O 19 do drzwi Ann zapukała Natalie.
- Wchodź! - krzyknęła dziewczyna z łazienki.
- Cześć. - powiedziała Natalie, podeszła do przyjaciółki i pocałowała ją w policzek. - Zapomniałam Cię zapytać. Właściwie to gdzie jest ta impreza?
- Tym razem u Marco. Wiesz, to pewnie ostatnia szansa, żebyśmy się z Wami spotkali przed wyjazdem, a naprawdę będę tęsknić!
- Z nami? Czyli z kim konkretnie?
- Będzie Ania z Robertem, Ty i Mario.
To, co w tym momencie działo się w głowie Natalie, było nie do opisania. Na przemian klęła i myślała, jak się od tego wykręcić. W końcu po kilku minutach stwierdziła, że nie da rady. Że nic nie wymyśli. No pięknie, pomyślała, teraz będę musiała jeszcze udawać, że nic się nie dzieje!
- Ann, ja muszę Ci coś powiedzieć. I to koniecznie.
- Jejku, brzmi strasznie poważnie. - Ann przerwała czynność, którą w tym momencie wykonywała i usiadła naprzeciw przyjaciółki. - Słucham.
- Wczoraj przespałam się z Mario. - powiedziała jak najszybciej mogła. Ann siedziała chwilę i zastanawiała się, czy to jakiś żart. Jednak sądząc po minie Natalie, wątpiła w to.
- Jak to?! Przecież mówiłaś, że nic do niego nie czujesz.
- Znowu wypiłam trochę za dużo. Jakoś samo to wyszło... Ale nie wiem, czy to był tylko alkohol, czy jakieś emocje też...
- Wiesz, że on będzie u Marco?
- Wiem właśnie. Dlatego Ci o tym powiedziałam.
- Czyli nie miałaś zamiaru mi mówić, gdyby nie ta impreza? No świetnie! Natalie, jesteśmy przyjaciółkami już nie wiem, jak długo, a Ty nie chciałaś mi o czymś tak ważnym powiedzieć?! Ja Ci mówiłam o wszystkim!
- Na pewno bym Ci powiedziała, ale jeszcze nie teraz. Nie byłam gotowa, a przecież muszę spędzić w jego towarzystwie cały wieczór. - Natalie opowiedziała Ann historię z wczorajszego wieczora i nocy. Z jednej strony było jej potwornie wstyd, ale z drugiej poczuła ulgę, że jej powiedziała.
- Jak masz zamiar to rozwiązać? - zapytała wciąż zła Ann.
- Nie mam pojęcia. Planowałam go unikać aż sprawa sama ucichnie, ale chyba nie da rady. Ja jestem zbyt blisko Ciebie, a on Marco. Zawsze będziemy na siebie wpadać przy okazji imprez i spotkań.
- A może po prostu z nim pogadaj. Kurczę, oboje jesteście dorośli. Musicie ponosić konsekwencje swoich decyzji.
- Wiem. - odpowiedziała tylko.
***
- Marco, przespałem się z Natalie. - powiedział Goetze, kiedy tylko się dowiedział, że dziewczyna będzie na imprezie.
- Ooo, stary. Jeden dzień mnie nie ma, a Ty takie rzeczy odwalasz? To ładnie! - zaczął się śmiać Reus.
- Tak, to jest bardzo zabawne. Proszę Cię, stary! Nie mam pojęcia, co zrobić. Myślałem, że jakoś to będzie. Że się nie spotkamy czy coś. - Mario miał takie samo zdanie na ten temat, co Natalie. - Co ja mam zrobić? Nie kocham jej ani nic. To była po prostu przygoda. Kurwa! Gdybym wiedział, że będę musiał ją widywać, to bym dwa razy pomyślał.
- Chcę zobaczyć, jak to rozwiążesz.
- Ha ha ha. Śmiej się. Tobie łatwo mówić, bo masz dziewczynę na stałe i możesz się z nią przespać, a ja?
- Tylko nie przespać, okej? Nie traktuję tego w ten sposób.
- Dobra, dobra. Tak tylko powiedziałem.
***
Kiedy 40 minut później Ann i Natalie wyszły z domu, ta druga miała nogi jak z waty.
- Spokojnie! Przecież on Ci nic nie zrobi.
- Ale atmosfera i tak będzie sztywna.
- O to się nie martw. Ważniejsze, żebyś z nim to wyjaśniła. Przecież nie będziesz go unikać w nieskończoność!
Dziewczyny weszły do domu Marco bez pukania. Ann w końcu zaakceptowała to, że jego dom już niedługo będzie i jej domem.
- Cześć, kochanie! - krzyknęła Ann. Nie wiedziała, gdzie jest jej chłopak, a znalezienie go w tym domu byłoby dość trudne.
- W kuchni! - odkrzyknął.
- Natalie, idź do salonu, bo ja muszę powiedzieć coś Marco. Poczekaj tam na mnie, okej?
- Dobra. - zgodziła się Natalie. Kiedy jednak weszła do salonu, miała ochotę zmienić zdanie i uciec. Na kanapie siedział nie kto inny, jak Mario Goetze. Fantastycznie, pomyślała.
- Cześć. - powiedziała cicho i usiadła jak najdalej od niego.
- Cześć. - odpowiedział jej Mario. Momentalnie usiadł sztywno. Również nie czuł się komfortowo w jej obecności.
Ann i Marco specjalnie tak długo siedzieli w kuchni, aby tamci dwoje mogli spokojnie porozmawiać. Mieli jeszcze 15 minut do przyjścia Ani i Roberta, więc mieli nadzieję, że wyjaśnią sobie całą sytuację.
- Słuchaj. - odezwali się po kilku minutach Mario i Natalie razem.
- Zacznij - powiedział.
- Nie, nie. Ty zacznij. - odpowiedziała.
W tym momencie żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć, bo wiedzieli, że ta druga osoba miała coś do przekazania. Jednak Mario wziął na siebie początek tej rozmowy. W końcu to on jest mężczyzną.
- Natalie - chyba po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu - Uważam, że to, co się wydarzyło było ogromnym błędem. Nie powinno się zdarzyć. Tak myślę. Może powinniśmy o tym zapomnieć?
Natalie nie była pewna czy dla niej też tak zupełnie nie miało to znaczenia, ale zgodziła się. Uznała, że tak będzie lepiej dla wszystkich. I dla niej, dla Mario i dla ich znajomości z Marco i Ann.
- Okej. - powiedziała. Jednak była świadoma, że nie będzie tak, jak wcześniej. Przynajmniej z jej strony - nie będzie umiała przejść nad tym do porządku dziennego. Chyba żadna dziewczyna nie umiałaby tego zrobić.
Na szczęście z kłopotliwej ciszy wybawili ich Marco i Ann, którzy weszli do salonu, niosąc przekąski. Marco patrzył na Mario, a Ann na Natalie. Oboje byli ciekawi, jak sytuacja się rozwinęła. Mario nie wiedział, że Ann wie, a Natalie, że Marco wie. Dlatego nie mogli zapytać wprost, co postanowili. Na szczęście szybko przyszła Ania z Robertem i atmosfera trochę się rozluźniła. Tym razem Natalie dużo nie piła. Wiedziała, że jest tu Goetze i wolała nie ryzykować. Na szczęście wszyscy bawili się kulturalnie. Ann tak bardzo się cieszyła, że wkroczyła w życie Reusa. Zyskała tylu fantastycznych przyjaciół. Zyskała rodzinę, która akceptowała ich związek. No i w końcu wszystko zaczęło się układać. Nie musiała się martwić o Michaela i Caroline, bo póki co odpuścili. Wiedziała, że Michael nie będzie już krzyżował jej planów, ale tego samego o Caroline nie mogła powiedzieć. Jej temat ciągle nie został zamknięty. Marco nie rozmawiał z nią i nie wiadomo, czy czegoś nie planowała. Na szczęście Ann nie musiała się tym teraz przejmować. Jedyną sprawą, która zaprzątała jej głowę, to ich wspólny wyjazd. Nie mogła się już doczekać aż spędzi sama z Marco tydzień. Nie mogła uwierzyć w to, że Klopp dał Marco aż tyle wolnego, ale bardzo się cieszyła. Miała tylko nadzieję, że blondyn naprawdę wybrał odludzie. Albo przynajmniej miejsce, gdzie nie będzie paparazzi. Reszta nie miała znaczenia.
Około 3 w nocy wszyscy się pożegnali i poszli do swoich domów. Mario odprowadził Natalie, Robert poszedł z Anią, a Ann nocowała u swojego chłopaka. Nie chciało jej się wracać już do siebie. Szybko się wykąpała, przebrała w koszulkę Marco i położyła. Kiedy Reus przyszedł, dziewczyna już spała.
***
Następną noc Ann także spędziła u Reusa, biorąc uprzednio kilka swoich rzeczy. Przecież szła do lekarza, a nie pójdzie do niego w koszulce Reusa. Kiedy się obudziła, znalazła kartkę na poduszce blondyna:
Cześć, kochanie!
Musiałem wstać i iść na trening...
Wrócę około 17 i spędzimy razem
trochę czasu.
Kocham Cię,
Marco.
Ann przeciągnęła się i wstała. Wzięła szybki prysznic i przebrała się. Wizytę miała o 13, czyli za 2,5 godziny. Jednak musiała dojechać na drugi koniec miasta, dlatego z domu wyszła o 11:30. Wolała poczekać, niż się spóźnić. Faktycznie, musiała siedzieć 20 minut w poczekalni, ale kupiła wcześniej gazetę, więc się nie przejmowała. Znalazła natomiast ciekawy artykuł:
Poskromiła kobieciarza?
