- Jutro przyjeżdża moja mama. - powiedział Marco do Goetzego.
- Pozna Ann? - zapytał.
- Tak. Ukrywa to, ale ona się tak stresuje. Najbardziej boi się, że jej nie zaakceptuje.
- Twoja mama chyba każdą zaakceptuje, która nie jest na jedną noc. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne, Mario. - Marco nie miał za złe, że przyjaciel się z niego śmieje. Wiedział, że nie robi tego, aby mu dopiec.
- Nie przejmuj się, na pewno będzie dobrze. Ann jest spoko.
- No dzięki!
Nie mieli już więcej czasu na gadanie, bo Klopp kazał im znowu biegać 10 kółek.
- Czasami go nienawidzę. - skomentował Goetze po cichu.
***
Otworzyła drzwi i chciała je natychmiast zamknąć. Jednak on postawił stopę na progu i nie mogła ich zamknąć.
- Wynoś się stąd. - powiedziała.
- Nie tak szybko. Chcę porozmawiać.
- O czym Ty chcesz jeszcze rozmawiać?! Ostatnio już wszystko mi powiedziałeś. - Ann nie spodziewała się, że zobaczy jeszcze Michaela w swoim domu. Trzy wizyty w ciągu trzech dni to było za dużo, jak na jej nerwy.
- Jednak radzę Ci mnie wpuścić i porozmawiać. - dziewczyna usłyszała jakąś nutkę w jego głosie, że prawie bez wahania to zrobiła. Jednak ona usiadła z dala od niego. Dopiero po chwili zauważyła, że jej były chłopak przyniósł ze sobą gazetę.
- Słucham. Nie mam zbyt wiele czasu, więc się streszczaj.
Michael zauważył, jak bardzo dziewczyna się zmieniła. Zastanawiał się, czy to wpływ tego bogatego dupka.
- Ostatnio wszedłem do sklepu i kupiłem gazetę. Wróciłem do domu, zacząłem ją czytać i zobaczyłem Was na zdjęciu. Jesteście razem?
- A co Cię to interesuje? To moje życie. Skreśliłeś się z niego sam. Na własną prośbę.
- Odpowiedz.
Ann czuła, że jeśli potwierdzi, to będą kłopoty.
- Przyjaźnimy się. - skłamała. Na szczęście nigdy nie było zdjęcia w żadnej gazecie, na której się całowali.
- Doprawdy? - Michael chyba jej nie uwierzył. - Wątpię, że tak nagle znalazł sobie przyjaciółkę. Ale zależy Ci na nim?
- Jak na przyjacielu. - brnęła dalej Ann. Miała przeczucia, że ta wizyta całkiem odmieni jej życie. Wywróci je do góry nogami.
- Nie chcesz, żeby stała mu się krzywda? Nie mówię o fizycznym bólu. Wiesz doskonale, że można skrzywdzić na wiele sposobów.
- Czy Cię pogięło? O czym Ty mówisz? - zapytała całkowicie zszokowana Ann.
- Odpowiedz. - powtórzył się Michael.
- Nie chcę, żeby coś mu się stało. To oczywiste. Na Tobie też mi kiedyś zależało.
- W takim razie zerwij z nim kontakt. Będziesz się ze mną spotykała.
- OSZALAŁEŚ?! - wydarła się na niego brunetka, choć czuła, że stąpa po kruchym lodzie.
- Znowu będziemy przyjaciółmi.
- Chyba żartujesz. Nie będziesz decydował o tym, z kim się będę spotykała.
- W takim razie ten dupek sam Cię znienawidzi.
Ann miała łzy w oczach.
- O co Ci chodzi?
Jednak nie usłyszała odpowiedzi na to pytanie.
- Nie mogę z nim tak nagle zerwać kontaktu. Przecież będzie oczywiste, że coś się stało.
- Hmmm.... Masz rację. Masz dwa tygodnie.
Michael wstał.
- Pamiętaj.
Wychodząc, natknął się na Reusa, który w drodze powrotnej z treningu, postanowił, że na chwilę do niej wpadnie, uspokoić przed jutrzejszym spotkaniem z matką.
- Co on tu robił? - zapytał Marco. Poznał chłopaka praktycznie od razu.
- Przyszedł po resztę swoich rzeczy. - powiedziała Ann, zachowując względny spokój. Przynajmniej starała się. Wiedziała, że nie może dać plamy. Za bardzo jej na nim zależało.
- To dobrze. - tym razem Marco jej uwierzył. Nie miał podstaw, aby tego nie zrobić. - Wpadłem, bo wiem, że...
Co ja mam teraz zrobić? Jak mam to zrobić? Przecież nie mogę tak odpuścić. Z drugiej strony nie chcę, żeby mu się coś stało. - myślała Ann.
- Czy Ty w ogóle mnie słuchasz? - zapytał Marco, śmiejąc się beztrosko.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Trochę się boję jutrzejszego spotkania, ale dam radę. Nie martw się. - powiedziała cicho.
- Wiem, wiem. - podszedł do niej i ją przytulił. Ann prawie się rozpłakała. Był jej z nim tak dobrze. Pasowali do siebie, a ona teraz musiała to jakoś zniszczyć. Nie wiedziała, co ma zrobić. Przecież nie pójdzie na policję, bo ją wyśmieją! Zadzwoni do Natalie i poprosi ją o spotkanie. Może ona jej doradzi.
On jej tego nie ułatwiał, bo akurat w tym momencie ją pocałował.
- Będę już leciał, bo jestem bardzo zmęczony po treningu.
- Jasne, widzimy się jutro.
Pocałował ją jeszcze raz.
- Pa, skarbie.
***
- Natalie, błagam Cię, przyjedź szybko.
Przyjaciółka nawet nie pytała, co się stało, bo słyszała, że Ann była zdenerwowana.
- Będę za 20 minut.
- Dzięki.
Ann się rozłączyła i zaczęła płakać.
Natalie była u niej znacznie szybciej niż powiedziała. Znalazła przyjaciółkę w salonie, całą zapłakaną. Ann opowiedziała jej całą historię.
- Żartujesz chyba?! Czy on do reszty zwariował?! W życiu bym nie pomyślała, że może się tak zachować!
- Myślałam, że mam go już za sobą. Że życie z nim to przeszłość.
- Spokojnie, poradzimy sobie z tym.
- Doskonale wiesz, że jestem pod ścianą! Nie mam jak uciec. A to, że Marco jest sławny nie pomaga mi.
- A może mu o tym powiesz po prostu?
- Zwariowałaś? Przecież on się zezłości. Nie wiem, co wtedy by zrobił.
Dziewczyny rozmawiały jeszcze godzinę.
- Dobra, to ja na razie poczekam. Zobaczymy, jak się wszystko rozwinie. Może uda mi się przekonać Michaela, żeby odpuścił. Porozmawiam z nim.
- I bardzo dobrze! Walcz o Marco i o swoje szczęście.
- Dzięki, Natalie.
Dziewczyny pożegnały się, a Ann momentalnie zasnęła.
---------------------------------------------------------
Rozdział 13. Pechowy? Dla bohaterów z pewnością przełomowy. W tym negatywnym sensie, więc chyba trochę pechowy. Nie mam pojęcia jeszcze jak rozwinę dalej tę sytuację, ale na pewno coś jutro dodam!
Proszę, komentujcie.:)
Dziękuję za każdy komentarz.!
Pozdrawiam, kochani:*
sobota, 6 lipca 2013
piątek, 5 lipca 2013
Rozdział 12
Ann obudziła się w ramionach Marco. Po chwili i on otworzył oczy. Blondyn pocałował ją, nic nie mówiąc. Jednak brunetka wiedziała, że nie mogą przeleżeć całego dnia w łóżku, choć najchętniej to właśnie w ten sposób by go spędziła, dlatego się odezwała:
- Muszę pojechać po sukienkę na ślub Roberta.
- Ale to koniecznie dzisiaj?
- Jutro przyjeżdża Twoja mama, a w przyszły weekend jest już ślub.
- Faktycznie. To może pojadę z Tobą, bo muszę sobie garnitur kupić.
- Jeśli chcesz, to jasne.
- To pojedziemy razem.
Wstali, Ann poszła do łazienki, a blondyn powiedział, że zrobi im śniadanie.
- Muszę jeszcze dokończyć porządki. - zakomunikowała brunetka. Wczorajsza wizyta Thomasa Reusa tylko wzmocniła ich związek. Gdzieś w podświadomości obojga tkwiło to, że już dwie osoby są przeciwne ich związkowi i dlatego muszą udowodnić, że się mylą. Nie rozmawiali o tym, co zaszło poprzedniego dnia. Nie chcieli roztrząsać tej sprawy. Powiedzieli sobie wszystko wieczorem.
Ubrali się, zjedli na tarasie śniadanie, a później pojechali do domu Ann. Dziewczyna chciała się przebrać, bo dziewczyna wciąż miała na sobie wczorajsze ubrania. Nie było jej dane wrócić na noc do siebie. Marco poczekał na nią w salonie. Zobaczył, że w kącie na podłodze leży zdjęcie jakiegoś chłopaka.
- To Twój brat? - zapytał, trzymając je w ręku.
- Nie mam brata, jestem jedynaczką.
- A kto to?
- Michael, największa pomyłka mojego życia. Mój były chłopak. Jak sprzątałam, musiałam je ominąć. Gdzie je znalazłeś?
- W kącie. - dziewczyna wzięła od niego zdjęcie i naprawiła swój błąd, wyrzucając je do kosza.
- Nie życzę Ci, żebyś kiedykolwiek spotkał takiego człowieka. To największy egoista i dupek, jakiego spotkałam.
Ann gwałtownie odwróciła się i wpadła na Marco. Spojrzał jej w oczy. Był ciekaw, co się stało.
- Marco, nie chcę o nim teraz rozmawiać. - powiedziała.
Reus więcej już nie naciskał, bo wiedział, że jeśli będzie chciała porozmawiać, to przyjdzie do niego i mu powie. Dał jej czas. Zawsze dawał, kiedy widział lub czuł, że go potrzebowała.
- Jesteś już gotowa? - zapytał, zamykając póki co temat Michaela.
- Tak, możemy już jechać.
Wyszli z domu i pojechali bezpośrednio do najbliższego centrum handlowego.
***
- Jak myślisz, Marco, może być?
- Wyglądasz pięknie. - skomentował Reus.
- Mówiłeś tak przy trzech poprzednich.
- To moja wina, że w każdej wyglądasz ładnie?
Ann wiedziała, że na zakupach potrafi doprowadzić każdego do szewskiej pasji. Reus był już zmęczony tymi zakupami. Byli w sklepie zaledwie 40 minut, a on już nie wytrzymywał. Wiedział, że nigdy więcej nie pojedzie z nią na tego typu zakupy.
- Skarbie, weź w takim razie dwie czy trzy sukienki i zaprosisz Natalie, a ona Ci na pewno doradzi. Ja płacę. - uprzedził ją.
- Ale Marco, ja nie chcę Cię naciągać.
- Czy naprawdę sądzisz, że pieniądze grają w tym wypadku główną rolę? Nie narzekam na brak gotówki. Możesz mi wierzyć.
- W to nie wątpię. Ale obiecaj, że to ostatnia rzecz, którą mi kupujesz.
- Dobrze, obiecuję. Weź sukienki. Czekam przy kasie.
5 minut później Ann miała już sukienki. Oczywiście musiał dać autograf prawie całej ekipie w tym sklepie. Lubił to robić. Cieszył się, że ludzie go lubią i, mimo wszystko, szanują.
- Dziękuję. - pocałowała go w policzek.
Marco uśmiechnął się tylko do niej.
Z kupieniem garnituru dla Reusa poszło znacznie szybciej. Weszli do pierwszego sklepu. Blondyn uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak ekspedientka podeszła do drugiej i zaczęła szeptać:
- Zobacz, kto tu jest! Zobacz szybko!
Reus udawał, że nie słyszał, ale uśmiechnął się pod nosem. Także Ann to słyszała.
- Słyszałeś? - szepnęła do blondyna.
- Aha.
Ekspedientki mu nadskakiwały, podawały coraz to inne garnitury. Ann czuła zazdrość, ale gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że to bezpodstawna zazdrość. Pół godziny później wyszli ze sklepu. Ann odetchnęła z ulgą, bo powoli już miała dość tych zakupów. Postanowiła jednak podroczyć się z blondynem.
- Widziałeś, jak na Ciebie leciały?
- O czym Ty mówisz?
- O ekspedientkach. Nadskakiwały Ci.
- Zazdrosna? - przejrzał dziewczynę.
- Ani trochę. - gładko skłamała. Jednak Reus jej nie uwierzył. Odpuścił, bo nie chciał się pokłócić. Jedyną reakcją Marco był szeroki uśmiech na twarzy. Cieszył się, że była o niego zazdrosna.
- Idziemy na kawę? - zaproponował, kończąc poprzedni temat.
- No dobra. Możemy.
Znaleźli wyglądającą miło kawiarnię i usiedli w ogródku. Zamówili dwie kawy.
- Stresujesz się spotkaniem z moją mamą? - zapytał.
- Już nie. Wiem, że już gorzej być nie może niż teraz jest. - Miała na myśli oczywiście swoją matkę i ojca Marco.
- Oj, nie przejmuj się rodzicami. Cieszę się, że w dzisiejszych czasach nie potrzeba zgody rodziców na spotykanie się z kimś, bo mogłoby być ciężko.
- Musielibyśmy się spotykać po kryjomu.
- Pewnie tak.
- Ale zobacz, teraz jest podobnie. Ukrywamy się przed dziennikarzami. Wiesz, że tak naprawdę niewiele się zmieniło w moim życiu od czasu, kiedy wkroczyli w nie dziennikarze? Czasami muszę się oglądać w gazecie, a tak to nic.
- Cieszę się. Moje się uspokoiło. Już nie goszczę na okładce każdej gazecie. Jaka to ulga! - roześmiał się. Ona do niego dołączyła.
