wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 33

Natalie obudziła się i spojrzała na zegarek. Była 6:34. Bogu dziękować, pomyślała. Delikatnie wstała i odwróciła się w stronę śpiącego obok niej bruneta.
- Szkoda, że Ty nigdy nie poczujesz do mnie tego, co ja do Ciebie czuję. Szkoda, że te noce nie będą znaczyły dla Ciebie tego, co dla mnie.
Aby się nie rozpłakać, Natalie ubrała się szybko i wyszła z domu Mario.

***
- Cześć, Ann. - powiedział Marco, wychodząc z  łazienki.
- Hej, skarbie. - odpowiedziała, wstając z łóżka. Nadal nie akceptowała tego, że w ciąży tak długo śpi. Była prawie 12, a ona najchętniej jeszcze by spała.  - Muszę zacząć wcześniej wstawać. - zaczęła narzekać.
- Nie przejmuj się tym. Jesteśmy na wakacjach. Jak chcesz, to możemy cały dzień przeleżeć w łóżku. - zaproponował Marco. Co prawda nie był przyzwyczajony do całodziennego lenistwa, ale był skłonny się poświęcić. W końcu chodziło o dobro jego dziewczyny i nienarodzonego jeszcze dziecka. Im dłużej miał świadomość, że zostanie ojcem, tym bardziej się cieszył. Faktycznie, gdy był z Caroline, to w wywiadach dziennikarze pytali go, czy założą rodzinę, ale on zawsze zaprzeczał. Nie był gotowy albo nie chciał mieć dzieci z nią. Z Ann to zupełnie inna bajka. Rozumieli się, szanowali, podejmowali wspólnie decyzje, jego przyjaciele ją akceptują. Te wszystkie rzeczy różnią jego związek z brunetką i związek z Caroline.
- Coś Ty, odpoczywać będę, gdy mój brzuch będzie wielkości wielkiego balona. Gdy nie będę mogła się ruszać.
- Spokojnie, będę Cię wtedy na rękach nosił. - zaofiarował się Marco, kładąc się obok Ann w łóżku.
- Hahahahaha. Nie pozwolę na to. Chcę, żebyś był zdrowy. - uśmiechnęła się do niego, czochrając jego blond włosy
- Kochanie, ja na siłowni podnoszę ciężary i jeszcze nic poważnego mi się nie stało. Damy radę. Powiem Ci szczerze, że już nie mogę się doczekać, jak na świecie pojawi się mały Reus.
- Myślisz, że to chłopiec? - zapytała Ann, gładząc swój brzuch.
- Tak sądzę.
- Bardzo bym chciała, żeby tak było. Najpierw chłopiec, a później dziewczynka.
- Dlaczego akurat w tej kolejności? - zapytał Marco.
- Nigdy nie miałam rodzeństwa, a zawsze zazdrościłam koleżankom starszych braci. Opiekowali się nimi i tak zostało do dziś. Choćby Natalie. Ma starszego brata i zawsze, gdy ona go potrzebuje jest przy niej. Teraz wyjechał na staż za granicę i nie ma go w Niemczech, ale Natalie i on utrzymują regularny kontakt.
- Dobrze, może być chłopiec, a później dziewczynka.
- Obiecaj mi jedną rzecz.
- Cokolwiek zechcesz. - odpowiedział z szerokim uśmiechem Marco.
- Nie będziemy takimi rodzicami, jak moja mama, dobrze?
- Już Ci mówiłem. Będziemy wspaniałymi rodzicami.
- Moja mama pewnie też tak myślała. - powiedziała Ann, smutno uśmiechając się.
- A po powrocie pojedziemy na zakupy. Kupimy wszystko, co będzie potrzebne dziecku. - Marco zmienił temat.
- A kto niedawno mówił, że nie jedzie więcej ze mną na zakupy? - zapytała brunetka z zadziornym uśmiechem.
- Wszystko się zmieniło. - powiedział, dotykając brzucha dziewczyny.
- Ale przecież nie wiemy, czy to chłopczyk, czy dziewczynka.
- Kupimy w uniwersalnych kolorach.
- A imiona? - zapytała Ann.
- Nad tym pomyślimy później. Chyba że masz jakieś propozycje.
- Nie, nie zastanawiałam się nad tym. Kiedyś, jak miałam 16 lat, to chciałam dać mojemu dziecku imiona aktorów, piosenkarzy itd. Wiesz, tych, których uwielbiałam. Ale kiedy zaczęłam układać imiona, to wyszło na to, że powinno mieć około 20 imion.
- hahahaha! Nie ma mowy. - powiedział z szerokim uśmiechem Reus. -  Dwa imiona w zupełności wystarczą.
- Wiem, Marco. Nie mogłabym skrzywdzić dziecka 30 imionami. Poza tym nawet nie wiem, czy tak się da.
- Nie mam pojęcia. - przyznał blondyn.
- Dobra, dosyć tego lenistwa. Wstajemy!
Brunetka wstała, tym razem zabrała ubrania i weszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i już po 15 minutach wyszła z łazienki.
- To co robimy? - zapytała Ann.
- Hmmm, myślę, że dobrze by było zjeść śniadanie.
- Tak, dobry pomysł. Myślisz, że można jeszcze zjeść tutaj?
- Ann, to 5-gwiazdkowy hotel. Na pewno możesz jeść posiłki, kiedy chcesz.
- Nigdy nie byłam w takim hotelu, więc nie mam pojęcia.
Zeszli do hotelowej restauracji i zjedli śniadanie. Wrócili do pokoju i zaczęli szykować się do wyjścia nad basen.
Tak samo jak poprzednio, resztę dnia spędzili obijając się.

***
Ponad 3000 km od Maroka, na stadionie Iduna, Mario Goetze biegał już 4 kółko. Nie czuł jednak zmęczenia, gdyż to, co robił, nie zajmowało wcale jego myśli. Cały był pochłonięty wydarzeniami ostatniej nocy. Nie mógł uwierzyć, że znowu to zrobił. Że znowu ją uwiódł. Z jednej strony zastanawiał się, co go podkusiło. Z drugiej strony cieszył się coraz bardziej z tego, co między nim i Natalie kwitło. Może to był tylko romans, ale dla niego nie taki, jak zazwyczaj. Nie był on przelotny. Żałował, że nie zdążył jej tego powiedzieć, bo jak się obudził, jej już nie było. Czy tak miało już być zawsze? Rozmowa, impreza/spotkanie, alkohol, seks, ucieczka, rozmowa, impreza/spotkanie, alkohol,...? Nie chciał tego, ale był poniekąd na to skazany, bo to Natalie decydowała o większości. Wziął przykład z Marco i dawał jej wybór. A ona pewnie teraz będzie mnie unikała, pomyślał Goetze.
W sumie nie dziwił się za bardzo, bo od dość długiego czasu miał opinię podrywacza. Nie do końca się z tym zgadzał, gdyż przed Natalie, od ponad miesiąca nikogo nie poderwał. Kiedy wyszedł o 17 z treningu, postanowił do niej pojechać. Chciał ostatecznie wszystko wyjaśnić.
Stanął przed jej mieszkaniem i zapukał. Natalie siedziała w środku i na palcach zbliżyła się do drzwi. Przez judasza zobaczyła, że to jest ostatnia osoba, którą chciałaby widzieć tego dnia. Zdecydowała, że to jeszcze nie czas na poważną rozmowę, której się spodziewała. Dotknęła jedynie drzwi i szepnęła:
- Przepraszam.
I odeszła od drzwi.

---------------------------------------------
Jest 33. W następnym rozdziale zacznie się to, o czym mówiłam w poprzednim rozdziale, a mianowicie: akcja:P Wiem, że ten jest krótki, ale nie mogę wcisnąć do jednego rozdziału tego, co zaplanowałam na następny dopiero, bo wyszedłby na 5 stron:)
Dziękuję za wsparcie, komentarze i wejścia! :)
Dziękuję:*
Kurczę, tak się wciągnęłam, że może wieczorem dodam kolejny?
Co Wy na to?:)