Od jakiegoś czasu piłkarz Marco Reus widywany jest z niejaką Ann. Wszystko wskazuje na to, że brunetkę i Reusa łączy coś więcej niż, jak twierdzą, przyjaźń. Do tej pory oficjalnie nie potwierdzili, że są w związku, ale wszystkie ich gesty o tym świadczą. Publicznie trzymają się za ręce, a niektórzy widzieli ich całujących się. Skąd ta dziewczyna się wzięła - nie wiadomo. Pojawiła się całkiem niedawno zupełnie niespodziewanie. Zaczęła przychodzić na każdy mecz Borussi Dortmund, w której gra Marco Reus, chodzą razem na zakupy i spotykają się w gronie innych przyjaciół. Takiej sytuacji nie było od czasu jego poprzedniej partnerki - Caroline Bohs. Czy zatem można traktować tę znajomość poważnie? Uważamy, że tak, gdyż z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, iż piłkarz poznał dziewczynę ze swoją rodziną. Co sprawia, że panuje taka atmosfera tajemniczości wokół tej znajomości? Tego nie wiadomo, ale z pewnością ta para jest jedną z najbardziej obserwowanych par ostatnich miesięcy.
Ann chciało się śmiać, jak przeczytała tytuł tego artykułu. Marco też się pewnie uśmieje, pomyślała. Brunetka nie mogła więcej o tym myśleć, ponieważ lekarz zawołał ją do gabinetu. Po wstępnych badaniach zlecił badanie krwi. Na szczęście dziewczyna nie musiała czekać na wyniki, ponieważ miała je robione na cito. Kiedy powiedziała, że jedzie na wakacje i woli się upewnić, czy wszystko jest okej, lekarz był pod wrażeniem jej dojrzałości, jak na swój wiek:
- Wie Pani, większość ludzi nie zwraca uwagi na badania i szczepienia przed wyjazdem na wakacje do innego kraju. A przecież nasze organizmy nie są przyzwyczajone do niektórych obszarów i trzeba go przygotować samemu. Bardzo dobrze, że Pani przyszła na badania.
Po 40 minutach pielęgniarka przyniosła lekarzowi wyniki w kopercie. Kiedy je wyjął, przejrzał, a następnie spojrzał na dziewczynę, mówiąc:
- Pani Ann, w związku tym, że jest Pani w ciąży, nie mogę zaszczepić Pani na niektóre choroby. Mam nadzieję, że...
- Zaraz, zaraz. Jak to, w ciąży?!
--------------------------------------------
Kochani, jest kolejny!:> Mam nadzieję, że Wam się podoba:) Oczywiście liczę na Wasze komentarze, jak zawsze:)
Dziękuję, że komentujecie, choć wcale tego nie musicie. Kocham Was!♥
Postaram się, żeby jutro był kolejny rozdział, ale na 100% nie mogę obiecać...
Pozdrawiam, kochani!:*
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Rozdział 28
W czasie trwania wesela Natalie poszła ze znajomą do klubu. Wiedziała, że jej przyjaciółka nie będzie mogła z nią pójść, dlatego umówiła się z Katrin. Nie mogła zostać długo, ale poznały kilka osób i Natalie wiedziała, że będzie się nieźle bawić. Lubiła kluby. Po kilku godzinach zabawy postanowiła wrócić do domu. Wyszła z klubu i skierowała się w stronę domu.
- Natalie? - usłyszała głos, dochodzący gdzieś z prawej strony. Odwróciła się szybko z bijącym sercem. Przestraszyła się.
- Mario? - zapytała, widząc jego twarz. - Co Ty tu robisz?
- Wracałem do domu. A Ty?
- Ja tak samo.
- Może pójdziemy do mnie, co? Na jednego, góra dwa drinki.
- No nie wiem...
- Nie daj się prosić. Tylko drinki, nic więcej. - powiedział.
- No dobra. Chodźmy.
Poszli do znajdującego się dwie przecznice dalej domu Mario i weszli do niego. Natalie była pod wrażeniem jego willi. Spodziewała się wielkiego domu z basenem, ale to, co zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
- Masz wspaniały dom! - powiedziała dziewczyna.
- Dziękuję. Mnie też się podobał.
- Teraz już nie?
- Chyba za duży dla mnie samego. Co z tego, że mogę sobie na niego pozwolić, skoro czasami sam się tu gubię? Często, wchodząc do jakiegoś pomieszczenia, mam wrażenie, że nigdy w nim nie byłem.
- Hahahaha. Chciałabym to samo powiedzieć o moim mieszkaniu. - powiedziała Natalie, myśląc o swoich dwóch pokojach i kuchni.
Mario wyszedł do kuchni, aby przygotować drinki. Pomyślał jednocześnie, że chyba zwariował, zapraszając ją do siebie.
Po co ja to zrobiłem? - myślał. Jednak co się stało, już się nie odstanie. Musiał spędzić z nią kilkadziesiąt minut i już. Wyszedł z kuchni z dwoma szklankami w rękach. Jedną z nich wręczył dziewczynie i usiadł obok niej. Wbrew obawom Mario, Natalie była bardzo sympatyczna. Dość łatwo nawiązał z nią kontakt. Rozmawiali przez blisko godzinę. Śmiali się, a alkohol pili w coraz większych ilościach. Nagle, nie wiedząc czemu, Mario pocałował dziewczynę. Ona zupełnie się tego nie spodziewała. Nie do końca wiedziała, co się dzieje, ale nie oponowała. Goetze szybko wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni dla gości. Do Natalie zaczęło docierać, co się dzieje. Ale może właśnie tego potrzebowała? Przygody na jedną noc? Szybko zdarli z siebie ubrania i spędzili razem kilkadziesiąt bardzo upojnych minut.
***
Natalie otworzyła oczy i zobaczyła, że leży obok Mario. Wówczas sobie wszystko przypomniała.
O nie! - pomyślała. Szybko wstała, ubrała się i jak najszybciej opuściła jego dom. O dziwo, nie miała problemów ze znalezieniem drogi do drzwi. Serce jej biło, głowa bolała, ale nie dbała o to. Szła bardzo szybko, aby jak najprędzej znaleźć się z dala od Goetzego. Nie chciała z nim rozmawiać. Weszła do domu, poszła do łazienki i wzięła bardzo długi prysznic.
***
Mario Goetze obudził się dopiero o 9. Nie wiedział, dlaczego znajduje się w sypialni dla gości, a głowa mu pękała. Jednak, gdy wszedł do salonu i zobaczył dwie szklanki, od razu sobie wszystko przypomniał.
- Cholera! Idiota! - powiedział zły na siebie. - No, pięknie! Tylko tego mi trzeba teraz.
***
Ann wstała, założyła koszulę Marco i poszła szukać łazienki. Nie miała pojęcia, gdzie ona się znajduje, bo wczoraj nawet nie zapytała nikogo. Wyszła z pokoju i stwierdziła, że w domu jest bardzo cicho - widocznie wszyscy jeszcze śpią albo nadal się bawią. Sądząc jednak po braku muzyki, Ann bardziej wierzyła w pierwszą wersję. Dlatego właśnie chodziła na palcach. Znalazła kuchnię, salon, ale nie mogła znaleźć łazienki. Domyśliła się, że musi być na piętrze. Skierowała się w stronę schodów i weszła na górę. Znalazła łazienkę i zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiadał, więc weszła. Wzięła szybki prysznic i wyszła. Na szczęście na nikogo się nie natknęła. Wolała nie pokazywać się w tym stroju nikomu z rodziny jej chłopaka. Przynajmniej póki co. Wróciła do pokoju Marco i zobaczyła, że ten już nie śpi.
- Dzień dobry. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Cześć. - odwzajemniła jego uśmiech. - Marco, mam pytanie. Przed każdym wyjazdem robię badania. Powiedz mi, czy muszę się na coś zaszczepić? Nie mam pojęcia, gdzie jedziemy, a zawsze się szczepię, jeśli potrzeba.
- Nie, nie wydaje mi się.
- Ale badania i tak zrobię. - powiedziała. - Ty też powinieneś.
- Skarbie, ja mam w klubie bardzo często robione. Nie muszę specjalnie przed wyjazdem robić.
- No tak, zapomniałam. O której wracamy? - zapytała Ann.
- Możemy choćby po śniadaniu.
- Okej.
Marco poszedł do łazienki, a Ann założyła sukienkę, w której przyjechała, poprawiła włosy. Chwilę później do pokoju wszedł Reus.
- Wystarczająco dobrze zwiedziłaś mój pokój? - zapytał z uśmiechem.
- Zdecydowanie. - podeszła do niego i pocałowała. W tym samym momencie do pokoju weszła mama Marco.
- Och, przepraszam. - powiedziała, zawstydzona. Ann również poczuła jak się czerwieni, a blondyn bez skrępowania powiedział:
- Cześć, mamo. Co tam?
- Cześć, synku. Witaj, Ann. Ja chciałam tylko powiedzieć, że jeśli chcecie, to w kuchni jest śniadanie. - tak szybko jak weszła, tak szybko się ulotniła. Było jej głupio, że tak bezmyślnie wtargnęła do pokoju syna. Wiedziała, że Ann u niego nocuje, ale zapomniała, że Marco nie ma już 16 lat.
Kiedy Manuela wyszła Marco się zaśmiał.
- Ciekawe, co sobie pomyślała. - powiedziała przejęta Ann.
- Nie przejmuj się, kochanie. Na pewno jej jest bardziej głupio niż Tobie, że nas nakryła jak się całujemy. To nic złego. Na pewno nie jest na nas zła.
- No tak, ale trochę głupio się poczułam.
- Nie przejmuj się. Moja mama była tak zawstydzona, że nie powie nic na ten temat. Będzie udawała, że nic nie widziała.