Spędzili w kawiarni godzinę, a później wrócili do domu, bo Marco znowu miał trening przed meczem.
- Mogę zostać u Ciebie? Dokończę sprzątać. - zapytała Ann.
- Nie musisz nawet pytać.Oczywiście, że możesz.
- Dobra, to sprzątnę i wrócę do siebie.
- Jaka Ty jesteś uparta... - westchnął Marco. Ann w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła.
Pożegnała się z Reusem i zamknęła drzwi. Z porządkami szybko się uwinęła. Dokończyła w nieco ponad godzinę. Wyszła z domu i poszła do siebie. Wzięła długą kąpiel, a później włączyła telewizor. Akurat leciała powtórka meczu, na którym była po raz pierwszy. Postanowiła go obejrzeć. Marco strzelił gola, podbiegł do niej i ją pocałował. Uśmiechnęła się zażenowana na sam widok tego zdarzenia. I pomyśleć, że tak to wszystko się zaczęło! - pomyślała.
Ktoś zapukał do drzwi. Miała już dość wizyt, ale postanowiła, że otworzy. Nie wiedziała tylko, że ta wizyta zmieni całkowicie jej dotychczasowe życie...
---------------------------------------------------
No i jak, kochani? Podoba się Wam? Proszę o jakieś komentarze!:) Cokolwiek. Mam nadzieję, że choć trochę Wam się podoba.
Pozdrawiam!
- Muszę pojechać po sukienkę na ślub Roberta.
- Ale to koniecznie dzisiaj?
- Jutro przyjeżdża Twoja mama, a w przyszły weekend jest już ślub.
- Faktycznie. To może pojadę z Tobą, bo muszę sobie garnitur kupić.
- Jeśli chcesz, to jasne.
- To pojedziemy razem.
Wstali, Ann poszła do łazienki, a blondyn powiedział, że zrobi im śniadanie.
- Muszę jeszcze dokończyć porządki. - zakomunikowała brunetka. Wczorajsza wizyta Thomasa Reusa tylko wzmocniła ich związek. Gdzieś w podświadomości obojga tkwiło to, że już dwie osoby są przeciwne ich związkowi i dlatego muszą udowodnić, że się mylą. Nie rozmawiali o tym, co zaszło poprzedniego dnia. Nie chcieli roztrząsać tej sprawy. Powiedzieli sobie wszystko wieczorem.
Ubrali się, zjedli na tarasie śniadanie, a później pojechali do domu Ann. Dziewczyna chciała się przebrać, bo dziewczyna wciąż miała na sobie wczorajsze ubrania. Nie było jej dane wrócić na noc do siebie. Marco poczekał na nią w salonie. Zobaczył, że w kącie na podłodze leży zdjęcie jakiegoś chłopaka.
- To Twój brat? - zapytał, trzymając je w ręku.
- Nie mam brata, jestem jedynaczką.
- A kto to?
- Michael, największa pomyłka mojego życia. Mój były chłopak. Jak sprzątałam, musiałam je ominąć. Gdzie je znalazłeś?
- W kącie. - dziewczyna wzięła od niego zdjęcie i naprawiła swój błąd, wyrzucając je do kosza.
- Nie życzę Ci, żebyś kiedykolwiek spotkał takiego człowieka. To największy egoista i dupek, jakiego spotkałam.
Ann gwałtownie odwróciła się i wpadła na Marco. Spojrzał jej w oczy. Był ciekaw, co się stało.
- Marco, nie chcę o nim teraz rozmawiać. - powiedziała.
Reus więcej już nie naciskał, bo wiedział, że jeśli będzie chciała porozmawiać, to przyjdzie do niego i mu powie. Dał jej czas. Zawsze dawał, kiedy widział lub czuł, że go potrzebowała.
- Jesteś już gotowa? - zapytał, zamykając póki co temat Michaela.
- Tak, możemy już jechać.
Wyszli z domu i pojechali bezpośrednio do najbliższego centrum handlowego.
***
- Jak myślisz, Marco, może być?
- Wyglądasz pięknie. - skomentował Reus.
- Mówiłeś tak przy trzech poprzednich.
- To moja wina, że w każdej wyglądasz ładnie?
Ann wiedziała, że na zakupach potrafi doprowadzić każdego do szewskiej pasji. Reus był już zmęczony tymi zakupami. Byli w sklepie zaledwie 40 minut, a on już nie wytrzymywał. Wiedział, że nigdy więcej nie pojedzie z nią na tego typu zakupy.
- Skarbie, weź w takim razie dwie czy trzy sukienki i zaprosisz Natalie, a ona Ci na pewno doradzi. Ja płacę. - uprzedził ją.
- Ale Marco, ja nie chcę Cię naciągać.
- Czy naprawdę sądzisz, że pieniądze grają w tym wypadku główną rolę? Nie narzekam na brak gotówki. Możesz mi wierzyć.
- W to nie wątpię. Ale obiecaj, że to ostatnia rzecz, którą mi kupujesz.
- Dobrze, obiecuję. Weź sukienki. Czekam przy kasie.
5 minut później Ann miała już sukienki. Oczywiście musiał dać autograf prawie całej ekipie w tym sklepie. Lubił to robić. Cieszył się, że ludzie go lubią i, mimo wszystko, szanują.
- Dziękuję. - pocałowała go w policzek.
Marco uśmiechnął się tylko do niej.
Z kupieniem garnituru dla Reusa poszło znacznie szybciej. Weszli do pierwszego sklepu. Blondyn uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak ekspedientka podeszła do drugiej i zaczęła szeptać:
- Zobacz, kto tu jest! Zobacz szybko!
Reus udawał, że nie słyszał, ale uśmiechnął się pod nosem. Także Ann to słyszała.
- Słyszałeś? - szepnęła do blondyna.
- Aha.
Ekspedientki mu nadskakiwały, podawały coraz to inne garnitury. Ann czuła zazdrość, ale gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że to bezpodstawna zazdrość. Pół godziny później wyszli ze sklepu. Ann odetchnęła z ulgą, bo powoli już miała dość tych zakupów. Postanowiła jednak podroczyć się z blondynem.
- Widziałeś, jak na Ciebie leciały?
- O czym Ty mówisz?
- O ekspedientkach. Nadskakiwały Ci.
- Zazdrosna? - przejrzał dziewczynę.
- Ani trochę. - gładko skłamała. Jednak Reus jej nie uwierzył. Odpuścił, bo nie chciał się pokłócić. Jedyną reakcją Marco był szeroki uśmiech na twarzy. Cieszył się, że była o niego zazdrosna.
- Idziemy na kawę? - zaproponował, kończąc poprzedni temat.
- No dobra. Możemy.
Znaleźli wyglądającą miło kawiarnię i usiedli w ogródku. Zamówili dwie kawy.
- Stresujesz się spotkaniem z moją mamą? - zapytał.
- Już nie. Wiem, że już gorzej być nie może niż teraz jest. - Miała na myśli oczywiście swoją matkę i ojca Marco.
- Oj, nie przejmuj się rodzicami. Cieszę się, że w dzisiejszych czasach nie potrzeba zgody rodziców na spotykanie się z kimś, bo mogłoby być ciężko.
- Musielibyśmy się spotykać po kryjomu.
- Pewnie tak.
- Ale zobacz, teraz jest podobnie. Ukrywamy się przed dziennikarzami. Wiesz, że tak naprawdę niewiele się zmieniło w moim życiu od czasu, kiedy wkroczyli w nie dziennikarze? Czasami muszę się oglądać w gazecie, a tak to nic.
- Cieszę się. Moje się uspokoiło. Już nie goszczę na okładce każdej gazecie. Jaka to ulga! - roześmiał się. Ona do niego dołączyła.
Spędzili w kawiarni godzinę, a później wrócili do domu, bo Marco znowu miał trening przed meczem.
- Mogę zostać u Ciebie? Dokończę sprzątać. - zapytała Ann.
- Nie musisz nawet pytać.Oczywiście, że możesz.
- Dobra, to sprzątnę i wrócę do siebie.
- Jaka Ty jesteś uparta... - westchnął Marco. Ann w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła.
Pożegnała się z Reusem i zamknęła drzwi. Z porządkami szybko się uwinęła. Dokończyła w nieco ponad godzinę. Wyszła z domu i poszła do siebie. Wzięła długą kąpiel, a później włączyła telewizor. Akurat leciała powtórka meczu, na którym była po raz pierwszy. Postanowiła go obejrzeć. Marco strzelił gola, podbiegł do niej i ją pocałował. Uśmiechnęła się zażenowana na sam widok tego zdarzenia. I pomyśleć, że tak to wszystko się zaczęło! - pomyślała.
Ktoś zapukał do drzwi. Miała już dość wizyt, ale postanowiła, że otworzy. Nie wiedziała tylko, że ta wizyta zmieni całkowicie jej dotychczasowe życie...
---------------------------------------------------
No i jak, kochani? Podoba się Wam? Proszę o jakieś komentarze!:) Cokolwiek. Mam nadzieję, że choć trochę Wam się podoba.
Pozdrawiam!
wtorek, 2 lipca 2013
Rozdział 11
Ann wstała w znacznie lepszym humorze, jednak mina jej zrzedła, gdy zobaczyła, że jest już 11. Miała dwie godziny do spotkania z Marco, a miała w planach zrobić najpotrzebniejsze zakupy. Szybko się ubrała, choć z domu wyszła dopiero o 11:40. Założyła okulary przeciwsłoneczne, aby ukryć jeszcze trochę zapuchnięte oczy. Weszła do sklepu z listą zakupów w ręce i szybko kupiła to, co było jej potrzebne. Opuściła sklep i ruszyła w kierunku domu. Dostrzegła, że ktoś za nią idzie. Odwróciła się i zobaczyła jakiegoś mężczyznę.
- Przepraszam, czy Pan czegoś ode mnie chce?
- Czy jest Pani związana z Marco Reusem?
- Słucham? - spytała zszokowana Ann, choć doskonale usłyszała pytanie dziennikarza. - Nie będę tego komentować. To, że nie szanujecie czyjegoś życia prywatnego, nie oznacza, że i ja nie będę. Do widzenia. - Ann odwróciła się od niego i poszła w stronę swojego domu. Była zła na tego faceta, bo wtrącał się w życie prywatne innych ludzi. Z drugiej strony była świadoma tego, że to jest jego praca i musi to robić, nawet jeśli nie lubi.
Po krótkim spacerze dotarła do domu. Rozpakowała zakupy i spojrzała na zegarek. Miała pół godziny do spotkania z Reusem. Postanowiła, że szybko się przebierze i ogarnie te oczy.
***
Marco w tym czasie postanowił zacząć wcielać swój plan w życie. Wziął telefon i wybrał numer mamy.
- Cześć, mamo. - przywitał ją.
- Cześć, kochanie.
- Czy mogę w ten weekend wpaść do Ciebie? - w tym przypadku to pytanie było równoznaczne z pytaniem, czy jego ojciec jest w domu.
- Wydaje mi się, że raczej to się nie uda, a coś się stało? - zapytała mama Marco.
- Poznałem kogoś i chciałbym Ci ją przedstawić.
- Och, to wspaniale, synku! To ta sama dziewczyna, o której ostatnio mi opowiadałeś?
- Tak, mamo. Jesteśmy razem.
Mama Reusa była przeszczęśliwa. Nareszcie jej syn znalazł kogoś, na kim mu zależy.
- To może ja do Ciebie wpadnę?
- Jeśli tylko dasz radę, to bardzo chętnie, ale najpierw muszę porozmawiać z Ann, bo ona jeszcze nie wie, że z Tobą rozmawiam.
- To koniecznie ją uprzedź. Zapytaj, czy chce się ze mną spotkać. Może być zła, jeśli ją zaskoczysz.
- Ja z nią rozmawiałem na temat spotkania z Tobą, ale nie rozmawialiśmy o szczegółach.
- To jak z nią porozmawiasz, to daj mi znać, dobrze?
- Jasne. Pa.
- Cześć, synku.
Mama Marco odłożyła słuchawkę i zobaczyła, że stoi za nią jej mąż.
- Kto dzwonił?
- Marco.
- Czego chciał?
- Jeśli go przeprosisz, to Ci powiem. Nie utrzymujesz z nim kontaktu, to nie rozumiem, dlaczego miałabym Cię o czymś informować.
- Jak chcesz.
Od dłuższego czasu rodzice Reusa nie dogadywali się zbyt dobrze. Matka ukrywała to przed synem, bo nie chciała, żeby myślał, że to przez niego.
***
Ann zapukała do drzwi domu Reusa, a ten szybko podbiegł, spodziewając się jej.
- Cześć, kochanie. - pocałował ją.
- Cześć.
Ann postanowiła zataić przed Reusem incydent spod sklepu. Nie chciała, żeby się denerwował, bo dopiero co załatwił jeden problem z redaktorem.
- Mam propozycję praktycznie nie do odrzucenia. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Zaczynam się bać. - powiedziała brunetka, widząc ogniki w oczach Marco.
- Co powiesz na spotkanie z moją mamą? Przyjedzie tu w weekend i mogłybyście się poznać. Co Ty na to?
- W ten weekend? Przecież to za dwa dni! Nie zdążę się przygotować!
- Ale co chcesz zmieniać? - Marco nie rozumiał.
- Muszę jakoś psychicznie się przygotować.
- Nie przejmuj się, moja mama nie jest terrorystką. Nie będzie Cię torturować. - uśmiechnął się do niej, a ona mimowolnie wybuchnęła śmiechem.
- Wiem, przecież. Chodzi mi tylko o to, że się trochę boję. Że mnie nie zaakceptuje i w ogóle...
- Daj spokój. Moja mama wie o Tobie i jest zachwycona!
- Rozmawiałeś z nią o mnie? - zapytała zaskoczona.
- Jak mnie poprosiłaś o czas, to z nią rozmawiałem. Bardzo mnie wtedy wspierała.
- Rozumiem. Dobra, mogę się z nią spotkać.
- To wspaniale. Zaraz do niej zadzwonię!