Pozdrawiam!:*

Rozdział 32

Siedzieli w samolocie do... Ann nadal nie wiedziała, dokąd zabiera ją jej chłopak. Była bardzo ciekawa, ale skoro wytrzymała tyle, to te kilka godzin też da radę.
- Słuchaj, Ann,. Nie udało mi się załatwić żadnego bardzo odludnego miejsca, gdzie jest gorąco, bo mało osób było chętnych na taki lot.
- Nie ma problemu. Mówiłam Ci już dawno, że mnie nie przeszkadzają zdjęcia w internecie i gazetach.
- No wiem, ale obiecywałem Ci koniec świata.
- Nie przejmuj się tym. Powiesz mi, dokąd lecimy? - Ann wykorzystała moment słabości chłopaka.
- No dobra. W sumie i tak długo Cię przetrzymywałem. Nigdy tam nie byłem, a słyszałem, że to niesamowite miejsce. Lecimy do Maroka.
- Jejku! Cudownie. Kiedyś, jak byłam mała, to tata chciał mnie tam zabrać, ale w końcu nie dostał urlopu i nie mógł polecieć.
- Fajnie, że się cieszysz. Mam nadzieję, że będzie wspaniale.
Resztę podróży Ann przespała. Zawsze tak miała w podróży - przesypiała 3/4 drogi.
- Ann, skarbie. - Marco delikatnie ją puknął w ramię.
- Co? - dziewczyna zerwała się z miejsca.
Reusowi zachciało się śmiać.
- Nic, po prostu za chwilę lądujemy.
- Aaaaa, to dobrze. Już nie mogę usiedzieć na miejscu. Energia mnie rozpiera.
- Jak będziesz chciała, to możemy od razu iść nad ocean popływać.
- Najpierw prysznic. - odpowiedziała Ann. Tego właśnie jej było trzeba. Kąpiel.
Weszli do hotelu, zameldowali się i poszli do ich pokoju. To był przedsmak tego, co czeka ich w domu - wspólne mieszkanie. Ann coraz bardziej podobała się ta wizja. Nie bała się już przyszłości. Weszła do ogromnej łazienki i już wiedziała, że będzie spędzać tam sporo czasu. Oczywiście Marco zarezerwował pokój w 5-gwiazdkowym hotelu, choć wiedział, że Ann tego nie oczekiwała. Jej wystarczało to, że mogła spędzać z nim czas.
- Skarbie, utopiłaś się? - zapytał Marco, pukając do drzwi.
- Nie, a co? - odkrzyknęła dziewczyna.
- Siedzisz tam już prawie godzinę.
- Naprawdę? Jejku, nawet nie wiedziałam. Zaraz wyjdę.
Brunetka szybko opuściła łazienkę. Jednak w tym pośpiechu zapomniała wziąć ubrań i musiała wyjść w samym ręczniku.
- Masz już wolne. - powiedziała Ann do blondyna, który stał na balkonie.
Reus wrócił do pokoju.
- Tak idziesz na plażę? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- Na pewno nie. - odpowiedziała Ann. Blondyn szybko poszedł do łazienki. Brunetka się przebrała w kostium. Miała ze sobą tylko dwuczęściowy. Nie przewidziała tego, że będzie w drugim miesiącu ciąży. Stanęła przed lustrem i zaczęła przyglądać się swojemu brzuchowi. Czy już coś widać? To pytanie krążyło jej po głowie.
Stała tak przed tym lustrem i nawet nie zauważyła, jak Marco pojawił się tuż za nią. Położył dłonie na jej brzuchu, jednocześnie szepcząc:
- Będziemy wspaniałymi rodzicami.
- Tak myślisz? - zapytała Ann, opierając głowę na jego barku.
- Na pewno. - odwrócili się tak, że stykali się czołami.
- Boję się, że nie odnajdę się w tej roli.
- Spokojnie, moja mama nam pomoże. Pokaże Ci wszystko. W końcu mnie wychowała.
- Mam nadzieję, że moja mama też zareaguje tak optymistycznie, jak Twoja, ale wątpię w to.
- Poczekamy i jak będziesz gotowa, to jej powiemy. Ja mogę poczekać.
- Okej, ale mojemu tacie powiemy od razu po powrocie. Chcę, żeby wiedział. Zawsze mnie wspierał i zasłużył na to, aby dowiedział się ode mnie.
- Dobrze, skarbie. - powiedział Marco i ją pocałował. Ann od razu zapomniała o wszystkich troskach. Dodatkowo zadziałały jej hormony.
- Idziemy? - zapytała Ann, odrywając się od chłopaka.
- Jasne.
Szybko znaleźli się na plaży. Ocean był bardzo spokojny, dlatego Marco i Ann od razu poszli pływać. Spędzili razem cudowne popołudnie. Zapomnieli o tym, że gdzieś tam w Dortmundzie są ich przyjaciele i rodzina.
Istnieli jakby obok świata.

***

W tym samym czasie w Dortmundzie Natalie siedziała u siebie w pokoju. Przez ostatnie kilka dni ciągle myślała o Mario. Chyba się w nim zakochała. Nie podejrzewała, że dwie imprezy i jedna wspólnie spędzona noc może tak namieszać jej w głowie. Postanowiła do niego zadzwonić:
- Cześć, Mario. - przywitała się. - Tu Natalie. Co dzisiaj wieczorem robisz?
- Cześć, Natalie. W sumie nie mam planów jeszcze. Skoro Ann i Marco wyjechali, to jakoś nie chce mi się imprezować. - Był zaskoczony telefonem dziewczyny, ale cieszył się, że zadzwoniła.
- To co powiesz na wspólne nudzenie się?
- O 20 u mnie? - zaproponował Goetze.
- Będę punktualnie. - odpowiedziała, ciesząc się w duchu. Rozłączyła się i pobiegła do swojej sypialni. Musiała wybrać jakieś ciuchy na wieczór. Chciała wyglądać zwyczajnie. Nie chciała się zdradzić, że chłopak jej się podoba. Zawsze jej się podobał, ale to normalne. Chyba każdej dziewczynie w Dortmundzie podobali się zawodnicy Borussi. Jednak Mario nie podobał jej się tak, jak Marco. Reus pociągał ją tylko wyglądem, a Goetze... To było coś innego. Był przystojny, ale coś w nim, w jego charakterze jej się spodobało.

***20:00***

Punktualnie o 20 Natalie zapukała do drzwi willi piłkarza. Otworzył od razu.
- Cześć. - powiedział, całując dziewczynę w policzek.
Natalie był zdziwiona gestem bruneta, ale odwzajemniła go. Jednocześnie owiała ją delikatna woń jego perfum.
- Chcesz drinka? - zapytał ją. Dziewczyna była pewna, że to nie jest dobry pomysł, ale zgodziła się. Siedzieli na kanapie przed telewizorem, rozmawiali, śmiali się, a alkohol po raz kolejny zaczął uderzać im do głowy. Przełączyli kanał na stację muzyczną i Mario wyciągnął do niej rękę:
- Zatańczysz? - zapytał.
- Jasne. - odpowiedziała, wstając z kanapy. Trochę zakręciło jej się w głowie, dlatego Goetze ją podtrzymał.
- Dzięki. - powiedziała speszona. Jednak już po chwili tańczyli. Natalie fantastycznie się czuła, mogąc tańczyć z chłopakiem, który jej się podoba. Ba! Nie tylko podoba, ale w którym chyba się zakochała. Także w głowie Mario coś zaczęło się rodzić. Nie wiedział, czy to jest jakieś głębsze uczucie, ale zaczął patrzeć na nią jak na dziewczynę. Postanowił, że nie ma nic do stracenia i pocałował Natalie.
- Mario. - powiedziała, patrząc mu w oczy. - To chyba nie jest dobry pomysł.
Patrzyli tak na siebie, zapominając o otaczającym ich świecie. Byli rozdarci. Z jednej strony ciągnęło ich do siebie, ale z drugiej bali się popełnić kolejny błąd. A kolejna wspólna noc byłaby dużym błędem. Tym razem nie ma przy nich Marco i Ann, którzy zorganizowaliby spotkanie. Którzy pomogliby im się dogadać. A im samym będzie raczej trudno porozmawiać.
Mario jednak znowu ją pocałował. Dłużej i namiętniej. Tym razem Natalie nie opierała się. Nie dlatego, że miała za słabą siłę woli, ale dlatego, że w głębi serca chciała tego. I po raz kolejny popełnili błąd.

---------------------------------------------------
Kochani, jest kolejny:)
Dziękuję bardzo Wam wszystkim za komentarze. Choć nie jest ich dużo, to te, które mam znaczą dla mnie najwięcej!:*
Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie. Ja się bałam, że nikt nie będzie czytał, a tu taka wspaniała niespodzianka!
I ciągle Was przybywa! Dziękuję!:*
Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się też podoba.
Zdradzę Wam, że niedługo się zacznie coś dziać. Coś ważnego.:)
Pozdrawiam, kochani!:*