Na tym zakończyli rozmowę. Zakochani poszli do kuchni, gdzie na stole stały talerze z kanapkami i kubki z herbatą.
- Czy Twoja mama zrobiła to dla połowy wojska? - zapytała Ann, widząc ogromne ilości jedzenia.
- Wie, że rano lubię dużo zjeść. - odpowiedział Reus. Pociągnął ją delikatnie za rękę i odsunął przed nią krzesło. Sam usiadł naprzeciw Ann. Zjedli w miarę szybko, bo Ann chciała już wracać do domu. Musiała umówić się do lekarza, zrobić jakieś zakupy przed wyjazdem, spotkać się z Natalie, aby poprosić ją, żeby zadbała o jej dom i pewnie jeszcze wiele innych drobiazgów.
40 minut później siedzieli w samochodzie i jechali w stronę Dortmundu.
- Jedziemy do Ciebie czy do mnie? - zapytał Marco.
- Jeżeli możesz, to podwieź mnie do mojego domu, bo mam mnóstwo spraw do załatwienia.
- No dobra. W sumie to ja też mam kilka rzeczy do zrobienia. Muszę się w końcu dowiedzieć, ile Klopp da mi urlopu.
- Widzimy się wieczorem? Może zaprosimy Anię, Roberta, Natalie i Mario, co?
- Jeśli chcesz, to czemu nie. To pewnie ostatnia okazja przed naszym wyjazdem, aby się z nimi spotkać na luzie.
- Pewnie tak. To ja zaproszę Anię, Roberta i Natalie, a Tobie zostawiam Mario, okej?
- Dobra. Pewnie będę się z nim widział dzisiaj, to od razu mu powiem. O 20 u mnie?
- Jasne.
Marco pocałował Ann na pożegnanie i dziewczyna opuściła samochód chłopaka. Po wejściu do domu od razu zadzwoniła do lekarza, aby się umówić na badania kontrolne. Miała przyjść za dwa dni. Później poszła do łazienki, jeszcze raz wzięła prysznic i się przebrała w coś wygodniejszego. Postanowiła zadzwonić do Ani.
- Ania? Cześć, tu Ann.
- Cześć! Jak było na weselu?
- Fajnie. Naprawdę. Ale dzwonię w innej sprawie. Masz plany z Robertem na wieczór?
- Chyba nie, a co?
- To przyjdźcie o 20 do Marco. To chyba ostatnia szansa przed naszym wyjazdem na spotkanie.
- Będziemy na pewno. Kogo jeszcze zapraszasz?
- W sumie to nie będzie wiele osób. Ty, Robert, Mario i Natalie. Nie mamy ochoty na jakieś wielkie imprezy. Przynajmniej nie dzisiaj. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale chcemy się z wami zobaczyć.
- Na pewno przyjdziemy! Do zobaczenia!
- Pa!
Ann zdecydowała się od razu zadzwonić do Natalie. Przyjaciółka odebrała po pierwszym sygnale.
- Przyjdź do mnie dziś o 19, okej? - zapytała Ann.
- Po co?
- Mała impreza.
Natalie miała dość imprezowania na najbliższy tydzień, ale postanowiła nic nie mówić przyjaciółce o zajściu z ubiegłej nocy.
- Dobra. Będę o 19.
Ponieważ była dopiero 13, Ann postanowiła chwilę się zdrzemnąć, bo czekała ją zapewne kolejna prawie nieprzespana noc.
***
- Cześć, Mario. - powiedział Reus, kiedy kumpel odebrał telefon.
- Siema. Jak było na weselu?
- A jak miało być? Naprawdę w porządku. Wbijasz do mnie na imprezę?
- Kiedy?
- Dzisiaj o 20.
- W sumie, czemu nie. Będę.
Marco był zmęczony, a musiał załatwić jeszcze sprawę z Kloppem, więc pożegnał się z przyjacielem i wybrał numer trenera.
- Cześć, Marco.
- Dzień dobry. Mam pytanie. Na ile urlopu mogę liczyć?
- Myślę, że tydzień. Wystarczy?
- Jasne! Dzięki, trenerze!
Marco nie spodziewał się, że trener pozwoli na aż tak długą absencję.
- Ale pamiętaj, że za dwa dni masz trening! - ostrzegł go.
- Pamiętam. Będę. Do zobaczenia!
- Trzymaj się.
Marco usiadł na kanapie i nawet nie wiedział kiedy, zasnął.
------------------------------------------------------------
No i jest następny. Dziękuję, kochani, że jesteście! Za każdym komentarz, każde wejście, cokolwiek. Naprawdę. Bardzo dużo to dla mnie znaczy! Daje motywację.
Mam nadzieję, że Wam się podoba. Przepraszam, że taki urwany, ale jestem już tak zmęczona, że nic fajnego bym już nie dopisała. Jutro będzie druga część tego rozdziału.
Pozdrawiam i czekam na Wasze komentarze!
:*
- Natalie? - usłyszała głos, dochodzący gdzieś z prawej strony. Odwróciła się szybko z bijącym sercem. Przestraszyła się.
- Mario? - zapytała, widząc jego twarz. - Co Ty tu robisz?
- Wracałem do domu. A Ty?
- Ja tak samo.
- Może pójdziemy do mnie, co? Na jednego, góra dwa drinki.
- No nie wiem...
- Nie daj się prosić. Tylko drinki, nic więcej. - powiedział.
- No dobra. Chodźmy.
Poszli do znajdującego się dwie przecznice dalej domu Mario i weszli do niego. Natalie była pod wrażeniem jego willi. Spodziewała się wielkiego domu z basenem, ale to, co zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
- Masz wspaniały dom! - powiedziała dziewczyna.
- Dziękuję. Mnie też się podobał.
- Teraz już nie?
- Chyba za duży dla mnie samego. Co z tego, że mogę sobie na niego pozwolić, skoro czasami sam się tu gubię? Często, wchodząc do jakiegoś pomieszczenia, mam wrażenie, że nigdy w nim nie byłem.
- Hahahaha. Chciałabym to samo powiedzieć o moim mieszkaniu. - powiedziała Natalie, myśląc o swoich dwóch pokojach i kuchni.
Mario wyszedł do kuchni, aby przygotować drinki. Pomyślał jednocześnie, że chyba zwariował, zapraszając ją do siebie.
Po co ja to zrobiłem? - myślał. Jednak co się stało, już się nie odstanie. Musiał spędzić z nią kilkadziesiąt minut i już. Wyszedł z kuchni z dwoma szklankami w rękach. Jedną z nich wręczył dziewczynie i usiadł obok niej. Wbrew obawom Mario, Natalie była bardzo sympatyczna. Dość łatwo nawiązał z nią kontakt. Rozmawiali przez blisko godzinę. Śmiali się, a alkohol pili w coraz większych ilościach. Nagle, nie wiedząc czemu, Mario pocałował dziewczynę. Ona zupełnie się tego nie spodziewała. Nie do końca wiedziała, co się dzieje, ale nie oponowała. Goetze szybko wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni dla gości. Do Natalie zaczęło docierać, co się dzieje. Ale może właśnie tego potrzebowała? Przygody na jedną noc? Szybko zdarli z siebie ubrania i spędzili razem kilkadziesiąt bardzo upojnych minut.
***
Natalie otworzyła oczy i zobaczyła, że leży obok Mario. Wówczas sobie wszystko przypomniała.
O nie! - pomyślała. Szybko wstała, ubrała się i jak najszybciej opuściła jego dom. O dziwo, nie miała problemów ze znalezieniem drogi do drzwi. Serce jej biło, głowa bolała, ale nie dbała o to. Szła bardzo szybko, aby jak najprędzej znaleźć się z dala od Goetzego. Nie chciała z nim rozmawiać. Weszła do domu, poszła do łazienki i wzięła bardzo długi prysznic.
***
Mario Goetze obudził się dopiero o 9. Nie wiedział, dlaczego znajduje się w sypialni dla gości, a głowa mu pękała. Jednak, gdy wszedł do salonu i zobaczył dwie szklanki, od razu sobie wszystko przypomniał.
- Cholera! Idiota! - powiedział zły na siebie. - No, pięknie! Tylko tego mi trzeba teraz.
***
Ann wstała, założyła koszulę Marco i poszła szukać łazienki. Nie miała pojęcia, gdzie ona się znajduje, bo wczoraj nawet nie zapytała nikogo. Wyszła z pokoju i stwierdziła, że w domu jest bardzo cicho - widocznie wszyscy jeszcze śpią albo nadal się bawią. Sądząc jednak po braku muzyki, Ann bardziej wierzyła w pierwszą wersję. Dlatego właśnie chodziła na palcach. Znalazła kuchnię, salon, ale nie mogła znaleźć łazienki. Domyśliła się, że musi być na piętrze. Skierowała się w stronę schodów i weszła na górę. Znalazła łazienkę i zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiadał, więc weszła. Wzięła szybki prysznic i wyszła. Na szczęście na nikogo się nie natknęła. Wolała nie pokazywać się w tym stroju nikomu z rodziny jej chłopaka. Przynajmniej póki co. Wróciła do pokoju Marco i zobaczyła, że ten już nie śpi.
- Dzień dobry. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Cześć. - odwzajemniła jego uśmiech. - Marco, mam pytanie. Przed każdym wyjazdem robię badania. Powiedz mi, czy muszę się na coś zaszczepić? Nie mam pojęcia, gdzie jedziemy, a zawsze się szczepię, jeśli potrzeba.
- Nie, nie wydaje mi się.
- Ale badania i tak zrobię. - powiedziała. - Ty też powinieneś.
- Skarbie, ja mam w klubie bardzo często robione. Nie muszę specjalnie przed wyjazdem robić.
- No tak, zapomniałam. O której wracamy? - zapytała Ann.