Marco rozmawiał z mamą 15 minut. Była zachwycona, że dziewczyna Reusa tak szybko się zgodziła na spotkanie z nią.
- Moja mama przyjedzie w sobotę o 13.
- Dobra. Na pewno przyjdę.
- To może po prostu zanocujesz u mnie z piątku na sobotę? Nie będziesz musiała wcześniej wstawać, żeby się przygotować.
- Może nie. Nie chcę podpaść Twojej mamie, a mogłaby być zła, gdyby się dowiedziała, że nocuję u Ciebie.
- Coś Ty. Na pewno nie będzie. Ale jeśli wolisz spać u siebie, to okej. Nie ma problemu.
- Tak będzie lepiej. Ty nie masz dziś treningu?
- Mam o 16. Dzisiaj jest później, bo trenerowi coś wypadło.
- Skoro masz jeszcze tyle czasu, to może pójdziemy na spacer, co?
- Okej, znam taką fajną kawiarnię niedaleko, to możemy pójść.
Wyszli z domu, a Ann znowu zobaczyła tego paparazzi.
- Marco?
- Co tam?
- Tylko nie reaguj zbyt impulsywnie. Za nami idzie jakiś wścibski dziennikarz.
- Chcesz, żebym do niego poszedł?
- Coś Ty. Dzisiaj rano sama do niego podeszłam. - Ann opowiedziała jednak mu o porannej sytuacji.
- Hahahahahaha, chciałbym zobaczyć jego minę, jak się odwróciłaś i poszłaś do domu.
- A mnie zdenerwował.
Chwilę później siedzieli już w kawiarni.
- Marco, ustalmy coś tak ostatecznie. Nie udzielamy wywiadów, okej?
- Bardzo dobry pomysł. Mam dość wiecznego pojawiania się na okładce. Poza tym z doświadczenia wiem, że wywiady nie pomagają atmosferze w związku . Tylko psują się relacje.
- Cieszę się, że nie będziemy pod ostrzałem dziennikarzy.
- Będziemy, ale tylko przez jakiś czas. W końcu się znudzą i się odczepią.
- Mam nadzieję, bo z jednej strony dla kogoś takiego, jak ja, to jest zabawne, ale do czasu.
W kawiarni spędzili jeszcze pół godziny, a później wrócili do domu Marco, by ten mógł się przebrać. Ann odprowadziła ukochanego pod stadion. Reus oczywiście zaproponował jej, żeby została, ale ona postanowiła, że pojedzie do jego domu i trochę posprząta, bo Marco chyba o tym zapomniał.
***
Ann dotarła do domu bardzo szybko i od razu wzięła się za sprzątanie. W pewnym momencie usłyszała dzwonek do drzwi i poczuła się niezręcznie. Nie wiedziała, czy ma otworzyć, ale chyba jej ciekawość zwyciężyła. Pociągnęła za klamkę i otworzyła drzwi. Zobaczyła jakiego mężczyznę.
- Tak?
- Nazywam się Thomas Reus. Jestem ojcem Marco.
- Dzień dobry - Ann zupełnie się nie spodziewała wizyty rodzica Marco. Tym bardziej, że wiedziała, że od lat nie utrzymują kontaktu.
- Marco nie ma w domu.
- Trudno, ale chciałbym w takim razie porozmawiać z Panią.
Ann wpuściła go do domu, bo co miała niby zrobić?
- Ann - wyciągnęła do niego rękę. - Proszę, niech Pan usiądzie.
- Jest Pani dziewczyną Marco?
- Znajomą - postanowiła, że nie wyzna mu prawdy, bo nie wiedziała, czy Marco by tego chciał.
- A więc, chcę Panią ostrzec. Niech Pani nie popełnia tego błędu i zostawi Marco. Im szybciej, tym lepiej.
Dogadałby się Pan z moją mamą, pomyślała Ann.
- Ale my się przyjaźnimy tylko.
- Jednak chcę Panią ostrzec na wszelki wypadek. Znam mojego syna i wiem, że to kobieciarz.
- A wnioskuje to Pan z artykułów z gazet?
- Po prostu to wiem. - zignorował jej pytanie.
- Nie wiem, po co się Pan fatygował. Jeśli tylko po to, aby próbować mnie zniechęcić, to się Panu nie uda, bo Marco jest moim przyjacielem. Ostatnimi czasy znam go lepiej niż Pan.
- Doprawdy? Ja jestem jego ojcem i znam go od 24 lat.
- Z czego przez ostatnie parę nie utrzymywał Pan z nim kontaktu. On się zmienił. Jeśli Pan nie chce, to niech nie wierzy.
***
W tym samym czasie Marco wracał do domu. Był bardzo zmęczony, bo Klopp dał im wycisk. W końcu na początku przyszłego tygodnia mieli mecz, więc musieli się przygotować.
- Cześć! Już jestem!
- Możesz wejść do salonu, Marco? - poprosiła Ann.
- Jasne. Już idę. - Reus wolał iść pod prysznic, ale spełnił prośbę dziewczyny. - Co tam?
- Witaj, Marco.
Reus po raz pierwszy od kilku lat usłyszał głos ojca. Był w szoku, że w ogóle tu przyjechał.
- Czego tu chcesz?
- Już wychodzę. Przyjechałem tylko na chwilę. - Thomas wstał i wyszedł.
- Ann, czy mój ojciec coś Ci powiedział?
Brunetka zrelacjonowała rozmowę ojca z nią.
- Jak on śmie wtrącać się w moje życie?! Nie ma prawa ingerować w nie! Stracił je kilka lat temu.
- Spokojnie. Nie mam zamiaru wierzyć w jego słowa.
- Wiem, ale mnie zdenerwował.
- Spokojnie. Idź się wykąpać, a ja zrobię kolację.
- Dobra.
Marco wszedł wściekły na górę, rzucił torbę w kąt i poszedł do łazienki. 15 minut później zszedł na dół. Podszedł do Ann, która szykowała kolację i przytulił ją. Ona odwróciła się przodem do niego i go pocałowała. Krople wody leciały na jej policzki z włosów Reusa.
- Nie mogłeś ich wysuszyć? - i wróciła do całowania.
- Nie czepiaj się. - i też kontynuował przerwaną czynność.
Ann zdjęła koszulkę Marco, a on jej. Wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni.
----------------------------------------------------
Przepraszam, że wczoraj nie dodałam nowego rozdziału, ale nie mogłam. Przepraszam bardzo!
Mam nadzieję, że Wam się podoba.:) Jak chcecie, to zostawcie komentarz.:>
Pozdrawiam!
- Przepraszam, czy Pan czegoś ode mnie chce?
- Czy jest Pani związana z Marco Reusem?
- Słucham? - spytała zszokowana Ann, choć doskonale usłyszała pytanie dziennikarza. - Nie będę tego komentować. To, że nie szanujecie czyjegoś życia prywatnego, nie oznacza, że i ja nie będę. Do widzenia. - Ann odwróciła się od niego i poszła w stronę swojego domu. Była zła na tego faceta, bo wtrącał się w życie prywatne innych ludzi. Z drugiej strony była świadoma tego, że to jest jego praca i musi to robić, nawet jeśli nie lubi.
Po krótkim spacerze dotarła do domu. Rozpakowała zakupy i spojrzała na zegarek. Miała pół godziny do spotkania z Reusem. Postanowiła, że szybko się przebierze i ogarnie te oczy.
***
Marco w tym czasie postanowił zacząć wcielać swój plan w życie. Wziął telefon i wybrał numer mamy.
- Cześć, mamo. - przywitał ją.
- Cześć, kochanie.
- Czy mogę w ten weekend wpaść do Ciebie? - w tym przypadku to pytanie było równoznaczne z pytaniem, czy jego ojciec jest w domu.
- Wydaje mi się, że raczej to się nie uda, a coś się stało? - zapytała mama Marco.
- Poznałem kogoś i chciałbym Ci ją przedstawić.
- Och, to wspaniale, synku! To ta sama dziewczyna, o której ostatnio mi opowiadałeś?
- Tak, mamo. Jesteśmy razem.
Mama Reusa była przeszczęśliwa. Nareszcie jej syn znalazł kogoś, na kim mu zależy.
- To może ja do Ciebie wpadnę?
- Jeśli tylko dasz radę, to bardzo chętnie, ale najpierw muszę porozmawiać z Ann, bo ona jeszcze nie wie, że z Tobą rozmawiam.
- To koniecznie ją uprzedź. Zapytaj, czy chce się ze mną spotkać. Może być zła, jeśli ją zaskoczysz.
- Ja z nią rozmawiałem na temat spotkania z Tobą, ale nie rozmawialiśmy o szczegółach.
- To jak z nią porozmawiasz, to daj mi znać, dobrze?
- Jasne. Pa.
- Cześć, synku.
Mama Marco odłożyła słuchawkę i zobaczyła, że stoi za nią jej mąż.
- Kto dzwonił?
- Marco.
- Czego chciał?
- Jeśli go przeprosisz, to Ci powiem. Nie utrzymujesz z nim kontaktu, to nie rozumiem, dlaczego miałabym Cię o czymś informować.
- Jak chcesz.
Od dłuższego czasu rodzice Reusa nie dogadywali się zbyt dobrze. Matka ukrywała to przed synem, bo nie chciała, żeby myślał, że to przez niego.
***
Ann zapukała do drzwi domu Reusa, a ten szybko podbiegł, spodziewając się jej.
- Cześć, kochanie. - pocałował ją.
- Cześć.
Ann postanowiła zataić przed Reusem incydent spod sklepu. Nie chciała, żeby się denerwował, bo dopiero co załatwił jeden problem z redaktorem.
- Mam propozycję praktycznie nie do odrzucenia. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Zaczynam się bać. - powiedziała brunetka, widząc ogniki w oczach Marco.
- Co powiesz na spotkanie z moją mamą? Przyjedzie tu w weekend i mogłybyście się poznać. Co Ty na to?
- W ten weekend? Przecież to za dwa dni! Nie zdążę się przygotować!
- Ale co chcesz zmieniać? - Marco nie rozumiał.
- Muszę jakoś psychicznie się przygotować.
- Nie przejmuj się, moja mama nie jest terrorystką. Nie będzie Cię torturować. - uśmiechnął się do niej, a ona mimowolnie wybuchnęła śmiechem.
- Wiem, przecież. Chodzi mi tylko o to, że się trochę boję. Że mnie nie zaakceptuje i w ogóle...
- Daj spokój. Moja mama wie o Tobie i jest zachwycona!
- Rozmawiałeś z nią o mnie? - zapytała zaskoczona.
- Jak mnie poprosiłaś o czas, to z nią rozmawiałem. Bardzo mnie wtedy wspierała.
- Rozumiem. Dobra, mogę się z nią spotkać.
- To wspaniale. Zaraz do niej zadzwonię!
Marco rozmawiał z mamą 15 minut. Była zachwycona, że dziewczyna Reusa tak szybko się zgodziła na spotkanie z nią.
- Moja mama przyjedzie w sobotę o 13.
- Dobra. Na pewno przyjdę.
- To może po prostu zanocujesz u mnie z piątku na sobotę? Nie będziesz musiała wcześniej wstawać, żeby się przygotować.
- Może nie. Nie chcę podpaść Twojej mamie, a mogłaby być zła, gdyby się dowiedziała, że nocuję u Ciebie.
- Coś Ty. Na pewno nie będzie. Ale jeśli wolisz spać u siebie, to okej. Nie ma problemu.
- Tak będzie lepiej. Ty nie masz dziś treningu?
- Mam o 16. Dzisiaj jest później, bo trenerowi coś wypadło.
- Skoro masz jeszcze tyle czasu, to może pójdziemy na spacer, co?
- Okej, znam taką fajną kawiarnię niedaleko, to możemy pójść.
Wyszli z domu, a Ann znowu zobaczyła tego paparazzi.
- Marco?
- Co tam?
- Tylko nie reaguj zbyt impulsywnie. Za nami idzie jakiś wścibski dziennikarz.
- Chcesz, żebym do niego poszedł?
- Coś Ty. Dzisiaj rano sama do niego podeszłam. - Ann opowiedziała jednak mu o porannej sytuacji.
- Hahahahahaha, chciałbym zobaczyć jego minę, jak się odwróciłaś i poszłaś do domu.
- A mnie zdenerwował.
Chwilę później siedzieli już w kawiarni.
- Marco, ustalmy coś tak ostatecznie. Nie udzielamy wywiadów, okej?
- Bardzo dobry pomysł. Mam dość wiecznego pojawiania się na okładce. Poza tym z doświadczenia wiem, że wywiady nie pomagają atmosferze w związku . Tylko psują się relacje.
- Cieszę się, że nie będziemy pod ostrzałem dziennikarzy.
- Będziemy, ale tylko przez jakiś czas. W końcu się znudzą i się odczepią.
- Mam nadzieję, bo z jednej strony dla kogoś takiego, jak ja, to jest zabawne, ale do czasu.
W kawiarni spędzili jeszcze pół godziny, a później wrócili do domu Marco, by ten mógł się przebrać. Ann odprowadziła ukochanego pod stadion. Reus oczywiście zaproponował jej, żeby została, ale ona postanowiła, że pojedzie do jego domu i trochę posprząta, bo Marco chyba o tym zapomniał.
***
Ann dotarła do domu bardzo szybko i od razu wzięła się za sprzątanie. W pewnym momencie usłyszała dzwonek do drzwi i poczuła się niezręcznie. Nie wiedziała, czy ma otworzyć, ale chyba jej ciekawość zwyciężyła. Pociągnęła za klamkę i otworzyła drzwi. Zobaczyła jakiego mężczyznę.
- Tak?
- Nazywam się Thomas Reus. Jestem ojcem Marco.
- Dzień dobry - Ann zupełnie się nie spodziewała wizyty rodzica Marco. Tym bardziej, że wiedziała, że od lat nie utrzymują kontaktu.
- Marco nie ma w domu.
- Trudno, ale chciałbym w takim razie porozmawiać z Panią.