PS Postaram się dzisiaj dodać następny:>

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 31

- Ann, zaczynam się martwić. - powiedział Marco. Był autentycznie przerażony. Nie miał bladego pojęcia, co chce mu powiedzieć. Widział, że dziewczyna jest również przestraszona.
- Marco. Wysłuchaj mnie do końca.
Blondyn słyszał już te słowa podczas wesela Roberta i Ani. Wcale nie podobało mu się to, że słyszy je po raz drugi.
- Ann, proszę Cię. Powiedz mi. Nie trzymaj mnie już dłużej w niepewności.
- Ale boję się Twojej reakcji. - brunetka zamknęła na chwilę oczy, wzięła głęboki oddech, spojrzała mu w oczy. - Jestem w ciąży Marco. Ja przepraszam, powinnam pomyśleć o jakimś zabezpieczeniu. Przepraszam, Marco.
Reus podszedł do dziewczyny, wziął ją za ręce, ale nie mógł popatrzeć w oczy, ponieważ Ann stała ze spuszczoną głową. Dopiero teraz dotarła do niej powaga sytuacji, w jakiej się znaleźli. Nadal obawiała się jego reakcji. Nieśmiało podniosła wzrok. Zobaczyła uśmiechniętego Reusa.
- Przecież to jest wspaniała wiadomość. - powiedział bardzo spokojnie. Nie chciał jej przerazić w tak nowej i zupełnie odmiennej sytuacji. Wiedział, że jeżeli jego dziewczyna nie cieszy się z ciąży, to musi dać jej więcej wsparcia, bo to on ją w to wpakował. Marco bardzo się z tego cieszył, choć ciąża była zupełnie nieplanowana. Był szczęśliwy, bo miał wszystko: dziewczynę, którą kochał, rodzinę, z którą się pogodził, a teraz będzie miał jeszcze dziecko z kobietą, którą kocha, a dodatkowo jego kariera dobrze i prężnie się rozwija. Czy można chcieć czegoś więcej? Reus niczego więcej nie potrzebował.
Ann patrzyła na blondyna i w pewnym momencie wybuchnęła płaczem. Poczuła tak niewysłowioną ulgę, której wyrazem był ten płacz. Piłkarz jedynie ją mocno objął. Chciał, żeby miała w nim oparcie.
- Co my teraz zrobimy? - zapytała Ann, przerywając ciszę. Patrzyła mu prosto w oczy, żeby zobaczył w nich strach. Choć z jednej strony cieszyła się, że będzie matką, z drugiej była przerażona. Czy była gotowa na to? Co powiedzą jej rodzice? Czy wytrzymają nagonkę prasy? Przecież tego nie uda im się ukryć. Nagle cała przyszłość jej się zamazała. Nie wiedziała jak będzie ona wyglądać.
- To zależy tylko od Ciebie, skarbie. - szepnął czule Marco. - Zaakceptuję każdą Twoją decyzję.
- Marco, nie mam zamiaru usunąć. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Chodziło mi bardziej o to, jak powiemy o tym innym. Przynajmniej Mario i Anię mamy z głowy.
- Jak to?
- Zanim Ci powiedziałam, rozmawiałam z nimi. Potrzebowałam się poradzić. Widzisz, kiedyś czytałam wywiad z Tobą... o dzieciach. I trochę się bałam.
- Ann, przecież to było na pewno wieki temu! Nadal nie widzisz, jak się przy Tobie zmieniłem?
- Wiem, ale to było mimowolne. Nawet przez chwilę nie wierzyłam w to, że mógłbyś mnie zostawić. Przeszło mi coś takiego przez myśl, ale nie wierzyłam.
- Zapewniam Cię, że wezmę odpowiedzialność na siebie. Nie zmienia to faktu, że jestem szczęśliwy.
W tym momencie, po tym wyznaniu, brunetka poczuła, że wszystko się ułoży.
- A jeżeli chodzi o powiedzenie innym, to mogę to wziąć na siebie. - kontynuował Marco. - Będzie tylko jeden problem.
- Jaki?
- Obiecałaś swojemu tacie, że nie zrobisz go zbyt szybko dziadkiem.
- Hahaha, faktycznie. Ale on nie będzie robił problemów. Najbardziej boję się o reakcję matki. Póki co nie musimy jej mówić, ale kiedyś będzie trzeba. W przeciwnym razie dowie się z prasy. Tak samo jak o naszym związku. Może gdybym sama jej powiedziała o tym, że jesteśmy razem, to łatwiej by to zaakceptowała. Dlatego to od nas musi się dowiedzieć, że zostanie babcią. Jezu, już ja widzę jej minę. Albo będzie szczęśliwa i się z nami pogodzi, albo mnie zabije.
- Chyba raczej mnie zabije. - zauważył Marco.
- Nie wykluczone. - Ann jednak nie zamierzała się tym przejmować tego dnia. Chciała się cieszyć z tego, że powiedziała mu o ciąży i że on to zaakceptował. Ba! Że jest szczęśliwy. Marco zaprowadził Ann na kanapę do salonu. Usiadł, a dziewczyna położyła się tak, że jej głowa spoczywała na kolanach Marco. Patrzyli na siebie, nic nie mówiąc. Oswajali się z nową sytuacją. Niedługo będą mieli dziecko. Dla obojga było to surrealistyczne, ale jednocześnie napawało jakąś radością. To kolejna rzecz, która będzie tylko ich.
- Pokazać Ci coś? - zapytała po pewnym czasie Ann.
- Jeśli tylko chcesz, to pewnie.
Brunetka wstała z kanapy i poszła po swoją torebkę. Szybko wróciła do pokoju i wyjęła zdjęcia USG. Dała je Marco. On spojrzał na nie.
- Jezu, to jest nasze dziecko? -  zapytał, wskazując na małą plamkę na zdjęciu.
- Tak.
- Matko, jakieś małe strasznie.
- Marco, to początek drugiego miesiąca. Czego się spodziewałeś?
- A wiadomo, czy to chłopiec, czy dziewczynka?
- Nie, jeszcze nie. A chcesz przed porodem wiedzieć?
- Mnie to obojętne. Będę je kochał bez względu na płeć.
- Jezu, jak ja Cię kocham! - powiedziała Ann i przylgnęła do niego. Zaczęła go całować.
- To te Twoje hormony tak wpływają na zachowanie?
- Bo ja wiem. Być może.
Jednak tego wieczora poprzestali jedynie na pocałunkach. Leżeli w łóżku Marco do później nocy, a później zasnęli.

Przez następne kilka dni Marco obchodził się z nią jak z jajkiem. Non stop pytał, czy czegoś nie potrzebuje, czy dobrze się czuje... To było bardzo miłe, ale w pewnym momencie Ann nie wytrzymała i powiedziała:
- Marco, ja nie jestem chora. Jestem w ciąży. Nie musisz tak o mnie dbać.
- Ale chcę, bo Cię kocham i nasze dziecko też. - stwierdził i pocałował Ann w brzuch, który nadal był niewidoczny. Dziewczynę ten gest bardzo rozczulił. Było w nim tyle miłości... Zresztą ona też inaczej się zachowywała. Nie była to kwestia hormonów, ale świadomości, że nosi w sobie życie. Że ta istota jest całkowicie zależna od niej. Nie nosiła ciężarów (jakby w ogóle Marco jej na to pozwolił!), jadła zdrowiej (o co również zadbał Marco) i przede wszystkim niczym się nie denerwowała. Wiedziała, że ma wsparcie przyszłego taty i czuła się z tym fantastycznie.
Ostatniego dnia przed wyjazdem Ann powiedziała do Marco:
- Skarbie, pojedźmy do Twoich rodziców i powiedzmy im o wszystkim, co?
- Jesteś na to gotowa?
- Mogę jechać choćby teraz.
- Daj mi 30 minut i możemy jechać.
Teraz, kiedy Reus nie musiał sprawdzać, czy w domu był jego ojciec, mogli wpadać do rodziców w każdej chwili.
Faktycznie, 40 minut później byli już w drodze do Manueli i Thomasa. Akurat ich reakcji Ann bała się najmniej. Wiedziała, że mama Marco będzie zachwycona, a jego tata nie będzie im prawił kazań, bo dopiero co załagodził spór z synem.
Po jakimś czasie stanęli przed domem Marco, trzymając się za ręce. Z grzeczności zapukali, choć wiedzieli, że mogą wejść bez pukania.
- O, dzieci! Witajcie! - powiedziała mama Reusa, która akurat otworzyła im drzwi. - Po co pukacie? Mogliście wejść.
- Cześć, mamo. - przywitał się Marco, przytulając Manuelę. To samo uczyniła Ann, z taką różnicą, że nie powiedziała do niej ,,mamo''.
- Co Wy tu robicie?
- Nie cieszysz się, że Twój syn wpadł bez zapowiedzi? - zaakcentował ostatnie dwa wyrazy, bo wiedział, że mama załapie aluzję.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! - powiedziała całkiem poważnie pani Reus.
- Jest ojciec? - zapytał Marco dla pewności. - Chciałbym, żeby był przy tej rozmowie. To bardzo ważne. - powiedział, patrząc na Ann. Manuela od razu pomyślała o dwóch rzeczach. Pomyślała, że albo się zaręczyli, albo Ann jest w ciąży. Jakoś intuicyjnie to wyczuwała. Intuicja nie zawiodła jej, kiedy jej córka, Melanie przyszła z chłopakiem. Czuła, że się zaręczyli i miała rację.

10 minut później wszyscy siedzieli w salonie, pijąc herbatę. W powietrzu było wyczuwalne napięcie. Było to spowodowane tym, że Marco i Thomas po raz pierwszy od wielu lat usiedli przy tym stole, nie kłócąc się.
- Więc mamy Wam coś do powiedzenia. Ważnego. - zaczął Marco. Wiedział, że to on musi powiedzieć, ponieważ nie chciał stresować Ann. Zdawał sobie sprawę z tego, iż i tak się stresowała.
- Słuchamy. - powiedziała mama blondyna.
- Nie będziemy owijać niczego w bawełnę. Za kilka miesięcy będziecie dziadkami.
Na chwilę zapanowała kompletna cisza, ale dosłownie kilka sekund wystarczyło Manueli, aby podejść szybko do Ann i ją mocno przytulić, jednocześnie szepcząc na ucho:
- Tak bardzo się cieszę, Ann. Dziękuję Ci.
Dziewczyna nie do końca rozumiała, za co mama Marco jej dziękuje, ale uśmiechnęła się do niej i odwzajemniła jej gest. W dużo gorszej sytuacji był blondyn, ponieważ jego ojciec sztywno do niego podszedł i wyciągnął rękę.
- Gratuluję. - powiedział. Póki co nie umiał zdobyć się na nic więcej. Nie był w stanie go przytulić. Od czasu wesela dużo myślał o sytuacji pomiędzy nim a synem. Żałował bardzo, że mu nie ufał. Żałował, że nie dał mu wsparcia, którego potrzebował. Wsparcia, które znalazł u dziewczyny, która niedługo sama zostanie matką. Żałował, że nie może cofnąć czasu i naprawić tego potwornego błędu. Wiedział, że teraz musi upłynąć wiele czasu, żeby Marco znowu mu zaufał.
Spędzili razem wspaniałe przedpołudnie. Jednak Marco i Ann wieczorem wyjeżdżali i musieli pojechać.
- Ann, zaczekaj chwilę. - powiedziała szeptem Manuela.
- Marco, poczekaj na mnie w samochodzie. Muszę pójść do łazienki.
- Jasne, skarbie. - podszedł do niej i cmoknął ją w usta. Dziewczyna wiedziała, że nie musi się wstydzić, ale i tak jej policzki oblały się purpurą.
- Słucham. - powiedziała Ann z uśmiechem do mamy Marco.
- Ann, ja chciałam jeszcze raz Ci podziękować.
- Ale nie wiem, za co. Ja nic nie zrobiłam.
- Uratowałaś mojego syna przed kompletnym pogrążeniem się. Wiem, że nie mogę więcej roztrząsać tej sprawy, dlatego to ostatni raz.
- Ekhm... - zwrócił na siebie uwagę ojciec Marco, który wyszedł z salonu do przedpokoju. - Ja także chcę Ci podziękować. Zrobiłaś dla niego więcej niż ja. Wiem, że popełniłem błąd i teraz będę starał się go naprawić.
Ann nie wiedziała, co ma powiedzieć, dlatego podeszła do Thomasa i przytuliła go. Być może to też hormony, ale naprawdę wybaczyła mu jego zachowanie. Miała nadzieję, że kiedyś i Marco mu wybaczy w 100%.
Pożegnała się z rodzicami Marco i weszła do samochodu.
- O czym rozmawialiście? - zapytał blondyn.
- Słucham?
- Ann, stąd widać przedpokój. - wskazał na okno, znajdujące się naprzeciwko samochodu.
Dziewczyna streściła krótko rozmowę z jego rodzicami, ale on tego nie skomentował. Całą drogę przebyli w milczeniu.