- Możemy choćby po śniadaniu.
- Okej.
Marco poszedł do łazienki, a Ann założyła sukienkę, w której przyjechała, poprawiła włosy. Chwilę później do pokoju wszedł Reus.
- Wystarczająco dobrze zwiedziłaś mój pokój? - zapytał z uśmiechem.
- Zdecydowanie. - podeszła do niego i pocałowała. W tym samym momencie do pokoju weszła mama Marco.
- Och, przepraszam. - powiedziała, zawstydzona. Ann również poczuła jak się czerwieni, a blondyn bez skrępowania powiedział:
- Cześć, mamo. Co tam?
- Cześć, synku. Witaj, Ann. Ja chciałam tylko powiedzieć, że jeśli chcecie, to w kuchni jest śniadanie. - tak szybko jak weszła, tak szybko się ulotniła. Było jej głupio, że tak bezmyślnie wtargnęła do pokoju syna. Wiedziała, że Ann u niego nocuje, ale zapomniała, że Marco nie ma już 16 lat.
Kiedy Manuela wyszła Marco się zaśmiał.
- Ciekawe, co sobie pomyślała. - powiedziała przejęta Ann.
- Nie przejmuj się, kochanie. Na pewno jej jest bardziej głupio niż Tobie, że nas nakryła jak się całujemy. To nic złego. Na pewno nie jest na nas zła.
- No tak, ale trochę głupio się poczułam.
- Nie przejmuj się. Moja mama była tak zawstydzona, że nie powie nic na ten temat. Będzie udawała, że nic nie widziała.
Na tym zakończyli rozmowę. Zakochani poszli do kuchni, gdzie na stole stały talerze z kanapkami i kubki z herbatą.
- Czy Twoja mama zrobiła to dla połowy wojska? - zapytała Ann, widząc ogromne ilości jedzenia.
- Wie, że rano lubię dużo zjeść. - odpowiedział Reus. Pociągnął ją delikatnie za rękę i odsunął przed nią krzesło. Sam usiadł naprzeciw Ann. Zjedli w miarę szybko, bo Ann chciała już wracać do domu. Musiała umówić się do lekarza, zrobić jakieś zakupy przed wyjazdem, spotkać się z Natalie, aby poprosić ją, żeby zadbała o jej dom i pewnie jeszcze wiele innych drobiazgów.
40 minut później siedzieli w samochodzie i jechali w stronę Dortmundu.
- Jedziemy do Ciebie czy do mnie? - zapytał Marco.
- Jeżeli możesz, to podwieź mnie do mojego domu, bo mam mnóstwo spraw do załatwienia.
- No dobra. W sumie to ja też mam kilka rzeczy do zrobienia. Muszę się w końcu dowiedzieć, ile Klopp da mi urlopu.
- Widzimy się wieczorem? Może zaprosimy Anię, Roberta, Natalie i Mario, co?
- Jeśli chcesz, to czemu nie. To pewnie ostatnia okazja przed naszym wyjazdem, aby się z nimi spotkać na luzie.
- Pewnie tak. To ja zaproszę Anię, Roberta i Natalie, a Tobie zostawiam Mario, okej?
- Dobra. Pewnie będę się z nim widział dzisiaj, to od razu mu powiem. O 20 u mnie?
- Jasne.
Marco pocałował Ann na pożegnanie i dziewczyna opuściła samochód chłopaka. Po wejściu do domu od razu zadzwoniła do lekarza, aby się umówić na badania kontrolne. Miała przyjść za dwa dni. Później poszła do łazienki, jeszcze raz wzięła prysznic i się przebrała w coś wygodniejszego. Postanowiła zadzwonić do Ani.
- Ania? Cześć, tu Ann.
- Cześć! Jak było na weselu?
- Fajnie. Naprawdę. Ale dzwonię w innej sprawie. Masz plany z Robertem na wieczór?
- Chyba nie, a co?
- To przyjdźcie o 20 do Marco. To chyba ostatnia szansa przed naszym wyjazdem na spotkanie.
- Będziemy na pewno. Kogo jeszcze zapraszasz?
- W sumie to nie będzie wiele osób. Ty, Robert, Mario i Natalie. Nie mamy ochoty na jakieś wielkie imprezy. Przynajmniej nie dzisiaj. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale chcemy się z wami zobaczyć.
- Na pewno przyjdziemy! Do zobaczenia!
- Pa!
Ann zdecydowała się od razu zadzwonić do Natalie. Przyjaciółka odebrała po pierwszym sygnale.
- Przyjdź do mnie dziś o 19, okej? - zapytała Ann.
- Po co?
- Mała impreza.
Natalie miała dość imprezowania na najbliższy tydzień, ale postanowiła nic nie mówić przyjaciółce o zajściu z ubiegłej nocy.
- Dobra. Będę o 19.
Ponieważ była dopiero 13, Ann postanowiła chwilę się zdrzemnąć, bo czekała ją zapewne kolejna prawie nieprzespana noc.
***
- Cześć, Mario. - powiedział Reus, kiedy kumpel odebrał telefon.
- Siema. Jak było na weselu?
- A jak miało być? Naprawdę w porządku. Wbijasz do mnie na imprezę?
- Kiedy?
- Dzisiaj o 20.
- W sumie, czemu nie. Będę.
Marco był zmęczony, a musiał załatwić jeszcze sprawę z Kloppem, więc pożegnał się z przyjacielem i wybrał numer trenera.
- Cześć, Marco.
- Dzień dobry. Mam pytanie. Na ile urlopu mogę liczyć?
- Myślę, że tydzień. Wystarczy?
- Jasne! Dzięki, trenerze!
Marco nie spodziewał się, że trener pozwoli na aż tak długą absencję.
- Ale pamiętaj, że za dwa dni masz trening! - ostrzegł go.
- Pamiętam. Będę. Do zobaczenia!
- Trzymaj się.
Marco usiadł na kanapie i nawet nie wiedział kiedy, zasnął.
------------------------------------------------------------
No i jest następny. Dziękuję, kochani, że jesteście! Za każdym komentarz, każde wejście, cokolwiek. Naprawdę. Bardzo dużo to dla mnie znaczy! Daje motywację.
Mam nadzieję, że Wam się podoba. Przepraszam, że taki urwany, ale jestem już tak zmęczona, że nic fajnego bym już nie dopisała. Jutro będzie druga część tego rozdziału.
Pozdrawiam i czekam na Wasze komentarze!
:*
środa, 7 sierpnia 2013
Rozdział 27
- Nie chcesz mi czegoś powiedzieć? - zapytał Marco, kiedy jechali samochodem.
- Nie, a powinnam? - Ann spojrzała na Reusa, nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Ty mi powiedz. Ostatnio, gdy byliśmy na ślubie, nie było zbyt wesoło.
Brunetka przypomniała sobie niedawno zakończoną sprawę z Michaelem.
- Nie, nie wydaje mi się. Zresztą obiecałam sobie, że nie będzie żadnych tajemnic. Obiecuję, że już nigdy nie zataję przed Tobą niczego. Nigdy.
- Ulżyło mi. Cieszę się bardzo.
Reszta drogi minęła im raczej w milczeniu. Kiedy dojechali na miejsce, Ann dowiedziała się, że ślub wcale nie odbywa się w kościele. Melanie postanowiła, że jej ślub i wesele odbędą się w ogrodzie za domem rodzinnym Reusa. Kiedy Marco pomagał jej wysiąść z samochodu, powiedział:
- Nie przejmuj się moim ojcem. Nie zwracaj na niego uwagi, dobrze? - poprosił.
- To może być trudne, ale dobrze, postaram się.
Marco po raz ostatni przed ceremonią pocałował ją. W tym samym czasie przez okno wyglądała Manuela Reus i szeroko się uśmiechnęła. Tak bardzo się cieszyła, że jej syn znalazł w końcu kogoś, na kim mu zależało. Że znalazł kogoś, dla kogo się starał. Teray tylko miała nadzieję, że Thomas się przekona do Ann. Tylko tego potrzebuje jeszcze do szczęścia. Nie chciała wyjść na wścibską, dlatego szybko odeszła od okna i poszła do pokoju, w którym przygotowywała się jej córka.
***
- Jejku, jak to wszystko jest pięknie przygotowane! - powiedziała Ann, wchodząc do domu.
- To na pewno moja mama. Zawsze marzyła o tym, abyśmy wzięli ślub w naszym rodzinnym domu. ona z moim ojcem też tutaj się pobierali.
- Moi rodzice brali ślub w małym kościele w miasteczu, z którego pochodzi tata. Mama chciała wielkie wesele, ale nie mieli pieniędzy. Wiesz, pobierali się jak mieli po 19 lat.
- Właśnie z tego samego powodu moi rodzice wybrali dom.
- Mogę mieć do Ciebie prośbę? - zapytała Ann. - Pokaż mi swój pokój. Do ślubu jest jeszcze czas, a ja chcę zobaczyć, jak mieszkałeś. Gdzie się wychowywałeś.
- Dobrze, ale ostrzegam, że to nic specjalnego.
- Nic nie szkodzi.
Marco wziął dziewczynę za rękę i poprowadził w kierunku idealnie białych drzwi.
- To tutaj. - otworzył przed nią drzwi i ją przepuścił. Był bardzo ciekawy jej reakcji. Wiedział, że zbyt wiele się nie zmieniło. Nie wiedział, czy jego mama miała nadzieję, że wróci do domu rodzinnego, czy po prostu zostawiła taki wystrój ze względu na wiele fantastycznych wspomnień. Miał jednak nadzieję, że z tego drugiego powodu. Ann weszła do jego pokoju i rozejrzała się. Ten pokój zupełnie nie przypomniał wystrojem obecnego domu Marco. Nie mogła powiedzieć, że był brzydki, ale zupełnie inaczej sobie to wyobrażała. Myślała o czymś w stylu zbuntowanego chłopaka, a tu taka niespodzianka!