Ann wpuściła go do domu, bo co miała niby zrobić?
- Ann - wyciągnęła do niego rękę. - Proszę, niech Pan usiądzie.
- Jest Pani dziewczyną Marco?
- Znajomą - postanowiła, że nie wyzna mu prawdy, bo nie wiedziała, czy Marco by tego chciał.
- A więc, chcę Panią ostrzec. Niech Pani nie popełnia tego błędu i zostawi Marco. Im szybciej, tym lepiej.
Dogadałby się Pan z moją mamą, pomyślała Ann.
- Ale my się przyjaźnimy tylko.
- Jednak chcę Panią ostrzec na wszelki wypadek. Znam mojego syna i wiem, że to kobieciarz.
- A wnioskuje to Pan z artykułów z gazet?
- Po prostu to wiem. - zignorował jej pytanie.
- Nie wiem, po co się Pan fatygował. Jeśli tylko po to, aby próbować mnie zniechęcić, to się Panu nie uda, bo Marco jest moim przyjacielem. Ostatnimi czasy znam go lepiej niż Pan.
- Doprawdy? Ja jestem jego ojcem i znam go od 24 lat.
- Z czego przez ostatnie parę nie utrzymywał Pan z nim kontaktu. On się zmienił. Jeśli Pan nie chce, to niech nie wierzy.
***
W tym samym czasie Marco wracał do domu. Był bardzo zmęczony, bo Klopp dał im wycisk. W końcu na początku przyszłego tygodnia mieli mecz, więc musieli się przygotować.
- Cześć! Już jestem!
- Możesz wejść do salonu, Marco? - poprosiła Ann.
- Jasne. Już idę. - Reus wolał iść pod prysznic, ale spełnił prośbę dziewczyny. - Co tam?
- Witaj, Marco.
Reus po raz pierwszy od kilku lat usłyszał głos ojca. Był w szoku, że w ogóle tu przyjechał.
- Czego tu chcesz?
- Już wychodzę. Przyjechałem tylko na chwilę. - Thomas wstał i wyszedł.
- Ann, czy mój ojciec coś Ci powiedział?
Brunetka zrelacjonowała rozmowę ojca z nią.
- Jak on śmie wtrącać się w moje życie?! Nie ma prawa ingerować w nie! Stracił je kilka lat temu.
- Spokojnie. Nie mam zamiaru wierzyć w jego słowa.
- Wiem, ale mnie zdenerwował.
- Spokojnie. Idź się wykąpać, a ja zrobię kolację.
- Dobra.
Marco wszedł wściekły na górę, rzucił torbę w kąt i poszedł do łazienki. 15 minut później zszedł na dół. Podszedł do Ann, która szykowała kolację i przytulił ją. Ona odwróciła się przodem do niego i go pocałowała. Krople wody leciały na jej policzki z włosów Reusa.
- Nie mogłeś ich wysuszyć? - i wróciła do całowania.
- Nie czepiaj się. - i też kontynuował przerwaną czynność.
Ann zdjęła koszulkę Marco, a on jej. Wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni.
----------------------------------------------------
Przepraszam, że wczoraj nie dodałam nowego rozdziału, ale nie mogłam. Przepraszam bardzo!
Mam nadzieję, że Wam się podoba.:) Jak chcecie, to zostawcie komentarz.:>
Pozdrawiam!
niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział 10
- Dzisiaj raczej się nie zobaczymy już, bo muszę kilka spraw załatwić. Pewnie zajmie mi to kilka godzin... - powiedziała Ann do Marco, gdy ten wyszedł z łazienki.
- No dobra, to ja też pozałatwiam kilka rzeczy. Ale jutro się zobaczymy?
- Jasne.
Zjedli śniadanie i Ann wyszła.
- Mamo, czy mogłabyś dzisiaj do mnie wpaść? - brunetka zadzwoniła do swojej matki. Chciała z nią porozmawiać, wyjaśnić ostatnią sytuację. Obiecała jej to, a poza tym czuła, że jest jej to winna.
- Dobrze. O której Ci pasuje?
- Jestem cały dzień w domu.
- Może być za dwie godziny?
- Będę czekać.
Rozłączyły się. Ann słyszała w głosie matki jakąś nutkę zdenerwowania. Choć może źle to odebrała? Wróciła do domu i stwierdziła, że trzeba trochę posprzątać. Skończyła na 30 minut przed przybyciem matki. Zdążyła się przebrać i usłyszała dzwonek do drzwi.
- Cześć mamo. - powiedziała, gdy otworzyła drzwi.
- Cześć, Ann. Bardzo dobrze, że zadzwoniłaś. Musimy sobie chyba coś wyjaśnić.
- Wiem. Wejdź do pokoju, a ja zrobię kawę.
Ann zestresowała się trochę czekającą ją rozmową. Nie wiedziała, jak mama zareaguje, a nie chciała jej okłamywać. Uważała, że zasługuje na to, aby znać prawdę.
Po kilku minutach Ann usiadła na fotelu, stawiając kubek przed matką, a drugi przed sobą.
- Chcę tylko wiedzieć, czy to prawda. - zaczęła mama. Ann ucieszyła się, że to ona przejęła inicjatywę, bo sama nie miała pojęcia, jak rozpocząć tę rozmowę.
- Odnośnie Marco?
- Tak.
- Nie, nie zostałam jego nową dziwką. To bzdury wyssane z palca. Zresztą jak mogłaś w to uwierzyć? Znasz mnie przecież.
- Ale coś Was łączy? - matka zignorowała jej pytanie.
- Jesteśmy parą. Ale nie mów o tym nikomu, proszę. Widziałaś, co się dzieje w gazetach.
- Nie mam zamiaru się w to wtrącać.- powiedziała ostro. - Nie mogę uwierzyć w to, jak łatwo dajesz się nabierać temu kobieciarzowi.
- Mamo, to nie tak... - Ann zupełnie nie spodziewała się takiej reakcji. Wiedziała, że może być zszokowana, ale myślała, że zaakceptuje jej wybór. - Jestem z nim szczęśliwa.
- Do czasu aż Cię nie zdradzi. Ann, gdzie Ty masz oczy?! Nie widziałaś artykułów w gazetach? Nigdy ich nie czytałaś?
- Czytałam, ale gdy go poznałam, to zrozumiałam, jak bardzo się myliłam, co do niego.
- I uważasz, że on niczego nie udaje?
- Kocham go, a on mnie. Mamo, zawsze mówiłaś, żeby nie oceniać ludzi po pozorach. - powiedziała Ann ze łzami w oczach. Wiedziała, że już przegrała w tej rozmowie. Że nie przekona mamy.
- Tak mówiłam, bo nie dotyczyło to mojej jedynej córki. Przykro mi bardzo, ale nie jestem w stanie zaakceptować Waszego związku.
- Wiesz, że to oznacza zerwanie kontaktu?
- Trudno.
- Tak łatwo Ci to przychodzi?
- Nie, córeczko. Ale nie spodziewałam się tego po Tobie. Miałam nadzieję, że ten artykuł to kłamstwo. Zawiodłam się na Tobie. Inaczej Cię wychowałam.
- Czyli co? Mam patrzeć na to, co inni piszą, a olać to, że jestem szczęśliwa? Że go kocham?
- Jesteś pewna, że go kochasz? Przecież Ty masz 19 lat dopiero. Nie umiesz odróżnić miłości od zauroczenia.
- A Ty skąd to możesz wiedzieć?
- Też miałam 19 lat.
- Pozwól mi żyć swoim życiem. Pozwól mi popełniać błędy i uczyć się na nich.
- Właśnie dlatego odsuwam się od tej sprawy. Nie chcę patrzeć, jak później będziesz cierpiała.
- Szkoda, że nie umiesz się cieszyć moim szczęściem...
- Skoro tak uważasz, to nie mam tu czego szukać. Możesz być pewna, że nikomu nic nie powiem.
Mama Ann wstała i wyszła, zostawiając dziewczynę samą. Usiadła na kanapie, objęła rękoma kolana i zaczęła płakać. Uchodziło z niej rozczarowanie, zawód i smutek. Nie wiedziała, co ma myśleć. Miała nadzieję, że ta rozmowa potoczy się zupełnie inaczej...
***
W tym samym czasie Marco postanowił załatwić dwie sprawy. Najważniejszą był wyjazd do redakcji gazety. Nie pozwoli na to, aby ktokolwiek obrażał Ann. Do tej pory nigdy nie jeździł z wyjaśnieniami do gazet, ale to była wyjątkowa sytuacja. Wiedział, że wzbudzi sensację i tym samym rozpęta się jeszcze większe piekło wokół jego związku, ale postanowił, że nie udzieli żadnych informacji tym pasożytom.
- Dzień dobry. Chciałbym zobaczyć się z redaktorem naczelnym. - powiedział Marco, gdy wszedł do biurowca.
- Jest Pan umówiony? - zapytała kobieta.
- Nie.
- Imię i nazwisko.
- Marco Reus. - czuł, że w tym momencie zaczyna wzbudzać sensację, bo znudzona do tej pory kobieta, podniosła wzrok i z wyraźnie błyszczącymi oczami, powiedziała:
- Ach, tak. To już zapowiem i będzie Pan mógł wejść.
Marco dostrzegał plusy tego, że jest sławny. Wiedział, że czasami może to wykorzystać i wyjdzie mu to na dobre. Nie chciał tego nadużywać.
- Redaktor już na Pana czeka - powiedziała recepcjonistka. Reus odszedł, czując na sobie wzrok kobiety.
Chwilę później, nie bez problemu, odnalazł biuro redaktora naczelnego.
- Pan Reus, jak mi miło. - podszedł do niego starszy facet, ubrany w garnitur.
- Dzień dobry. - powiedział Marco.
- Może Pan usiądzie? - zaproponował
- Dziękuję. - Reus usiadł na fotelu.
- Co Pana do mnie sprowadza? - zapytał.
- Przejdę od razu do sedna sprawy. Nie ukrywam, nie jest to miła sytuacja dla mnie i dlatego chcę to wyjaśnić.
- Słucham. - powiedział nieco zestresowany redaktor.
- W tym tygodniu ukazał się kolejny numer Waszej gazety ze mną i moją znajomą na okładce. - chciał mu oszczędzić szczegółów. Wiedział, że wszystko, co powie, może zostać przeinaczone.
- A, tak, pamiętam ten numer.
- Właśnie. Chodzi mi o to, że bezpodstawnie obraziliście moją koleżankę. Nie mieliście żadnych przesłanek, a napisaliście o niej bardzo niepochlebnie.
- Takie jest niestety prawo rynku.
- To w takim razie moim prawem i prawem mojej koleżanki jest złożenie pozwu do sądu o zniesławienie.
- O nie, to z pewnością możemy inaczej załatwić. - powiedział trochę przestraszony mężczyzna.
- Ma Pan jakieś propozycje? - Reus już wiedział, że wygrał. Teraz do rozstrzygnięcia kwestia, jak bardzo uda mu się przerazić dziennikarza.
- Możemy publicznie Pana przeprosić.
- Nie o mnie chodzi. Ja już przywykłem do opinii dziwkarza, kobieciarza i innych typów. Chodzi o moją znajomą. - ciągnął Reus.
- W takim razie ją przeprosimy na łamach naszej gazety.
- Dobrze, ale chciałbym na piśmie otrzymać potwierdzenie, że już nigdy nie będziecie jej oczerniać. Będziecie podawać tylko sprawdzone informacje. W przeciwnym razie, będę zmuszony złożyć doniesienie w sądzie.
- Ależ oczywiście. Zaraz poproszę mojego prawnika, aby przygotował specjalne oświadczenie. - Marco nie spodziewał się, że tak łatwo mu pójdzie, ale był szczęśliwy, że mu się udało.
15 MINUT PÓŹNIEJ
- Cieszę się bardzo, że udało nam się dojść do porozumienia. - wyciągnął do niego rękę mężczyzna.
- Ja również. Mam nadzieję, że ta rozmowa zostanie między nami.
- Ależ oczywiście!
- To do widzenia. Życzę miłego dnia! - uścisnął jego rękę i wyszedł z kawałkiem papieru z gabinetu.
Wyszedł z biurowca i założył okulary. Gdy wsiadł do samochodu, postanowił, że zadzwoni do Ann z bardzo dobrą wiadomością.
- Cześć, skarbie. - przywitał ją, gdy tylko odebrała.
- Hej. Co tam? - zapytała.
Marco zauważył, że miała dziwny głos.
- Coś się stało, Ann?
- Nie, nic. - okłamała go. Reus wiedział, że dziewczyna nie mówi mu prawdy, ale postanowił, że do niej pojedzie.
- Co robisz?
- Siedzę w domu i sprzątam. - w ten sposób piłkarz upewnił się, że brunetka jest w domu. - A coś się stało?
- Nie, po prostu chyba już dawno nie było takiej sytuacji, że nie widzieliśmy się tak długo.
- Faktycznie. Ale niedługo się zobaczymy.
Prędzej, niż myślisz, pomyślał Marco.
- Pewnie. Do zobaczenia?
- Pa. - odpowiedziała Ann i rozłączyła się. Jej oczy znów napełniły się łzami...
Marco zamiast pojechać w kierunku swojego domu, skręcił w ulicę prowadzącą do domu Ann. Zaparkował nieco dalej od domu, a później zapukał do drzwi.
Ann nie spodziewała się już nikogo dzisiaj, ale podeszła do drzwi i otworzyła.
- Marco? Co Ty tu robisz? - zapytała.
- Wiedziałem, że coś jest nie tak. Teraz tak łatwo mnie nie okłamiesz.
- Przepraszam, że Cię okłamałam. - Ann znowu się rozkleiła.
Reus podszedł do niej i przytulił, zamykając jednym kopniakiem drzwi.
- Zabrudzę Ci koszulkę... - powiedziała Ann.
- Nie przejmuj się. Co się stało? - zapytał Marco, prowadząc ją do salonu.