-----------------------------------------------

Przepraszam kochani, że tak długo niczego nie było, ale jakoś nie mogłam nic wymyślić. Mam nadzieję, że Wam się choć trochę podoba.:) Zostawiajcie komentarze:>
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze!:*

Pozdrawiam! Dobranoc:*

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 30

- Jak to w ciąży? - powiedziała Ann. - To przecież niemożliwe! Znaczy się technicznie możliwe, ale...
- Nie wiedziała Pani o tym?
- Nie. Ostatnio sporo się denerwowałam, a z doświadczenia wiem, że takie rzeczy opóźniają okres.
- Ma Pani całkowitą rację, ale we krwi jest zdecydowanie podwyższony poziom HCG, czyli gonadotropiny kosmówkowej. Podsumowując, dzięki temu hormonowi jestem w stanie powiedzieć, że na 100% jest Pani w ciąży. Nie umiem określić, który miesiąc. Jeśli chce Pani, to mogę od razu skierować Panią do ginekologa.
- Tak. Proszę. To chyba będzie dobre wyjście. - powiedziała zszokowana Ann. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że będzie matką. Tyle nocy spędziła z Reusem i ani razu nie pomyślała o zabezpieczeniu. No pięknie! A co powie Marco? Jak w jakimś amoku udała się do gabinetu ginekologa, gdzie po USG dowiedziała się, że to początek 2. miesiąca. Wyszła z gabinetu ze zdjęciem w torbie. Przecież ona nie była gotowa na bycie matką! A Marco? Przecież czytała kiedyś wywiad, w którym Reus wybuchnął śmiechem na zadane pytanie odnośnie dzieci. To jakiś absurd!
Wróciła do swojego domu, a nie do domu Marco. Usiadła, wyjęła zdjęcie dziecka i rozpłakała się. Wyjęła telefon i wysłała dwa smsy. Pierwszy był do Marco:
                      Cześć, skarbie.
                      Przepraszam, ale przyjdę do Ciebie dopiero wieczorem.
                      Będę około 19.
                      Kocham Cię!

Drugi, nie wiedząc czemu, wysłała do Mario. Pierwszy raz korzystała z tego, że ma jego numer:
                      Cześć Mario. Tu Ann. Wiem, że teraz jesteś na treningu,
                      dlatego nie dzwonię. Jeśli możesz, to nie mów Marco, że
                      do Ciebie napisałam. Mam sprawę. Czy mógłbyś do mnie wpaść
                      po treningu?


Ann wiedziała, że Goetze jest najlepszym przyjacielem jej chłopaka, więc kto lepiej mógł jej w tej sprawie doradzić? Miała zamiar zadzwonić lub spotkać się z Anią. O dziwo, Mario od razu jej odpisał:
                     Cześć! Jasne, że mogę. Mam nadzieję, że wszystko w porządku.
                     Będę około 17:30.


Mimo że nie miała z nim najlepszego kontaktu, czuła, że się przejął jej smsem.

***
O co może jej chodzić? - myślał Mario, biegnąc kolejne kółko. Przestał nawet kląć w myślach na trenera-tyrana.
- Ej, Mario, co jest? - zapytał go Reus, który biegł razem z nim. Widział, że coś musiało się stać, bo na chwilę wyszedł do szatni, a gdy wrócił, coś w jego twarzy się zmieniło.
- Nic, nic. - okłamał go przyjaciel. Marco więcej nie ciągnął tematu. Postanowił poczekać, aż ten sam mu powie, o co chodzi. Zawsze tak było. Tylko czasami coś z niego wyciągał, ale tylko wtedy, gdy miał pewność, że to błahostka.


*** około 17:30 ***
- Cześć, Mario. - powiedziała Ann, wpuszczając przyjaciela swojego chłopaka do środka.
- Cześć, Ann. - odpowiedział jej chłopak i ją przytulił. Widząc jej zapuchnięte oczy, czuł, że właśnie tego potrzebowała. Ona zaprowadziła później chłopaka do swojego salonu i zapytała:
- Chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki. Bardziej mnie ciekawi, o czym chciałaś ze mną rozmawiać. Obiecuję, że nie powiem Marco. Tylko powiedz mi, że nie chcesz go znowu zostawić.
- Nie! - odpowiedziała odruchowo Ann. - Bardziej się boję, że to on mnie zostawi.
- O Boże. Zrobiłaś coś głupiego? - zapytał.
- Nie, nie zdradziłam go. - odpowiedziała Ann, jakby czytała mu w myślach. - W sumie, to oboje z Marco coś głupiego zrobiliśmy.
- Co masz na myśli?
Ann nie wiedziała, jak ma to powiedzieć. Chciała, żeby ktoś wiedział, ale jak przyszło co do czego, to nie mogła wykrztusić słowa. Dlatego tylko wręczyła mu zdjęcie USG. Mario wziął zdjęcie, popatrzył na nie, a później przeniósł wzrok na Ann i powiedział z lekkim niedowierzaniem:
- Jesteś w ciąży?
Brunetka spojrzała na niego i rozpłakała się, kiwając głową. Chłopak, nie wiedząc, co zrobić, po prostu przytulił Ann.
- Ann, on Cię nie zostawi. Nie ma takiej opcji.
- Dobra, ale szczęśliwy też nie będzie. Przecież czytałam wywiad, w którym powiedział, że przed 30-tką nie chce mieć dzieci!
- Ale to było, kiedy był z Caroline.
- Co z tego, że z nią? Marco jest ten sam.
- Ann, Ty naprawdę nie widzisz, jak on się zmienił? Całkowicie przewartościowałaś jego świat. Nie wiem, jak Ci się to udało, prawdę mówiąc. - Mario uśmiechnął się.
- Dzięki, Goetze. - Ann również uśmiechnęła się do niego przez łzy. Znacznie poprawiło jej to humor. Choć nie mogła mieć żadnej pewności, dopóki nie porozmawia z Reusem w cztery oczy. Dopóki nie usłyszy tego od niego. - Naprawdę mi trochę ulżyło.
- Cieszę się. Kiedy mu powiesz?
- Nie mam pojęcia, kiedy się odważę.
- Tylko błagam, nie przed ważnym meczem. Wiesz, Marco pewnie będzie się cieszył, ale nie wiadomo, jak to wpłynie na jego grę, a zdecydowanie jest nam potrzebny na boisku w dobrej dyspozycji. - Goetze wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Ann roześmiała się, słysząc jego komentarz. Wiedziała, że mówi to w żartach, co zdecydowanie było jej potrzebne.
- Przepraszam Cię, ale ja muszę iść. Gdybyś czegoś potrzebowała, to pisz, dzwoń i co tam tylko chcesz. - powiedział Mario. To tylko dało Ann pewność, że nie jest sama. I że nie będzie sama. nie spodziewała się tak dorosłego zachowania po piłkarzu. - Aha, i nie powiem o niczym Marco. Nie musisz się obawiać.
- Dzięki. - Ann ponownie przytuliła Mario, a chwilę później on wyszedł. Zostawił dziewczynę w dużo lepszym nastroju. Coś się w niej zmieniło. Pozwoliło myśleć, że wszystko się ułoży i że będzie dobrze. Chwilę później zadzwoniła do Ani i powiedziała jej, że jest w ciąży.
- To wspaniale! Marco wie?
- Właśnie nie. I jego reakcji się najbardziej boję.
- Nie przejmuj się! Na pewno się ucieszy. Kiedy mu powiesz? A może już powiedziałaś?
- Nie, nie powiedziałam. I nie wiem, kiedy się odważę, żeby powiedzieć. To dla mnie trochę trudne.
- Nie dziwię się. Może na początku będzie trochę w szoku, ale jak to do niego dotrze, to będzie szczęśliwy.
- Moją pierwszą myślą było to, że mnie zostawi i tak to się skończy.
- Oszalałaś?! Reus taki nie jest. Nawet, gdy był z Caroline taki nie był.
- Dobra, wierzę Ci. Wiesz co, muszę kończyć, bo umówiłam się z przyszłym tatusiem.
- Dobra, to do zobaczenia!
- Pa.
Ann rozłączyła się i szybko przebrała. Nie patrząc na godzinę, brunetka wyszła z domu i poszła w stronę domu Reusa. On otworzył jej z szerokim uśmiechem na twarzy, niczego nieświadomy. Kiedy ją zobaczył, pocałował.
- Marco, muszę Ci coś koniecznie powiedzieć.
- To nie może poczekać? - zapytał Reus, nie przerywając całowania.
- Niestety. Obawiam się, że nie.
Ann oderwała się od niego i poszła do salonu. Chłopak usiadł naprzeciwko niej i czekał. Coś w jej oczach sprawiało, że blondyn czuł, iż to jest naprawdę ważne.