- Mama trochę tu posprzątała. Zostało tylko trochę moim ubrań. - przyznał Reus.
- Ładnie tutaj. Spodziewałam się czegoś innego. Myślałam o plakatach i tego typu rzeczach. Jakieś gadżety czy coś.
- Nie, ja raczej zawsze byłem spokojny. Nie buntowałem się. Należałem raczej do tych grzeczniejszych. Czasem zdarzały się oczywiście kłótnie, gorsze oceny czy nieporozumienia, ale mimo to nie sprawiałem większych problemów rodzicom.
- To tak jak ja. Miałam momenty, kiedy nawet chciałam uciec z domu, ale miałam na tyle dobrze poukładane w głowie, że nigdy tego nie zrobiłam.
- Musimy chyba na później odłożyć zwiedzanie mojego pokoju, bo za 20 minut jest ceremonia.
- No dobra, ale obiecaj, że tu wrócimy.
- Wrócimy, a jak będziesz chciała, to pokażę Ci resztę domu.
- Jeśli tylko znajdziemy czas, to pewnie.
- Chodź.
Wyszli z pokoju i skierowali się do wyjścia, ale dziewczyna zobaczyła siedzącą Melanie. Postanowiła na chwilę do niej podejść.
- Marco, poczekaj na mnie przed domem, dobrze?
- Jasne.
Reus wyszedł, a Ann weszła do pokoju, w którym zobaczyła pannę młodą.
- Co, denerwujesz się? - zapytała ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Stresuję się tym, że się potknę lub coś w tym stylu. Ja zupełnie nie umiem chodzić na obcasach!
- Hahaha, mam to samo. Gdyby mnie Marco nie podtrzymywał, pewnie bym już dawno upadła. Twój tata prowadzi Cię do ołtarza?
- Tak. Tylko to mnie ratuje. Z nim jakoś to przejdę.
- Pewnie, że tak! Na pewno sobie poradzisz. Przepraszam Cię, ale Marco na mnie czeka. A poza tym to Ty chyba też masz coś ważnego do zrobienia, prawda?
- Tak, chyba tak. - uśmiechnęła się Melanie. Ann wstała i wyszła z domu. Czekał tam na nią Reus.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, rozmawiałam z Melanie. Ona jest taka sympatyczna.
- Większość mojej rodziny taka jest. - odpowiedział.
Ann roześmiała się, słysząc ten komentarz. Marco i Ann usiedli obok siebie, wcześniej witając się z Manuelą. Ann zobaczyła też ojca Marco, ale nie miała ochoty ani odwagi do niego podejść.
- Zapomnij o nim. - szepnął jej do ucha, gdy zobaczył, że dziewczyna patrzy w jego kierunku, jednocześnie ściskając jej dłoń.
- Poczekaj sekundę, dobrze?
- Jasne.
Ann wstała i przeszła przez środek przygotowanego ołtarza. Podeszła do Thomasa Reusa, wyciągnęła do niego rękę i się przywitała.
- Dzień dobry, proszę pana.
Thomas był całkowicie zaskoczony. Nie spodziewał się takiego zachowania ze strony dziewczyny swojego syna. Zaczęło być mu nawet trochę głupio, że tak się zachował w domu Marco. Postanowił, że później pomyśli nad tym, jak naprawić tę sytuację. Ann odeszła od Thomasa Reusa z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Co to było? - zapytał Marco, kiedy jego dziewczyna siedziała już obok niego.
- Pokaz dobrych manier. Nie patrz tak na mnie. Chciałam mu pokazać, że nie przejmuję się tym, co ludzie mówią o nas i tym, co on sam o nas myśli.
- Pewnie się zdziwił.
- Może to coś zmieni w jego nastawieniu, co?
- W stosunku do mnie?
- Mam nadzieję, bo do mnie chyba nic nie ma.
- Jeszcze tego by brakowało. Mógłby w końcu zapomnieć o tym, co robiłem wcześniej i cieszyć się, że w końcu kogoś mam.
Siedzieli w pierwszym rzędzie jako najbliższa rodzina. Z początku Ann trochę dziwnie się czuła, bo jaka z niej najbliższa rodzina? Jednak siedząc obok Marco, zapomniała o tym. Prawie cała jego rodzina ją akceptowała.
- Dobrze się czujesz? - zapytał blondyn.
- Tak. Twoja rodzina jest wspaniała.
- Też ją lubię. - przyznał Marco.
Niedługo później rozpoczęła się ceremonia. Kiedy Melanie i Tom powiedzieli sobie ,,tak'', Ann się rozpłakała. Marco przez cały czas trzymał ją za rękę, bo wiedział, jak emocjonalnie podchodzi dziewczyna do tego typu wydarzeń. Póżniej zaczęła się bardziej lubiana przez większość ludzi część - wesele. Ann jednak wolała ślub, bo dla niej to oznaczało coś romantycznego. Coś, co zapowiada być może najpiękniejszą przygodę w życiu człowieka. Czasami sama nie mogła się doczekać aż weźmie ślub. W długiej, białej sukni, poprowadzona przez tatę do ołtarza, aby złożyć najpiękniejszą obietnicę w życiu człowiekowi, którego p0okocha. Czasami widziała siebie z małym dzieckiem na rękach w objęcuach mężczyzny. Naprawdę to widziała. Potrafiła sobie wyobrazić. Jedyną niewiadomą w tej wizji była twarz mężczyzny.
- Coś się stało? - zapytał po raz kolejny tego wieczora Marco, kiedy stali patzryli na pierwszy taniec młodej pary. Bujali się nieporadnie, gdyż żadne z nich nie było mistrzem tańca. Jednak nie umiejętności były najważniejsze. Dla Ann to, w jaki sposób na siebie patrzyli było wpsaniałe. Nie przejmowali się tym, że wokół była około setka osób. Przypomniał się jej taniec z Marco na ślubie Ani i Roberta.
- Nie, nic. Po prostu oni są tak zakochani, że to widać. Chciałabym kiedyś też tak zatańczyć.
- Zatańczysz. Na pewno. - powiedział Marco i objął dziewczynę ramionami. Po kilkudziesięciu minutach Marco zapytał Ann:
- Chcesz już wracać?
- Nie, chyba, że Ty musisz.
- Nie, nie muszę. Jeśli chcesz, to możemy tu nawet zanocować. Mój pokój nadal jest wolny.
- No dobra, możemy.
Oboje byli już trochę zmęczeni całym dniem i nie chciało się im nic mówić. Stali i patrzyli na to, co się działo. W pewnym momencie podszedł do nich Thomas Reus. Był już trochę podpity.
- Ja... ja.. chciałem was przeprosić. - powiedział - Za moje zachowanie. Jak nie chciałem tak nikogo potraktować. Czy możecie mi wybaczyć? - zapytał. Zarówno dla Marco, jak i dla Ann to wyznanie było dużym szokiem. Nie spodziewali się takiego zachowania ojca blondyna.
- Jeśli chodzi o mnie, to nie było sprawy. Mam tylko prośbę. W przyszłości proszę bardziej ufać Marco.
- Tak, wiem. - odpowiedział. - A Ty, synu, wybaczysz mi? - zwrócił się bezpośrednio do chłopaka. Nie wiedział, czy nie będzie zły, jeśli użyje w stosunku do niego określenia, z którego zrezygnował kilka lat temu.
- Muszę to przemyśleć. - powiedział szczerze piłkarz. Nie chciał podejmować tak ważnej decyzji pochopnie. Z jednej strony niczego bardziej nie pragnął, ale z drugiej, czy był w stanie zapomnieć o wszystkim, ot tak? Czy był w stanie wybaczyć to, że próbował zniszczyć jego związek z dziewczyną, którą kochał najmocniej na świecie? Czy był w stanie zapomnieć o każdym przykrym słowie? I najważniejsze: czy był w stanie wybaczyć mu to, że wykreślił go ze swojego życia? Tego nie był pewien. Odchodząc od Thomasa, trzymali się za ręce i czuli na sobie wzrok ojca Marco. Byli zbyt zdziwieni, aby w jakikolwiek sposób skomentować to, co przed chwilą się wydarzyło.
- Zatańczysz? - zapytał po raz pierwszy tego wieczora Marco.
- Jasne. - odpowiedziała.
Ann miała nadzieję od początku wesela, że chłopak poprosi ją do tańca. Uwielbiała to robić, mimo że nie umiała tańczyć. Leciała dość szybka piosenka, ale to nie przeszkodziło blondynowi w wzięciu Ann w ramiona i zatańczeniu tańca wolnego.
- Wybaczysz mu? - odezwała się brunetka.
- Pewnie tak. Nie będzie od razu tak, jak kiedyś, ale może powoli uda nam się naprawić wszystko.
- Mam nadzieję. W takim razie została jeszcze moja mama.
- Co masz na myśli?
- To, że jeszcze ją musimy przekonać do naszego związku, ale to nie będzie łatwe zadanie.
- Damy radę. To zawsze już tylko jedna osoba przeciwko nam. - uśmiechnął się pocieszająco.
- Może masz rację.
Na tym skończyli temat. Wesele trwało do białego rana, ale Marco i Ann szybko się ulotnili. Blondyn pokazał jej okolicę, w której się wychował. Pokazał miejsca, które często odwiedzał. Postanowił trochę się podroczyć z Ann.
- Tutaj po raz pierwszy się całowałem.
Brunetkę od razu zainteresował ten fakt, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Naprawdę tutaj? - zapytała Ann, starając się zachować obojętny ton głosu.
