Ann stanęła przed drzwiami i chwilę stała. Musiała uspokoić oddech i bijące serce. Nie wiedziała, co powie Marco, ale w końcu mogła mu powiedzieć. Bez strachu o niego. Po kilkunastu sekundach zapukała. Ku jej zdziwieniu drzwi otworzyła jakaś dziewczyna. Była skąpo ubrana. Miała na sobie jedynie jakiś szlafrok. Jedyna myśl, jaka przyszła jej do głowy, to ,,spóźniłam się. On nie żartował.'' Choć dziewczyna coś do niej mówiła, to brunetka się odwróciła i pobiegła, jak najszybciej mogła, do domu. W nim zastała karteczkę:
Przepraszam, ale dostałam ważny telefon i musiałam iść. Mam nadzieję, że wszystko się ułożyło. Do zobaczenia!
Ania.
W sumie, to może i dobrze, pomyślała Ann. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Chciała to olać, ale wiedziała, że już nic nie może jej popsuć nastroju bardziej. Dlatego też podeszła do drzwi i je otworzyła. Zobaczyła w nich rozbawionego? blondyna. Nie wiedziała, czy się śmiał.
- Czego tu chcesz? I z czego się śmiejesz?! - wyskoczyła na niego.
- Mogę na chwilę wejść? Sąsiedzi znowu doniosą. - widząc jej zaskoczoną minę, dodał - Tak, czytałem ten artykuł, który się ukazał po tym, jak tu nocowałem. Tak, sądzę, że któryś z Twoich sąsiadów chciał zarobić.
- Nie wiem, po co chcesz wejść.
- Wyjaśnić Ci.
- Tak? A co jeszcze tu chcesz wyjaśniać? Widziałam. Nie musisz mi niczego tłumaczyć. Zrozumiałam.
- Właśnie chodzi o to, że nic nie rozumiesz.
Przepuściła go w drzwiach. On wszedł szeroko się uśmiechając. Czuł, że ta wizyta to moment przełomowy.
- Masz dwie minuty. Wiem, że to ja na początku zawaliłam, ale tak samo, jak w przypadku Michaela, nie mam zamiaru nikomu wybaczyć zdrady.
- Ale przecież ze mną zerwałaś. - powiedział. Miał całkowitą rację. Ann zdawała sobie z tego sprawę, dlatego tylko powiedziała:
- Masz 2 minuty.
- Nie było żadnej zdrady. Raz Ania mnie powstrzymała, ale to był tylko raz. Nigdy Cię nie zdradziłem. Fakt, ta sytuacja nieco mnie bawi, ale możesz mi wierzyć, że nie było żadnej zdrady. Nigdy.
To ostatnie słowo pobrzmiewało echem w głowie dziewczyny.
- Wiem, co widziałam, Marco.
- Co widziałaś? Dziewczynę ubraną w szlafrok. Nic więcej.
- To dla mnie jest jednoznaczne.
- Bardzo szybko mnie osądziłaś. Chyba zbyt szybko. To moja siostra. Przyjechała do mnie od razu z lotniska, bo chciała pogadać. Zapytała, czy mogłaby się odświeżyć.
Reusowi było przykro, że Ann tak łatwo wydała osąd. Z drugiej strony, on pewnie też by w ten sposób pomyślał. Jednak po tym, co powiedział odwrócił się i wyszedł z jej domu.
W głowie Ann zapanowała burza. Idiotka, kretynka! - mówiła sobie. Muszę go zatrzymać, powiedziała do siebie.
- Marco! - krzyknęła, kiedy chłopak był w drodze do furtki. Pobiegła do niego i skoczyła. On odruchowo ją złapał, a ona zaczęła go całować.
- Przepraszam. Wiem, że Cię zraniłam. Wybaczysz mi? - zapytała.
On nie chciał jej odpowiadać. Tym razem to on zaczął ją całować. Zaniósł ją z powrotem do jej domu.
- czy to znaczy, że mi wybaczysz? - dopytywała się Ann. - Muszę to usłyszeć.
- A jak Ci się wydaje? - uśmiechnął się do niej w rozbrajający sposób. Postawił ją dopiero w salonie. Zaczął zdejmować jej koszulkę.
- Poczekaj, Marco. Muszę odwiedzić Twoją siostrę. Pomyślałam o niej, że jest dziwką i muszę ją przeprosić.
- Ona może poczekać.
- Nie, nie może. Chcesz, to tu czekaj. Ja i tak pójdę.
Ann ruszyła w kierunku drzwi, kiedy usłyszała:
- Dobra, dobra, idę z Tobą.
W sumie się nie spieszyli. Szli wolno, trzymając się za ręce.
- A jak zobaczą nas paparazzi? - zapytał. Nadal szanował decyzję dziewczyny o tym, żeby się nie ujawniać.
- Nie obchodzi mnie to. Dlaczego mam ukrywać, że jestem szczęśliwa?
- To coś nowego. Ale czeka nas jeszcze jedna, nieprzyjemna rozmowa.
Ann się przestraszyła.
- Jaka? O czym? - dopytywała się.
- Ty będziesz musiała mi coś wyjaśnić.
- Wiem. Nawet nie wiesz, jak tego żałuję! Byłam taka głupia. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
- Później o tym porozmawiamy. Teraz wejdź. Melanie nie będzie zła. Na pewno. Wejdź. - otworzył przed nią drzwi.
- Ale i tak mi głupio...
- Melanie? - zawołał Marco.
- O, braciszku, już wróciłeś? - zapytała z jakiegoś innego pomieszczenia. - O, nie jesteś sam. - powiedziała, gdy weszła do korytarza.
- Melanie, to moja dziewczyna Ann. Ann, to moja siostra, Melanie.
- Przepraszam Cię za to zamieszanie. Nie powinnam była otwierać drzwi w samym szlafroku. - wyciągnęła do niej rękę.
- Nie masz za co przepraszać. To ja muszę Cię przeprosić. Wszystko źle odebrałam... - brunetce było naprawdę głupio.
- Oj, zapomnijmy o tym, okej? - uśmiechnęła się do niej.
- Bardzo chętnie.
- Dziewczyny, napijecie się czegoś? - wtrącił się Marco.
- Jasne. Masz piwo? - zapytała Melanie.
- Ja bym nie miał? - uśmiechnął się. - Ann, a Ty?
- Też możesz mi przynieść.
Dziewczyny usiadły w salonie, a Reus poszedł do kuchni.
- Przyjechałam do Marco zaprosić go na swój ślub. Jak chcesz, to przyjdź z nim. Nie zapraszałam go z osobą towarzyszącą tylko dlatego, ze nie wiedziałam, że ma dziewczynę.
- Bo go rzuciłam jakiś czas temu. I bardzo tego żałowałam.
- No proszę, istnieje dziewczyna, która pogoniła mojego brata? - zaczęła się śmiać. - Nie spodziewałam się.
- Tak wyszło. Trochę się namieszało. Ale ja go naprawdę kocham. To był ogromny błąd z mojej strony. Nie wiesz, jak żałuję.
- Spokojnie. Powiem Ci, że on też był w kiepskiej formie. - szepnęła do Ann Melanie.
- O mnie plotkujecie? - wszedł do pokoju blondyn.
- Nie interesuj się, braciszku. - powiedziała jego siostra i dała kuksańca w bok.
- Osz Ty!
Zaczął ją łaskotać. Tak przyjemnie było patrzeć na wesołego Marco, który nie jest skłócony z rodziną.
- Poddaję się! - powiedziała Melanie.
Reus usiadł obok Ann, zostawiając Melanie całą kanapę do dyspozycji. Objął ją ramieniem i spędzili resztę wieczoru w swoim towarzystwie.
- Będę uciekać. - powiedziała Ann.
- Nie zostaniesz na noc? - zapytał Reus.
- Nie przejmuj się, wiem, że mój brat nie jest święty. - odezwała się Melanie z uśmiechem na twarzy.
- Nie dzisiaj. Poza tym jutro masz mecz i musisz być wypoczęty! - zwróciła się do Reusa.
- Będziesz?
- Zawsze byłam! Na każdym meczu. Nie odpuściłam sobie żadnego.
Marco ją pocałował.
- Ej, ja tu jestem! - zaczęła protestować Melanie.
- Przecież wiem. - odpowiedział blondyn. Jednak widząc minę siostry, odsunął się od Ann. Dziewczyna wstała i skierowała się do drzwi.
- Odprowadzić Cię? - zapytał.
- Coś Ty. Idź spać, bo już późno. Spotykamy się jutro na meczu. Cześć, Melanie! Pa, kochanie! - powiedziała i wyszła.
Idąc, wyjęła komórkę ze swojej kieszeni, otworzyła nową wiadomość i napisała tylko jedno słowo:
Dziękuję.
Zaznaczyła numer Michaela i wysłała.
--------------------------------------------------------
No i jest 20. Nawet nie wiem, kiedy tak szybko dotarłam do tego numeru.
Po raz kolejny dziękuję za komentarze i za to, że jest Was coraz więcej! Dziękuję, bo to daje motywację do pisania. Dzięki temu wiem, że to do kogoś trafia, że komuś się podoba:] Dziękuję!:*
Przepraszam, że tak późno, ale był mecz... niestety, przegrany. ale trudno, nie można zawsze wszystkiego wygrywać. Mam nadzieję, że Wam się podoba! Komentujcie, proszę:)
Dobrej nocy, pozdrawiam!:]
piątek, 12 lipca 2013
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział 19
Ann i Marco wyszli z imprezy do ogrodu, przylegającego do willi.
- Muszę Ci coś bardzo ważnego powiedzieć. Wysłuchaj mnie do końca, dobrze? - powiedziała Ann.
- Dobrze.
- Musimy się rozstać. Długo o tym myślałam. Właściwie ostatnich kilka dni było dla mnie totalną męczarnią. Przepraszam Cię, Marco.
- Ale jak to? Dlaczego? Coś zrobiłem źle? Przestraszyłem Cię tym, co powiedziałem w kościele?
- Nie chodzi o Ciebie. Naprawdę. To jest najtrudniejsza decyzja mojego życia. - powiedziała Ann prawie płacząc. Nie spodziewała się, że przechodzące przez jej gardło słowa tak bardzo ją samą zranią.
Odwróciła się i poszła. Zostawiła go. Sama w to nie wierzyła. Miała zamiar mu powiedzieć, a jednak jej tchórzostwo wygrało.
*** 2 TYGODNIE PÓŹNIEJ***
Ann nie przestała myśleć o Reusie. Każda myśl powodowała u niej płacz. Michael przychodził do niej i starał się jej zastąpić blondyna. Ale czy ktokolwiek mógł go zastąpić? Nie. On był jej miłością, a ona to zniszczyła. Kilka dni po tym, jak zerwała, chciała do niego pójść i przeprosić. Wiedziała, że źle zrobiła. Jednak nie miała odwagi. Po raz kolejny jej tchórzostwo wygrało. Ignorowała Michaela. Zdawała sobie sprawę, że teraz już nic nie może jej zrobić. Wciąż miała karnet na mecze BVB. Chodziła na każdy i chowała się gdzieś w kącie, kibicując Marco. Prawie płakała za każdym razem, kiedy Reus strzelił gola. Jednak on nie cieszył się z strzelonego gola tak, jak kiedyś. Przybił piątkę z innymi piłkarzami, ale to tyle. Nie chciała jednak sprawiać Reusowi więcej bólu, dlatego unikała go. Śledziła jego poczynania w Internecie, a po każdym meczu ulatniała się szybko. Przychodziła na chwilę przed rozpoczęciem, kiedy cała drużyna była w szatni. Jednak pewnego dnia rozpoznała ją Ania. Mimo tego, że miała okulary przeciwsłoneczne, to ta ją poznała.
- Ann, co się dzieje? Co się stało? - dopytywała się Lewandowska.
- Ania, ja... Tak żałuję. - opowiedziała jej po krótce całą historię.
- Nie jest za późno. Marco też nie umie przejść nad całą sprawą do porządku dziennego. Rozmawiałam z Robertem, a on z Reusem. Powiedział mu, że nie wie, co się stało. Że go to przerasta. Że chciał do Ciebie tyle razy zadzwonić lub przyjechać. Ale jak coś, nie wiesz tego ode mnie.
- Jasne, Ania. Dziękuję. Przepraszam, ale muszę uciekać.
- Będziesz na przyszłym meczu?
- Na każdym jestem. - powiedziała Ann na odchodne i poszła. Założyła okulary przeciwsłoneczne i idąc wpadła na kogoś.
- Przepraszam bardzo. - uniosła twarz do góry i zobaczyła nikogo innego jak Reusa.
Marco postanowił zadziałać. Jak nie teraz, to nigdy, pomyślał. Złapał dziewczynę za rękę i zaprowadził do tego samego miejsca podczas pierwszych dni ich znajomości. Gdy ją zobaczył coś w nim pękło.
- Co takiego zrobiłem? Wytłumacz mi! Nic nie rozumiem!
- Proszę Cię nie utrudniaj...
Marco zmienił nastawienie. Zauważył, że takim zachowaniem niczego się nie dowie.