-------------------------------------------
Udało się dzisiaj wstawić:)
Mam nadzieję, że Wam się podoba:) Czekam na Wasze opinie:>
Dziękuję, że jesteście, kochani!:*

Pozdrawiam!:*

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 29

O 19 do drzwi Ann zapukała Natalie.
- Wchodź! - krzyknęła dziewczyna z łazienki.
- Cześć. - powiedziała Natalie, podeszła do przyjaciółki i pocałowała ją w policzek. - Zapomniałam Cię zapytać. Właściwie to gdzie jest ta impreza?
- Tym razem u Marco. Wiesz, to pewnie ostatnia szansa, żebyśmy się z Wami spotkali przed wyjazdem, a naprawdę będę tęsknić!
- Z nami? Czyli z kim konkretnie?
- Będzie Ania z Robertem, Ty i Mario.
To, co w tym momencie działo się w głowie Natalie, było nie do opisania. Na przemian klęła i myślała, jak się od tego wykręcić. W końcu po kilku minutach stwierdziła, że nie da rady. Że nic nie wymyśli.  No pięknie, pomyślała, teraz będę musiała jeszcze udawać, że nic się nie dzieje!
- Ann, ja muszę Ci coś powiedzieć. I to koniecznie.
- Jejku, brzmi strasznie poważnie. - Ann przerwała czynność, którą w tym momencie wykonywała i usiadła naprzeciw przyjaciółki. - Słucham.
- Wczoraj przespałam się z Mario. - powiedziała jak najszybciej mogła. Ann siedziała chwilę i zastanawiała się, czy to jakiś żart. Jednak sądząc po minie Natalie, wątpiła w to.
- Jak to?! Przecież mówiłaś, że nic do niego nie czujesz.
- Znowu wypiłam trochę za dużo. Jakoś samo to wyszło... Ale nie wiem, czy to był tylko alkohol, czy jakieś emocje też...
- Wiesz, że on będzie u Marco?
- Wiem właśnie. Dlatego Ci o tym powiedziałam.
- Czyli nie miałaś zamiaru mi mówić, gdyby nie ta impreza? No świetnie! Natalie, jesteśmy przyjaciółkami już nie wiem, jak długo, a Ty nie chciałaś mi o czymś tak ważnym powiedzieć?! Ja Ci mówiłam o wszystkim!
- Na pewno bym Ci powiedziała, ale jeszcze nie teraz. Nie byłam gotowa, a przecież muszę spędzić w jego towarzystwie cały wieczór. - Natalie opowiedziała Ann historię z wczorajszego wieczora i nocy. Z jednej strony było jej potwornie wstyd, ale z drugiej poczuła ulgę, że jej powiedziała.
- Jak masz zamiar to rozwiązać? - zapytała wciąż zła Ann.
- Nie mam pojęcia. Planowałam go unikać aż sprawa sama ucichnie, ale chyba nie da rady. Ja jestem zbyt blisko Ciebie, a on Marco. Zawsze będziemy na siebie wpadać przy okazji imprez i spotkań.
- A może po prostu z nim pogadaj. Kurczę, oboje jesteście dorośli. Musicie ponosić konsekwencje swoich decyzji.
- Wiem. - odpowiedziała tylko.

***

- Marco, przespałem się z Natalie. - powiedział Goetze, kiedy tylko się dowiedział, że dziewczyna będzie na imprezie.
- Ooo, stary. Jeden dzień mnie nie ma, a Ty takie rzeczy odwalasz? To ładnie! - zaczął się śmiać Reus.
- Tak, to jest bardzo zabawne. Proszę Cię, stary! Nie mam pojęcia, co zrobić. Myślałem, że jakoś to będzie. Że się nie spotkamy czy coś. - Mario miał takie samo zdanie na ten temat, co Natalie. - Co ja mam zrobić? Nie kocham jej ani nic. To była po prostu przygoda. Kurwa! Gdybym wiedział, że będę musiał ją widywać, to bym dwa razy pomyślał.
- Chcę zobaczyć, jak to rozwiążesz.
- Ha ha ha. Śmiej się. Tobie łatwo mówić, bo masz dziewczynę na stałe i możesz się z nią przespać, a ja?
- Tylko nie przespać, okej? Nie traktuję tego w ten sposób.
- Dobra, dobra. Tak tylko powiedziałem.

***

Kiedy 40 minut później Ann i Natalie wyszły z domu, ta druga miała nogi jak z waty.
- Spokojnie! Przecież on Ci nic nie zrobi.
- Ale atmosfera i tak będzie sztywna.
- O to się nie martw. Ważniejsze, żebyś z nim to wyjaśniła. Przecież nie będziesz go unikać w nieskończoność!

Dziewczyny weszły do domu Marco bez pukania. Ann w końcu zaakceptowała to, że jego dom już niedługo będzie i jej domem.
- Cześć, kochanie! - krzyknęła Ann. Nie wiedziała, gdzie jest jej chłopak, a znalezienie go w tym domu byłoby dość trudne.
- W kuchni! - odkrzyknął.
- Natalie, idź do salonu, bo ja muszę powiedzieć coś Marco. Poczekaj tam na mnie, okej?
- Dobra. - zgodziła się Natalie. Kiedy jednak weszła do salonu, miała ochotę zmienić zdanie i uciec. Na kanapie siedział nie kto inny, jak Mario Goetze. Fantastycznie, pomyślała.
- Cześć. - powiedziała cicho i usiadła jak najdalej od niego.
- Cześć. - odpowiedział jej Mario. Momentalnie usiadł sztywno. Również nie czuł się komfortowo w jej obecności.
Ann i Marco specjalnie tak długo siedzieli w kuchni, aby tamci dwoje mogli spokojnie porozmawiać. Mieli jeszcze 15 minut do przyjścia Ani i Roberta, więc mieli nadzieję, że wyjaśnią sobie całą sytuację.
- Słuchaj. - odezwali się po kilku minutach Mario i Natalie razem.
- Zacznij - powiedział.
- Nie, nie. Ty zacznij. - odpowiedziała.
W tym momencie żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć, bo wiedzieli, że ta druga osoba miała coś do przekazania. Jednak Mario wziął na siebie początek tej rozmowy. W końcu to on jest mężczyzną.
- Natalie - chyba po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu -  Uważam, że to, co się wydarzyło było ogromnym błędem. Nie powinno się zdarzyć. Tak myślę. Może powinniśmy o tym zapomnieć?
Natalie nie była pewna czy dla niej też tak zupełnie nie miało to znaczenia, ale zgodziła się. Uznała, że tak będzie lepiej dla wszystkich. I dla niej, dla Mario i dla ich znajomości z Marco i Ann.
- Okej. - powiedziała. Jednak była świadoma, że nie będzie tak, jak wcześniej. Przynajmniej z jej strony - nie będzie umiała przejść nad tym do porządku dziennego. Chyba żadna dziewczyna nie umiałaby tego zrobić.
Na szczęście z kłopotliwej ciszy wybawili ich Marco i Ann, którzy weszli do salonu, niosąc przekąski. Marco patrzył na Mario, a Ann na Natalie. Oboje byli ciekawi, jak sytuacja się rozwinęła. Mario nie wiedział, że Ann wie, a Natalie, że Marco wie. Dlatego nie mogli zapytać wprost, co postanowili. Na szczęście szybko przyszła Ania z Robertem i atmosfera trochę się rozluźniła. Tym razem Natalie dużo nie piła. Wiedziała, że jest tu Goetze i wolała nie ryzykować. Na szczęście wszyscy bawili się kulturalnie. Ann tak bardzo się cieszyła, że wkroczyła w życie Reusa. Zyskała tylu fantastycznych przyjaciół. Zyskała rodzinę, która akceptowała ich związek. No i w końcu wszystko zaczęło się układać. Nie musiała się martwić o Michaela i Caroline, bo póki co odpuścili. Wiedziała, że Michael nie będzie już krzyżował jej planów, ale tego samego o Caroline nie mogła powiedzieć. Jej temat ciągle nie został zamknięty. Marco nie rozmawiał z nią i nie wiadomo, czy czegoś nie planowała. Na szczęście Ann nie musiała się tym teraz przejmować. Jedyną sprawą, która zaprzątała jej głowę, to ich wspólny wyjazd. Nie mogła się już doczekać aż spędzi sama z Marco tydzień. Nie mogła uwierzyć w to, że Klopp dał Marco aż tyle wolnego, ale bardzo się cieszyła. Miała tylko nadzieję, że blondyn naprawdę wybrał odludzie. Albo przynajmniej miejsce, gdzie nie będzie paparazzi. Reszta nie miała znaczenia.

Około 3 w nocy wszyscy się pożegnali i poszli do swoich domów. Mario odprowadził Natalie, Robert poszedł z Anią, a Ann nocowała u swojego chłopaka. Nie chciało jej się wracać już do siebie. Szybko się wykąpała, przebrała w koszulkę Marco i położyła. Kiedy Reus przyszedł, dziewczyna już spała.

***
Następną noc Ann także spędziła u Reusa, biorąc uprzednio kilka swoich rzeczy. Przecież szła do lekarza, a nie pójdzie do niego w koszulce Reusa. Kiedy się obudziła, znalazła kartkę na poduszce blondyna: 

                                                  Cześć, kochanie!
                                                  Musiałem wstać i iść na trening...
                                                  Wrócę około 17 i spędzimy razem
                                                  trochę czasu.
                                                                             Kocham Cię,
                                                                             Marco.


Ann przeciągnęła się i wstała. Wzięła szybki prysznic i przebrała się. Wizytę miała o 13, czyli za 2,5 godziny. Jednak musiała dojechać na drugi koniec miasta, dlatego z domu wyszła o 11:30. Wolała poczekać, niż się spóźnić. Faktycznie, musiała siedzieć 20 minut w poczekalni, ale kupiła wcześniej gazetę, więc się nie przejmowała. Znalazła natomiast ciekawy artykuł:

Poskromiła kobieciarza?
Od jakiegoś czasu piłkarz Marco Reus widywany jest z niejaką Ann. Wszystko wskazuje na to, że brunetkę i Reusa łączy coś więcej niż, jak twierdzą, przyjaźń. Do tej pory oficjalnie nie potwierdzili, że są w związku, ale wszystkie ich gesty o tym świadczą. Publicznie trzymają się za ręce, a niektórzy widzieli ich całujących się. Skąd ta dziewczyna się wzięła - nie wiadomo. Pojawiła się całkiem niedawno zupełnie niespodziewanie. Zaczęła przychodzić na każdy mecz Borussi Dortmund, w której gra Marco Reus, chodzą razem na zakupy i spotykają się w gronie innych przyjaciół. Takiej sytuacji nie było od czasu jego poprzedniej partnerki - Caroline Bohs. Czy zatem można traktować tę znajomość poważnie? Uważamy, że tak, gdyż z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, iż piłkarz poznał dziewczynę ze swoją rodziną. Co sprawia, że panuje taka atmosfera tajemniczości wokół tej znajomości? Tego nie wiadomo, ale z pewnością ta para jest jedną z najbardziej obserwowanych par ostatnich miesięcy.