- Dokładnie tam. - Marco stanął za dziewczyną i wyciągnął rękę, wskazując właściwy kierunek. Starał się ukryć rozbawiony wyraz twrazy.
- Była chociaż fajna?
- Kto?
- No ta dziewczyna.
- Lubiłem ją, ale to było jak miałem 16 lat, więc dawno.
- Aha. - skomentowała jedynie. Ann skręcała się z zazdrości. Chciała wszystko wiedzieć. Gdyby mogła, to zasypałaby go gradem pytań.
- No już, pytaj. - przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- O co?
- Przecież widzę, że skręca Cię z zazdrości.
- Wcale nie! - odpowiedziała szybko dziewczyna.
- No dobra. - ustąpił Marco. Stali przez chwilę w milczeniu.
- No dobra, mów! Zżera mnie ciekawość. - Ann pękła. Reus wiedział, że podobno niedobrze jest mówić o swoich byłych dziewczynach, ale jego znajomość z Ann kierowała się swoimi zasadami. Uśmiechnął się szeroko i zaczął opowiadać.
- Poznaliśmy się w liceum. Spotykaliśmy przez jakiś czas. To było moje pierwsze zauroczenie. Byliśmy wtedy na spacerze. Postanowiłem, że jeśli nie teraz, to nigdy. No i ją pocałowałem. Zaspokoiłem Twoją ciekawość?
- Tak, w zupełności. - powiedziała z uśmiechem Ann. Po tej rozmowie szybko wrócili do domu rodziców Reusa. Z pokoju Marco można było usłyszeć dźwięki muzyki, grającej z ogrodzie. Jednak Marco włączył wolną muzykę w swoim pokoju. Wziął Ann w ramiona i zaczęli tańczyć.
- Powiesz mi, dokąd lecimy na wakacje?
- Nie, to pozostanie tajemnicą. Będzie ciepło. Tyle mogę Ci powiedzieć.
- Ciepłe kraje?
- Zdecydowanie tak.
- To dobrze.
- Tylko to jest takie trochę odludzie. Może w końcu nikt nam nie będzie przeszkadzał? Zero dziennikarzy, paparazzi. Święty spokój.
- Tak. Nie mogę się już doczekać.
Marco zaczął całować dziewczynę. Jakiś czas później odezwała się Ann:
- Marco, a Twoja mama? Przecież może w każdej chwili tu wejść.
- Jest za bardzo zaaferowana weselem.
- Jesteś pewien?
- Znam ją od dawna. Przeżyłem kilka ślubów w mojej rodzinie i wiem, że jeśli jest jakaś uroczystość, to mama zawsze była pochłonięta. Teraz tym bardziej, bo to wesele jej córki.. - powiedział Marco i wrócił do całowania dziewczyny. Po takim zapewnieniu szybko udzielił się jej jego nastrój. Sięgnęła do guzików koszuli Marco i rozpięła ją. On natomiast rozsunął suwak jej sukienki i zsunął z jej ramion.
Spędzili razem kilka wspaniałych godzin. Choć Ann co jakiś czas miała wrażenie, że słyszy kroki, Marco szybko sprawiał, że dziewczyna zapominała o swoich obawach. W końcu wykończeni, zasnęli.
____________________________________________________
Wróciłam kochani!
Przepraszam, że dopiero dzisiaj dodaję, ale przedłużyłam wakacje i dlatego wróciłam później niż planowałam.
Dziękuję za Wasze życzenia! Wyjazd się bardzo udał:) Nareszcie się trochę opaliłam!:)
Mam nadzieję, że ten rozdział podoba się Wam równie mocno, jak poprzednie!:>
Dziękuję za każdy komentarz, za każde wejście i ogólnie za to, że jesteście! Naprawdę.:]
Pozdrawiam!:*
Dobranoc:*
- Nie, a powinnam? - Ann spojrzała na Reusa, nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Ty mi powiedz. Ostatnio, gdy byliśmy na ślubie, nie było zbyt wesoło.
Brunetka przypomniała sobie niedawno zakończoną sprawę z Michaelem.
- Nie, nie wydaje mi się. Zresztą obiecałam sobie, że nie będzie żadnych tajemnic. Obiecuję, że już nigdy nie zataję przed Tobą niczego. Nigdy.
- Ulżyło mi. Cieszę się bardzo.
Reszta drogi minęła im raczej w milczeniu. Kiedy dojechali na miejsce, Ann dowiedziała się, że ślub wcale nie odbywa się w kościele. Melanie postanowiła, że jej ślub i wesele odbędą się w ogrodzie za domem rodzinnym Reusa. Kiedy Marco pomagał jej wysiąść z samochodu, powiedział:
- Nie przejmuj się moim ojcem. Nie zwracaj na niego uwagi, dobrze? - poprosił.
- To może być trudne, ale dobrze, postaram się.
Marco po raz ostatni przed ceremonią pocałował ją. W tym samym czasie przez okno wyglądała Manuela Reus i szeroko się uśmiechnęła. Tak bardzo się cieszyła, że jej syn znalazł w końcu kogoś, na kim mu zależało. Że znalazł kogoś, dla kogo się starał. Teray tylko miała nadzieję, że Thomas się przekona do Ann. Tylko tego potrzebuje jeszcze do szczęścia. Nie chciała wyjść na wścibską, dlatego szybko odeszła od okna i poszła do pokoju, w którym przygotowywała się jej córka.
***
- Jejku, jak to wszystko jest pięknie przygotowane! - powiedziała Ann, wchodząc do domu.
- To na pewno moja mama. Zawsze marzyła o tym, abyśmy wzięli ślub w naszym rodzinnym domu. ona z moim ojcem też tutaj się pobierali.
- Moi rodzice brali ślub w małym kościele w miasteczu, z którego pochodzi tata. Mama chciała wielkie wesele, ale nie mieli pieniędzy. Wiesz, pobierali się jak mieli po 19 lat.
- Właśnie z tego samego powodu moi rodzice wybrali dom.
- Mogę mieć do Ciebie prośbę? - zapytała Ann. - Pokaż mi swój pokój. Do ślubu jest jeszcze czas, a ja chcę zobaczyć, jak mieszkałeś. Gdzie się wychowywałeś.
- Dobrze, ale ostrzegam, że to nic specjalnego.
- Nic nie szkodzi.
Marco wziął dziewczynę za rękę i poprowadził w kierunku idealnie białych drzwi.
- To tutaj. - otworzył przed nią drzwi i ją przepuścił. Był bardzo ciekawy jej reakcji. Wiedział, że zbyt wiele się nie zmieniło. Nie wiedział, czy jego mama miała nadzieję, że wróci do domu rodzinnego, czy po prostu zostawiła taki wystrój ze względu na wiele fantastycznych wspomnień. Miał jednak nadzieję, że z tego drugiego powodu. Ann weszła do jego pokoju i rozejrzała się. Ten pokój zupełnie nie przypomniał wystrojem obecnego domu Marco. Nie mogła powiedzieć, że był brzydki, ale zupełnie inaczej sobie to wyobrażała. Myślała o czymś w stylu zbuntowanego chłopaka, a tu taka niespodzianka!
- Mama trochę tu posprzątała. Zostało tylko trochę moim ubrań. - przyznał Reus.
- Ładnie tutaj. Spodziewałam się czegoś innego. Myślałam o plakatach i tego typu rzeczach. Jakieś gadżety czy coś.
- Nie, ja raczej zawsze byłem spokojny. Nie buntowałem się. Należałem raczej do tych grzeczniejszych. Czasem zdarzały się oczywiście kłótnie, gorsze oceny czy nieporozumienia, ale mimo to nie sprawiałem większych problemów rodzicom.
- To tak jak ja. Miałam momenty, kiedy nawet chciałam uciec z domu, ale miałam na tyle dobrze poukładane w głowie, że nigdy tego nie zrobiłam.
- Musimy chyba na później odłożyć zwiedzanie mojego pokoju, bo za 20 minut jest ceremonia.
- No dobra, ale obiecaj, że tu wrócimy.
- Wrócimy, a jak będziesz chciała, to pokażę Ci resztę domu.
- Jeśli tylko znajdziemy czas, to pewnie.
- Chodź.
Wyszli z pokoju i skierowali się do wyjścia, ale dziewczyna zobaczyła siedzącą Melanie. Postanowiła na chwilę do niej podejść.
- Marco, poczekaj na mnie przed domem, dobrze?
- Jasne.
Reus wyszedł, a Ann weszła do pokoju, w którym zobaczyła pannę młodą.
- Co, denerwujesz się? - zapytała ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Stresuję się tym, że się potknę lub coś w tym stylu. Ja zupełnie nie umiem chodzić na obcasach!
- Hahaha, mam to samo. Gdyby mnie Marco nie podtrzymywał, pewnie bym już dawno upadła. Twój tata prowadzi Cię do ołtarza?
- Tak. Tylko to mnie ratuje. Z nim jakoś to przejdę.
- Pewnie, że tak! Na pewno sobie poradzisz. Przepraszam Cię, ale Marco na mnie czeka. A poza tym to Ty chyba też masz coś ważnego do zrobienia, prawda?
- Tak, chyba tak. - uśmiechnęła się Melanie. Ann wstała i wyszła z domu. Czekał tam na nią Reus.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, rozmawiałam z Melanie. Ona jest taka sympatyczna.
- Większość mojej rodziny taka jest. - odpowiedział.
Ann roześmiała się, słysząc ten komentarz. Marco i Ann usiedli obok siebie, wcześniej witając się z Manuelą. Ann zobaczyła też ojca Marco, ale nie miała ochoty ani odwagi do niego podejść.
- Zapomnij o nim. - szepnął jej do ucha, gdy zobaczył, że dziewczyna patrzy w jego kierunku, jednocześnie ściskając jej dłoń.
- Poczekaj sekundę, dobrze?