- Ann, nie zostawiaj mnie. Proszę. - spojrzał na nią. Postanowił zaryzykować. Podszedł jak najbliżej się dało i przyprał ją do ściany. Pochylił się nieznacznie i zaczął całować. Brunetka początkowo chciała się wyrwać, ale z każdą sekundą jej siła woli wyparowywała. Oddawała mu pocałunek, choć wiedziała, że cały wieczór przesiedzi w swoim pokoju i będzie płakać.
- Co zrobiłem? - powtórzył pytanie.
- Obiecuję, że Ci to wyjaśnię. Przysięgam. Daj mi jeszcze trochę czasu, a Ci opowiem o wszystkim. - była zła na samą siebie, że wcześniej mu o tym nie powiedziała. Teraz już była pewna, że razem z blondynem znalazłaby rozwiązanie. Jaka byłam głupia, pomyślała.
- Ale ja już mam dość czekania! Zawsze dawałem Ci tyle czasu, ile potrzebowałaś. Byłaś pierwszą, dla której się starałem. Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia!
- Dostaniesz je, ale jeszcze nie teraz.
- Ja już mam dość. Wysiadam. - Reus powiedział to i odszedł.
Co to miało znaczyć? To naprawdę koniec? W sumie to moja wina. Sama na to zapracowałam, myślała Ann. Wyszła z szatni zawodników i skierowała się w stronę swojego domu. Przez cały ten czas płakała. Wróciła do domu, a chwilę później Michael do niej przyszedł. Zastał ją zapłakaną.
- Co się stało? - dopytywał się.
Już Ci powiem, pomyślała brunetka.
- Idź stąd. Nie chcę Cię widzieć. To wszystko przez Ciebie!
- Ann, przepraszam. Łudziłem się, że uda mi się naprawić wszystko to, co złego zrobiłem. Teraz widzę, jak cierpisz. Idź do niego, bo widzę, że go kochasz.
- Za późno, rozumiesz?! Spieprzyłeś mi życie. Byłam szczęśliwa, a Twoja jedna wizyta wszystko rozwaliła.
- Już nie będę wchodził z butami w Twoje życie. - Michael wstał i wyszedł. Ann chwyciła za telefon i wybrala numer Ani. O dziwo, dziewczyna stała się jej bliższa niż Natalie. Przynajmniej w tej sprawie. Rozumiała więcej. Może dlatego, że sama była z piłkarzem?
- Ania, możesz przyjechać? - poprosiła.
- Jasne, tylko musisz mi podać adres.
Ann podała jej adres i 15 minut później dziewczyna zjawiła się w domu brunetki.
- Michael zniknął. Powiedział, że więcej nie będzie się mieszał do mojego życia.
- To wspaniale! Możesz iść do Reusa i mu powiedzieć. - ucieszyła się Lewandowska.
- ale dzisiaj po meczu powiedziałam mu, żeby dał mi jeszcze trochę czasu, a on mi na to, że już ma dość czekania. Że wysiada.
- Idź do niego jeszcze dzisiaj. Zanim znowu zrobi coś głupiego.
- Co masz na myśli?
- Kilka dni temu chciałam go odwiedzić, bo wiedziałam, że kiepsko się trzyma. Zatrzymałam go akurat w momencie, kiedy miał wychodzić do baru. Znowu się stacza.
- Ania, muszę do niego iść! - olśniło Ann.
- A co Ci przed chwilą powiedziałam? - zapytała z uśmiechem dziewczyna.
Ann zerwała się z kanapy, pobiegła do łazienki, umalowała się delikatnie, przebrała i po 15 minutach zeszła na dół.
- Ania, zostajesz czy idziesz?
- Poczekam tutaj. Roberta i tak nie ma w domu.
- Ale gdybym długo nie wracała, to zostaw klucze pod wycieraczką.
- Jasne. Powodzenia. - usłyszała Ann, gdy wyszła z domu. Prawie całą drogę biegła. Jakieś 200 metrów przed domem Reusa zwolniła. Musiała uspokoić oddech. Weszła na posesję Marco i stanęła przed drzwiami.
-----------------------------------
Jak Wam się podoba?:) Mam nadzieję, że choć trochę. Znowu się męczyłam kilka godzin... Nie mogłam wymyślić niczego składnego. Ale jest:)
Dziękuję za każdy komentarz. Pozdrawiam!:) Dobrego wieczoru! Do jutra!:]
- Muszę Ci coś bardzo ważnego powiedzieć. Wysłuchaj mnie do końca, dobrze? - powiedziała Ann.
- Dobrze.
- Musimy się rozstać. Długo o tym myślałam. Właściwie ostatnich kilka dni było dla mnie totalną męczarnią. Przepraszam Cię, Marco.
- Ale jak to? Dlaczego? Coś zrobiłem źle? Przestraszyłem Cię tym, co powiedziałem w kościele?
- Nie chodzi o Ciebie. Naprawdę. To jest najtrudniejsza decyzja mojego życia. - powiedziała Ann prawie płacząc. Nie spodziewała się, że przechodzące przez jej gardło słowa tak bardzo ją samą zranią.
Odwróciła się i poszła. Zostawiła go. Sama w to nie wierzyła. Miała zamiar mu powiedzieć, a jednak jej tchórzostwo wygrało.
*** 2 TYGODNIE PÓŹNIEJ***
Ann nie przestała myśleć o Reusie. Każda myśl powodowała u niej płacz. Michael przychodził do niej i starał się jej zastąpić blondyna. Ale czy ktokolwiek mógł go zastąpić? Nie. On był jej miłością, a ona to zniszczyła. Kilka dni po tym, jak zerwała, chciała do niego pójść i przeprosić. Wiedziała, że źle zrobiła. Jednak nie miała odwagi. Po raz kolejny jej tchórzostwo wygrało. Ignorowała Michaela. Zdawała sobie sprawę, że teraz już nic nie może jej zrobić. Wciąż miała karnet na mecze BVB. Chodziła na każdy i chowała się gdzieś w kącie, kibicując Marco. Prawie płakała za każdym razem, kiedy Reus strzelił gola. Jednak on nie cieszył się z strzelonego gola tak, jak kiedyś. Przybił piątkę z innymi piłkarzami, ale to tyle. Nie chciała jednak sprawiać Reusowi więcej bólu, dlatego unikała go. Śledziła jego poczynania w Internecie, a po każdym meczu ulatniała się szybko. Przychodziła na chwilę przed rozpoczęciem, kiedy cała drużyna była w szatni. Jednak pewnego dnia rozpoznała ją Ania. Mimo tego, że miała okulary przeciwsłoneczne, to ta ją poznała.
- Ann, co się dzieje? Co się stało? - dopytywała się Lewandowska.
- Ania, ja... Tak żałuję. - opowiedziała jej po krótce całą historię.
- Nie jest za późno. Marco też nie umie przejść nad całą sprawą do porządku dziennego. Rozmawiałam z Robertem, a on z Reusem. Powiedział mu, że nie wie, co się stało. Że go to przerasta. Że chciał do Ciebie tyle razy zadzwonić lub przyjechać. Ale jak coś, nie wiesz tego ode mnie.
- Jasne, Ania. Dziękuję. Przepraszam, ale muszę uciekać.
- Będziesz na przyszłym meczu?
- Na każdym jestem. - powiedziała Ann na odchodne i poszła. Założyła okulary przeciwsłoneczne i idąc wpadła na kogoś.
- Przepraszam bardzo. - uniosła twarz do góry i zobaczyła nikogo innego jak Reusa.
Marco postanowił zadziałać. Jak nie teraz, to nigdy, pomyślał. Złapał dziewczynę za rękę i zaprowadził do tego samego miejsca podczas pierwszych dni ich znajomości. Gdy ją zobaczył coś w nim pękło.
- Co takiego zrobiłem? Wytłumacz mi! Nic nie rozumiem!
- Proszę Cię nie utrudniaj...
Marco zmienił nastawienie. Zauważył, że takim zachowaniem niczego się nie dowie.
- Ann, nie zostawiaj mnie. Proszę. - spojrzał na nią. Postanowił zaryzykować. Podszedł jak najbliżej się dało i przyprał ją do ściany. Pochylił się nieznacznie i zaczął całować. Brunetka początkowo chciała się wyrwać, ale z każdą sekundą jej siła woli wyparowywała. Oddawała mu pocałunek, choć wiedziała, że cały wieczór przesiedzi w swoim pokoju i będzie płakać.
- Co zrobiłem? - powtórzył pytanie.
- Obiecuję, że Ci to wyjaśnię. Przysięgam. Daj mi jeszcze trochę czasu, a Ci opowiem o wszystkim. - była zła na samą siebie, że wcześniej mu o tym nie powiedziała. Teraz już była pewna, że razem z blondynem znalazłaby rozwiązanie. Jaka byłam głupia, pomyślała.
- Ale ja już mam dość czekania! Zawsze dawałem Ci tyle czasu, ile potrzebowałaś. Byłaś pierwszą, dla której się starałem. Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia!
- Dostaniesz je, ale jeszcze nie teraz.
- Ja już mam dość. Wysiadam. - Reus powiedział to i odszedł.
Co to miało znaczyć? To naprawdę koniec? W sumie to moja wina. Sama na to zapracowałam, myślała Ann. Wyszła z szatni zawodników i skierowała się w stronę swojego domu. Przez cały ten czas płakała. Wróciła do domu, a chwilę później Michael do niej przyszedł. Zastał ją zapłakaną.
- Co się stało? - dopytywał się.
Już Ci powiem, pomyślała brunetka.
- Idź stąd. Nie chcę Cię widzieć. To wszystko przez Ciebie!
- Ann, przepraszam. Łudziłem się, że uda mi się naprawić wszystko to, co złego zrobiłem. Teraz widzę, jak cierpisz. Idź do niego, bo widzę, że go kochasz.
- Za późno, rozumiesz?! Spieprzyłeś mi życie. Byłam szczęśliwa, a Twoja jedna wizyta wszystko rozwaliła.
- Już nie będę wchodził z butami w Twoje życie. - Michael wstał i wyszedł. Ann chwyciła za telefon i wybrala numer Ani. O dziwo, dziewczyna stała się jej bliższa niż Natalie. Przynajmniej w tej sprawie. Rozumiała więcej. Może dlatego, że sama była z piłkarzem?
- Ania, możesz przyjechać? - poprosiła.
- Jasne, tylko musisz mi podać adres.
Ann podała jej adres i 15 minut później dziewczyna zjawiła się w domu brunetki.
- Michael zniknął. Powiedział, że więcej nie będzie się mieszał do mojego życia.
- To wspaniale! Możesz iść do Reusa i mu powiedzieć. - ucieszyła się Lewandowska.
- ale dzisiaj po meczu powiedziałam mu, żeby dał mi jeszcze trochę czasu, a on mi na to, że już ma dość czekania. Że wysiada.
- Idź do niego jeszcze dzisiaj. Zanim znowu zrobi coś głupiego.
- Co masz na myśli?
- Kilka dni temu chciałam go odwiedzić, bo wiedziałam, że kiepsko się trzyma. Zatrzymałam go akurat w momencie, kiedy miał wychodzić do baru. Znowu się stacza.
- Ania, muszę do niego iść! - olśniło Ann.
- A co Ci przed chwilą powiedziałam? - zapytała z uśmiechem dziewczyna.
Ann zerwała się z kanapy, pobiegła do łazienki, umalowała się delikatnie, przebrała i po 15 minutach zeszła na dół.
- Ania, zostajesz czy idziesz?
- Poczekam tutaj. Roberta i tak nie ma w domu.
- Ale gdybym długo nie wracała, to zostaw klucze pod wycieraczką.
- Jasne. Powodzenia. - usłyszała Ann, gdy wyszła z domu. Prawie całą drogę biegła. Jakieś 200 metrów przed domem Reusa zwolniła. Musiała uspokoić oddech. Weszła na posesję Marco i stanęła przed drzwiami.
-----------------------------------
Jak Wam się podoba?:) Mam nadzieję, że choć trochę. Znowu się męczyłam kilka godzin... Nie mogłam wymyślić niczego składnego. Ale jest:)
Dziękuję za każdy komentarz. Pozdrawiam!:) Dobrego wieczoru! Do jutra!:]
środa, 10 lipca 2013
Rozdział 18
Przez resztę tygodnia Ann nie przejmowała się Michaelem, a raczej starała się to ukryć. Martwiła się jedynie wtedy, gdy zostawała sama.
Nadszedł w końcu wymarzony dzień Ani - już za kilka godzin miała zostać Panią Lewandowską. Ann od samego rana szykowała się, aby wyglądać perfekcyjnie. Marco miał po nią przyjechać o 17, bo ślub zaczynał się o 18. Chcieli być trochę wcześniej.
- Co myślisz, Natalie? - zapytała Ann, kiedy w końcu wyszła z łazienki.
- Woooow. Ann, wyglądasz ślicznie. Naprawdę.
- Dzięki. Bałam się, że przesadziłam.
- Ani trochę! Marco będzie zachwycony. Na pewno.
Ann spojrzała na zegarek. Miała jeszcze 15 minut do przyjazdu Reusa.
- Ann, usiądź na chwilę. Chcę z Tobą porozmawiać. - powiedziała Natalie.
- Co tam?
- Porozmawiaj z nim. Powiedz mu szczerze, co się dzieje. Coś razem wymyślicie. Nie mogę już patrzeć jak się męczysz. Możesz udawać, ale ja wiem, że często o tym myślisz.