Ann chciało się śmiać, jak przeczytała tytuł tego artykułu. Marco też się pewnie uśmieje, pomyślała. Brunetka nie mogła więcej o tym myśleć, ponieważ lekarz zawołał ją do gabinetu. Po wstępnych badaniach zlecił badanie krwi. Na szczęście dziewczyna nie musiała czekać na wyniki, ponieważ miała je robione na cito. Kiedy powiedziała, że jedzie na wakacje i woli się upewnić, czy wszystko jest okej, lekarz był pod wrażeniem jej dojrzałości, jak na swój wiek:
- Wie Pani, większość ludzi nie zwraca uwagi na badania i szczepienia przed wyjazdem na wakacje do innego kraju. A przecież nasze organizmy nie są przyzwyczajone do niektórych obszarów i trzeba go przygotować samemu. Bardzo dobrze, że Pani przyszła na badania.

Po 40 minutach pielęgniarka przyniosła lekarzowi wyniki w kopercie. Kiedy je wyjął, przejrzał, a następnie spojrzał na dziewczynę, mówiąc:
- Pani Ann, w związku tym, że jest Pani w ciąży, nie mogę zaszczepić Pani na niektóre choroby. Mam nadzieję, że...
- Zaraz, zaraz. Jak to, w ciąży?!


--------------------------------------------
Kochani, jest kolejny!:> Mam nadzieję, że Wam się podoba:) Oczywiście liczę na Wasze komentarze, jak zawsze:)
Dziękuję, że komentujecie, choć wcale tego nie musicie. Kocham Was!♥
Postaram się, żeby jutro był kolejny rozdział, ale na 100% nie mogę obiecać...

Pozdrawiam, kochani!:*

Rozdział 28

W czasie trwania wesela Natalie poszła ze znajomą do klubu. Wiedziała, że jej przyjaciółka nie będzie mogła z nią pójść, dlatego umówiła się z Katrin. Nie mogła zostać długo, ale poznały kilka osób i Natalie wiedziała, że będzie się nieźle bawić. Lubiła kluby. Po kilku godzinach zabawy postanowiła wrócić do domu. Wyszła z klubu i skierowała się w stronę domu.
- Natalie? - usłyszała głos, dochodzący gdzieś z prawej strony. Odwróciła się szybko z bijącym sercem. Przestraszyła się.
- Mario? - zapytała, widząc jego twarz. - Co Ty tu robisz?
- Wracałem do domu. A Ty?
- Ja tak samo.
- Może pójdziemy do mnie, co? Na jednego, góra dwa drinki.
- No nie wiem...
- Nie daj się prosić. Tylko drinki, nic więcej. - powiedział.
- No dobra. Chodźmy.
Poszli do znajdującego się dwie przecznice dalej domu Mario i weszli do niego. Natalie była pod wrażeniem jego willi. Spodziewała się wielkiego domu z basenem, ale to, co zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
- Masz wspaniały dom! - powiedziała dziewczyna.
- Dziękuję. Mnie też się podobał.
- Teraz już nie?
- Chyba za duży dla mnie samego. Co z tego, że mogę sobie na niego pozwolić, skoro czasami sam się tu gubię? Często, wchodząc do jakiegoś pomieszczenia, mam wrażenie, że nigdy w nim nie byłem.
- Hahahaha. Chciałabym to samo powiedzieć o moim mieszkaniu. - powiedziała Natalie, myśląc o swoich dwóch pokojach i kuchni.
Mario wyszedł do kuchni, aby przygotować drinki. Pomyślał jednocześnie, że chyba zwariował, zapraszając ją do siebie.
Po co ja to zrobiłem? - myślał. Jednak co się stało, już się nie odstanie. Musiał spędzić z nią kilkadziesiąt minut i już. Wyszedł z kuchni z dwoma szklankami w rękach. Jedną z nich wręczył dziewczynie i usiadł obok niej. Wbrew obawom Mario, Natalie była bardzo sympatyczna. Dość łatwo nawiązał z nią kontakt. Rozmawiali przez blisko godzinę. Śmiali się, a alkohol pili w coraz większych ilościach. Nagle, nie wiedząc czemu, Mario pocałował dziewczynę. Ona zupełnie się tego nie spodziewała. Nie do końca wiedziała, co się dzieje, ale nie oponowała. Goetze szybko wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni dla gości. Do Natalie zaczęło docierać, co się dzieje. Ale może właśnie tego potrzebowała? Przygody na jedną noc? Szybko zdarli z siebie ubrania i spędzili razem kilkadziesiąt bardzo upojnych minut.

***
Natalie otworzyła oczy i zobaczyła, że leży obok Mario. Wówczas sobie wszystko przypomniała.
O nie! - pomyślała. Szybko wstała, ubrała się i jak najszybciej opuściła jego dom. O dziwo, nie miała problemów ze znalezieniem drogi do drzwi. Serce jej biło, głowa bolała, ale nie dbała o to. Szła bardzo szybko, aby jak najprędzej znaleźć się z dala od Goetzego. Nie chciała z nim rozmawiać. Weszła do domu, poszła do łazienki i wzięła bardzo długi prysznic.

***
Mario Goetze obudził się dopiero o 9. Nie wiedział, dlaczego znajduje się w sypialni dla gości, a głowa mu pękała. Jednak, gdy wszedł do salonu i zobaczył dwie szklanki, od razu sobie wszystko przypomniał.
- Cholera! Idiota! - powiedział zły na siebie. - No, pięknie! Tylko tego mi trzeba teraz.

***

Ann wstała, założyła koszulę Marco i poszła szukać łazienki. Nie miała pojęcia, gdzie ona się znajduje, bo wczoraj nawet nie zapytała nikogo. Wyszła z pokoju i stwierdziła, że w domu jest bardzo cicho - widocznie wszyscy jeszcze śpią albo nadal się bawią. Sądząc jednak po braku muzyki, Ann bardziej wierzyła w pierwszą wersję. Dlatego właśnie chodziła na palcach. Znalazła kuchnię, salon, ale nie mogła znaleźć łazienki. Domyśliła się, że musi być na piętrze. Skierowała się w stronę schodów i weszła na górę. Znalazła łazienkę i zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiadał, więc weszła. Wzięła szybki prysznic i wyszła. Na szczęście na nikogo się nie natknęła. Wolała nie pokazywać się w tym stroju nikomu z rodziny jej chłopaka. Przynajmniej póki co. Wróciła do pokoju Marco i zobaczyła, że ten już nie śpi.
- Dzień dobry. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Cześć. - odwzajemniła jego uśmiech. - Marco, mam pytanie. Przed każdym wyjazdem robię badania. Powiedz mi, czy muszę się na coś zaszczepić? Nie mam pojęcia, gdzie jedziemy, a zawsze się szczepię, jeśli potrzeba.
- Nie, nie wydaje mi się.
- Ale badania i tak zrobię. - powiedziała. - Ty też powinieneś.
- Skarbie, ja mam w klubie bardzo często robione. Nie muszę specjalnie przed wyjazdem robić.
- No tak, zapomniałam. O której wracamy? - zapytała Ann.
- Możemy choćby po śniadaniu.
- Okej.
Marco poszedł do łazienki, a Ann założyła sukienkę, w której przyjechała, poprawiła włosy. Chwilę później do pokoju wszedł Reus.
- Wystarczająco dobrze zwiedziłaś mój pokój? - zapytał z uśmiechem.
- Zdecydowanie. - podeszła do niego i pocałowała. W tym samym momencie do pokoju weszła mama Marco.
- Och, przepraszam. - powiedziała, zawstydzona. Ann również poczuła jak się czerwieni, a blondyn bez skrępowania powiedział:
- Cześć, mamo. Co tam?
- Cześć, synku. Witaj, Ann. Ja chciałam tylko powiedzieć, że jeśli chcecie, to w kuchni jest śniadanie. - tak szybko jak weszła, tak szybko się ulotniła. Było jej głupio, że tak bezmyślnie wtargnęła do pokoju syna. Wiedziała, że Ann u niego nocuje, ale zapomniała, że Marco nie ma już 16 lat.
Kiedy Manuela wyszła Marco się zaśmiał.
- Ciekawe, co sobie pomyślała. - powiedziała przejęta Ann.
- Nie przejmuj się, kochanie. Na pewno jej jest bardziej głupio niż Tobie, że nas nakryła jak się całujemy. To nic złego. Na pewno nie jest na nas zła.
- No tak, ale trochę głupio się poczułam.
- Nie przejmuj się. Moja mama była tak zawstydzona, że nie powie nic na ten temat. Będzie udawała, że nic nie widziała.
Na tym zakończyli rozmowę. Zakochani poszli do kuchni, gdzie na stole stały talerze z kanapkami i kubki z herbatą.
- Czy Twoja mama zrobiła to dla połowy wojska? - zapytała Ann, widząc ogromne ilości jedzenia.
- Wie, że rano lubię dużo zjeść. - odpowiedział Reus. Pociągnął ją delikatnie za rękę i odsunął przed nią krzesło. Sam usiadł naprzeciw Ann. Zjedli w miarę szybko, bo Ann chciała już wracać do domu. Musiała umówić się do lekarza, zrobić jakieś zakupy przed wyjazdem, spotkać się z Natalie, aby poprosić ją, żeby zadbała o jej dom i pewnie jeszcze wiele innych drobiazgów.
40 minut później siedzieli w samochodzie i jechali w stronę Dortmundu.
- Jedziemy do Ciebie czy do mnie? - zapytał Marco.
- Jeżeli możesz, to podwieź mnie do mojego domu, bo mam mnóstwo spraw do załatwienia.
- No dobra. W sumie to ja też mam kilka rzeczy do zrobienia. Muszę się w końcu dowiedzieć, ile Klopp da mi urlopu.
- Widzimy się wieczorem? Może zaprosimy Anię, Roberta, Natalie i Mario, co?
- Jeśli chcesz, to czemu nie. To pewnie ostatnia okazja przed naszym wyjazdem, aby się z nimi spotkać na luzie.
- Pewnie tak. To ja zaproszę Anię, Roberta i Natalie, a Tobie zostawiam Mario, okej?
- Dobra. Pewnie będę się z nim widział dzisiaj, to od razu mu powiem. O 20 u mnie?
- Jasne.
Marco pocałował Ann na pożegnanie i dziewczyna opuściła samochód chłopaka. Po wejściu do domu od razu zadzwoniła do lekarza, aby się umówić na badania kontrolne. Miała przyjść za dwa dni. Później poszła do łazienki, jeszcze raz wzięła prysznic i się przebrała w coś wygodniejszego. Postanowiła zadzwonić do Ani.
- Ania? Cześć, tu Ann.
- Cześć! Jak było na weselu?
- Fajnie. Naprawdę. Ale dzwonię w innej sprawie. Masz plany z Robertem na wieczór?
- Chyba nie, a co?
- To przyjdźcie o 20 do Marco. To chyba ostatnia szansa przed naszym wyjazdem na spotkanie.
- Będziemy na pewno. Kogo jeszcze zapraszasz?
- W sumie to nie będzie wiele osób. Ty, Robert, Mario i Natalie. Nie mamy ochoty na jakieś wielkie imprezy. Przynajmniej nie dzisiaj. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale chcemy się z wami zobaczyć.
- Na pewno przyjdziemy! Do zobaczenia!
- Pa!
Ann zdecydowała się od razu zadzwonić do Natalie. Przyjaciółka odebrała po pierwszym sygnale.
- Przyjdź do mnie dziś o 19, okej? - zapytała Ann.
- Po co?
- Mała impreza.
Natalie miała dość imprezowania na najbliższy tydzień, ale postanowiła nic nie mówić przyjaciółce o zajściu z ubiegłej nocy.
- Dobra. Będę o 19.
Ponieważ była dopiero 13, Ann postanowiła chwilę się zdrzemnąć, bo czekała ją zapewne kolejna prawie nieprzespana noc.

