przecież. Chodzi mi tylko o to, że się trochę boję. Że mnie nie zaakceptuje i w ogóle...
- Daj spokój. Moja mama wie o Tobie i jest zachwycona!
- Rozmawiałeś z nią o mnie? - zapytała zaskoczona.
- Jak mnie poprosiłaś o czas, to z nią rozmawiałem. Bardzo mnie wtedy wspierała.
- Rozumiem. Dobra, mogę się z nią spotkać.
- To wspaniale. Zaraz do niej zadzwonię!
Marco rozmawiał z mamą 15 minut. Była zachwycona, że dziewczyna Reusa tak szybko się zgodziła na spotkanie z nią.
- Moja mama przyjedzie w sobotę o 13.
- Dobra. Na pewno przyjdę.
- To może po prostu zanocujesz u mnie z piątku na sobotę? Nie będziesz musiała wcześniej wstawać, żeby się przygotować.
- Może nie. Nie chcę podpaść Twojej mamie, a mogłaby być zła, gdyby się dowiedziała, że nocuję u Ciebie.
- Coś Ty. Na pewno nie będzie. Ale jeśli wolisz spać u siebie, to okej. Nie ma problemu.
- Tak będzie lepiej. Ty nie masz dziś treningu?
- Mam o 16. Dzisiaj jest później, bo trenerowi coś wypadło.
- Skoro masz jeszcze tyle czasu, to może pójdziemy na spacer, co?
- Okej, znam taką fajną kawiarnię niedaleko, to możemy pójść.
Wyszli z domu, a Ann znowu zobaczyła tego paparazzi.
- Marco?
- Co tam?
- Tylko nie reaguj zbyt impulsywnie. Za nami idzie jakiś wścibski dziennikarz.
- Chcesz, żebym do niego poszedł?
- Coś Ty. Dzisiaj rano sama do niego podeszłam. - Ann opowiedziała jednak mu o porannej sytuacji.
- Hahahahahaha, chciałbym zobaczyć jego minę, jak się odwróciłaś i poszłaś do domu.
- A mnie zdenerwował.
Chwilę później siedzieli już w kawiarni.
- Marco, ustalmy coś tak ostatecznie. Nie udzielamy wywiadów, okej?
- Bardzo dobry pomysł. Mam dość wiecznego pojawiania się na okładce. Poza tym z doświadczenia wiem, że wywiady nie pomagają atmosferze w związku . Tylko psują się relacje.
- Cieszę się, że nie będziemy pod ostrzałem dziennikarzy.
- Będziemy, ale tylko przez jakiś czas. W końcu się znudzą i się odczepią.
- Mam nadzieję, bo z jednej strony dla kogoś takiego, jak ja, to jest zabawne, ale do czasu.
W kawiarni spędzili jeszcze pół godziny, a później wrócili do domu Marco, by ten mógł się przebrać. Ann odprowadziła ukochanego pod stadion. Reus oczywiście zaproponował jej, żeby została, ale ona postanowiła, że pojedzie do jego domu i trochę posprząta, bo Marco chyba o tym zapomniał.
***
Ann dotarła do domu bardzo szybko i od razu wzięła się za sprzątanie. W pewnym momencie usłyszała dzwonek do drzwi i poczuła się niezręcznie. Nie wiedziała, czy ma otworzyć, ale chyba jej ciekawość zwyciężyła. Pociągnęła za klamkę i otworzyła drzwi. Zobaczyła jakiego mężczyznę.
- Tak?
- Nazywam się Thomas Reus. Jestem ojcem Marco.
- Dzień dobry - Ann zupełnie się nie spodziewała wizyty rodzica Marco. Tym bardziej, że wiedziała, że od lat nie utrzymują kontaktu.
- Marco nie ma w domu.
- Trudno, ale chciałbym w takim razie porozmawiać z Panią.
Ann wpuściła go do domu, bo co miała niby zrobić?
- Ann - wyciągnęła do niego rękę. - Proszę, niech Pan usiądzie.
- Jest Pani dziewczyną Marco?
- Znajomą - postanowiła, że nie wyzna mu prawdy, bo nie wiedziała, czy Marco by tego chciał.
-  A więc, chcę Panią ostrzec. Niech Pani nie popełnia tego błędu i zostawi Marco. Im szybciej, tym lepiej.
Dogadałby się Pan z moją mamą, pomyślała Ann.
- Ale my się przyjaźnimy tylko.
- Jednak chcę Panią ostrzec na wszelki wypadek. Znam mojego syna i wiem, że to kobieciarz.
- A wnioskuje to Pan z artykułów z gazet?
- Po prostu to wiem. - zignorował jej pytanie.
- Nie wiem, po co się Pan fatygował. Jeśli tylko po to, aby próbować mnie zniechęcić, to się Panu nie uda, bo Marco jest moim przyjacielem. Ostatnimi czasy znam go lepiej niż Pan.
- Doprawdy? Ja jestem jego ojcem i znam go od 24 lat.
- Z czego przez ostatnie parę nie utrzymywał Pan z nim kontaktu. On się zmienił. Jeśli Pan nie chce, to niech nie wierzy.
***
W tym samym czasie Marco wracał do domu. Był bardzo zmęczony, bo Klopp dał im wycisk. W końcu na początku przyszłego tygodnia mieli mecz, więc musieli się przygotować.
- Cześć! Już jestem!
- Możesz wejść do salonu, Marco? - poprosiła Ann.
- Jasne. Już idę. - Reus wolał iść pod prysznic, ale spełnił prośbę dziewczyny. - Co tam?
- Witaj, Marco.
Reus po raz pierwszy od kilku lat usłyszał głos ojca. Był w szoku, że w ogóle tu przyjechał.
- Czego tu chcesz?
- Już wychodzę. Przyjechałem tylko na chwilę. - Thomas wstał i wyszedł.
- Ann, czy mój ojciec coś Ci powiedział?
Brunetka zrelacjonowała rozmowę ojca z nią.
- Jak on śmie wtrącać się w moje życie?! Nie ma prawa ingerować w nie! Stracił je kilka lat temu.
- Spokojnie. Nie mam zamiaru wierzyć w jego słowa.
- Wiem, ale mnie zdenerwował.
- Spokojnie. Idź się wykąpać, a ja zrobię kolację.
- Dobra.
Marco wszedł wściekły na górę, rzucił torbę w kąt i poszedł do łazienki. 15 minut później zszedł na dół. Podszedł do Ann, która szykowała kolację i przytulił ją. Ona odwróciła się przodem do niego i go pocałowała. Krople wody leciały na jej policzki z włosów Reusa.
- Nie mogłeś ich wysuszyć? - i wróciła do całowania.
- Nie czepiaj się. - i też kontynuował przerwaną czynność.
Ann zdjęła koszulkę Marco, a on jej. Wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni.

----------------------------------------------------
Przepraszam, że wczoraj nie dodałam nowego rozdziału, ale nie mogłam. Przepraszam bardzo!
Mam nadzieję, że Wam się podoba.:) Jak chcecie, to zostawcie komentarz.:>
Pozdrawiam!