- A jak mam nie myśleć? To jest teraz najważniejsza sprawa w moim życiu. Ale jak Michael się dowie i coś zrobi?
- A co on może zrobić?
- Nie wiem... Ale on zwariował chyba. Boję się, bo wydawało mi się, że nie żartuje...
- Musisz coś postanowić.
- O niczym innym ostatnio nie myślę. Zastanawiam się. Ostatnio prawie powiedziałam o tym Marco, ale w ostatnim momencie się rozmyśliłam.
- Trzeba było mu powiedzieć!
Dziewczyny nie mogły dokończyć rozmowy, bo zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To pewnie Marco. Pójdę otworzyć. - powiedziała Natalie. - A Ty masz zrobić wielkie wejście. Idź na górę i za chwilę zejdź.
- To Ty jesteś Natalie? - zapytał Marco. - Nie mieliśmy okazji się poznać.
- Tak, to ja. Miło mi. - podała mu rękę.
- Ann, przyszedł Marco. - Natalie zawołała przyjaciółkę.
- Już idę! - odkrzyknęła tamta.
Zeszła po schodach i podeszła do Marco. Pocałowała go na przywitanie.
- Cześć, skarbie. - powiedziała.
- Wow, Ann, wyglądasz pięknie. - stwierdził Reus. Stanął jak wryty, gdy ją zobaczył.
- Dziękuję. Jedziemy?
- Jasne.
Marco pożegnał się z Natalie i wyszedł przed dom.
- Ann, powiedz mu. - w ten sposób pożegnała się z nią przyjaciółka.
- Cześć, Natalie.
Po chwili dołączyła do Reusa. On otworzył przed nią drzwi do swojego samochodu, a sam usiadł za kierownicą. Pojechali do kościoła, gdzie pierwsi goście się już zjeżdżali.
- Wejdźmy do środka, bo zaraz pewnie zjadą się dziennikarze i będą nam zdjęcia robić.
- Bardzo dobry pomysł.
Szli środkiem kościoła i Ann myślała o tym, czy może kiedyś ona i Marco...
- Pięknie tutaj. - wyrwał ją z zamyślenia.
- Faktycznie. No ale czego się mogliśmy spodziewać?
- No tak... Gwiazda Bundesligi się żeni.
- To na pewno Ania zrobiła. - powiedziała z przekonaniem Ann.
- Gdzie siadamy?
- Chcę wszystko widzieć! - od razu odpowiedziała brunetka.
- To może gdzieś z przodu?
- Okej.
Podeszli do jednej z ławek i usiedli. Ann ciągle miała w głowie słowa przyjaciółki: ,,Powiedz mu''. Zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie tak nie będzie lepiej. Ale w sumie, co może on zrobić? Przecież jak mu powie, to stwierdzi, żebym się nie przejmowała. A Michael nie zniknie.
- O czym myślisz?
- Musimy później porozmawiać. - przemogła się i powiedziała.
- Dlaczego nie teraz? - dopytywał się zaniepokojony Reus.
- Nie myśl o tym teraz. - powiedziała spokojnie. Po raz kolejny poczuła, że wszystko się ułoży. Że razem z blondynem znajdą rozwiązanie.
- A mam się bać?
- Spokojnie, skarbie. - złapała go za rękę.
Niedługo po nich do kościoła zaczęli wchodzić także inni piłkarze, więc Ann uniknęła kolejnych pytań. Witali się ze wszystkimi i pogrążyli się w cichej rozmowie. Nawet się nie zorientowali, jak minęła godzina.
Usłyszeli pierwsze nuty marszu weselnego i po chwili zobaczyli jak Ania z Robertem wchodzą do kościoła. Ann się wzruszyła.
- Zobacz, jak ona pięknie wygląda. - spojrzała na Marco załzawionymi oczami.
Reus poczuł, że to jest odpowiedni moment.
- Zobaczysz, y też tak kiedyś będziemy. - wziął ją za rękę i stanął jak najbliżej się dało.
Co to miało znaczyć?, myślała Ann. To jakaś deklaracja?
Cokolwiek by to nie było, szczęśliwa wtuliła się niezauważalnie w tors blondyna.
Całą ceremonię przesiedzieli w milczeniu. Marco zastanawiał się, co Ann myśli o tym, co jej powiedział, ale jej gest chyba mówił sam za siebie. Kiedy Ania i Robert oficjalnie zostali ogłoszeni mężem i żoną, pocałowali się, a praktycznie cały kościół eksplodował: wszyscy klaskali i serdecznie się do nich uśmiechali.
Przejechali do jakiejś willi. Tam dziennikarze nie mieli już wstępu, więc Ann i Marco nie musieli się ukrywać. Usiedli obok Mario i reszty Borussen. Jednak od czasu wyznania Marco, para ze sobą nie rozmawiała. Patrzyli jak państwo młodzi tańczą oficjalny pierwszy taniec, jak wznoszą toast, ludzie krzyczą ,,gorzko! gorzko!''.
- Chciałabym coś powiedzieć. - w pewnym momencie przy mikrofonie pojawiła się Ania. Zaczęła dziękować wszystkim za obecność, dziękować swojemu mężowi, rodzinie. W końcu powiedziała - Niedawno poznałam wspaniałą osobę, z którą dogaduję się od pierwszego momentu. To Ann. - zwróciła się bezpośrednio do mnie. - Chciałabym jej dać piosenkę specjalnie dla niej i jej partnera. To dla Was! - spojrzała na kapelę, a oni zaczęli grać jakąś wolną melodię.
- Zatańczysz? - zapytał Marco, wyciągając do niej rękę. To był ich pierwszy taniec. Ann trochę się stresowała, ale kiedy wyszli na parkiet i brunetka znalazła się w ramionach Marco, spojrzała w jego oczy, zapomniała o innych gościach, choć ci patrzyli się na nich bez wyjątku. Objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Poczuła zapach jego perfum. Położyła dłoń na jego szyi i przywarła do niego ciałem.
- Wiedziałeś? - zapytała w tańcu.
- Ania mnie pytała o zdanie. Pytała, czy będziesz zła. Uznałem, że to nic złego.
- Cieszę się, że tak jej powiedziałeś.
Ann czuła się tak, jakby to było jej wesele i była bardzo szczęśliwa. Czy tak miała wyglądać jej przyszłość? Tego nie wiedziała, jednak kiedy schodzili z parkietu, powiedziała:
- Marco, chodźmy, muszę Ci o czymś ważnym powiedzieć.
--------------------------------------------------------------
Jak Wam się podoba? Dodaję już dzisiaj, ale jutro będzie następny rozdział:) Z pewnością, bo teraz mam sporo pomysłów. Tylko każdy z nich jest tak szalenie inny od drugiego... Nie wiem, na który się zdecyduję.:) Zobaczymy:]
Życzę Wam dobrej nocy! Pozdrawiam!:)
Nadszedł w końcu wymarzony dzień Ani - już za kilka godzin miała zostać Panią Lewandowską. Ann od samego rana szykowała się, aby wyglądać perfekcyjnie. Marco miał po nią przyjechać o 17, bo ślub zaczynał się o 18. Chcieli być trochę wcześniej.
- Co myślisz, Natalie? - zapytała Ann, kiedy w końcu wyszła z łazienki.
- Woooow. Ann, wyglądasz ślicznie. Naprawdę.
- Dzięki. Bałam się, że przesadziłam.
- Ani trochę! Marco będzie zachwycony. Na pewno.
Ann spojrzała na zegarek. Miała jeszcze 15 minut do przyjazdu Reusa.
- Ann, usiądź na chwilę. Chcę z Tobą porozmawiać. - powiedziała Natalie.
- Co tam?
- Porozmawiaj z nim. Powiedz mu szczerze, co się dzieje. Coś razem wymyślicie. Nie mogę już patrzeć jak się męczysz. Możesz udawać, ale ja wiem, że często o tym myślisz.
- A jak mam nie myśleć? To jest teraz najważniejsza sprawa w moim życiu. Ale jak Michael się dowie i coś zrobi?
- A co on może zrobić?
- Nie wiem... Ale on zwariował chyba. Boję się, bo wydawało mi się, że nie żartuje...
- Musisz coś postanowić.
- O niczym innym ostatnio nie myślę. Zastanawiam się. Ostatnio prawie powiedziałam o tym Marco, ale w ostatnim momencie się rozmyśliłam.
- Trzeba było mu powiedzieć!
Dziewczyny nie mogły dokończyć rozmowy, bo zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To pewnie Marco. Pójdę otworzyć. - powiedziała Natalie. - A Ty masz zrobić wielkie wejście. Idź na górę i za chwilę zejdź.
- To Ty jesteś Natalie? - zapytał Marco. - Nie mieliśmy okazji się poznać.
- Tak, to ja. Miło mi. - podała mu rękę.
- Ann, przyszedł Marco. - Natalie zawołała przyjaciółkę.
- Już idę! - odkrzyknęła tamta.
Zeszła po schodach i podeszła do Marco. Pocałowała go na przywitanie.
- Cześć, skarbie. - powiedziała.
- Wow, Ann, wyglądasz pięknie. - stwierdził Reus. Stanął jak wryty, gdy ją zobaczył.
- Dziękuję. Jedziemy?
- Jasne.
Marco pożegnał się z Natalie i wyszedł przed dom.
- Ann, powiedz mu. - w ten sposób pożegnała się z nią przyjaciółka.
- Cześć, Natalie.
Po chwili dołączyła do Reusa. On otworzył przed nią drzwi do swojego samochodu, a sam usiadł za kierownicą. Pojechali do kościoła, gdzie pierwsi goście się już zjeżdżali.
- Wejdźmy do środka, bo zaraz pewnie zjadą się dziennikarze i będą nam zdjęcia robić.
- Bardzo dobry pomysł.
Szli środkiem kościoła i Ann myślała o tym, czy może kiedyś ona i Marco...
- Pięknie tutaj. - wyrwał ją z zamyślenia.
- Faktycznie. No ale czego się mogliśmy spodziewać?
- No tak... Gwiazda Bundesligi się żeni.
- To na pewno Ania zrobiła. - powiedziała z przekonaniem Ann.
- Gdzie siadamy?
- Chcę wszystko widzieć! - od razu odpowiedziała brunetka.
- To może gdzieś z przodu?
- Okej.
Podeszli do jednej z ławek i usiedli. Ann ciągle miała w głowie słowa przyjaciółki: ,,Powiedz mu''. Zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie tak nie będzie lepiej. Ale w sumie, co może on zrobić? Przecież jak mu powie, to stwierdzi, żebym się nie przejmowała. A Michael nie zniknie.
- O czym myślisz?
- Musimy później porozmawiać. - przemogła się i powiedziała.
- Dlaczego nie teraz? - dopytywał się zaniepokojony Reus.
- Nie myśl o tym teraz. - powiedziała spokojnie. Po raz kolejny poczuła, że wszystko się ułoży. Że razem z blondynem znajdą rozwiązanie.
- A mam się bać?
- Spokojnie, skarbie. - złapała go za rękę.
Niedługo po nich do kościoła zaczęli wchodzić także inni piłkarze, więc Ann uniknęła kolejnych pytań. Witali się ze wszystkimi i pogrążyli się w cichej rozmowie. Nawet się nie zorientowali, jak minęła godzina.
Usłyszeli pierwsze nuty marszu weselnego i po chwili zobaczyli jak Ania z Robertem wchodzą do kościoła. Ann się wzruszyła.
- Zobacz, jak ona pięknie wygląda. - spojrzała na Marco załzawionymi oczami.
Reus poczuł, że to jest odpowiedni moment.
- Zobaczysz, y też tak kiedyś będziemy. - wziął ją za rękę i stanął jak najbliżej się dało.
Co to miało znaczyć?, myślała Ann. To jakaś deklaracja?
Cokolwiek by to nie było, szczęśliwa wtuliła się niezauważalnie w tors blondyna.
Całą ceremonię przesiedzieli w milczeniu. Marco zastanawiał się, co Ann myśli o tym, co jej powiedział, ale jej gest chyba mówił sam za siebie. Kiedy Ania i Robert oficjalnie zostali ogłoszeni mężem i żoną, pocałowali się, a praktycznie cały kościół eksplodował: wszyscy klaskali i serdecznie się do nich uśmiechali.
Przejechali do jakiejś willi. Tam dziennikarze nie mieli już wstępu, więc Ann i Marco nie musieli się ukrywać. Usiedli obok Mario i reszty Borussen. Jednak od czasu wyznania Marco, para ze sobą nie rozmawiała. Patrzyli jak państwo młodzi tańczą oficjalny pierwszy taniec, jak wznoszą toast, ludzie krzyczą ,,gorzko! gorzko!''.
- Chciałabym coś powiedzieć. - w pewnym momencie przy mikrofonie pojawiła się Ania. Zaczęła dziękować wszystkim za obecność, dziękować swojemu mężowi, rodzinie. W końcu powiedziała - Niedawno poznałam wspaniałą osobę, z którą dogaduję się od pierwszego momentu. To Ann. - zwróciła się bezpośrednio do mnie. - Chciałabym jej dać piosenkę specjalnie dla niej i jej partnera. To dla Was! - spojrzała na kapelę, a oni zaczęli grać jakąś wolną melodię.