- Rozmawiałam z moją mamą. Pamiętasz, jak Ci powiedziałam, że ta gazeta mnie obsmarowała? - zadała pytanie retoryczne. - To wtedy moja mama mi o tym powiedziała. Chciałam z nią wyjaśnić wszystko i dzisiaj ją zaprosiłam do siebie. - Ann opowiedziała o przebiegu spotkania. Pod koniec znowu się rozpłakała.
- Przykro mi, że musisz wybierać.
- Jak to?
- Pomiędzy mną i swoją mamą.
- To nie tak, Marco. Chcę być z Tobą, bo Cię kocham. Miałam tylko nadzieję, że mama to zaakceptuje...
- Na pewno przemyśli i zrozumie.
- Moja mama taka nie jest. Jak już coś powie, to nie przyzna się do błędu... Szkoda, że znów stracę z nią kontakt...
Ann przesiedziała w objęciach Marco około godziny.
- Na poprawę humoru, załatwiłem coś.
- Co takiego?
- Przeproszą Cię na łamach gazety.
- Naprawdę? Nie musiałeś przecież...
- Ale chciałem. Jak ten facet się przejął. Naprawdę. Chyba w życiu nie widziałem, żeby ktoś tak się bał sądu.
- Jakiego sądu?
- Postraszyłem go, że złożę pozew do sądu.
- Chciałabym zobaczyć jego minę. - uśmiechnęła się Ann. - Dasz mi chwilę? Muszę się przebrać i ogarnąć.
- Jasne. Poczekam.
Ann poszła do łazienki, a w tym czasie Marco zrobił herbatę.
- Dziękuję. - powiedziała brunetka, biorąc herbatę do ręki.
- Mam propozycję nie do odrzucenia. Ostatnio Robert zaprosił mnie na ślub z osobą towarzyszącą. Miałabyś może ochotę?
- Pewnie. A kiedy?
- Za dwa tygodnie.
- Bardzo chętnie pójdę. Trochę się rozerwę.
Wypili herbatę i porozmawiali. Ann poczuła się zdecydowanie lepiej. Doskonale wiedziała, że dobrze robi, wybierając związek z Marco. Udowodni swojej mamie, że ona mogła się pomylić.
- Kocham Cię. - powiedziała w pewnym momencie.
- Ja Ciebie też. - pocałował ją.
Marco był szczęśliwy, że Ann pojawiła się w jego życiu.
- O której się jutro widzimy? - zapytał.
- Nie mam żadnych planów. Choć muszę zrobić małe zakupy. Także może o 13?
- Dobra. Mi odpowiada.
Siedzieli jeszcze godzinę, a później Marco pożegnał się i pojechał do domu.
---------------------------------------------------------------------
Chyba najdłuższy rozdział jak dotąd. Jak Wam się podoba? Zostawiajcie komentarze, bo są dla mnie bardzo ważne.:)
Jutro następny rozdział!
- No dobra, to ja też pozałatwiam kilka rzeczy. Ale jutro się zobaczymy?
- Jasne.
Zjedli śniadanie i Ann wyszła.
- Mamo, czy mogłabyś dzisiaj do mnie wpaść? - brunetka zadzwoniła do swojej matki. Chciała z nią porozmawiać, wyjaśnić ostatnią sytuację. Obiecała jej to, a poza tym czuła, że jest jej to winna.
- Dobrze. O której Ci pasuje?
- Jestem cały dzień w domu.
- Może być za dwie godziny?
- Będę czekać.
Rozłączyły się. Ann słyszała w głosie matki jakąś nutkę zdenerwowania. Choć może źle to odebrała? Wróciła do domu i stwierdziła, że trzeba trochę posprzątać. Skończyła na 30 minut przed przybyciem matki. Zdążyła się przebrać i usłyszała dzwonek do drzwi.
- Cześć mamo. - powiedziała, gdy otworzyła drzwi.
- Cześć, Ann. Bardzo dobrze, że zadzwoniłaś. Musimy sobie chyba coś wyjaśnić.
- Wiem. Wejdź do pokoju, a ja zrobię kawę.
Ann zestresowała się trochę czekającą ją rozmową. Nie wiedziała, jak mama zareaguje, a nie chciała jej okłamywać. Uważała, że zasługuje na to, aby znać prawdę.
Po kilku minutach Ann usiadła na fotelu, stawiając kubek przed matką, a drugi przed sobą.
- Chcę tylko wiedzieć, czy to prawda. - zaczęła mama. Ann ucieszyła się, że to ona przejęła inicjatywę, bo sama nie miała pojęcia, jak rozpocząć tę rozmowę.
- Odnośnie Marco?
- Tak.
- Nie, nie zostałam jego nową dziwką. To bzdury wyssane z palca. Zresztą jak mogłaś w to uwierzyć? Znasz mnie przecież.
- Ale coś Was łączy? - matka zignorowała jej pytanie.
- Jesteśmy parą. Ale nie mów o tym nikomu, proszę. Widziałaś, co się dzieje w gazetach.
- Nie mam zamiaru się w to wtrącać.- powiedziała ostro. - Nie mogę uwierzyć w to, jak łatwo dajesz się nabierać temu kobieciarzowi.
- Mamo, to nie tak... - Ann zupełnie nie spodziewała się takiej reakcji. Wiedziała, że może być zszokowana, ale myślała, że zaakceptuje jej wybór. - Jestem z nim szczęśliwa.
- Do czasu aż Cię nie zdradzi. Ann, gdzie Ty masz oczy?! Nie widziałaś artykułów w gazetach? Nigdy ich nie czytałaś?
- Czytałam, ale gdy go poznałam, to zrozumiałam, jak bardzo się myliłam, co do niego.
- I uważasz, że on niczego nie udaje?
- Kocham go, a on mnie. Mamo, zawsze mówiłaś, żeby nie oceniać ludzi po pozorach. - powiedziała Ann ze łzami w oczach. Wiedziała, że już przegrała w tej rozmowie. Że nie przekona mamy.
- Tak mówiłam, bo nie dotyczyło to mojej jedynej córki. Przykro mi bardzo, ale nie jestem w stanie zaakceptować Waszego związku.
- Wiesz, że to oznacza zerwanie kontaktu?
- Trudno.
- Tak łatwo Ci to przychodzi?
- Nie, córeczko. Ale nie spodziewałam się tego po Tobie. Miałam nadzieję, że ten artykuł to kłamstwo. Zawiodłam się na Tobie. Inaczej Cię wychowałam.
- Czyli co? Mam patrzeć na to, co inni piszą, a olać to, że jestem szczęśliwa? Że go kocham?
- Jesteś pewna, że go kochasz? Przecież Ty masz 19 lat dopiero. Nie umiesz odróżnić miłości od zauroczenia.
- A Ty skąd to możesz wiedzieć?
- Też miałam 19 lat.
- Pozwól mi żyć swoim życiem. Pozwól mi popełniać błędy i uczyć się na nich.
- Właśnie dlatego odsuwam się od tej sprawy. Nie chcę patrzeć, jak później będziesz cierpiała.
- Szkoda, że nie umiesz się cieszyć moim szczęściem...
- Skoro tak uważasz, to nie mam tu czego szukać. Możesz być pewna, że nikomu nic nie powiem.
Mama Ann wstała i wyszła, zostawiając dziewczynę samą. Usiadła na kanapie, objęła rękoma kolana i zaczęła płakać. Uchodziło z niej rozczarowanie, zawód i smutek. Nie wiedziała, co ma myśleć. Miała nadzieję, że ta rozmowa potoczy się zupełnie inaczej...
***
W tym samym czasie Marco postanowił załatwić dwie sprawy. Najważniejszą był wyjazd do redakcji gazety. Nie pozwoli na to, aby ktokolwiek obrażał Ann. Do tej pory nigdy nie jeździł z wyjaśnieniami do gazet, ale to była wyjątkowa sytuacja. Wiedział, że wzbudzi sensację i tym samym rozpęta się jeszcze większe piekło wokół jego związku, ale postanowił, że nie udzieli żadnych informacji tym pasożytom.
- Dzień dobry. Chciałbym zobaczyć się z redaktorem naczelnym. - powiedział Marco, gdy wszedł do biurowca.
- Jest Pan umówiony? - zapytała kobieta.
- Nie.
- Imię i nazwisko.
- Marco Reus. - czuł, że w tym momencie zaczyna wzbudzać sensację, bo znudzona do tej pory kobieta, podniosła wzrok i z wyraźnie błyszczącymi oczami, powiedziała:
- Ach, tak. To już zapowiem i będzie Pan mógł wejść.
Marco dostrzegał plusy tego, że jest sławny. Wiedział, że czasami może to wykorzystać i wyjdzie mu to na dobre. Nie chciał tego nadużywać.
- Redaktor już na Pana czeka - powiedziała recepcjonistka. Reus odszedł, czując na sobie wzrok kobiety.
Chwilę później, nie bez problemu, odnalazł biuro redaktora naczelnego.
- Pan Reus, jak mi miło. - podszedł do niego starszy facet, ubrany w garnitur.
- Dzień dobry. - powiedział Marco.
- Może Pan usiądzie? - zaproponował
- Dziękuję. - Reus usiadł na fotelu.
- Co Pana do mnie sprowadza? - zapytał.
- Przejdę od razu do sedna sprawy. Nie ukrywam, nie jest to miła sytuacja dla mnie i dlatego chcę to wyjaśnić.
- Słucham. - powiedział nieco zestresowany redaktor.
- W tym tygodniu ukazał się kolejny numer Waszej gazety ze mną i moją znajomą na okładce. - chciał mu oszczędzić szczegółów. Wiedział, że wszystko, co powie, może zostać przeinaczone.
- A, tak, pamiętam ten numer.
- Właśnie. Chodzi mi o to, że bezpodstawnie obraziliście moją koleżankę. Nie mieliście żadnych przesłanek, a napisaliście o niej bardzo niepochlebnie.
- Takie jest niestety prawo rynku.
- To w takim razie moim prawem i prawem mojej koleżanki jest złożenie pozwu do sądu o zniesławienie.
- O nie, to z pewnością możemy inaczej załatwić. - powiedział trochę przestraszony mężczyzna.
- Ma Pan jakieś propozycje? - Reus już wiedział, że wygrał. Teraz do rozstrzygnięcia kwestia, jak bardzo uda mu się przerazić dziennikarza.
- Możemy publicznie Pana przeprosić.
- Nie o mnie chodzi. Ja już przywykłem do opinii dziwkarza, kobieciarza i innych typów. Chodzi o moją znajomą. - ciągnął Reus.
- W takim razie ją przeprosimy na łamach naszej gazety.
- Dobrze, ale chciałbym na piśmie otrzymać potwierdzenie, że już nigdy nie będziecie jej oczerniać. Będziecie podawać tylko sprawdzone informacje. W przeciwnym razie, będę zmuszony złożyć doniesienie w sądzie.
- Ależ oczywiście. Zaraz poproszę mojego prawnika, aby przygotował specjalne oświadczenie. - Marco nie spodziewał się, że tak łatwo mu pójdzie, ale był szczęśliwy, że mu się udało.
15 MINUT PÓŹNIEJ
- Cieszę się bardzo, że udało nam się dojść do porozumienia. - wyciągnął do niego rękę mężczyzna.
- Ja również. Mam nadzieję, że ta rozmowa zostanie między nami.
- Ależ oczywiście!
- To do widzenia. Życzę miłego dnia! - uścisnął jego rękę i wyszedł z kawałkiem papieru z gabinetu.
Wyszedł z biurowca i założył okulary. Gdy wsiadł do samochodu, postanowił, że zadzwoni do Ann z bardzo dobrą wiadomością.
- Cześć, skarbie. - przywitał ją, gdy tylko odebrała.
- Hej. Co tam? - zapytała.
Marco zauważył, że miała dziwny głos.
- Coś się stało, Ann?
- Nie, nic. - okłamała go. Reus wiedział, że dziewczyna nie mówi mu prawdy, ale postanowił, że do niej pojedzie.
- Co robisz?
- Siedzę w domu i sprzątam. - w ten sposób piłkarz upewnił się, że brunetka jest w domu. - A coś się stało?
- Nie, po prostu chyba już dawno nie było takiej sytuacji, że nie widzieliśmy się tak długo.
- Faktycznie. Ale niedługo się zobaczymy.
Prędzej, niż myślisz, pomyślał Marco.
- Pewnie. Do zobaczenia?
- Pa. - odpowiedziała Ann i rozłączyła się. Jej oczy znów napełniły się łzami...
Marco zamiast pojechać w kierunku swojego domu, skręcił w ulicę prowadzącą do domu Ann. Zaparkował nieco dalej od domu, a później zapukał do drzwi.
Ann nie spodziewała się już nikogo dzisiaj, ale podeszła do drzwi i otworzyła.
- Marco? Co Ty tu robisz? - zapytała.
- Wiedziałem, że coś jest nie tak. Teraz tak łatwo mnie nie okłamiesz.
- Przepraszam, że Cię okłamałam. - Ann znowu się rozkleiła.
Reus podszedł do niej i przytulił, zamykając jednym kopniakiem drzwi.
- Zabrudzę Ci koszulkę... - powiedziała Ann.
- Nie przejmuj się. Co się stało? - zapytał Marco, prowadząc ją do salonu.
- Rozmawiałam z moją mamą. Pamiętasz, jak Ci powiedziałam, że ta gazeta mnie obsmarowała? - zadała pytanie retoryczne. - To wtedy moja mama mi o tym powiedziała. Chciałam z nią wyjaśnić wszystko i dzisiaj ją zaprosiłam do siebie. - Ann opowiedziała o przebiegu spotkania. Pod koniec znowu się rozpłakała.
- Przykro mi, że musisz wybierać.
- Jak to?
- Pomiędzy mną i swoją mamą.
- To nie tak, Marco. Chcę być z Tobą, bo Cię kocham. Miałam tylko nadzieję, że mama to zaakceptuje...
- Na pewno przemyśli i zrozumie.