- Jasne.
Ann wstała i przeszła przez środek przygotowanego ołtarza. Podeszła do Thomasa Reusa, wyciągnęła do niego rękę i się przywitała.
- Dzień dobry, proszę pana.
Thomas był całkowicie zaskoczony. Nie spodziewał się takiego zachowania ze strony dziewczyny swojego syna. Zaczęło być mu nawet trochę głupio, że tak się zachował w domu Marco. Postanowił, że później pomyśli nad tym, jak naprawić tę sytuację. Ann odeszła od Thomasa Reusa z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Co to było? - zapytał Marco, kiedy jego dziewczyna siedziała już obok niego.
- Pokaz dobrych manier. Nie patrz tak na mnie. Chciałam mu pokazać, że nie przejmuję się tym, co ludzie mówią o nas i tym, co on sam o nas myśli.
- Pewnie się zdziwił.
- Może to coś zmieni w jego nastawieniu, co?
- W stosunku do mnie?
- Mam nadzieję, bo do mnie chyba nic nie ma.
- Jeszcze tego by brakowało. Mógłby w końcu zapomnieć o tym, co robiłem wcześniej i cieszyć się, że w końcu kogoś mam.
Siedzieli w pierwszym rzędzie jako najbliższa rodzina. Z początku Ann trochę dziwnie się czuła, bo jaka z niej najbliższa rodzina? Jednak siedząc obok Marco, zapomniała o tym. Prawie cała jego rodzina ją akceptowała.
- Dobrze się czujesz? - zapytał blondyn.
- Tak. Twoja rodzina jest wspaniała.
- Też ją lubię. - przyznał Marco.
Niedługo później rozpoczęła się ceremonia. Kiedy Melanie i Tom powiedzieli sobie ,,tak'', Ann się rozpłakała. Marco przez cały czas trzymał ją za rękę, bo wiedział, jak emocjonalnie podchodzi dziewczyna do tego typu wydarzeń. Póżniej zaczęła się bardziej lubiana przez większość ludzi część - wesele. Ann jednak wolała ślub, bo dla niej to oznaczało coś romantycznego. Coś, co zapowiada być może najpiękniejszą przygodę w życiu człowieka. Czasami sama nie mogła się doczekać aż weźmie ślub. W długiej, białej sukni, poprowadzona przez tatę do ołtarza, aby złożyć najpiękniejszą obietnicę w życiu człowiekowi, którego p0okocha. Czasami widziała siebie z małym dzieckiem na rękach w objęcuach mężczyzny. Naprawdę to widziała. Potrafiła sobie wyobrazić. Jedyną niewiadomą w tej wizji była twarz mężczyzny.
- Coś się stało? - zapytał po raz kolejny tego wieczora Marco, kiedy stali patzryli na pierwszy taniec młodej pary. Bujali się nieporadnie, gdyż żadne z nich nie było mistrzem tańca. Jednak nie umiejętności były najważniejsze. Dla Ann to, w jaki sposób na siebie patrzyli było wpsaniałe. Nie przejmowali się tym, że wokół była około setka osób. Przypomniał się jej taniec z Marco na ślubie Ani i Roberta.
- Nie, nic. Po prostu oni są tak zakochani, że to widać. Chciałabym kiedyś też tak zatańczyć.
- Zatańczysz. Na pewno. - powiedział Marco i objął dziewczynę ramionami. Po kilkudziesięciu minutach Marco zapytał Ann:
- Chcesz już wracać?
- Nie, chyba, że Ty musisz.
- Nie, nie muszę. Jeśli chcesz, to możemy tu nawet zanocować. Mój pokój nadal jest wolny.
- No dobra, możemy.
Oboje byli już trochę zmęczeni całym dniem i nie chciało się im nic mówić. Stali i patrzyli na to, co się działo. W pewnym momencie podszedł do nich Thomas Reus. Był już trochę podpity.
- Ja... ja.. chciałem was przeprosić. - powiedział - Za moje zachowanie. Jak nie chciałem tak nikogo potraktować. Czy możecie mi wybaczyć? - zapytał. Zarówno dla Marco, jak i dla Ann to wyznanie było dużym szokiem. Nie spodziewali się takiego zachowania ojca blondyna.
- Jeśli chodzi o mnie, to nie było sprawy. Mam tylko prośbę. W przyszłości proszę bardziej ufać Marco.
- Tak, wiem. - odpowiedział. - A Ty, synu, wybaczysz mi? - zwrócił się bezpośrednio do chłopaka. Nie wiedział, czy nie będzie zły, jeśli użyje w stosunku do niego określenia, z którego zrezygnował kilka lat temu.
- Muszę to przemyśleć. - powiedział szczerze piłkarz. Nie chciał podejmować tak ważnej decyzji pochopnie. Z jednej strony niczego bardziej nie pragnął, ale z drugiej, czy był w stanie zapomnieć o wszystkim, ot tak? Czy był w stanie wybaczyć to, że próbował zniszczyć jego związek z dziewczyną, którą kochał najmocniej na świecie? Czy był w stanie zapomnieć o każdym przykrym słowie? I najważniejsze: czy był w stanie wybaczyć mu to, że wykreślił go ze swojego życia? Tego nie był pewien. Odchodząc od Thomasa, trzymali się za ręce i czuli na sobie wzrok ojca Marco. Byli zbyt zdziwieni, aby w jakikolwiek sposób skomentować to, co przed chwilą się wydarzyło.
- Zatańczysz? - zapytał po raz pierwszy tego wieczora Marco.
- Jasne. - odpowiedziała.
Ann miała nadzieję od początku wesela, że chłopak poprosi ją do tańca. Uwielbiała to robić, mimo że nie umiała tańczyć. Leciała dość szybka piosenka, ale to nie przeszkodziło blondynowi w wzięciu Ann w ramiona i zatańczeniu tańca wolnego.
- Wybaczysz mu? - odezwała się brunetka.
- Pewnie tak. Nie będzie od razu tak, jak kiedyś, ale może powoli uda nam się naprawić wszystko.
- Mam nadzieję. W takim razie została jeszcze moja mama.
- Co masz na myśli?
- To, że jeszcze ją musimy przekonać do naszego związku, ale to nie będzie łatwe zadanie.
- Damy radę. To zawsze już tylko jedna osoba przeciwko nam. - uśmiechnął się pocieszająco.
- Może masz rację.
Na tym skończyli temat. Wesele trwało do białego rana, ale Marco i Ann szybko się ulotnili. Blondyn pokazał jej okolicę, w której się wychował. Pokazał miejsca, które często odwiedzał. Postanowił trochę się podroczyć z Ann.
- Tutaj po raz pierwszy się całowałem.
Brunetkę od razu zainteresował ten fakt, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Naprawdę tutaj? - zapytała Ann, starając się zachować obojętny ton głosu.
- Dokładnie tam. - Marco stanął za dziewczyną i wyciągnął rękę, wskazując właściwy kierunek. Starał się ukryć rozbawiony wyraz twrazy.
- Była chociaż fajna?
- Kto?
- No ta dziewczyna.
- Lubiłem ją, ale to było jak miałem 16 lat, więc dawno.
- Aha. - skomentowała jedynie. Ann skręcała się z zazdrości. Chciała wszystko wiedzieć. Gdyby mogła, to zasypałaby go gradem pytań.
- No już, pytaj. - przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- O co?
- Przecież widzę, że skręca Cię z zazdrości.
- Wcale nie! - odpowiedziała szybko dziewczyna.
- No dobra. - ustąpił Marco. Stali przez chwilę w milczeniu.
- No dobra, mów! Zżera mnie ciekawość. - Ann pękła. Reus wiedział, że podobno niedobrze jest mówić o swoich byłych dziewczynach, ale jego znajomość z Ann kierowała się swoimi zasadami. Uśmiechnął się szeroko i zaczął opowiadać.
- Poznaliśmy się w liceum. Spotykaliśmy przez jakiś czas. To było moje pierwsze zauroczenie. Byliśmy wtedy na spacerze. Postanowiłem, że jeśli nie teraz, to nigdy. No i ją pocałowałem. Zaspokoiłem Twoją ciekawość?
- Tak, w zupełności. - powiedziała z uśmiechem Ann. Po tej rozmowie szybko wrócili do domu rodziców Reusa. Z pokoju Marco można było usłyszeć dźwięki muzyki, grającej z ogrodzie. Jednak Marco włączył wolną muzykę w swoim pokoju. Wziął Ann w ramiona i zaczęli tańczyć.
- Powiesz mi, dokąd lecimy na wakacje?
- Nie, to pozostanie tajemnicą. Będzie ciepło. Tyle mogę Ci powiedzieć.
- Ciepłe kraje?
- Zdecydowanie tak.
- To dobrze.
- Tylko to jest takie trochę odludzie. Może w końcu nikt nam nie będzie przeszkadzał? Zero dziennikarzy, paparazzi. Święty spokój.
- Tak. Nie mogę się już doczekać.
Marco zaczął całować dziewczynę. Jakiś czas później odezwała się Ann:
- Marco, a Twoja mama? Przecież może w każdej chwili tu wejść.
- Jest za bardzo zaaferowana weselem.
- Jesteś pewien?
- Znam ją od dawna. Przeżyłem kilka ślubów w mojej rodzinie i wiem, że jeśli jest jakaś uroczystość, to mama zawsze była pochłonięta. Teraz tym bardziej, bo to wesele jej córki.. - powiedział Marco i wrócił do całowania dziewczyny. Po takim zapewnieniu szybko udzielił się jej jego nastrój. Sięgnęła do guzików koszuli Marco i rozpięła ją. On natomiast rozsunął suwak jej sukienki i zsunął z jej ramion.