- Zatańczysz? - zapytał Marco, wyciągając do niej rękę. To był ich pierwszy taniec. Ann trochę się stresowała, ale kiedy wyszli na parkiet i brunetka znalazła się w ramionach Marco, spojrzała w jego oczy, zapomniała o innych gościach, choć ci patrzyli się na nich bez wyjątku. Objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Poczuła zapach jego perfum. Położyła dłoń na jego szyi i przywarła do niego ciałem.
- Wiedziałeś? - zapytała w tańcu.
- Ania mnie pytała o zdanie. Pytała, czy będziesz zła. Uznałem, że to nic złego.
- Cieszę się, że tak jej powiedziałeś.
Ann czuła się tak, jakby to było jej wesele i była bardzo szczęśliwa. Czy tak miała wyglądać jej przyszłość? Tego nie wiedziała, jednak kiedy schodzili z parkietu, powiedziała:
- Marco, chodźmy, muszę Ci o czymś ważnym powiedzieć.
--------------------------------------------------------------
Jak Wam się podoba? Dodaję już dzisiaj, ale jutro będzie następny rozdział:) Z pewnością, bo teraz mam sporo pomysłów. Tylko każdy z nich jest tak szalenie inny od drugiego... Nie wiem, na który się zdecyduję.:) Zobaczymy:]
Życzę Wam dobrej nocy! Pozdrawiam!:)
Rozdział 17
Po raz pierwszy od dawna Reus obudził się wcześnie rano. Usiadł na brzegu łóżka i schował głowę w dłoniach. Ann zaczęła się wiercić, co mogło oznaczać, że niedługo się obudzi. Marco spojrzał na nią i zauważył, że cała się odkryła. Mógłby tak na nią patrzeć, ale postanowił, że ją zakryje, bo dziewczyna mogłaby się czuć niekomfortowo. Blondyn znowu odwrócił się do niej plecami i nie zauważył, że ona otworzyła oczy. Przyglądała się chłopakowi, który najwyraźniej myślał nad czymś.
Tymczasem Marco westchnął cicho. Zaczął dostrzegać to, że nie potrzebuje niczego więcej do szczęścia. Wystarczy mu ona. Jej obecność. Chce, żeby ta znajomość była na dłużej, nie na kilka nocy. Ciekaw był, czy uda im się. Czy zniosą nagonkę mediów i zainteresowanie piłkarzem. Miał ogromną nadzieję, że tak.
- O czym myślisz, skarbie? - Ann przytuliła się do jego pleców.
- O nas. - powiedział szczerze. - Zastanawiam się, czy uda nam się przetrwać to zainteresowanie dziennikarzy.
- Nie przejmuj się tym. Zobacz, że tylko czasem coś się pojawia.
- Wiem, ale czuję, że może być gorzej. - nie chciał jej jeszcze mówić, że czuje, że ona jest dla niego wszystkim, czego potrzebuje do szczęścia. Wolał poczekać.
- Zjemy śniadanie? - zapytała Ann. Zmieniła temat, co bardzo odpowiadało Reusowi.
- Bardzo chętnie.
- To ja zrobię, a Ty idź do łazienki.
- No dobra. Będę za kilka minut na dole.
***
Siedzieli na tarasie u Ann. Wiał wiatr, który rozwiewał włosy dziewczyny. Marco bardzo spodobał się ten widok. Było to takie naturalne.
- Przepraszam, ale muszę na chwilkę iść. - powiedziała dziewczyna i skierowała się ku swojej sypialni.
Wyjęła telefon i wybrała numer Michaela.
- No cześć, piękna. - powiedział.
- Nie mów tak do mnie. Musimy się spotkać. Najlepiej dzisiaj.
- Czego tylko chcesz. O której i gdzie?
Ann nie przemyślała tego do końca, bo nie wiedziała, jakie plany ma blondyn, siedzący u niej na tarasie.
- Jeśli mogę to wpadnę do Ciebie o 17?
- Będę czekał. Już się nie mogę doczekać! Pa!
Ann rozłączyła się, nie żegnając się z nim. Nie mogła go słuchać. Jak on niesamowicie się zmienił! Nie mogła w to uwierzyć.
- Jakie masz plany na dzisiaj? - zapytała Ann, gdy już wróciła do Reusa.
- Mam trening dzisiaj. Co prawda kolejny mecz jest dopiero za dwa tygodnie, ale musimy się regularnie przygotowywać.
- Jasne. O której?
- Od 16... - odpowiedział ze smutną miną.
- Dlaczego się smucisz?
- Bo najprawdopodobniej dopiero jutro się spotkamy. Jak wrócę z treningu, to będę ledwo żył pewnie.
- Oj, to tylko jeden wieczór. Nadrobimy.
- Po prostu nie chce mi się tam iść.
- Idź, idź. Musisz strzelić dla mnie gola w najbliższym meczu!
- No dobra. Pójdę.
W sumie Ann cieszyła się, że Reus będzie zajęty tego wieczora.
Siedzieli jeszcze przez jakiś czas, a później Marco pojechał do siebie.
- Natalie? Spotykam się dziś z Michaelem.
- To wspaniale! Może mu wytłumaczysz i czegoś się przy okazji dowiesz.
- Mam nadzieję, ale boję się, że to nic nie da. Że nie uda mi się dojść z nim do porozumienia. Przecież wiesz, że on zawsze był nieustępliwy.
- Wiem, ale zachowaj spokój. Jak z nim spokojnie porozmawiasz, to może uda Ci się coś ,,utargować''. Może zrozumie, że robi źle.
- Jejku, obyś miała rację! Zadzwonię później.
- Dobra.
Rozłączyła się i poszła na górę. Włączyła komputer i portal informacyjny. Bardzo często na niego wchodziła, bo śmieszyły ją niektóre artykuły. Ale dużo się też z nich dowiadywała. Tym razem mina jej trochę zrzedła. Nie wie, jak to się stało, ale zobaczyła zdjęcie swoje i Marco z...dzisiejszego poranka!
No pięknie, pomyślała.
Postanowiła przeczytać krótki artykuł:
Najnowsze zdjęcie słynnego piłkarza Borussi Dortmund z tajemniczą brunetką tylko zaostrza dotychczasowe plotki. Do tej pory Reus nie wypowiadał się na temat znajomości z dziewczyną. Jednak, czy można mówić tylko o przyjaźni, kiedy dzisiaj wczesnym rankiem można było ich zobaczyć razem jedzących śniadanie na tarasie w domu brunetki? Sąsiedzi znajomej Reusa twierdzą, że wcześniej nie widzieli piłkarza w tej okolicy, choć zdarzało się, że brunetka została przywożona samochodem należącym do Marco Reusa. Co zatem możemy o tym myśleć? Czy ujawnią się? A może to rzeczywiście jest tylko przyjaźń? Osobiście uważamy, że jest to niemożliwe, ale sami zainteresowani milczą. Zapytani o tę znajomość przyjaciele piłkarza z drużyny odpowiadają, że nie chcą się wtrącać w prywatne życie kumpla. Inny zaś powiedział, żebyśmy zostawili ich w spokoju, bo już dość namieszaliśmy w jego życiu. Czy zatem tak gwałtowna reakcja innego piłkarza może dowodzić tego, że coś między tajemniczą brunetką a Marco Reusem jest? Śledźcie nasz portal, a z pewnością będziecie na bieżąco!
- No nie wierzę! - prawie krzyknęła Ann. - Wychodzi na to, że moi sąsiedzi szukają rozrywki. Wspaniale. Jeszcze na nich będę musiała uważać.
***
Ann wyszła ze swojego domu i skierowała się w stronę domu jej byłego chłopaka. Nie chciała się z nim spotykać, ale wiedziała, że to jedyna szansa, aby coś zmienić.
Weszła do klatki bloku, w którym mieszkał Michael. Zapukała do drzwi i chwilę później zobaczyła szeroki uśmiech chłopaka.
- Przyszłam porozmawiać.
- Wejdź. Napijesz się czegoś?
- Dziękuję, nie. - chciała być grzeczna i postanowiła, że będzie dla niego miła. Może jej nastawienie coś zmieni?
- Słucham. O czym chciałaś rozmawiać?
- Michael, dlaczego to robisz?
- Masz na myśli dupka?
- Tak, chodzi mi o Marco.
- Ja do niego nic nie mam. Chodzi mi o Ciebie. Chcę naprawić nasz związek.
- Ale nas już nie ma. - prawie straciła nad sobą kontrolę, dlatego wzięła głęboki oddech i kontynuowała - Znałeś mnie od dawna i wiedziałeś, że chyba jedynej rzeczy, której nie wybaczę facetowi to zdrada. Mogłeś się zastanowić, co robisz. Gdyby nie to, nigdy nie spotkałabym Marco i nigdy nie zaprzyjaźnilibyśmy się. Byłabym nadal z Tobą.
- Ale ja już zrozumiałem, że jej nie kocham. Chcę spróbować z Tobą znowu się spotykać. Tyle. Nie mam zamiaru krzywdzić blondyna, jeśli spełnisz mój warunek.
- Dlaczego nie możesz mnie zostawić w spokoju? - zapytała Ann.
- A myślisz, że łatwo wymazać kilka lat znajomości z Tobą z życia, ot tak?
- To dlaczego zmuszasz mnie to zrezygnowania ze znajomości z Marco? Ty nie możesz, ale ja muszę wymazać kilka ostatnich tygodni z życia?
- Tobie będzie łatwiej kilka tygodni niż mi kilka lat.
- Nie zmienisz swojego zdania?
- Nie. - usłyszała odpowiedź, która długo odbijała się echem w jej czaszce.
Ann postanowiła, że nic więcej nie da rady zrobić, dlatego wstała i wyszła. Na odchodne powiedziała:
- Nigdy do Ciebie nie wrócę. - i wyszła.
Wracała wolno do domu i czuła, że ziemia usuwa się spod jej nóg. Miała wrażenie, że przyszłość nie będzie kolorowa. Teraz miała problem, jak powiedzieć o wszystkim blondynowi. Przecież on niczego złego nie zrobił. Dlaczego ma płacić? On też jest szczęśliwy z nią.
Po powrocie do domu Ann zadzwoniła do Natalie i wszystko jej powiedziała.
- Nie przejmuj się, wymyślimy coś! Rozwiążemy to jakoś. Nie zostawię Cię z tym samej.
Słowa Natalie nadal dodawały jej otuchy. Dawały jej nadzieję, że coś może się poprawić.
------------------------------------------
Przepraszam, że wczoraj niczego nie dodałam.:) Jak mi się uda, to jeszcze dzisiaj dodam kolejny rozdział.:]
Jak Wam się podoba?:)
Dziękuję za komentarze i za to, że jest Was coraz więcej!
Dziękujęęęę baaaaardzo kochani!:*
Pozdrawiam!:)
Tymczasem Marco westchnął cicho. Zaczął dostrzegać to, że nie potrzebuje niczego więcej do szczęścia. Wystarczy mu ona. Jej obecność. Chce, żeby ta znajomość była na dłużej, nie na kilka nocy. Ciekaw był, czy uda im się. Czy zniosą nagonkę mediów i zainteresowanie piłkarzem. Miał ogromną nadzieję, że tak.
- O czym myślisz, skarbie? - Ann przytuliła się do jego pleców.
- O nas. - powiedział szczerze. - Zastanawiam się, czy uda nam się przetrwać to zainteresowanie dziennikarzy.
- Nie przejmuj się tym. Zobacz, że tylko czasem coś się pojawia.
- Wiem, ale czuję, że może być gorzej. - nie chciał jej jeszcze mówić, że czuje, że ona jest dla niego wszystkim, czego potrzebuje do szczęścia. Wolał poczekać.
- Zjemy śniadanie? - zapytała Ann. Zmieniła temat, co bardzo odpowiadało Reusowi.
- Bardzo chętnie.
- To ja zrobię, a Ty idź do łazienki.
- No dobra. Będę za kilka minut na dole.
***
Siedzieli na tarasie u Ann. Wiał wiatr, który rozwiewał włosy dziewczyny. Marco bardzo spodobał się ten widok. Było to takie naturalne.
- Przepraszam, ale muszę na chwilkę iść. - powiedziała dziewczyna i skierowała się ku swojej sypialni.
Wyjęła telefon i wybrała numer Michaela.
- No cześć, piękna. - powiedział.
- Nie mów tak do mnie. Musimy się spotkać. Najlepiej dzisiaj.
- Czego tylko chcesz. O której i gdzie?
Ann nie przemyślała tego do końca, bo nie wiedziała, jakie plany ma blondyn, siedzący u niej na tarasie.
- Jeśli mogę to wpadnę do Ciebie o 17?
- Będę czekał. Już się nie mogę doczekać! Pa!
Ann rozłączyła się, nie żegnając się z nim. Nie mogła go słuchać. Jak on niesamowicie się zmienił! Nie mogła w to uwierzyć.
- Jakie masz plany na dzisiaj? - zapytała Ann, gdy już wróciła do Reusa.
- Mam trening dzisiaj. Co prawda kolejny mecz jest dopiero za dwa tygodnie, ale musimy się regularnie przygotowywać.
- Jasne. O której?
- Od 16... - odpowiedział ze smutną miną.
- Dlaczego się smucisz?
- Bo najprawdopodobniej dopiero jutro się spotkamy. Jak wrócę z treningu, to będę ledwo żył pewnie.