- Moja mama taka nie jest. Jak już coś powie, to nie przyzna się do błędu... Szkoda, że znów stracę z nią kontakt...
Ann przesiedziała w objęciach Marco około godziny.
- Na poprawę humoru, załatwiłem coś.
- Co takiego?
- Przeproszą Cię na łamach gazety.
- Naprawdę? Nie musiałeś przecież...
- Ale chciałem. Jak ten facet się przejął. Naprawdę. Chyba w życiu nie widziałem, żeby ktoś tak się bał sądu.
- Jakiego sądu?
- Postraszyłem go, że złożę pozew do sądu.
- Chciałabym zobaczyć jego minę. - uśmiechnęła się Ann. - Dasz mi chwilę? Muszę się przebrać i ogarnąć.
- Jasne. Poczekam.
Ann poszła do łazienki, a w tym czasie Marco zrobił herbatę.
- Dziękuję. - powiedziała brunetka, biorąc herbatę do ręki.
- Mam propozycję nie do odrzucenia. Ostatnio Robert zaprosił mnie na ślub z osobą towarzyszącą. Miałabyś może ochotę?
- Pewnie. A kiedy?
- Za dwa tygodnie.
- Bardzo chętnie pójdę. Trochę się rozerwę.
Wypili herbatę i porozmawiali. Ann poczuła się zdecydowanie lepiej. Doskonale wiedziała, że dobrze robi, wybierając związek z Marco. Udowodni swojej mamie, że ona mogła się pomylić.
- Kocham Cię. - powiedziała w pewnym momencie.
- Ja Ciebie też. - pocałował ją.
Marco był szczęśliwy, że Ann pojawiła się w jego życiu.
- O której się jutro widzimy? - zapytał.
- Nie mam żadnych planów. Choć muszę zrobić małe zakupy. Także może o 13?
- Dobra. Mi odpowiada.
Siedzieli jeszcze godzinę, a później Marco pożegnał się i pojechał do domu.
---------------------------------------------------------------------
Chyba najdłuższy rozdział jak dotąd. Jak Wam się podoba? Zostawiajcie komentarze, bo są dla mnie bardzo ważne.:)
Jutro następny rozdział!
piątek, 28 czerwca 2013
Rozdział 9
- Wtedy rozmawiałem z moim ojcem. Między nami wszystko zaczęło się psuć jeszcze przed moim rozstaniem z Caroline. Często się kłóciliśmy. Tak naprawdę o nic. Zawsze byłem według niego czarną owcą rodziny. Faworyzował moje siostry. Może faktycznie sprawdza się powiedzenie: córeczki tatusia, a synowie mamusi. - uśmiechnął się smutno. - Naprawdę miałem lepszy kontakt z mamą. Do tej pory tak jest. Ale wróćmy do sedna. Po odejściu Caroline przestałem dbać o reputację. Wyprowadziłem się już na stałe z domu. Ważniejsze było to, żeby się bawić. Nie chciałem sprawiać przykrości mojej mamie, która zawsze mnie wspierała. Chodziłem do klubów tylko po to, aby znaleźć sobie dziewczynę na jedną noc.
- Tak było też ze mną? - przerwała mu Ann.
- Początkowo tak. Choć od początku mnie zaintrygowałaś. Byłaś inna niż wszystkie. Do tej pory pamiętam Twój tekst o szklance. - uśmiechnął się na tamto wspomnienie.
- Ja tam wolę zapomnieć o tym, co wtedy gadałam. - odpowiedziała brunetka. - Dobra, już Ci nie przerywam.
- Mój ojciec nie akceptował mojego stylu życia. Nie wiem, dlaczego. Kiedyś o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że albo mi zazdrości, że układa mi się, albo mnie nie znosi. Nic więcej nie wymyśliłem. Któregoś dnia wyjątkowo mocno obsmarowały mnie gazety. Wiesz, zdjęcia z jakąś panienką i ten artykuł. Wprost niczego nie powiedzieli, ale tym artykułem zniszczyli w pewien sposób moje życie. Ojciec poprosił, żebym przyjechał do domu. Zdziwiłem się bardzo wtedy, bo nigdy wcześniej mnie o nic nie prosił. Zawsze rozkazy. Pojechałem tam i zobaczyłem, że w domu jest tylko on. Zaczął ze mną rozmawiać. Choć to był raczej monolog. Powiedział mi, że ma już dość. Że nie chce więcej czytać o mnie takich artykułów. Że nie chce więcej się wstydzić za mnie. Że ma dość tego, jak ludzie go zaczepiają na ulicy i wypytują. Szepczą za plecami i plotkują. Najgorsze, co wtedy mi powiedział, było to, że niszczę rodzinę i że nie chce mnie znać. Wtedy był ostatni raz, jak z nim rozmawiałem. Po prostu wstałem i wyszedłem. Od tamtego momentu, jeżdżę do domu, gdy go nie ma. Moja mama wie, że jesteśmy pokłóceni, więc zaprasza mnie, kiedy wie, że ojca długo nie będzie. Nastawił przeciwko mnie moje siostry. Także jedyną osobą, z którą utrzymuję kontakt, jest moja mama.
Ann nie chciała nic mówić, widziała, jak ciężko mu było opowiadać o tym. Nigdy nie widziała go tak bezbronnego. Przytuliła go. Nie spodziewała się takiej opowieści.
- Zostaniesz na noc? Przygotuję Ci łóżko w innym pokoju, jak chcesz.
- Pewnie, że zostanę. Nie wygłupiaj się. Mogę spać z Tobą przecież... jeśli chcesz.
Uśmiechnął się. Jedynie w oczach nadal miał jakąś nutkę smutku. Ann zmieniła pozycję. Usiadła oparta o jego bok, a on otulił ją swoim ramieniem. Siedzieli tak w ciszy jakiś czas.
- Mam prośbę. - powiedział.
- Jaką?
- Czy mogłabyś kiedyś pojechać ze mną do mojej mamy?
- Chcesz mnie poznać ze swoją rodziną?
- Tylko z mamą. Ojciec mnie nie obchodzi już.
- Dobrze.
- Cieszę się. Mama będzie szczęśliwa, że jestem z kimś dłużej niż jedną noc.
- Pojadę. Mam nadzieję, że mnie zaakceptuje.
- W to nie wątpię.
- Mogłabym się wykąpać?
- Pewnie. Chcesz coś na przebranie?
- Jakbym mogła.
Marco wstał i ,,zmusił'' Ann do wstania. Poszli do jego sypialni. Reus otworzył szafę i dał jej koszulkę.
- Wszystko się ułoży. - powiedziała do niego i jeszcze raz przytuliła. Nie powiedziała tego tylko, żeby go pocieszyć. Głęboko w to wierzyła.
Chwilę później była w łazience. Jejku, nie wiedziała, że Marco miał tak ciężko. Ona narzekała na swoją mamę, bo kilka dni się do niej nie odzywała. Narzekała na ojca, bo często wyjeżdżał do pracy na delegacje. Jak lekkie było jej życie w porównaniu z jego. Wzięła szybki prysznic i wyszła do pokoju. Pozwoliła mokrym włosom opaść na plecy. Szybko zmoczyły koszulkę. Nie lubiła tego uczucia.
- Tak szybko? - Marco zjawił się w sypialni, a ona nawet tego nie zauważyła.
- Nie miałam ochoty na dłuższą kąpiel.
- Dobra, to teraz ja pójdę.
Ann zeszła na dół i znalazła kuchnię. Tym razem bez większych problemów. Zrobiła im kolację. Marco w swojej lodówce miał wszystko. Myślała, że, jak na faceta przystało, będzie ona świecić pustkami. A tu taka niespodzianka. Czytając o nim w gazetach, stworzyła zupełnie inny obraz Marco. Chwilę później dołączył do niej jej ukochany.
- Zrobiłam kolację.
- Widzę właśnie.
Zjedli szybko.
- Chce Ci się spać?
- Nie bardzo. - odpowiedziała.
- To dobrze, bo mam niespodziankę.
- Jaką? - nie za bardzo lubiła niespodzianki. Nigdy nie wiedziała, jak ma zareagować, jeśli coś jej się nie podoba. Nie umiała kłamać.
- Poczekaj tu, dobrze? Usiądź w salonie na kanapie i poczekaj.
- No dobrze. - zgodziła się, zastanawiając się jednocześnie, co Marco mógł przygotować.
***
Idąc na górę, Marco wahał się, czy powinien już teraz jej to dać. Czuł, że jest to znajomość na dłużej, ale bał się, jak przyjmie ten prezent. Początkowo chciał odczekać jeszcze z tydzień, może dwa, ale doszedł do wniosku, że po co ma czekać. Szybko wszedł do sypialni i wziął pudełko. Zbiegł po schodach na dół.
Schował rękę za plecami.
- Zamknij oczy. - poprosił.
Ona spełniła jego życzenie. Wyciągnął rękę i powiedział, żeby otworzyła oczy.
***
Ann nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć. Myślała, że będzie musiała udawać, że jej się podoba. Całkiem miła ta niespodzianka, powiedziała.
- Ale nie jest zaręczynowy? - zapytała, śmiejąc się jednocześnie.
- Nie, nie. Nie musisz się obawiać. - uśmiechnął się do niej.
Ann wyciągnęła dłoń przed siebie.
- Śliczny.
- Zobacz napis.
Zdjęła pierścionek i odwróciła.
'you're my comfort and happiness'. ♥
- Dziękuję! - powiedziała i go pocałowała. Nie spodziewała się takiego prezentu z takim wyznaniem, a na pewno nie tak szybko. Założyła go spowrotem. - A tak w ogóle, to kiedy go kupiłeś?
- Wczoraj, jak byłem z Mario. Opowiedziałem mu o nas i poszliśmy kupić.
- Jest śliczny.
- Cieszę się, że Ci się podoba.
- Marco, ale on musiał być strasznie drogi.
- Naprawdę sądzisz, że cena gra rolę.
- Chodzi mi o to, że będę musiała bardzo uważać.
- Nie musisz go nosić, jak boisz się.
- Ale chcę.
Usiadła w takiej pozycji jak wcześniej, wtulona w Marco.
- Naprawdę się cieszę, że tu jesteś. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze spotkam kogoś, przed kim nie będę musiał udawać.
Ann nie zareagowała w żaden sposób, a Marco chwilę później zorientował się, że zwyczajnie zasnęła. Wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Położył ją, a chwilę później i on się położył obok dziewczyny. Przykrył ją i przytulił. Tak zasnęli razem.
---------------------------------------------------------
Dzisiaj zakończenie roku, tak więc będę z pewnością częściej i bardziej regularnie dodawać kolejne rozdziały. Jak Wam się podoba? proszę, piszcie cokolwiek, bo mam wrażenie, że zwyczajnie Wam się nie podoba...
Zostawcie ślad po sobie.:] Dziękuję z góry.!:*
- Tak było też ze mną? - przerwała mu Ann.
- Początkowo tak. Choć od początku mnie zaintrygowałaś. Byłaś inna niż wszystkie. Do tej pory pamiętam Twój tekst o szklance. - uśmiechnął się na tamto wspomnienie.
- Ja tam wolę zapomnieć o tym, co wtedy gadałam. - odpowiedziała brunetka. - Dobra, już Ci nie przerywam.
- Mój ojciec nie akceptował mojego stylu życia. Nie wiem, dlaczego. Kiedyś o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że albo mi zazdrości, że układa mi się, albo mnie nie znosi. Nic więcej nie wymyśliłem. Któregoś dnia wyjątkowo mocno obsmarowały mnie gazety. Wiesz, zdjęcia z jakąś panienką i ten artykuł. Wprost niczego nie powiedzieli, ale tym artykułem zniszczyli w pewien sposób moje życie. Ojciec poprosił, żebym przyjechał do domu. Zdziwiłem się bardzo wtedy, bo nigdy wcześniej mnie o nic nie prosił. Zawsze rozkazy. Pojechałem tam i zobaczyłem, że w domu jest tylko on. Zaczął ze mną rozmawiać. Choć to był raczej monolog. Powiedział mi, że ma już dość. Że nie chce więcej czytać o mnie takich artykułów. Że nie chce więcej się wstydzić za mnie. Że ma dość tego, jak ludzie go zaczepiają na ulicy i wypytują. Szepczą za plecami i plotkują. Najgorsze, co wtedy mi powiedział, było to, że niszczę rodzinę i że nie chce mnie znać. Wtedy był ostatni raz, jak z nim rozmawiałem. Po prostu wstałem i wyszedłem. Od tamtego momentu, jeżdżę do domu, gdy go nie ma. Moja mama wie, że jesteśmy pokłóceni, więc zaprasza mnie, kiedy wie, że ojca długo nie będzie. Nastawił przeciwko mnie moje siostry. Także jedyną osobą, z którą utrzymuję kontakt, jest moja mama.
Ann nie chciała nic mówić, widziała, jak ciężko mu było opowiadać o tym. Nigdy nie widziała go tak bezbronnego. Przytuliła go. Nie spodziewała się takiej opowieści.
- Zostaniesz na noc? Przygotuję Ci łóżko w innym pokoju, jak chcesz.
- Pewnie, że zostanę. Nie wygłupiaj się. Mogę spać z Tobą przecież... jeśli chcesz.
Uśmiechnął się. Jedynie w oczach nadal miał jakąś nutkę smutku. Ann zmieniła pozycję. Usiadła oparta o jego bok, a on otulił ją swoim ramieniem. Siedzieli tak w ciszy jakiś czas.
- Mam prośbę. - powiedział.
- Jaką?
- Czy mogłabyś kiedyś pojechać ze mną do mojej mamy?
- Chcesz mnie poznać ze swoją rodziną?
- Tylko z mamą. Ojciec mnie nie obchodzi już.
- Dobrze.
- Cieszę się. Mama będzie szczęśliwa, że jestem z kimś dłużej niż jedną noc.
- Pojadę. Mam nadzieję, że mnie zaakceptuje.
- W to nie wątpię.
- Mogłabym się wykąpać?
- Pewnie. Chcesz coś na przebranie?