***

- Cześć, Mario. - powiedział Reus, kiedy kumpel odebrał telefon.
- Siema. Jak było na weselu?
- A jak miało być? Naprawdę w porządku. Wbijasz do mnie na imprezę?
- Kiedy?
- Dzisiaj o 20.
- W sumie, czemu nie. Będę.
Marco był zmęczony, a musiał załatwić jeszcze sprawę z Kloppem, więc pożegnał się z przyjacielem i wybrał numer trenera.
- Cześć, Marco.
- Dzień dobry. Mam pytanie. Na ile urlopu mogę liczyć?
- Myślę, że tydzień. Wystarczy?
- Jasne! Dzięki, trenerze!
Marco nie spodziewał się, że trener pozwoli na aż tak długą absencję.
- Ale pamiętaj, że za dwa dni masz trening! - ostrzegł go.
- Pamiętam. Będę. Do zobaczenia!
- Trzymaj się.

Marco usiadł na kanapie i nawet nie wiedział kiedy, zasnął.

------------------------------------------------------------

No i jest następny. Dziękuję, kochani, że jesteście! Za każdym komentarz, każde wejście, cokolwiek. Naprawdę. Bardzo dużo to dla mnie znaczy! Daje motywację.

Mam nadzieję, że Wam się podoba. Przepraszam, że taki urwany, ale jestem już tak zmęczona, że nic fajnego bym już nie dopisała. Jutro będzie druga część tego rozdziału.
Pozdrawiam i czekam na Wasze komentarze!
:*