- Oj, to tylko jeden wieczór. Nadrobimy.
- Po prostu nie chce mi się tam iść.
- Idź, idź. Musisz strzelić dla mnie gola w najbliższym meczu!
- No dobra. Pójdę.
W sumie Ann cieszyła się, że Reus będzie zajęty tego wieczora.
Siedzieli jeszcze przez jakiś czas, a później Marco pojechał do siebie.
- Natalie? Spotykam się dziś z Michaelem.
- To wspaniale! Może mu wytłumaczysz i czegoś się przy okazji dowiesz.
- Mam nadzieję, ale boję się, że to nic nie da. Że nie uda mi się dojść z nim do porozumienia. Przecież wiesz, że on zawsze był nieustępliwy.
- Wiem, ale zachowaj spokój. Jak z nim spokojnie porozmawiasz, to może uda Ci się coś ,,utargować''. Może zrozumie, że robi źle.
- Jejku, obyś miała rację! Zadzwonię później.
- Dobra.
Rozłączyła się i poszła na górę. Włączyła komputer i portal informacyjny. Bardzo często na niego wchodziła, bo śmieszyły ją niektóre artykuły. Ale dużo się też z nich dowiadywała. Tym razem mina jej trochę zrzedła. Nie wie, jak to się stało, ale zobaczyła zdjęcie swoje i Marco z...dzisiejszego poranka!
No pięknie, pomyślała.
Postanowiła przeczytać krótki artykuł:
Najnowsze zdjęcie słynnego piłkarza Borussi Dortmund z tajemniczą brunetką tylko zaostrza dotychczasowe plotki. Do tej pory Reus nie wypowiadał się na temat znajomości z dziewczyną. Jednak, czy można mówić tylko o przyjaźni, kiedy dzisiaj wczesnym rankiem można było ich zobaczyć razem jedzących śniadanie na tarasie w domu brunetki? Sąsiedzi znajomej Reusa twierdzą, że wcześniej nie widzieli piłkarza w tej okolicy, choć zdarzało się, że brunetka została przywożona samochodem należącym do Marco Reusa. Co zatem możemy o tym myśleć? Czy ujawnią się? A może to rzeczywiście jest tylko przyjaźń? Osobiście uważamy, że jest to niemożliwe, ale sami zainteresowani milczą. Zapytani o tę znajomość przyjaciele piłkarza z drużyny odpowiadają, że nie chcą się wtrącać w prywatne życie kumpla. Inny zaś powiedział, żebyśmy zostawili ich w spokoju, bo już dość namieszaliśmy w jego życiu. Czy zatem tak gwałtowna reakcja innego piłkarza może dowodzić tego, że coś między tajemniczą brunetką a Marco Reusem jest? Śledźcie nasz portal, a z pewnością będziecie na bieżąco!
- No nie wierzę! - prawie krzyknęła Ann. - Wychodzi na to, że moi sąsiedzi szukają rozrywki. Wspaniale. Jeszcze na nich będę musiała uważać.
***
Ann wyszła ze swojego domu i skierowała się w stronę domu jej byłego chłopaka. Nie chciała się z nim spotykać, ale wiedziała, że to jedyna szansa, aby coś zmienić.
Weszła do klatki bloku, w którym mieszkał Michael. Zapukała do drzwi i chwilę później zobaczyła szeroki uśmiech chłopaka.
- Przyszłam porozmawiać.
- Wejdź. Napijesz się czegoś?
- Dziękuję, nie. - chciała być grzeczna i postanowiła, że będzie dla niego miła. Może jej nastawienie coś zmieni?
- Słucham. O czym chciałaś rozmawiać?
- Michael, dlaczego to robisz?
- Masz na myśli dupka?
- Tak, chodzi mi o Marco.
- Ja do niego nic nie mam. Chodzi mi o Ciebie. Chcę naprawić nasz związek.
- Ale nas już nie ma. - prawie straciła nad sobą kontrolę, dlatego wzięła głęboki oddech i kontynuowała - Znałeś mnie od dawna i wiedziałeś, że chyba jedynej rzeczy, której nie wybaczę facetowi to zdrada. Mogłeś się zastanowić, co robisz. Gdyby nie to, nigdy nie spotkałabym Marco i nigdy nie zaprzyjaźnilibyśmy się. Byłabym nadal z Tobą.
- Ale ja już zrozumiałem, że jej nie kocham. Chcę spróbować z Tobą znowu się spotykać. Tyle. Nie mam zamiaru krzywdzić blondyna, jeśli spełnisz mój warunek.
- Dlaczego nie możesz mnie zostawić w spokoju? - zapytała Ann.
- A myślisz, że łatwo wymazać kilka lat znajomości z Tobą z życia, ot tak?
- To dlaczego zmuszasz mnie to zrezygnowania ze znajomości z Marco? Ty nie możesz, ale ja muszę wymazać kilka ostatnich tygodni z życia?
- Tobie będzie łatwiej kilka tygodni niż mi kilka lat.
- Nie zmienisz swojego zdania?
- Nie. - usłyszała odpowiedź, która długo odbijała się echem w jej czaszce.
Ann postanowiła, że nic więcej nie da rady zrobić, dlatego wstała i wyszła. Na odchodne powiedziała:
- Nigdy do Ciebie nie wrócę. - i wyszła.
Wracała wolno do domu i czuła, że ziemia usuwa się spod jej nóg. Miała wrażenie, że przyszłość nie będzie kolorowa. Teraz miała problem, jak powiedzieć o wszystkim blondynowi. Przecież on niczego złego nie zrobił. Dlaczego ma płacić? On też jest szczęśliwy z nią.
Po powrocie do domu Ann zadzwoniła do Natalie i wszystko jej powiedziała.
- Nie przejmuj się, wymyślimy coś! Rozwiążemy to jakoś. Nie zostawię Cię z tym samej.
Słowa Natalie nadal dodawały jej otuchy. Dawały jej nadzieję, że coś może się poprawić.
------------------------------------------
Przepraszam, że wczoraj niczego nie dodałam.:) Jak mi się uda, to jeszcze dzisiaj dodam kolejny rozdział.:]
Jak Wam się podoba?:)
Dziękuję za komentarze i za to, że jest Was coraz więcej!
Dziękujęęęę baaaaardzo kochani!:*
Pozdrawiam!:)
poniedziałek, 8 lipca 2013
Rozdział 16
- Aaaaaach! - krzyknęła Ann, kiedy Marco nie trafił w bramkę.
Siedziała na stadionie wśród innych fanów. Nie chciała być w sektorze WAGs, bo czułaby się obserwowana. Tym bardziej, że obiecali sobie z Reusem, że póki co się nie ujawniają. Blondyn wiedział, gdzie siedzi brunetka i co jakiś czas spoglądał w jej stronę. Miał nadzieję, że przyniesie mu szczęście. I tak też się stało. W drugiej połowie strzelił gola, dającego prowadzenie BVB.
- Taaaaaaaaak! - krzyknęła Ann z innymi kibicami. On nieznacznie odwrócił się i pobiegł w jej stronę. Siedziała na tyle wysoko, że nie było szansy, aby ktokolwiek dostrzegł, że uśmiecha się do niej. Jednak ona wiedziała. To jej wystarczało. Nikt inny nie musiał wiedzieć.
- Cześć. - usłyszała głos dochodzący z prawej strony. Odwróciła się i zobaczyła dziewczynę Lewego. - Wiem o Was, nie przejmuj się. - szepnęła jej do ucha tak, żeby nikt nie słyszał.
- Ann. - wyciągnęła do niej rękę.
- Ania. - dziewczyna ją przytuliła. - Marco miał dzisiaj naprawdę dobry dzień.
- Zdecydowanie tak.
- Chciałam Cię poznać, bo wiem, że przychodzisz na mój ślub. Trochę głupio by było, gdybyś przyszła i byśmy się nie znały...
- Faktycznie. Nawet o tym nie pomyślałam. Stresujesz się?
- Coś ty. Kiedy jesteś pewna, że to ten jedyny, stresujesz się tylko tym, żeby on się nie rozmyślił. - zaśmiała się serdecznie.
- Chyba Lewy by Ci takiego czegoś nie zrobił?
- Nie. Z pewnością nie. Jesteśmy razem na tyle długo, że wiemy, że pasujemy do siebie.
- Chciałabym kiedyś się tak poczuć.
- Kiedyś na pewno się poczujesz. Przepraszam, ale muszę już uciekać. Robert na mnie czeka na pewno.
Ania pocałowała dziewczynę w policzek, co wzbudziło ogólne zamieszanie. Ludzie, którzy jeszcze zostali, zaczęli szeptać, dlatego Ann jak najszybciej uciekła.
- Gratuluję. - podeszła do Marco i pocałowała go w policzek.
- Dzięki. Widziałem, że poznałaś Anię.
- Tak, jaka ona jest sympatyczna! Nie spodziewałam się, że tak łatwo się dogadamy.
- Jest bardzo fajna. Chyba ją jako pierwszą z dziewczyn moich kumpli polubiłem. Tak naprawdę ona jedyna nigdy niczym mnie nie wkurzyła. Idziesz ze mną do Mario?
- Impreza? - zgadła dziewczyna.
- Praktycznie po każdym wygranym meczu się spotykamy. Będzie Ania, więc pogadacie sobie. No, nie daj się prosić.
- Ale ja przecież z chęcią pójdę! Już nie jestem taka zdziwiona, kiedy piłkarze mówią do mnie po imieniu.
- To się cieszę.
Czterdzieści minut później wchodzili do domu Goetze. Tym razem to Ann weszła jako pierwsza bez pukania.
- Ann, weszłaś bez pukania! - powiedział Reus.
- No i co? Mario nie będzie zły.
Marco zaśmiał się głośno.
- Z czego rżysz, baranie? - zapytał od progu Goetze.
- Ann mnie rozśmieszyła. - przyciągnął ją do swojego boku.
Przywitali się ze wszystkimi obecnymi i już po chwili Ann z Anią siedziały w kącie i rozmawiały.
- Kiedy się zorientowałaś, że Robert to ten jedyny?
- Nawet nie wiem. Pewnego dnia jakoś samo to przyszło. Dlatego nie wahałam się nawet przez sekundę, gdy poprosił mnie o rękę. Właśnie dlatego w sobotę będę panią Lewandowską. - uśmiechnęła się. - A co, myślisz o Marco?
- Coś Ty. Zbyt krótko się znamy. Nie wiem, czy to ten na całe życie. Póki co jest wspaniale, ale kto wie, co będzie za choćby tydzień... - powiedziała Ann i pomyślała o Michaelu.
- Coś się dzieje? - zapytała Ania, widząc minę brunetki.
- Nie, tak po prostu powiedziałam. - skłamała.
Ann siedziała cały wieczór z Anią. Rozmawiały o ślubie, przygotowaniach, podróży poślubnej. Stachurska była taka podekscytowana. Ann miała nadzieję, że kiedyś i ona będzie mogła z taką ekscytacją mówić o swoim ślubie. Doszło do niej to, że ona chyba chciałaby poślubić Reusa. Chciałaby spędzić z nim resztę życia, urodzić tyle dzieci, ile Bóg pozwoli i być z nim tak zwyczajnie szczęśliwa. Nie jako dziewczyna sławnego piłkarza, ale jako Ann Reus. Żeby nie musieli się ukrywać, przestali być pod ostrzałem fotoreporterów.
Ale to są tylko moje marzenia, pomyślała Ann, przecież to się pewnie nie spełni.
- Słuchasz mnie? - dziewczyna nawet nie zorientowała się, kiedy obok niej pojawił się Marco.
- Przepraszam. Co mówiłeś?
- Pytałem, czy możemy się już zbierać. Jestem bardzo zmęczony, a jest już po pierwszej.
- Pewnie! Nie ma problemu.
Pożegnali się ze wszystkimi, a Ania powiedziała jej, że koniecznie muszą się spotkać jeszcze. Ann poczuła jakąś więź z tą dziewczyną. Cieszyła się, że podeszła do niej po meczu i zagadała.
- Jedziemy do mnie, czy chcesz u siebie nocować? - zapytał Marco.
- A może to Ty dzisiaj u mnie będziesz nocował? - zaproponowała Ann.
- W sumie, czemu nie. Nie mam jutro treningu ani żadnych planów. Tylko jest jeden problem...
- Jaki?
- Co sąsiedzi powiedzą?
- Naprawdę śmieszne! Hahahahaha, przejmujesz się nimi?
- Już dawno przestałem się przejmować tym, co media o mnie mówią i piszą.
Weszli do domu Ann. Dziewczyna szybko się wykąpała, bo Marco powiedział, żeby poszła pierwsza. Jednak po 30 minutach oboje już leżeli w łóżku. Brunetka przytuliła się do Reusa.
- Marco?
- Co tam, skarbie?
Ann zbierała się w sobie, aby powiedzieć mu prawdę o Michaelu, ale w ostatnim momencie zrezygnowała.
- Kocham Cię. - powiedziała zamiast tego.
- Ja Ciebie też.
Blondyn ją pocałował, a jego koszulka wylądowała na podłodze...