- Jakbym mogła.
Marco wstał i ,,zmusił'' Ann do wstania. Poszli do jego sypialni. Reus otworzył szafę i dał jej koszulkę.
- Wszystko się ułoży. - powiedziała do niego i jeszcze raz przytuliła. Nie powiedziała tego tylko, żeby go pocieszyć. Głęboko w to wierzyła.
Chwilę później była w łazience. Jejku, nie wiedziała, że Marco miał tak ciężko. Ona narzekała na swoją mamę, bo kilka dni się do niej nie odzywała. Narzekała na ojca, bo często wyjeżdżał do pracy na delegacje. Jak lekkie było jej życie w porównaniu z jego. Wzięła szybki prysznic i wyszła do pokoju. Pozwoliła mokrym włosom opaść na plecy. Szybko zmoczyły koszulkę. Nie lubiła tego uczucia.
- Tak szybko? - Marco zjawił się w sypialni, a ona nawet tego nie zauważyła.
- Nie miałam ochoty na dłuższą kąpiel.
- Dobra, to teraz ja pójdę.
Ann zeszła na dół i znalazła kuchnię. Tym razem bez większych problemów. Zrobiła im kolację. Marco w swojej lodówce miał wszystko. Myślała, że, jak na faceta przystało, będzie ona świecić pustkami. A tu taka niespodzianka. Czytając o nim w gazetach, stworzyła zupełnie inny obraz Marco. Chwilę później dołączył do niej jej ukochany.
- Zrobiłam kolację.
- Widzę właśnie.
Zjedli szybko.
- Chce Ci się spać?
- Nie bardzo. - odpowiedziała.
- To dobrze, bo mam niespodziankę.
- Jaką? - nie za bardzo lubiła niespodzianki. Nigdy nie wiedziała, jak ma zareagować, jeśli coś jej się nie podoba. Nie umiała kłamać.
- Poczekaj tu, dobrze? Usiądź w salonie na kanapie i poczekaj.
- No dobrze. - zgodziła się, zastanawiając się jednocześnie, co Marco mógł przygotować.
***
Idąc na górę, Marco wahał się, czy powinien już teraz jej to dać. Czuł, że jest to znajomość na dłużej, ale bał się, jak przyjmie ten prezent. Początkowo chciał odczekać jeszcze z tydzień, może dwa, ale doszedł do wniosku, że po co ma czekać. Szybko wszedł do sypialni i wziął pudełko. Zbiegł po schodach na dół.
Schował rękę za plecami.
- Zamknij oczy. - poprosił.
Ona spełniła jego życzenie. Wyciągnął rękę i powiedział, żeby otworzyła oczy.
***
Ann nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć. Myślała, że będzie musiała udawać, że jej się podoba. Całkiem miła ta niespodzianka, powiedziała.
- Ale nie jest zaręczynowy? - zapytała, śmiejąc się jednocześnie.
- Nie, nie. Nie musisz się obawiać. - uśmiechnął się do niej.
Ann wyciągnęła dłoń przed siebie.
- Śliczny.
- Zobacz napis.
Zdjęła pierścionek i odwróciła.
'you're my comfort and happiness'. ♥
- Dziękuję! - powiedziała i go pocałowała. Nie spodziewała się takiego prezentu z takim wyznaniem, a na pewno nie tak szybko. Założyła go spowrotem. - A tak w ogóle, to kiedy go kupiłeś?
- Wczoraj, jak byłem z Mario. Opowiedziałem mu o nas i poszliśmy kupić.
- Jest śliczny.
- Cieszę się, że Ci się podoba.
- Marco, ale on musiał być strasznie drogi.
- Naprawdę sądzisz, że cena gra rolę.
- Chodzi mi o to, że będę musiała bardzo uważać.
- Nie musisz go nosić, jak boisz się.
- Ale chcę.
Usiadła w takiej pozycji jak wcześniej, wtulona w Marco.
- Naprawdę się cieszę, że tu jesteś. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze spotkam kogoś, przed kim nie będę musiał udawać.
Ann nie zareagowała w żaden sposób, a Marco chwilę później zorientował się, że zwyczajnie zasnęła. Wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Położył ją, a chwilę później i on się położył obok dziewczyny. Przykrył ją i przytulił. Tak zasnęli razem.
---------------------------------------------------------
Dzisiaj zakończenie roku, tak więc będę z pewnością częściej i bardziej regularnie dodawać kolejne rozdziały. Jak Wam się podoba? proszę, piszcie cokolwiek, bo mam wrażenie, że zwyczajnie Wam się nie podoba...
Zostawcie ślad po sobie.:] Dziękuję z góry.!:*
czwartek, 27 czerwca 2013
Rozdział 8
Natalie była trochę zła na przyjaciółkę, że ta nie dawała znaku życia przez tak długi czas. Jednak, gdy tylko Ann oświadczyła, że musi z nią porozmawiać, zmieniła swoje nastawienie, bo wyczuła, że Ann ma jej coś ważnego do powiedzenia.
- O której się widzimy? - zapytała.
- Mam plany do 17, a później to całkowity luz.
- No dobra. To widzimy się o 18?
- Jasne. U mnie?
- Dobra. Już nie mogę się doczekać tych Twoich rewelacji! - powiedziała Natalie i się rozłączyła.
Ann miała jeszcze blisko godzinę do spotkania z Marco i w tym czasie myślała, jak powinna powiedzieć przyjaciółce o tym, co wydarzyło się w tak krótkim czasie. Jej życie nigdy nie było zbyt intensywne. Nigdy nie mogła powiedzieć, że działo się dużo. Aż do tej pory. Jednak bardzo spodobało jej się to, że ciągle była czymś zaabsorbowana.
Ann przebrała się tak, aby czuć się swobodnie na treningu. Wyszła z domu zbyt wcześnie, dlatego idąc, nie spieszyła się. Wiedziała, że Marco wpuści ją do swojego domu, ale chciała pobyć sama z własnymi myślami choć przez chwilę. Ha, w życiu by nie pomyślała, że spotka Borussen, a jeden z nich będzie jej ukochanym.
Po około 30 minutach doszła do domu Reusa. Postanowiła, że nie wejdzie do niego, bo nie chciała czekać na zewnątrz. Podeszła do drzwi i usłyszała głośną muzykę. Zapukała, ale tak jak myślała, nie otworzył jej. Weszła bez pukania. Na szczęście miał otwarte drzwi. Nieśmiało weszła i usłyszała fragment rozmowy:
- ... nie wtrącaj się w to! Straciłeś prawo do ingerencji w moje życie dawno temu! - chyba skończył rozmowę, bo Ann stała w korytarzu przez jakiś czas i nie usłyszała już żadnego dźwięku.
- Marco? - krzyknęła.
- Ann? - zbiegł po schodach, prawie na nią wpadając. - Co Ty tu robisz? Mieliśmy się spotkać o 13:30.
- Wiem, ale jakoś tak wyszło. Przepraszam, jeżeli Ci przeszkadzam... - słyszała w głosie Marco jakąś irytację. Podejrzewała, że było to spowodowane rozmową, którą przed chwilą zakończył, ale nie była pewna.
- Za co przepraszasz? Nie masz powodu - podszedł do nie i przytulił ją. Ann wyczuwała jakąś desperację w powitaniu.
Marco zastanawiał się, ile dziewczyna słyszała. Chciał jej wszystko powiedzieć, ale nie chciał jej zrazić do siebie, zrzucając na nią tyle swoich problemów. Wiele razy czytał w Internecie, że niby sportowcy to mają łatwe i beztroskie życie. Czasami chciałby się zamienić z kimś ,,zwyczajnym'' życiem. Choć na chwilę. Nie mógł zrobić niczego w tajemnicy, bo miał na ogonie dziennikarzy.
- Coś się stało, Marco? - zapytała Ann.
Czyli jednak słyszała, pomyślał.
- Nie, nic. Po prostu już się stęskniłem. - odpowiedział.
Ann już wiedziała, że Reus ją okłamał. Nie chciała od niego niczego wyciągać.
Marco czuł się nie fair, okłamując ją, ale zdawał sobie sprawę z tego, że i tak jej kiedyś o tym opowie. Jednak pomyślał, że to może nie być odpowiedni czas, a poza tym, to dłuższa historia.
- Idź się szykować na trening. Ja poczekam w salonie.
Mario poszedł się przebrać, a Ann poszła do pokoju. Usiadła na kanapie i podciągnęła nogi pod brodę. Nie chciała, aby Reus coś przed nią ukrywał. Jeśli była jego dziewczyną, to chciała wiedzieć o nim wszystko. Chciała uczestniczyć w jego życiu. Nie tylko w tych szczęśliwych momentach, ale też w smutnych.
Po pięciu minutach Marco przyszedł. Usiadł koło Ann. Ta spojrzała na niego i powiedziała:
- Co się dzieje? Nie będę ukrywać, słyszałam kawałek Twojej rozmowy. Chcę, żebyś wiedział, że chcę być obecna w każdym momencie Twojego życia. Nieważne czy w smutnym, czy w wesołym.
- Wiem, opowiem Ci wieczorem, dobrze? Bo to trochę dłuższa historia, a my nie mamy teraz czasu. Idziemy?
- Jasne.
Marco wziął ją za rękę i poszli na stadion. Cieszył się, że była z nim szczera. Reus poszedł do szatni, gdzie spotkał Mario.
- Cześć, stary. Co się z Tobą ostatnio działo? Nie miałem z Tobą prawie żadnego kontaktu!
- Jak się spotkamy, to pogadamy.
- Dzisiaj?
- Może być, ale musimy przez wieczorem. Umówiłem się z Ann.
- No okej, może być bezpośrednio po treningu
- Najpierw muszę odprowadzić Ann. Przyjedź do mnie około 18.
- Jest tu z Tobą?
- Tak. Powiem Ci więcej. Oficjalnie jesteśmy razem.
- Gratuluję! Kurczę, nie wiedziałem, że to wszystko się tak szybko rozwinie.
- Ja to samo. Co prawda trochę musiałem poczekać, ale było warto - uśmiechnął się na wspomnienie ich wspólnej nocy.
- Uuuuu, działo się pewnie.
- Opowiem Ci, jak się spotkamy.
- Nie mogę się już doczekać! - roześmiał się Goetze.
*** trzy godziny później***
- Ann, możemy już iść, bo Klopp mi pozwolił.
- No dobra, to chodźmy. Nawet dobrze, bo zdążę się ogarnąć przed spotkaniem z Natalie. Chciałabym, żebyś kiedyś ją poznał.
- Jasne. - przytulił ją do siebie. - Idźmy już.
Pół godziny później byli pod domem Ann.
- To widzimy się wieczorem?
- Jasne. Do zobaczenia. - pocałował ją. Obawiał się tego, że jakiś paparazzi może ich przyłapać, ale czego ma się wstydzić? Miłości? Jeszcze tego by brakowało.
Ann weszła do swojego domu i przebrała się. Zrobiła sobie herbatę i usiadła. Ledwie zdążyła to uczynić, a zadzwoniła jej komórka. Na ekranie wyświetlał się dawno niewidziany numer.
- Cześć, mamo.
- Musimy się koniecznie spotkać.
- Tak, mi też miło Cię słyszeć. O co chodzi?
- To nie rozmowa na telefon.
- Jednak wolałabym wiedzieć, bo dawno się nie odzywałaś do mnie, a ja nie wiem, czy chcę z Tobą na ten temat rozmawiać.
- Po prostu dowiedziałam się czegoś i w to nie wierzę.
- Przykro mi bardzo, ale nie chcę rozmawiać w ten sposób. Albo powiesz mi, o co Ci chodzi, albo kończymy rozmowę.
- Przeczytałam, że zostałaś dziwką Marco Reusa.
- Co?! Gdzie?!
- W gazecie.
- Której?
- Nie pamiętam.
Ann nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała.Wiedziała, że ciężko będzie się ukryć przed dziennikarzami, ale nie wiedziała, że zmyślą coś takiego!
- Mamo, muszę kończyć. Zadzwonię do Ciebie później.
- Ale... - jednak Ann nie czekała na to, co powie jej matka. Wybrała numer Reusa.
- Marco? No nie wierzę. Jak oni mogli to zrobić!
- Ale, kochanie spokojnie. Co się stało?
- Paparazzi wymyślili, że zostałam Twoją dziwką. Moja matka zadzwoniła do mnie i zażądała wyjaśnień.
- Przecież wiesz, że to kłamstwo. Miałem z Tobą o tym porozmawiać. Nie wiedziałem, czy się zgodzisz na takie coś. Ja zdawałem sobie sprawę z tego, że będą plotki. Przepraszam, że Ci nie powiedziałem. Że Cię nie ostrzegłem.
- Trudno. Mam nadzieję, że im to minie. Nie chcę być nazywana dziwką.
- Rozumiem Cię, skarbie. Nie przejmuj się tym, dobrze? Ja to załatwię.
- Co chcesz zrobić?
- Jeszcze nie wiem - przyznał szczerze.
- Dobra, muszę się uspokoić. Aż się zagotowałam, jak się dowiedziałam!
- Rozumiem Cię, ale tak było zawsze. Za każdym razem, jak spotykałem się z jakąś dziewczyną.
- Ej, ja muszę kończyć, bo przyszła Natalie.
- Do mnie przed chwilą przyszedł Mario, więc pogadamy wieczorem, dobrze?
- Jasne, kochanie. - rozczuliła ją jego troska. Cieszyła się, że staje w jej obronie.
***
Marco usiadł koło przyjaciela i zaczął mu opowiadać całą historię o Ann. Pominął szczegóły ich wspólnej nocy. Chciał to zostawić tylko dla siebie.
- O, stary, czyli to na poważnie?
- Jeśli tylko ona będzie chciała, to tak. Z mojej strony wszystko jest jasne. Zakochałem się.
- Cieszę się, stary. Ja już nie mogłem patrzeć, jak się staczasz.
- Dzięki, Mario.