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 27

- Nie chcesz mi czegoś powiedzieć? - zapytał Marco, kiedy jechali samochodem.
- Nie, a powinnam? - Ann spojrzała na Reusa, nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Ty mi powiedz. Ostatnio, gdy byliśmy na ślubie, nie było zbyt wesoło.
Brunetka przypomniała sobie niedawno zakończoną sprawę z Michaelem.
- Nie, nie wydaje mi się. Zresztą obiecałam sobie, że nie będzie żadnych tajemnic. Obiecuję, że już nigdy nie zataję przed Tobą niczego. Nigdy.
- Ulżyło mi. Cieszę się bardzo.
Reszta drogi minęła im raczej w milczeniu. Kiedy dojechali na miejsce, Ann dowiedziała się, że ślub wcale nie odbywa się w kościele. Melanie postanowiła, że jej ślub i wesele odbędą się w ogrodzie za domem rodzinnym Reusa. Kiedy Marco pomagał jej wysiąść z samochodu, powiedział:
- Nie przejmuj się moim ojcem. Nie zwracaj na niego uwagi, dobrze? - poprosił.
- To może być trudne, ale dobrze, postaram się.
Marco po raz ostatni przed ceremonią pocałował ją. W tym samym czasie przez okno wyglądała Manuela Reus i szeroko się uśmiechnęła. Tak bardzo się cieszyła, że jej syn znalazł w końcu kogoś, na kim mu zależało. Że znalazł kogoś, dla kogo się starał. Teray tylko miała nadzieję, że Thomas się przekona do Ann. Tylko tego potrzebuje jeszcze do szczęścia. Nie chciała wyjść na wścibską, dlatego szybko odeszła od okna i poszła do pokoju, w którym przygotowywała się jej córka.
***
- Jejku, jak to wszystko jest pięknie przygotowane! - powiedziała Ann, wchodząc do domu.
- To na pewno moja mama. Zawsze marzyła o tym, abyśmy wzięli ślub w naszym rodzinnym domu. ona z moim ojcem też tutaj się pobierali.
- Moi rodzice brali ślub w małym kościele w miasteczu, z którego pochodzi tata. Mama chciała wielkie wesele, ale nie mieli pieniędzy. Wiesz, pobierali się jak mieli po 19 lat.
- Właśnie z tego samego powodu moi rodzice wybrali dom.
- Mogę mieć do Ciebie prośbę? - zapytała Ann. - Pokaż mi swój pokój. Do ślubu jest jeszcze czas, a ja chcę zobaczyć, jak mieszkałeś. Gdzie się wychowywałeś.
- Dobrze, ale ostrzegam, że to nic specjalnego.
- Nic nie szkodzi.
Marco wziął dziewczynę za rękę i poprowadził w kierunku idealnie białych drzwi.
- To tutaj. - otworzył przed nią drzwi i ją przepuścił. Był bardzo ciekawy jej reakcji. Wiedział, że zbyt wiele się nie zmieniło. Nie wiedział, czy jego mama miała nadzieję, że wróci do domu rodzinnego, czy po prostu zostawiła taki wystrój ze względu na wiele fantastycznych wspomnień. Miał jednak nadzieję, że z tego drugiego powodu. Ann weszła do jego pokoju i rozejrzała się. Ten pokój zupełnie nie przypomniał wystrojem obecnego domu Marco. Nie mogła powiedzieć, że był brzydki, ale zupełnie inaczej sobie to wyobrażała. Myślała o czymś w stylu zbuntowanego chłopaka, a tu taka niespodzianka!
- Mama trochę tu posprzątała. Zostało tylko trochę moim ubrań. - przyznał Reus.
- Ładnie tutaj. Spodziewałam się czegoś innego. Myślałam o plakatach i tego typu rzeczach. Jakieś gadżety czy coś.
- Nie, ja raczej zawsze byłem spokojny. Nie buntowałem się. Należałem raczej do tych grzeczniejszych. Czasem zdarzały się oczywiście kłótnie, gorsze oceny czy nieporozumienia, ale mimo to nie sprawiałem większych problemów rodzicom.
- To tak jak ja. Miałam momenty, kiedy nawet chciałam uciec z domu, ale miałam na tyle dobrze poukładane w głowie, że nigdy tego nie zrobiłam.
- Musimy chyba na później odłożyć zwiedzanie mojego pokoju, bo za 20 minut jest ceremonia.
- No dobra, ale obiecaj, że tu wrócimy.
- Wrócimy, a jak będziesz chciała, to pokażę Ci resztę domu.
- Jeśli tylko znajdziemy czas, to pewnie.
- Chodź.
Wyszli z pokoju i skierowali się do wyjścia, ale dziewczyna zobaczyła siedzącą Melanie. Postanowiła na chwilę do niej podejść.
- Marco, poczekaj na mnie przed domem, dobrze?
- Jasne.
Reus wyszedł, a Ann weszła do pokoju, w którym zobaczyła pannę młodą.
- Co, denerwujesz się? - zapytała ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Stresuję się tym, że się potknę lub coś w tym stylu. Ja zupełnie nie umiem chodzić na obcasach!
- Hahaha, mam to samo. Gdyby mnie Marco nie podtrzymywał, pewnie bym już dawno upadła. Twój tata prowadzi Cię do ołtarza?
- Tak. Tylko to mnie ratuje. Z nim jakoś to przejdę.
- Pewnie, że tak! Na pewno sobie poradzisz. Przepraszam Cię, ale Marco na mnie czeka. A poza tym to Ty chyba też masz coś ważnego do zrobienia, prawda?
- Tak, chyba tak. - uśmiechnęła się Melanie. Ann wstała i wyszła z domu. Czekał tam na nią Reus.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, rozmawiałam z Melanie. Ona jest taka sympatyczna.
- Większość mojej rodziny taka jest. - odpowiedział.
Ann roześmiała się, słysząc ten komentarz. Marco i Ann usiedli obok siebie, wcześniej witając się z Manuelą. Ann zobaczyła też ojca Marco, ale nie miała ochoty ani odwagi do niego podejść.
- Zapomnij o nim. - szepnął jej do ucha, gdy zobaczył, że dziewczyna patrzy w jego kierunku, jednocześnie ściskając jej dłoń.
- Poczekaj sekundę, dobrze?
- Jasne.
Ann wstała i przeszła przez środek przygotowanego ołtarza. Podeszła do Thomasa Reusa, wyciągnęła do niego rękę i się przywitała.
- Dzień dobry, proszę pana.
Thomas był całkowicie zaskoczony. Nie spodziewał się takiego zachowania ze strony dziewczyny swojego syna. Zaczęło być mu nawet trochę głupio, że tak się zachował w domu Marco. Postanowił, że później pomyśli nad tym, jak naprawić tę sytuację. Ann odeszła od Thomasa Reusa z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Co to było? - zapytał Marco, kiedy jego dziewczyna siedziała już obok niego.
- Pokaz dobrych manier. Nie patrz tak na mnie. Chciałam mu pokazać, że nie przejmuję się tym, co ludzie mówią o nas i tym, co on sam o nas myśli.
- Pewnie się zdziwił.
- Może to coś zmieni w jego nastawieniu, co?
- W stosunku do mnie?
- Mam nadzieję, bo do mnie chyba nic nie ma.
- Jeszcze tego by brakowało. Mógłby w końcu zapomnieć o tym, co robiłem wcześniej i cieszyć się, że w końcu kogoś mam.
Siedzieli w pierwszym rzędzie jako najbliższa rodzina. Z początku Ann trochę dziwnie się czuła, bo jaka z niej najbliższa rodzina? Jednak siedząc obok Marco, zapomniała o tym. Prawie cała jego rodzina ją akceptowała.
- Dobrze się czujesz? - zapytał blondyn.
- Tak. Twoja rodzina jest wspaniała.
- Też ją lubię. - przyznał Marco.
Niedługo później rozpoczęła się ceremonia. Kiedy Melanie i Tom powiedzieli sobie ,,tak'', Ann się rozpłakała. Marco przez cały czas trzymał ją za rękę, bo wiedział, jak emocjonalnie podchodzi dziewczyna do tego typu wydarzeń. Póżniej zaczęła się bardziej lubiana przez większość ludzi część - wesele. Ann jednak wolała ślub, bo dla niej to oznaczało coś romantycznego. Coś, co zapowiada być może najpiękniejszą przygodę w życiu człowieka. Czasami sama nie mogła się doczekać aż weźmie ślub. W długiej, białej sukni, poprowadzona przez tatę do ołtarza, aby złożyć najpiękniejszą obietnicę w życiu człowiekowi, którego p0okocha. Czasami widziała siebie z małym dzieckiem na rękach w objęcuach mężczyzny. Naprawdę to widziała. Potrafiła sobie wyobrazić. Jedyną niewiadomą w tej wizji była twarz mężczyzny.
- Coś się stało? - zapytał po raz kolejny tego wieczora Marco, kiedy stali  patzryli na pierwszy taniec młodej pary. Bujali się nieporadnie, gdyż żadne z nich nie było mistrzem tańca. Jednak nie umiejętności były najważniejsze. Dla Ann to, w jaki sposób na siebie patrzyli było wpsaniałe. Nie przejmowali się tym, że wokół była około setka osób. Przypomniał się jej taniec z Marco na ślubie Ani i Roberta.
- Nie, nic. Po prostu oni są tak zakochani, że to widać. Chciałabym kiedyś też tak zatańczyć.
- Zatańczysz. Na pewno. - powiedział Marco i objął dziewczynę ramionami. Po kilkudziesięciu minutach Marco zapytał Ann:
- Chcesz już wracać?
- Nie, chyba, że Ty musisz.
- Nie, nie muszę. Jeśli chcesz, to możemy tu nawet zanocować. Mój pokój nadal jest wolny.
- No dobra, możemy.
Oboje byli już trochę zmęczeni całym dniem i nie chciało się im nic mówić. Stali i patrzyli na to, co się działo. W pewnym momencie podszedł do nich Thomas Reus. Był już trochę podpity.
- Ja... ja.. chciałem was przeprosić. - powiedział - Za moje zachowanie. Jak nie chciałem tak nikogo potraktować. Czy możecie mi wybaczyć? - zapytał. Zarówno dla Marco, jak i dla Ann to wyznanie było dużym szokiem. Nie spodziewali się takiego zachowania ojca blondyna.
- Jeśli chodzi o mnie, to nie było sprawy. Mam tylko prośbę. W przyszłości proszę bardziej ufać Marco.
- Tak, wiem. - odpowiedział. - A Ty, synu, wybaczysz mi? - zwrócił się bezpośrednio do chłopaka. Nie wiedział, czy nie będzie zły, jeśli użyje w stosunku do niego określenia, z którego zrezygnował kilka lat temu.
- Muszę to przemyśleć. - powiedział szczerze piłkarz. Nie chciał podejmować tak ważnej decyzji pochopnie. Z jednej strony niczego bardziej nie pragnął, ale z drugiej, czy był w stanie zapomnieć o wszystkim, ot tak? Czy był w stanie wybaczyć to, że próbował zniszczyć jego związek z dziewczyną, którą kochał najmocniej na świecie? Czy był w stanie zapomnieć o każdym przykrym słowie? I najważniejsze: czy był w stanie wybaczyć mu to, że wykreślił go ze swojego życia? Tego nie był pewien. Odchodząc od Thomasa, trzymali się za ręce i czuli na sobie wzrok ojca Marco. Byli zbyt zdziwieni, aby w jakikolwiek sposób skomentować to, co przed chwilą się wydarzyło.
- Zatańczysz? - zapytał po raz pierwszy tego wieczora Marco.
- Jasne. - odpowiedziała.
Ann miała nadzieję od początku wesela, że chłopak poprosi ją do tańca. Uwielbiała to robić, mimo że nie umiała tańczyć. Leciała dość szybka piosenka, ale to nie przeszkodziło blondynowi w wzięciu Ann w ramiona i zatańczeniu tańca wolnego.
- Wybaczysz mu? - odezwała się brunetka.
- Pewnie tak. Nie będzie od razu tak, jak kiedyś, ale może powoli uda nam się naprawić wszystko.
- Mam nadzieję. W takim razie została jeszcze moja mama.
- Co masz na myśli?
- To, że jeszcze ją musimy przekonać do naszego związku, ale to nie będzie łatwe zadanie.
- Damy radę. To zawsze już tylko jedna osoba przeciwko nam. - uśmiechnął się pocieszająco.
- Może masz rację.
Na tym skończyli temat. Wesele trwało do białego rana, ale Marco i Ann szybko się ulotnili. Blondyn pokazał jej okolicę, w której się wychował. Pokazał miejsca, które często odwiedzał. Postanowił trochę się podroczyć z Ann.
- Tutaj po raz pierwszy się całowałem.
Brunetkę od razu zainteresował ten fakt, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Naprawdę tutaj? - zapytała Ann, starając się zachować obojętny ton głosu.
- Dokładnie tam. - Marco stanął za dziewczyną i wyciągnął rękę, wskazując właściwy kierunek. Starał się ukryć rozbawiony wyraz twrazy.
- Była chociaż fajna?
- Kto?
- No ta dziewczyna.
- Lubiłem ją, ale to było jak miałem 16 lat, więc dawno.
- Aha. - skomentowała jedynie. Ann skręcała się z zazdrości. Chciała wszystko wiedzieć. Gdyby mogła, to zasypałaby go gradem pytań.
- No już, pytaj. - przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- O co?
- Przecież widzę, że skręca Cię z zazdrości.
- Wcale nie! - odpowiedziała szybko dziewczyna.
- No dobra. - ustąpił Marco. Stali przez chwilę w milczeniu.
- No dobra, mów! Zżera mnie ciekawość. - Ann pękła. Reus wiedział, że podobno niedobrze jest mówić o swoich byłych dziewczynach, ale jego znajomość z Ann kierowała się swoimi zasadami. Uśmiechnął się szeroko i zaczął opowiadać.
- Poznaliśmy się w liceum. Spotykaliśmy przez jakiś czas. To było moje pierwsze zauroczenie. Byliśmy wtedy na spacerze. Postanowiłem, że jeśli nie teraz, to nigdy. No i ją pocałowałem. Zaspokoiłem Twoją ciekawość?
- Tak, w zupełności. - powiedziała z uśmiechem Ann. Po tej rozmowie szybko wrócili do domu rodziców Reusa. Z pokoju Marco można było usłyszeć dźwięki muzyki, grającej z ogrodzie. Jednak Marco włączył wolną muzykę w swoim pokoju. Wziął Ann w ramiona i zaczęli tańczyć.
- Powiesz mi, dokąd lecimy na wakacje?
- Nie, to pozostanie tajemnicą. Będzie ciepło. Tyle mogę Ci powiedzieć.
- Ciepłe kraje?
- Zdecydowanie tak.
- To dobrze.
- Tylko to jest takie trochę odludzie. Może w końcu nikt nam nie będzie przeszkadzał? Zero dziennikarzy, paparazzi. Święty spokój.
- Tak. Nie mogę się już doczekać.
Marco zaczął całować dziewczynę. Jakiś czas później odezwała się Ann:
- Marco, a Twoja mama? Przecież może w każdej chwili tu wejść.
- Jest za bardzo zaaferowana weselem.
- Jesteś pewien?
- Znam ją od dawna. Przeżyłem kilka ślubów w mojej rodzinie i wiem, że jeśli jest jakaś uroczystość, to mama zawsze była pochłonięta. Teraz tym bardziej, bo to wesele jej córki.. - powiedział Marco i wrócił do całowania dziewczyny. Po takim zapewnieniu szybko udzielił się jej jego nastrój. Sięgnęła do guzików koszuli Marco i rozpięła ją. On natomiast rozsunął suwak jej sukienki i zsunął z jej ramion.
Spędzili razem kilka wspaniałych godzin. Choć Ann co jakiś czas miała wrażenie, że słyszy  kroki, Marco szybko sprawiał, że dziewczyna zapominała o swoich obawach. W końcu wykończeni, zasnęli.









____________________________________________________

Wróciłam kochani!
Przepraszam, że dopiero dzisiaj dodaję, ale przedłużyłam wakacje i dlatego wróciłam później niż planowałam.
Dziękuję za Wasze życzenia! Wyjazd się bardzo udał:) Nareszcie się trochę opaliłam!:)
Mam nadzieję, że ten rozdział podoba się Wam równie mocno, jak poprzednie!:>

Dziękuję za każdy komentarz, za każde wejście i ogólnie za to, że jesteście! Naprawdę.:]
Pozdrawiam!:*
Dobranoc:*