----------------------------------------------------
Och, cały dzień męczyłam się z tym rozdziałem... Przepraszam, że tak późno, ale naprawdę miałam ogromny problem, żeby coś wymyślić. Może dlatego, że moja wyobraźnia już wymyśliła dalsze rozdziały, zamiast skupić się na najbliższych... Nie wiem, ale mam nadzieję, że Wam się podoba.:)
Komentujcie, proszę:)
Pozdrawiam! Dobranoc, kochani.:)
Siedziała na stadionie wśród innych fanów. Nie chciała być w sektorze WAGs, bo czułaby się obserwowana. Tym bardziej, że obiecali sobie z Reusem, że póki co się nie ujawniają. Blondyn wiedział, gdzie siedzi brunetka i co jakiś czas spoglądał w jej stronę. Miał nadzieję, że przyniesie mu szczęście. I tak też się stało. W drugiej połowie strzelił gola, dającego prowadzenie BVB.
- Taaaaaaaaak! - krzyknęła Ann z innymi kibicami. On nieznacznie odwrócił się i pobiegł w jej stronę. Siedziała na tyle wysoko, że nie było szansy, aby ktokolwiek dostrzegł, że uśmiecha się do niej. Jednak ona wiedziała. To jej wystarczało. Nikt inny nie musiał wiedzieć.
- Cześć. - usłyszała głos dochodzący z prawej strony. Odwróciła się i zobaczyła dziewczynę Lewego. - Wiem o Was, nie przejmuj się. - szepnęła jej do ucha tak, żeby nikt nie słyszał.
- Ann. - wyciągnęła do niej rękę.
- Ania. - dziewczyna ją przytuliła. - Marco miał dzisiaj naprawdę dobry dzień.
- Zdecydowanie tak.
- Chciałam Cię poznać, bo wiem, że przychodzisz na mój ślub. Trochę głupio by było, gdybyś przyszła i byśmy się nie znały...
- Faktycznie. Nawet o tym nie pomyślałam. Stresujesz się?
- Coś ty. Kiedy jesteś pewna, że to ten jedyny, stresujesz się tylko tym, żeby on się nie rozmyślił. - zaśmiała się serdecznie.
- Chyba Lewy by Ci takiego czegoś nie zrobił?
- Nie. Z pewnością nie. Jesteśmy razem na tyle długo, że wiemy, że pasujemy do siebie.
- Chciałabym kiedyś się tak poczuć.
- Kiedyś na pewno się poczujesz. Przepraszam, ale muszę już uciekać. Robert na mnie czeka na pewno.
Ania pocałowała dziewczynę w policzek, co wzbudziło ogólne zamieszanie. Ludzie, którzy jeszcze zostali, zaczęli szeptać, dlatego Ann jak najszybciej uciekła.
- Gratuluję. - podeszła do Marco i pocałowała go w policzek.
- Dzięki. Widziałem, że poznałaś Anię.
- Tak, jaka ona jest sympatyczna! Nie spodziewałam się, że tak łatwo się dogadamy.
- Jest bardzo fajna. Chyba ją jako pierwszą z dziewczyn moich kumpli polubiłem. Tak naprawdę ona jedyna nigdy niczym mnie nie wkurzyła. Idziesz ze mną do Mario?
- Impreza? - zgadła dziewczyna.
- Praktycznie po każdym wygranym meczu się spotykamy. Będzie Ania, więc pogadacie sobie. No, nie daj się prosić.
- Ale ja przecież z chęcią pójdę! Już nie jestem taka zdziwiona, kiedy piłkarze mówią do mnie po imieniu.
- To się cieszę.
Czterdzieści minut później wchodzili do domu Goetze. Tym razem to Ann weszła jako pierwsza bez pukania.
- Ann, weszłaś bez pukania! - powiedział Reus.
- No i co? Mario nie będzie zły.
Marco zaśmiał się głośno.
- Z czego rżysz, baranie? - zapytał od progu Goetze.
- Ann mnie rozśmieszyła. - przyciągnął ją do swojego boku.
Przywitali się ze wszystkimi obecnymi i już po chwili Ann z Anią siedziały w kącie i rozmawiały.
- Kiedy się zorientowałaś, że Robert to ten jedyny?
- Nawet nie wiem. Pewnego dnia jakoś samo to przyszło. Dlatego nie wahałam się nawet przez sekundę, gdy poprosił mnie o rękę. Właśnie dlatego w sobotę będę panią Lewandowską. - uśmiechnęła się. - A co, myślisz o Marco?
- Coś Ty. Zbyt krótko się znamy. Nie wiem, czy to ten na całe życie. Póki co jest wspaniale, ale kto wie, co będzie za choćby tydzień... - powiedziała Ann i pomyślała o Michaelu.
- Coś się dzieje? - zapytała Ania, widząc minę brunetki.
- Nie, tak po prostu powiedziałam. - skłamała.
Ann siedziała cały wieczór z Anią. Rozmawiały o ślubie, przygotowaniach, podróży poślubnej. Stachurska była taka podekscytowana. Ann miała nadzieję, że kiedyś i ona będzie mogła z taką ekscytacją mówić o swoim ślubie. Doszło do niej to, że ona chyba chciałaby poślubić Reusa. Chciałaby spędzić z nim resztę życia, urodzić tyle dzieci, ile Bóg pozwoli i być z nim tak zwyczajnie szczęśliwa. Nie jako dziewczyna sławnego piłkarza, ale jako Ann Reus. Żeby nie musieli się ukrywać, przestali być pod ostrzałem fotoreporterów.
Ale to są tylko moje marzenia, pomyślała Ann, przecież to się pewnie nie spełni.
- Słuchasz mnie? - dziewczyna nawet nie zorientowała się, kiedy obok niej pojawił się Marco.
- Przepraszam. Co mówiłeś?
- Pytałem, czy możemy się już zbierać. Jestem bardzo zmęczony, a jest już po pierwszej.
- Pewnie! Nie ma problemu.
Pożegnali się ze wszystkimi, a Ania powiedziała jej, że koniecznie muszą się spotkać jeszcze. Ann poczuła jakąś więź z tą dziewczyną. Cieszyła się, że podeszła do niej po meczu i zagadała.
- Jedziemy do mnie, czy chcesz u siebie nocować? - zapytał Marco.
- A może to Ty dzisiaj u mnie będziesz nocował? - zaproponowała Ann.
- W sumie, czemu nie. Nie mam jutro treningu ani żadnych planów. Tylko jest jeden problem...
- Jaki?
- Co sąsiedzi powiedzą?
- Naprawdę śmieszne! Hahahahaha, przejmujesz się nimi?
- Już dawno przestałem się przejmować tym, co media o mnie mówią i piszą.
Weszli do domu Ann. Dziewczyna szybko się wykąpała, bo Marco powiedział, żeby poszła pierwsza. Jednak po 30 minutach oboje już leżeli w łóżku. Brunetka przytuliła się do Reusa.
- Marco?
- Co tam, skarbie?
Ann zbierała się w sobie, aby powiedzieć mu prawdę o Michaelu, ale w ostatnim momencie zrezygnowała.
- Kocham Cię. - powiedziała zamiast tego.
- Ja Ciebie też.
Blondyn ją pocałował, a jego koszulka wylądowała na podłodze...
----------------------------------------------------
Och, cały dzień męczyłam się z tym rozdziałem... Przepraszam, że tak późno, ale naprawdę miałam ogromny problem, żeby coś wymyślić. Może dlatego, że moja wyobraźnia już wymyśliła dalsze rozdziały, zamiast skupić się na najbliższych... Nie wiem, ale mam nadzieję, że Wam się podoba.:)
Komentujcie, proszę:)
Pozdrawiam! Dobranoc, kochani.:)
niedziela, 7 lipca 2013
Rozdział 15
- Witaj, mów mi Manuela. - przytuliła Ann mama Marco.
- Ann - wyszeptała dziewczyna. Była trochę zdezorientowana.
- Mamo, chodź. Chcesz coś do picia? - zabrał głos Reus.
- Bardzo chętnie.
Marco znał swoją mamę doskonale i wiedział, że chce herbatę.
- Bardzo się cieszę, że mogę Cię poznać. Marco tyle mi o Tobie opowiadał! - powiedziała podekscytowana mama Reusa.
- Też słyszałam wiele pozytywnych rzeczy o Pani.
- Mówiłam, że możesz zwracać się do mnie per Ty. - przypomniała z uśmiechem.
- Przepraszam, zapomniałam. - powiedziała Ann. Była bardzo zestresowana. Nie spodziewała się takiej reakcji ze strony Manueli.
Spędzając czas z Marco i jego mamą, brunetka zapomniała na chwilę o swoich problemach. Poczuła się jak w rodzinie, która ją kochała. Dostrzegła, jak wiele wysiłku Manuela włożyła w wychowanie syna. I teraz to procentuje. Żałowała, że nie ma takiej relacji ze swoją matką. Najlepszą miała z ojcem, ale ten nadal często wyjeżdża służbowo i zbyt często go nie widuje. Miała nadzieję, że niedługo przyjedzie, pozna Marco i.... Ach, zapomniała! Właśnie w tym momencie przypomniała sobie o ,,małym'' problemie jakim był Michael. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła snuć wspólne plany na przyszłość, nie znając nawet opinii Marco. To dało jej wewnętrzną siłę i jakiś dziwny spokój, że wszystko się jakoś ułoży. Że pokona trudności i dalej będzie mogła snuć plany na przyszłość, nawet jeśli się nie spełnią. Choć gdzieś głęboko w sercu czuła, że jest to coś więcej niż zwykła, przelotna znajomość.
Marco patrzył na dwie najważniejsze kobiety w swoim życiu i czuł spokój. Widział, że się dogadują. Cieszył się, ponieważ wiedział, że Ann już wystarczająco dostała od swojej matki i jego ojca. Nareszcie widział szczery uśmiech na jej twarzy i ten widok wywołał uśmiech i na jego twarzy.
Kiedy dwie godziny później Manuela powiedziała, że musi się zbierać, Ann zareagowała:
- Nie zostaniesz jeszcze na trochę?
- Bardzo bym chciała, Ann, ale nie mogę. Obiecałam Thomasowi, mojemu mężowi, że wrócę. - blondyn i brunetka wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Marco, a tym bardziej Ann, nie powiedzieli o całej historii z wizytą Thomasa Reusa. - Ale bardzo się cieszę, że Cię poznałam. Marco miał rację. Jesteś wspaniałą osobą. - podeszła i przytuliła Ann.
- Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. - odpowiedziała brunetka.
Manuela pożegnała się ze swoim synem, życząc mu powodzenia.
- Cześć, mamo. Do zobaczenia. Następnym razem my przyjedziemy do Ciebie.
- Zapamiętam tę obietnicę! - powiedziała i wyszła, zostawiając młodych samych.
15 MINUT PÓŹNIEJ
- Dlaczego Twoja mama tak łatwo mnie zaakceptowała? Dlaczego moja tak nie potrafiła?
- Może dlatego, że Twoja mama nie musiała prawie codziennie czytać w gazetach, że każdą noc spędzasz z kimś innym? - odpowiedział pytaniem Marco, jednocześnie uśmiechając się.
- Bardzo śmieszne. - powiedziała Ann, ale wbrew sobie, też się uśmiechnęła. Rozbawił ją komentarz Reusa.
Blondyn podszedł do niej i ją pocałował.
- Spokojnie, wszystko się ułoży. - powiedział blondyn, jakby na potwierdzenie jej wcześniejszych przemyśleń.
- Mam nadzieję. - stwierdziła, choć miała świadomość, że oboje myśleli o zupełnie innej sprawie. - Ale powiem Ci, że masz naprawdę wspaniałą mamę.
- W końcu po kimś mam te dobre cechy. - powiedział.
- Jaki Ty jesteś skromny! - przejechała mu dłonią do włosach, które blondyn natychmiast sobie poprawił.
Marco zaśmiał się w całkowicie naturalny sposób. Wiedział, że mama zaakceptuje Ann, ale teraz poczuł całkowitą ulgę, że największe problemy mają za sobą.
Ann postanowiła, że spędzi z Reusem jak najwięcej czasu się da. Na wszelki wypadek.
- Mamy całe popołudnie dla siebie. Co robimy? - zapytała.
- Nie mam pojęcia. Myślałem, że mama dłużej zostanie.
- Może popływamy? - tak, Marco w swoim domu miał także basen.
- Jest tylko jeden problem. Nie masz kostiumu.
- Ale mam bieliznę i mogę się w niej kąpać.
- No dobra, to daj mi 3 minuty i jestem z powrotem.
Ann poszła do łazienki, zdjęła ubrania i spięła włosy w kok.
- Przyniosłem dla Ciebie ręcznik. Łap! - Marco rzucił w jej stronę, ale niestety Ann zbyt późno się zorientowała i ręcznik wylądował na jej głowie. Reus zaczął się śmiać. Brunetka zauważyła, że ostatnio coraz częściej się śmiał. Jednak Marco zwyczajnie wyluzował, bo czuł, że wszystko w końcu zaczęło się układać. Uspokoiło się jego życie i był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Popatrzył na Ann jak wyplątywała się z ręcznika.
- Możemy iść? - zapytał.
- Tak. Chyba, że masz jeszcze jakąś niespodziankę dla mnie. - powiedziała dziewczyna.
- Nie, już nie.
Poszli nad basen. Był bardzo ciepły i słoneczny dzień. Zostawili swoje ręczniki, ale Ann postanowiła, że najpierw chwilę poleży na słońcu.