*** W tym samym czasie ***
- Aaaaaaaaaaa! Ty i Marco jesteście razem?! - Natalie zareagowała nadzwyczaj entuzjastycznie. Ann myślała, że przyjaciółka nie będzie zadowolona. - To fantastycznie!
- Nie mogę sobie wybaczyć, jak zaczęłam naszą znajomość. Na samo wspomnienie jest mi wstyd. - Ann opowiedziała jej historię ich znajomości. Tak samo, jak Marco pominęła szczegóły niektórych wydarzeń.
- Kurczę, wpadłaś jak śliwka w kompot! Zabujałaś się, co?
- Tak.
- A co z Twoimi zasadami, że seks dopiero po ślubie?
- Natalie, zrozumiałam, że żadne zasady się nie liczą w momencie, gdy w grę wchodzi miłość. Naprawdę. Jestem taka szczęśliwa. Poza dzisiejszym incydentem.
- Co się stało?
- Dziennikarze nazwali mnie dziwką.
- Co?!
- W jakiejś gazecie napisali, że jestem kolejną dziwką Marco.
- No nie. Czy oni we wszystko muszą się wtrącać?!
- Taka jest cena sławy. Marco jest sławny, więc powinnam się liczyć z różnymi opiniami.
- Co nie zmienia faktu, że powinni szanować ludzi. Bez względu na to, czy są z kimś sławnym, czy nie.
- Marco powiedział, że to załatwi.
- Fajnie, że się tak przejął.
Rozmawiały jeszcze przez godzinę.
- Słuchaj, ja muszę już lecieć. - powiedziała Natalie.
- Okej, ale obiecaj mi jedną rzecz.
- Co tam?
- Spotkasz się z Marco. Chcę, żebyś go poznała.
- To mogę Ci obiecać. Musiałabym być nienormalna, żebym mogła nie chcieć któregoś z Borussen!
Ann zaśmiała się. Do niedawna też tak myślała. Pożegnała się z przyjaciółką i poszła szykować do wieczornego spotkania z Marco.
***
Marco usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył i, tak jak się spodziewał, ujrzał Ann.
- Wejdź. - podeszła do niego i pocałowała w policzek.
- To co? Porozmawiamy?
- Jasne, zrobię herbatę i pogadamy.
Marco nie wiedział, od czego ma zacząć, dlatego wymigał się herbatą.Wszedł do salonu, w którym siedziała jego dziewczyna.
-----------------------------------------------------------------
Przepraszam, że taki urwany.:) Mam nadzieję, że choć trochę Wam się podoba. Mnie osobiście trochę nie.:) Ale może dlatego, że jest stosunkowo nudny.:>
Czekam na Wasze opinie.:)
Chyba mogę Wam już oficjalnie życzyć udanych wakacji? Tak więc, życzę Wam wspaniałych, pełnych słońca wakacji.:) Mam jednak nadzieję, że znajdziecie choć kilka minut na przeczytanie kolejnych rozdziałów!:D
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 7
Pierwsza obudziła
się Ann. Zobaczyła ramiona blondyna, a gdy odrobinę uniosła wzrok także jego uśmiechającą
się przez sen twarz. Zaczęła się zastanawiać, co teraz będzie: będą oficjalnie
razem, będą się ,,ukrywać", czy może w ogóle się rozstaną. Postanowiła, że
zostawi to na później. Woli żyć chwilą i patrzeć na ten ideał, który ją obejmował. Po kilku minutach i on się obudził. Spojrzał na brunetkę i ją
pocałował.
- Witaj -
powiedział.
- Hej.
- Jak się spało?
- Masz bardzo
wygodne łóżko. - uśmiechnęła się do niego.
- Też je lubię.
- Mogłabym się
wykąpać?
- Jasne. Tam
jest łazienka - Marco wskazał jej drzwi.
Ann wzięła ręcznik
porzucony wczoraj, owinęła się nim i poszła.
Marco został w łóżku.
Zastanawiał się, jak ma oszczędzić dziewczynie bycia na pierwszych stronach
gazet. Wiedział, że jeżeli się ujawnią, to będą za nią chodzić wszędzie. Chyba najpierw z nią porozmawia. Dowie się, czy jej by to przeszkadzało.
On jest w stanie znieść wszystkie pytania, bo był do nich już przyzwyczajony. Na każdym kroku
czaili się paparazzi, czekający na jakąś sensację. Był w szoku, że ostatnio nic
się nie pokazuje.
Ann brała kąpiel
w imponujących rozmiarów łazience. Ciągle nie do końca wierzyła w to, co
wydarzyło się zeszłej nocy. Nie wierzyła w to, że Marco się nią zainteresował. Jednak była z nim szczęśliwa. Czy to nie wystarczy,
aby spróbować? Aby zawalczyć o swoją przyszłość?
Wyszła z łazienki
w samym ręczniku. Marco przyglądał się jej pożądliwym wzrokiem.
- Masz wolne,
jak chcesz - powiedziała. - Ja pójdę zrobić nam coś do jedzenia.
- Jasne. Daj mi
15 minut.
Ann ubrała się i zeszła na dół,
ale zdała sobie sprawę z tego, że zupełnie nie wiedziała gdzie co jest.
Najpierw minutę szukała kuchni, a później było już tylko gorzej. Jednak po 10
minutach na stole stały zrobione przez nią kanapki i świeżo zaparzona kawa. W
pewnym momencie usłyszała, że zadzwonił dzwonek do drzwi. Słyszała, że Marco
wciąż bierze prysznic, a nie wiedziała, czy nie będzie zły, jeśli otworzy. Z
powodu braku innych pomysłów, Ann postanowiła, że otworzy. Przeszła przez długi
korytarz i przekręciła klucz w zamku. Pociągnęła za klamkę i otworzyła drzwi...
W drzwiach stała
Caroline. Spojrzała na nią od góry do dołu.
- O, już Cię
przeleciał? - spytała blondynka. - I co? Myślisz, że to zakończy się
happy endem? Jaka Ty jesteś naiwna. Dałaś się zwyczajnie nabrać, że coś do
Ciebie czuje. Nie czytałaś gazet? - szydziła dalej, choć tak naprawdę wiedziała,
że coś jest na rzeczy, bo Marco nigdy nie zapraszał pierwszych lepszych do, do niedawna, ich wspólnego domu.
Ann czuła się
potwornie źle. Czy blondyna może mieć rację? - pytała się w duchu.
- Marco! Ktoś do
Ciebie! - krzyknęła Ann. Chciała się już schować, uciec sprzed oczu blondynki,
która z jakiegoś powodu wyraźnie jej nie znosiła. Wolała nie wplątywać się w relacje Marco z byłą dziewczyną.
- Kto to,
kochanie?
Obawy Caroline
się potwierdziły. Zdecydowanie coś się dzieje, pomyślała. Ale przecież ta szara
myszka nie ma ze mną szans.
- Chodź, bo nie
uwierzysz.
- Tobie miałbym
nie wierzyć? - Marco zaśmiał się czystym i pogodnym śmiechem.
Ann poczuła się zdecydowanie pewniej, bo wiedziała, że słowa Reusa nie były jedynie ,,na pokaz''. Spojrzała
triumfująco na Caroline, której mina już trochę zrzedła.
- Zaraz
przyjdzie - powiedziała Ann i odeszła. A raczej uciekła przed ciskającym
piorunami spojrzeniem Caroline. Pomimo tego, że schowała się w salonie, to wyraźnie
słyszała rozmowę Reusa i jego byłej.
- Czego tu
chcesz?
- Widzę, że
sprowadziłeś kolejną dziwkę.
- Ann nie jest
dziwką. - dziewczyna uśmiechnęła się na słowa blondyna.
- Zwał jak zwał.
Przyszłam porozmawiać.
- O czym niby?
- Chcę wrócić.
- Dokąd? – Marco
udawał głupiego, ale tak naprawdę wiedział, o co jej chodzi. Serce Ann prawie
wyskoczyło jej z klatki piersiowej. Nie wiedziała, co ją czeka. Przecież ona,
zwykła nastolatka, nie miała szans w porównaniu z pewną siebie Caroline.
- Do Ciebie.
- Nie. –
odpowiedział krótko.
- Jak to nie? –
Caroline spodziewała się takiej odpowiedzi po tym, jak zobaczyła tę małą dziwkę
w drzwiach.
- Normalnie. Mogłaś
pomyśleć wcześniej, zanim mnie zdradziłaś.
- W głowie Ci się
przewróciło od tego sukcesu. Znam Cię i wiem, że ta dziewczyna to tylko
przelotna znajomość.
- Nie. Myślę, że
każdy na moim miejscu by tak postąpił. Nikt nie chciałby być z kimś, kto go
zdradził. Poza tym doskonale wiesz, że nigdy żadnych panienek na chwilę nie
zapraszałem do domu.
- Będziesz
jeszcze tego żałował! Zobaczysz! – krzyknęła wściekła Caroline i uciekła.
Ann słysząc tę
rozmowę, popłakała się nieświadomie. Nie spodziewała się, że Marco tak
zdecydowanie się jej postawi. Cieszyła się, że nie był już pod wpływem jej
uroku. Że ważniejsze było dla niego to, co zrobiła niż to, że byli razem tyle
lat. Reus martwił się o to, czy Ann słyszała jego rozmowę. Nie chciał jej narażać
na stres
- Ann? – zaczął
jej szukać.
- Tu jestem –
odpowiedziała dość cicho, wiedząc, że Marco i tak ją usłyszy, bo znajdował się zaledwie kilka metrów od niej.
Reus szybko
pobiegł do salonu i zobaczył skuloną w kącie dziewczynę. Podszedł i przytulił ją.
- Nie przejmuj
się nią. To przeszłość.
- Ale ona nie ma
racji? Przecież gdzie mi do niej? Jak mogłabym się z nią równać?
- Spójrz na mnie
– powiedział jej. Nareszcie zrozumiał i był gotów się do tego przyznać.
Ann podniosła
zaczerwienione oczy.
- Kocham Cię.
Nie ją. Ona to PRZESZŁOŚĆ. Teraz jesteś Ty i będziesz Ty.
Ann przytuliła
Reusa. Była przeszczęśliwa po raz pierwszy słysząc wprost jego wyznanie. Marco
też był bardzo szczęśliwy, bo w końcu powiedział to, co czuje. W końcu do niego
dotarło, co ta dziewczyna z nim zrobiła.
- Zrobiłam śniadanie
i zaparzyłam kawę, ale pewnie jest już zimna.
- To dobrze, bo
wolę zimną. - uśmiechnął się do niej. Widział, że była bardzo przybita przez słowa,
które powiedziała Caroline.
- Kiedy masz
trening?
- Po południu. O
14. Może chcesz się ze mną wybrać? Poznasz mojego tyrana.
- Hahahaha. Słyszałam,
że jest ostry, ale aż tyran?
- Żebyś wiedziała.
Osobiście nie spotkałem nigdy większego.
- Bardzo chętnie
z Tobą pójdę.
- Muszę
zapowiedzieć kasjerowi, żeby dał Ci karnet.
- Karnet?
- Na moje mecze.
A ja Ci dam koszulkę z numerem 11, którą będziesz musiała nosić.
- Z przyjemnością.
- pocałowała go. - Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że wszystkie dziewczyny będą
zazdrosne?
- A niech będą.
Zresztą nie wiem dlaczego.
- Myślę, że połowa
choćby dlatego, że Cię ubóstwia, a nigdy nie będzie Cię miała. Też byłam o
Ciebie zazdrosna.
- O proszę,
naprawdę? Kiedy? - Marco chciał dowiedzieć się o niej wszystkiego. Choć nie lubił słuchać o tym, jak jego fanki mdlały na sam dźwięk jego imienia. Nie rozumiał jak można kochać kogoś (choćby z fizycznego punktu widzenia), kogo się nie zna.
- Może nie o
Ciebie, ale zazdrościłam Caroline. Chciałam być na jej miejscu.
- Mówisz i masz
- uśmiechnął się do niej.
Nagle Ann olśniło.
- O mój Boże! Na
śmierć zapomniałam!
- Co się stało?
- Zapomniałam o
Natalie!
- O tej Twojej
przyjaciółce?
- Tak. Kurczę,
tak mi głupio...
- Możesz zwalić
całą winę na mnie. - uśmiechnął się.
- Tak łatwo z nią nie pójdzie... Muszę do niej zadzwonić i się umówić.
- Jeśli chcesz, to możesz się z nią spotkać tutaj.
- Dziękuję, ale mam swój dom - uśmiechnęła się do niego.
- Jak chcesz.
- O której musimy wyjść z domu na Twój trening?
- Wystarczy o 13:30.
- No dobra, to umówię się z nią na wieczór.
- To ja może pójdę wtedy do Mario. Dawno go nie odwiedzałem.
- Pewnie. Wiesz co, to ja wrócę do domu, a o 13 będę z powrotem, okej?
- Chcesz, żebym Cię odwiózł?
- Coś Ty, to nie jest daleko! Wczoraj sama przyszłam, to i mogę wrócić.
Podeszła do niego i pocałowała.
- To do zobaczenia.
- Pa. - pocałował ją jeszcze raz, a później patrzył jak oddala się korytarzem w stronę drzwi.
Ann wyszła z jego domu i poszła w stronę swojego. Nie widziała jednak dziennikarza, który zrobił jej zdjęcia...
-----------------------------------------------------------
Jak Wam się podoba? Kurczę, nie spodziewałam się, że będzie tak dużo wejść na mojego bloga. Dziękuję Wam bardzo, ale proszę, żebyście zostawiali po sobie mały ślad w postaci komentarza.:)
-----------------------------------------------------------
Jak Wam się podoba? Kurczę, nie spodziewałam się, że będzie tak dużo wejść na mojego bloga. Dziękuję Wam bardzo, ale proszę, żebyście zostawiali po sobie mały ślad w postaci komentarza.:)
Miłego popołudnia życzę!
Jutro będzie kolejny rozdział.:]
Jutro będzie kolejny rozdział.:]
Subskrybuj:
Posty (Atom)