- Jak chcesz. Ja idę popływać.
Marco wskoczył do wody, jednocześnie ochlapując dziewczynę.
- Głupek. - powiedziała Ann.
Reus przepłynął kilka długości i wpadł na pewien pomysł. Wiedział, że dziewczyna może być zła, ale postanowił zaryzykować.
- Ann, pomożesz mi wyjść?
Dziewczyna podeszła do basenu i podała mu rękę.
- Aaaaaaaaa! - krzyknęła brunetka, bo została wciągnięta do wody przez swojego chłopaka. Jednak ten, widząc, że jest zdezorientowana, wziął ją na ręce i trzymał przez chwilę.
- Już okej? - zapytał z szerokim uśmiechem. Nie śmiał się z niej, ale uśmiechu nie mógł opanować.
- Tak. Wariat z Ciebie, wiesz?
- To wszystko przez Ciebie.
- Co? Ja jestem jeszcze winna, że oszalałeś?
- Tak. To z miłości do Ciebie.
Ann zmiękło serce. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Pocałowała go.
- Będziesz w środę na meczu? - zapytał.
- Miałabym opuścić mecz mojego chłopaka? No proszę Cię! Pewnie, że będę! Będę najgłośniej krzyczała, jak strzelisz gola.
- No ja mam nadzieję!
Spędzili na podwórku jeszcze półtorej godziny. Gdy szli do domu, Marco zapytał.
- Chcesz zostać na noc?
- W sumie mogę. Ale mam prośbę. Obejrzymy film?
- Jeśli tylko tego chcesz.
- Okej, ale błagam, żaden horror ani film akcji.
- Mogę nawet obejrzeć komedię romantyczną, jeśli chcesz.
- Och, to cudownie, bo akurat mam na nią ochotę!
O nie, pomyślał Marco, wkopałem się. Nie lubił tego typu filmów.
- No, dobra, to wypożyczymy jakiś w internetowej wypożyczalni. Chcesz iść do łazienki?
- Jeśli mogę.
- Pewnie, że tak. Wolisz iść na górę, czy tutaj?
- Przecież wiesz, że mi to zupełnie obojętne. - powiedziała.
- To idź na górę, ja zostanę tutaj.
Ann wzięła swoje rzeczy i poszła.
30 MINUT PÓŹNIEJ
- Jesteś głodna? - zapytał Reus.
- Trochę.
- Chcesz coś zamówić, czy robimy kolację sami?
Ann spojrzała na zegarek. Była 18:12.
- Możemy coś zrobić. Mamy dużo czasu.
Zrobili pizzę, która okazała się całkowicie niejadalna.
- Fuuuj, może coś zamówimy jednak?
Ann spróbowała kawałek i się skrzywiła.
- Chyba tak. Dobry pomysł. - zaśmiała się. - Ale, błagam, nie pizzę!
- Okej, chińszczyzna? - zaproponował.
- Może być.
Kiedy ich posiłek przyjechał, była prawie 20.
- To co? Oglądamy coś?
- Przecież Ci obiecałem.
Wybrali ,,PS Kocham Cię''. Choć ,,wybrali'' to zbyt dużo powiedziane. Ann wybrała.
- To jest naprawdę dobry film. Ale, ostrzegam, będę płakać.
- Nie wiem, jak można płakać na filmie. Przecież to tylko zmyślona historia.
- Ale nawet nie wiesz, jak realna
- Dobra, oglądajmy. Mam nadzieję, że nie usnę.
- Nie pozwolę Ci na to!
Tak, jak Ann mówiła, prawie przez cały film miała łzy w oczach, a pod koniec nerwy jej puściły i popłynęły po policzkach.
- Zobacz jak on ją kochał. - powiedziała, gdy film się skończył.
- Ja Ciebie też kocham. - odpowiedział Marco.
- Wiem. - pocałowała go. Poleżeli jeszcze chwilę. Ann spojrzała po raz pierwszy od dawna na pierścionek na swoim palcu i uśmiechnęła się. - Możemy iść spać? Jestem zmęczona trochę.
- Nic dziwnego, to był długi dzień. Pewnie. Chodź. Jutro posprzątam.
Marco wyłączył telewizor i razem z Ann poszli na górę.
Ann uświadomiła sobie, że przy Reusie całkowicie zapomniała o Michaelu. Może Natalie miała rację, żeby powiedzieć mu prawdę? Tego jeszcze nie wiedziała.
Po kilku minutach zasnęli przytuleni do siebie.
------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno, ale pogoda jest tak piękna, że aż szkoda byłoby nie skorzystać!:)
Ale jest 15.:) Jak Wam się podoba?:] Niedługo znowu zacznie się dziać!:>
A teraz idę się szykować, bo o 20:15 mecz Polska - USA.:]
Pozdrawiam, kochani!:)
- Ann - wyszeptała dziewczyna. Była trochę zdezorientowana.
- Mamo, chodź. Chcesz coś do picia? - zabrał głos Reus.
- Bardzo chętnie.
Marco znał swoją mamę doskonale i wiedział, że chce herbatę.
- Bardzo się cieszę, że mogę Cię poznać. Marco tyle mi o Tobie opowiadał! - powiedziała podekscytowana mama Reusa.
- Też słyszałam wiele pozytywnych rzeczy o Pani.
- Mówiłam, że możesz zwracać się do mnie per Ty. - przypomniała z uśmiechem.
- Przepraszam, zapomniałam. - powiedziała Ann. Była bardzo zestresowana. Nie spodziewała się takiej reakcji ze strony Manueli.
Spędzając czas z Marco i jego mamą, brunetka zapomniała na chwilę o swoich problemach. Poczuła się jak w rodzinie, która ją kochała. Dostrzegła, jak wiele wysiłku Manuela włożyła w wychowanie syna. I teraz to procentuje. Żałowała, że nie ma takiej relacji ze swoją matką. Najlepszą miała z ojcem, ale ten nadal często wyjeżdża służbowo i zbyt często go nie widuje. Miała nadzieję, że niedługo przyjedzie, pozna Marco i.... Ach, zapomniała! Właśnie w tym momencie przypomniała sobie o ,,małym'' problemie jakim był Michael. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła snuć wspólne plany na przyszłość, nie znając nawet opinii Marco. To dało jej wewnętrzną siłę i jakiś dziwny spokój, że wszystko się jakoś ułoży. Że pokona trudności i dalej będzie mogła snuć plany na przyszłość, nawet jeśli się nie spełnią. Choć gdzieś głęboko w sercu czuła, że jest to coś więcej niż zwykła, przelotna znajomość.
Marco patrzył na dwie najważniejsze kobiety w swoim życiu i czuł spokój. Widział, że się dogadują. Cieszył się, ponieważ wiedział, że Ann już wystarczająco dostała od swojej matki i jego ojca. Nareszcie widział szczery uśmiech na jej twarzy i ten widok wywołał uśmiech i na jego twarzy.
Kiedy dwie godziny później Manuela powiedziała, że musi się zbierać, Ann zareagowała:
- Nie zostaniesz jeszcze na trochę?
- Bardzo bym chciała, Ann, ale nie mogę. Obiecałam Thomasowi, mojemu mężowi, że wrócę. - blondyn i brunetka wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Marco, a tym bardziej Ann, nie powiedzieli o całej historii z wizytą Thomasa Reusa. - Ale bardzo się cieszę, że Cię poznałam. Marco miał rację. Jesteś wspaniałą osobą. - podeszła i przytuliła Ann.
- Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. - odpowiedziała brunetka.
Manuela pożegnała się ze swoim synem, życząc mu powodzenia.
- Cześć, mamo. Do zobaczenia. Następnym razem my przyjedziemy do Ciebie.
- Zapamiętam tę obietnicę! - powiedziała i wyszła, zostawiając młodych samych.
15 MINUT PÓŹNIEJ
- Dlaczego Twoja mama tak łatwo mnie zaakceptowała? Dlaczego moja tak nie potrafiła?
- Może dlatego, że Twoja mama nie musiała prawie codziennie czytać w gazetach, że każdą noc spędzasz z kimś innym? - odpowiedział pytaniem Marco, jednocześnie uśmiechając się.
- Bardzo śmieszne. - powiedziała Ann, ale wbrew sobie, też się uśmiechnęła. Rozbawił ją komentarz Reusa.
Blondyn podszedł do niej i ją pocałował.
- Spokojnie, wszystko się ułoży. - powiedział blondyn, jakby na potwierdzenie jej wcześniejszych przemyśleń.
- Mam nadzieję. - stwierdziła, choć miała świadomość, że oboje myśleli o zupełnie innej sprawie. - Ale powiem Ci, że masz naprawdę wspaniałą mamę.
- W końcu po kimś mam te dobre cechy. - powiedział.
- Jaki Ty jesteś skromny! - przejechała mu dłonią do włosach, które blondyn natychmiast sobie poprawił.
Marco zaśmiał się w całkowicie naturalny sposób. Wiedział, że mama zaakceptuje Ann, ale teraz poczuł całkowitą ulgę, że największe problemy mają za sobą.
Ann postanowiła, że spędzi z Reusem jak najwięcej czasu się da. Na wszelki wypadek.
- Mamy całe popołudnie dla siebie. Co robimy? - zapytała.
- Nie mam pojęcia. Myślałem, że mama dłużej zostanie.
- Może popływamy? - tak, Marco w swoim domu miał także basen.
- Jest tylko jeden problem. Nie masz kostiumu.
- Ale mam bieliznę i mogę się w niej kąpać.
- No dobra, to daj mi 3 minuty i jestem z powrotem.
Ann poszła do łazienki, zdjęła ubrania i spięła włosy w kok.
- Przyniosłem dla Ciebie ręcznik. Łap! - Marco rzucił w jej stronę, ale niestety Ann zbyt późno się zorientowała i ręcznik wylądował na jej głowie. Reus zaczął się śmiać. Brunetka zauważyła, że ostatnio coraz częściej się śmiał. Jednak Marco zwyczajnie wyluzował, bo czuł, że wszystko w końcu zaczęło się układać. Uspokoiło się jego życie i był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Popatrzył na Ann jak wyplątywała się z ręcznika.
- Możemy iść? - zapytał.
- Tak. Chyba, że masz jeszcze jakąś niespodziankę dla mnie. - powiedziała dziewczyna.
- Nie, już nie.
Poszli nad basen. Był bardzo ciepły i słoneczny dzień. Zostawili swoje ręczniki, ale Ann postanowiła, że najpierw chwilę poleży na słońcu.
- Jak chcesz. Ja idę popływać.
Marco wskoczył do wody, jednocześnie ochlapując dziewczynę.
- Głupek. - powiedziała Ann.
Reus przepłynął kilka długości i wpadł na pewien pomysł. Wiedział, że dziewczyna może być zła, ale postanowił zaryzykować.
- Ann, pomożesz mi wyjść?
Dziewczyna podeszła do basenu i podała mu rękę.
- Aaaaaaaaa! - krzyknęła brunetka, bo została wciągnięta do wody przez swojego chłopaka. Jednak ten, widząc, że jest zdezorientowana, wziął ją na ręce i trzymał przez chwilę.
- Już okej? - zapytał z szerokim uśmiechem. Nie śmiał się z niej, ale uśmiechu nie mógł opanować.
- Tak. Wariat z Ciebie, wiesz?
- To wszystko przez Ciebie.
- Co? Ja jestem jeszcze winna, że oszalałeś?
- Tak. To z miłości do Ciebie.
Ann zmiękło serce. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Pocałowała go.
- Będziesz w środę na meczu? - zapytał.
- Miałabym opuścić mecz mojego chłopaka? No proszę Cię! Pewnie, że będę! Będę najgłośniej krzyczała, jak strzelisz gola.
- No ja mam nadzieję!
Spędzili na podwórku jeszcze półtorej godziny. Gdy szli do domu, Marco zapytał.
- Chcesz zostać na noc?
- W sumie mogę. Ale mam prośbę. Obejrzymy film?
- Jeśli tylko tego chcesz.
- Okej, ale błagam, żaden horror ani film akcji.
- Mogę nawet obejrzeć komedię romantyczną, jeśli chcesz.
- Och, to cudownie, bo akurat mam na nią ochotę!
O nie, pomyślał Marco, wkopałem się. Nie lubił tego typu filmów.
- No, dobra, to wypożyczymy jakiś w internetowej wypożyczalni. Chcesz iść do łazienki?
- Jeśli mogę.
- Pewnie, że tak. Wolisz iść na górę, czy tutaj?
- Przecież wiesz, że mi to zupełnie obojętne. - powiedziała.
- To idź na górę, ja zostanę tutaj.
Ann wzięła swoje rzeczy i poszła.
30 MINUT PÓŹNIEJ
- Jesteś głodna? - zapytał Reus.
- Trochę.
- Chcesz coś zamówić, czy robimy kolację sami?
Ann spojrzała na zegarek. Była 18:12.
- Możemy coś zrobić. Mamy dużo czasu.
Zrobili pizzę, która okazała się całkowicie niejadalna.
- Fuuuj, może coś zamówimy jednak?
Ann spróbowała kawałek i się skrzywiła.
- Chyba tak. Dobry pomysł. - zaśmiała się. - Ale, błagam, nie pizzę!
- Okej, chińszczyzna? - zaproponował.
- Może być.
Kiedy ich posiłek przyjechał, była prawie 20.
- To co? Oglądamy coś?
- Przecież Ci obiecałem.
Wybrali ,,PS Kocham Cię''. Choć ,,wybrali'' to zbyt dużo powiedziane. Ann wybrała.
- To jest naprawdę dobry film. Ale, ostrzegam, będę płakać.
- Nie wiem, jak można płakać na filmie. Przecież to tylko zmyślona historia.
- Ale nawet nie wiesz, jak realna
- Dobra, oglądajmy. Mam nadzieję, że nie usnę.
- Nie pozwolę Ci na to!
Tak, jak Ann mówiła, prawie przez cały film miała łzy w oczach, a pod koniec nerwy jej puściły i popłynęły po policzkach.
- Zobacz jak on ją kochał. - powiedziała, gdy film się skończył.
- Ja Ciebie też kocham. - odpowiedział Marco.
- Wiem. - pocałowała go. Poleżeli jeszcze chwilę. Ann spojrzała po raz pierwszy od dawna na pierścionek na swoim palcu i uśmiechnęła się. - Możemy iść spać? Jestem zmęczona trochę.
- Nic dziwnego, to był długi dzień. Pewnie. Chodź. Jutro posprzątam.
Marco wyłączył telewizor i razem z Ann poszli na górę.
Ann uświadomiła sobie, że przy Reusie całkowicie zapomniała o Michaelu. Może Natalie miała rację, żeby powiedzieć mu prawdę? Tego jeszcze nie wiedziała.
Po kilku minutach zasnęli przytuleni do siebie.
------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno, ale pogoda jest tak piękna, że aż szkoda byłoby nie skorzystać!:)
Ale jest 15.:) Jak Wam się podoba?:] Niedługo znowu zacznie się dziać!:>
A teraz idę się szykować, bo o 20:15 mecz Polska - USA.:]
Pozdrawiam, kochani!:)
sobota, 6 lipca 2013
Rozdział 14
Ann wstała lewą nogą. Była roztrzęsiona, zła i smutna. Jednak pocieszał ją fakt, że miała jakiś plan. Cokolwiek, co daje jej nadzieję, że wszystko się ułoży. Bardzo chciała w to wierzyć. Brunetka prawie nic nie zjadła i postanowiła, że założy jedną z sukienek od Marco. Piętnaście minut później stanęła przed ogromnym lustrem w swojej sypialni i stwierdziła, że może tak iść.
- Nie za elegancko, ale też nie codziennie - powiedziała do siebie.
Powinna być o 13 u Marco, więc, jak zawsze, wyszła zdecydowanie za wcześnie. Chciała jeszcze z nim porozmawiać. Być może to mu pomoże zrozumieć później całą sytuację. Miała taką nadzieję.
- Marco. - przytuliła się do niego nadzwyczaj mocno.
- O, aż tak się za mną stęskniłaś? - uśmiechnął się.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. - szepnęła z ulgą. Cieszyła się niezmiernie, że znowu może być w jego ramionach. Nawet, jeśli nie uda się dogadać z Michaelem, to postanowiła, że spędzi z ukochanym jak najwięcej czasu.
- Co się stało? - zapytał z niepokojem.
- Opowiem Ci o Michaelu.
Reus nie wiedział, skąd nagle taka zmiana, ale czuł jakieś napięcie w głosie Ann.
- Chodź, usiądziemy..
Przeszli przez cały salon, trzymając się za ręce. Następnie usiedli naprzeciwko siebie na huśtawce, którą Marco miał na tarasie.
- Znam się z nim bardzo długo. - zaczęła opowiadać. - Chyba tylko Natalie znam dłużej. No, nieważne. Poznaliśmy się, jak miałam 14 lat. Uwielbiałam wtedy jeździć na desce i to tam spotkałam Michaela. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Można powiedzieć, że byliśmy nierozłączni. - uśmiechnęła się na samo wspomnienie. - Ja się trochę zmieniłam. Zaczęłam dorastać, można tak powiedzieć. Już nie najważniejsza była deska i rampa. Ważniejsze zaczęły stawać się spotkania z przyjaciółmi, imprezy. Oczywiście wszędzie towarzyszył mi Michael. Nawet nie zauważyłam kiedy, zakochał się we mnie. Dowiedziałam się tego w moją osiemnastkę. Wówczas poprosił, żebym została jego dziewczyną. Dokładnie wtedy zdałam sobie sprawę, że on także nie jest mi obojętny. Kolejne miesiące mijały. On był taki idealny, można by przypuszczać. Tak się wydawało: zawsze przepuszczał mnie w drzwiach, kupował kwiaty, chodziliśmy wszędzie razem. Myślałam, że to ten jedyny. Aż do pewnego razu. - tu Ann się zacięła. Marco jedynie mocniej ścisnął jej dłoń. Chciał jej dodać otuchy, bo czuł, że to jest już końcówka historii.- Byliśmy na imprezie. To była nasza rocznica. Minęło dokładnie 8 miesięcy, odkąd byliśmy razem. Michael trochę za dużo wypił. W sumie to ja odrobinę też wypiłam, ale ja generalnie nie lubię alkoholu, więc byłam trzeźwa. Wyszłam na chwilę do łazienki, bo widziałam, że mam chwilę przerwy od tańca z nim. Akurat wtedy tańczył z jakąś inną dziewczyną. Znałam ją tylko z widzenia. Może kilka razy powiedziałyśmy sobie ,,cześć''. To wszystko. Wróciłam z łazienki i zobaczyłam, jak się całują. - Ann zupełnie straciła kontrolę nad swoim głosem. - Powiedziałam sobie kiedyś, jak byłam mała, że nigdy żadnemu facetowi nie wybaczę zdrady. Jakiejkolwiek. Wyszłam z klubu, a on pobiegł za mną. Kiedy mu powiedziałam, że nie chcę z nim rozmawiać i to koniec, on mnie jeszcze uderzył. To właśnie dlatego uważam, że to największy dupek. Nigdy, nigdy nie spotkałam takiego kretyna.
Marco nie chciał niczego mówić, bo widział, że dziewczyna jest roztrzęsiona. Potrzebowała chwili na uspokojenie się.
Ann miała też ukryty cel w tym, że opowiedziała mu swoją historię. Miała nadzieję, że w razie, gdyby nie udało się dogadać z Michaelem, Reus nie uwierzy w to, że wróciła do niego z własnej woli. Nie uwierzy w to, że mogła chcieć z nim utrzymywać jakikolwiek kontakt.
- Praktycznie po tej sytuacji, cały tydzień przesiedziałam w domu. Z dwóch powodów: miałam siniaka na twarzy, a drugi to taki, że przepłakałam cały ten czas. Nie mogłam uwierzyć, że po tak wspaniałym czasie spędzonym z nim, on zrobił mi coś takiego. I wtedy poznałam Ciebie. - uśmiechnęła się do niego przez łzy. Marco starł jej kciukiem łzę z policzka.
- Nie przejmuj się. Ja Cię nie uderzę i nie zdradzę.
Ann zupełnie się rozkleiła. Wiedziała, że za dwa tygodnie może to wszystko stracić. Być może będzie musiała zranić Marco tak, że nie będzie chciał jej widzieć. Jednak zrobi wszystko, aby tak się nie stało.
- Ann, nie chcę Cię martwić, ale za 30 minut przyjedzie moja mama.
- O kurczę! - dziewczyna momentalnie otrzeźwiała. Wstała i poszła do łazienki. Trochę się uspokoiła. Gdy zeszła już na dół, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ann wstrzymała oddech i razem z Marco u boku poszła otworzyć.
---------------------------------------------
A jednak już dzisiaj dodaję.:) Trochę krótki, wiem.:)
Jak Wam się podoba?
Baaaardzo dziękuję Sylwii Reus za tak wspaniałe komentarze! Nie spodziewałam się, że tak powiesz. Dziękuję i pozdrawiam!:]
- Nie za elegancko, ale też nie codziennie - powiedziała do siebie.
Powinna być o 13 u Marco, więc, jak zawsze, wyszła zdecydowanie za wcześnie. Chciała jeszcze z nim porozmawiać. Być może to mu pomoże zrozumieć później całą sytuację. Miała taką nadzieję.
- Marco. - przytuliła się do niego nadzwyczaj mocno.
- O, aż tak się za mną stęskniłaś? - uśmiechnął się.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. - szepnęła z ulgą. Cieszyła się niezmiernie, że znowu może być w jego ramionach. Nawet, jeśli nie uda się dogadać z Michaelem, to postanowiła, że spędzi z ukochanym jak najwięcej czasu.
- Co się stało? - zapytał z niepokojem.
- Opowiem Ci o Michaelu.
Reus nie wiedział, skąd nagle taka zmiana, ale czuł jakieś napięcie w głosie Ann.
- Chodź, usiądziemy..
Przeszli przez cały salon, trzymając się za ręce. Następnie usiedli naprzeciwko siebie na huśtawce, którą Marco miał na tarasie.
- Znam się z nim bardzo długo. - zaczęła opowiadać. - Chyba tylko Natalie znam dłużej. No, nieważne. Poznaliśmy się, jak miałam 14 lat. Uwielbiałam wtedy jeździć na desce i to tam spotkałam Michaela. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Można powiedzieć, że byliśmy nierozłączni. - uśmiechnęła się na samo wspomnienie. - Ja się trochę zmieniłam. Zaczęłam dorastać, można tak powiedzieć. Już nie najważniejsza była deska i rampa. Ważniejsze zaczęły stawać się spotkania z przyjaciółmi, imprezy. Oczywiście wszędzie towarzyszył mi Michael. Nawet nie zauważyłam kiedy, zakochał się we mnie. Dowiedziałam się tego w moją osiemnastkę. Wówczas poprosił, żebym została jego dziewczyną. Dokładnie wtedy zdałam sobie sprawę, że on także nie jest mi obojętny. Kolejne miesiące mijały. On był taki idealny, można by przypuszczać. Tak się wydawało: zawsze przepuszczał mnie w drzwiach, kupował kwiaty, chodziliśmy wszędzie razem. Myślałam, że to ten jedyny. Aż do pewnego razu. - tu Ann się zacięła. Marco jedynie mocniej ścisnął jej dłoń. Chciał jej dodać otuchy, bo czuł, że to jest już końcówka historii.- Byliśmy na imprezie. To była nasza rocznica. Minęło dokładnie 8 miesięcy, odkąd byliśmy razem. Michael trochę za dużo wypił. W sumie to ja odrobinę też wypiłam, ale ja generalnie nie lubię alkoholu, więc byłam trzeźwa. Wyszłam na chwilę do łazienki, bo widziałam, że mam chwilę przerwy od tańca z nim. Akurat wtedy tańczył z jakąś inną dziewczyną. Znałam ją tylko z widzenia. Może kilka razy powiedziałyśmy sobie ,,cześć''. To wszystko. Wróciłam z łazienki i zobaczyłam, jak się całują. - Ann zupełnie straciła kontrolę nad swoim głosem. - Powiedziałam sobie kiedyś, jak byłam mała, że nigdy żadnemu facetowi nie wybaczę zdrady. Jakiejkolwiek. Wyszłam z klubu, a on pobiegł za mną. Kiedy mu powiedziałam, że nie chcę z nim rozmawiać i to koniec, on mnie jeszcze uderzył. To właśnie dlatego uważam, że to największy dupek. Nigdy, nigdy nie spotkałam takiego kretyna.
Marco nie chciał niczego mówić, bo widział, że dziewczyna jest roztrzęsiona. Potrzebowała chwili na uspokojenie się.
Ann miała też ukryty cel w tym, że opowiedziała mu swoją historię. Miała nadzieję, że w razie, gdyby nie udało się dogadać z Michaelem, Reus nie uwierzy w to, że wróciła do niego z własnej woli. Nie uwierzy w to, że mogła chcieć z nim utrzymywać jakikolwiek kontakt.
- Praktycznie po tej sytuacji, cały tydzień przesiedziałam w domu. Z dwóch powodów: miałam siniaka na twarzy, a drugi to taki, że przepłakałam cały ten czas. Nie mogłam uwierzyć, że po tak wspaniałym czasie spędzonym z nim, on zrobił mi coś takiego. I wtedy poznałam Ciebie. - uśmiechnęła się do niego przez łzy. Marco starł jej kciukiem łzę z policzka.
- Nie przejmuj się. Ja Cię nie uderzę i nie zdradzę.
Ann zupełnie się rozkleiła. Wiedziała, że za dwa tygodnie może to wszystko stracić. Być może będzie musiała zranić Marco tak, że nie będzie chciał jej widzieć. Jednak zrobi wszystko, aby tak się nie stało.
- Ann, nie chcę Cię martwić, ale za 30 minut przyjedzie moja mama.
- O kurczę! - dziewczyna momentalnie otrzeźwiała. Wstała i poszła do łazienki. Trochę się uspokoiła. Gdy zeszła już na dół, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ann wstrzymała oddech i razem z Marco u boku poszła otworzyć.
---------------------------------------------
A jednak już dzisiaj dodaję.:) Trochę krótki, wiem.:)
Jak Wam się podoba?
Baaaardzo dziękuję Sylwii Reus za tak wspaniałe komentarze! Nie spodziewałam się, że tak powiesz. Dziękuję i pozdrawiam!:]
Subskrybuj:
Posty (Atom)