Spędzili razem kilka wspaniałych godzin. Choć Ann co jakiś czas miała wrażenie, że słyszy kroki, Marco szybko sprawiał, że dziewczyna zapominała o swoich obawach. W końcu wykończeni, zasnęli.
____________________________________________________
Wróciłam kochani!
Przepraszam, że dopiero dzisiaj dodaję, ale przedłużyłam wakacje i dlatego wróciłam później niż planowałam.
Dziękuję za Wasze życzenia! Wyjazd się bardzo udał:) Nareszcie się trochę opaliłam!:)
Mam nadzieję, że ten rozdział podoba się Wam równie mocno, jak poprzednie!:>
Dziękuję za każdy komentarz, za każde wejście i ogólnie za to, że jesteście! Naprawdę.:]
Pozdrawiam!:*
Dobranoc:*
piątek, 26 lipca 2013
Rozdział 26
- Mario! Natalie! - krzyknęła Ann. Reus tylko stał i się śmiał. Patrzył na całujących się naszych znajomych, ale oni o to nie dbali. Marco pociągnął Ann za rękę i wyprowadził z pokoju.
- Widziałeś?! - krzyknęła dziewczyna.
- Tak. - odpowiedział nadal uśmiechając się. - Cieszę się, bo Mario też miał hmm... problemy z kobietami. Jeśli mogę się tak wyrazić oczywiście. Chodził ze mną do klubów... na panienki. - Marco nie był pewien, czy to dobry pomysł, aby w ten sposób mówić Ann o całej sytuacji. Wiedział, że to przyjaciółka Natalie i może mieć coś przeciwko ich związkowi. - Czasami miałem wrażenie, że jest ,,lepszy'' ode mnie.
- To naprawdę mnie pocieszyłeś. A jeśli on ją skrzywdzi?
- Ann, przecież to nie jest pewne, że coś między nimi będzie. Być może to tylko alkohol spowodował dzisiejszą sytuację.
- Może masz rację. Przesadzam trochę.
- Nie, po prostu martwisz się o przyjaciółkę. Ja trochę mniej o Mario, bo wiem, że jeśli coś jest na rzeczy, to coś zrobi. Na pewno.
- Dobra, poczekajmy aż sytuacja się rozwinie. Ciekawa jestem, co się wydarzy. - powiedziała Ann.
Dwie godziny później, około północy, wszyscy goście już poszli. Wyjątkami byli Mario i Natalie. Postanowili, że pomogą sprzątać. Jednak Ann powiedziała, że Mario i Marco pójdą do salonu posprzątać, a ona z Natalie pozmywają naczynia w kuchni.
- Co to było? - zapytała Ann, kiedy tylko dziewczyny znalazły się same.
- Masz na myśli Mario i mnie? Nie wiem. Jakoś tak wyszło. Ty i Marco poszliście, a ja tak naprawdę nikogo nie znam stąd. Gotze podszedł, zaczęliśmy rozmawiać, pijąc jednocześnie piwo. No i tak samo wyszło... - powiedziała przyjaciółka.
- Ale Ty coś do niego czujesz? - zapytała Ann.
- Oszalałaś? Nie.
***
- Stary, coś Ty odwalił? - zapytał Reus Gotzego.
- Nie wiem. - opowiedział Marco tę samą historię, co Natalie Ann. Marco był ciekaw tego samego, co Ann.
- To coś poważnego? Czujesz coś do niej?
- Nie. To alkohol.
Jednak tak naprawdę ani Natalie, ani Mario nie byli pewni tego, co mówią. W końcu, czy można powiedzieć, że ktoś coś do kogoś czuje po kilkugodzinnej znajomości? Z czysto fizycznego punktu widzenia oczywiście, ale więź nie wytwarza się, ot tak.
***
- Ja myślę, że kłamała. Na pewno jej się podoba. - powiedziała Ann, kiedy leżeli z Marco w jej łóżku. - Poza tym ona kocha Borussię. Mario, Romana, Ciebie, Lewego, Kubę, Łukasza i wszystkich innych,
- Mnie też? - zapytał zdziwiony Reus.
- W fizycznym sensie. Podobasz jej się z wyglądu.
Reus parsknął śmiechem, a Ann do niego dołączyła.
Następnego dnia Marco pojechał do biura podróży załatwić wycieczkę. Wybrał malownicze i zupełnie odludne miejsce. Jednak nie miał zamiaru mówić o tym miejscu Ann.
- Wyjeżdżamy za tydzień. - powiedział jej tylko przez telefon.
- Na jak długo? - zapytała. Była cholernie ciekawa, gdzie chce ją zabrać, ale postanowiła poczekać. Wiedziała, że i tak nic jej nie powie.
- Na kilka dni. Nie wiem dokładnie. Zależy od tego, ile Klopp da mi urlopu. Pani z biura podróży powiedziała, że mogę nawet w dniu wyjazdu powiedzieć, na ile jedziemy.
- No dobra. Muszę Ci coś przeczytać. Poczekaj sekundę, okej?
- Jasne.
***minutę później***
- Mam! Słuchaj:
Jednak z bliskich znajomych przyjaciółki Marco Reusa przysłała nam zdjęcia z wczorajszej imprezy, która się u niej odbyła. Byli na niej obecni prawie wszyscy piłkarze Borussi Dortmund. Jednak jej uwagę zwrócił Reus. Powiedziała, że to nie jest zwykła znajomość, ale stwierdziła także, że powiedziała jej to Ann - tak ma na imię, można chyba powiedzieć, wybranka Reusa. Czy to faktycznie jest coś więcej? My twierdzimy, że tak.
- To ta Twoja sąsiadka? - zapytał Marco.
- Pani Peters. Z pewnością tak. Ale niezłe, co?
- Mam nadzieję, że nie przejmujesz się tym?
- Coś Ty, skarbie. Już nie interesuje mnie to, czy zrobią nam zdjęcie, czy nie.
- Podoba mi się takie podejście. Czyli mogę Cię publicznie całować i trzymać za rękę? - zapytał.
- Tak. Jasne. Nie ma problemu. O której w sobotę ten ślub? Bo nawet nie wiem.
- O 17. Przyjechać po Ciebie?
- Jakbyś mógł.
- Będę o 16.
- Do zobaczenia! - powiedziała Ann.
*** sobota ***
Ann od rana szykowała się. Chciała wyglądać olśniewająco. Przede wszystkim dla Marco, ale też dla siebie. Teraz, kiedy się nie ukrywali, bała się, że dziennikarze złapią ją w niechlujnym stroju.
Tym razem pomagała jej Ania Lewandowska. Ona była bardziej obyta w świecie piłkarzy. Wiedziała, jak należy wyglądać. Punktualnie o 16 Marco zapukał do drzwi. Otworzyła mu Ann.
- Jezu, jak ślicznie wyglądasz.
- Cześć. Mi też miło Cię widzieć. I też dobrze wyglądasz.
Pocałował ją na powitanie. Ania wyszła 15 minut wcześniej. Brunetka postanowiła zrobić jeszcze jedną rzecz.
- Marco? Mamy jeszcze chwilę. Mogę mieć prośbę?
- Jasne.
- Chodźmy na chwilę do pani Peters.
Jak poprosiła, tak zrobili. Chwilę później stali objęci przed drzwiami sąsiadki.
- Dzień dobry, pani Peters. - przywitał ją Marco, a później i Ann.
- Dzień dobry. - powiedziała oschle. - Słucham?
- Chce pani nam może zdjęcie zrobić, aby wysłać do gazet i portali internetowych?
- Dziękuję, obejdzie się.
Ann, nie mówiąc nic, pociągnęła Marco za rękę i odeszli. Dziewczyna była bardzo zadowolona z tego, co zrobiła. Nareszcie mogła się na niej odegrać za te wszystkie lata wścibstwa.
- Marco?
- Tak?
- Przeprowadzę się do Ciebie.
Reus stanął na chwilę, ale tylko po to, aby przytulić Ann.
- Naprawdę?
- Tak. Teraz już wiem, że poradzimy sobie, spędzając całą dobę w jednym domu razem.
Piłkarz i brunetka wsiedli do samochodu i pojechali do kościoła.
--------------------------------------------------
I co, Sylwia Reus, zgadłaś?:)
Mam nadzieję, że nie, bo to oznacza, że jestem przewidywalna. A to będzie oznaczało, że muszę coś zmienić:)
Jednak mam nadzieję, że Wam się podoba choć trochę. Wiem, że dość krótki. Przepraszam:)
Teraz jednak się żegnam, muszę się pakować i jechać na pierwsze samodzielne wakacje - bez rodziców, bez nauczycieli, tylko z siostrą:)
Dodam coś 4 lub 5 sierpnia! Mam nadzieję, że poczekacie na mnie!:)
Kocham Was za to, że czytacie i za to, że komentujecie!:>
Pozdrawiam, kochani!:*
- Widziałeś?! - krzyknęła dziewczyna.
- Tak. - odpowiedział nadal uśmiechając się. - Cieszę się, bo Mario też miał hmm... problemy z kobietami. Jeśli mogę się tak wyrazić oczywiście. Chodził ze mną do klubów... na panienki. - Marco nie był pewien, czy to dobry pomysł, aby w ten sposób mówić Ann o całej sytuacji. Wiedział, że to przyjaciółka Natalie i może mieć coś przeciwko ich związkowi. - Czasami miałem wrażenie, że jest ,,lepszy'' ode mnie.
- To naprawdę mnie pocieszyłeś. A jeśli on ją skrzywdzi?
- Ann, przecież to nie jest pewne, że coś między nimi będzie. Być może to tylko alkohol spowodował dzisiejszą sytuację.
- Może masz rację. Przesadzam trochę.
- Nie, po prostu martwisz się o przyjaciółkę. Ja trochę mniej o Mario, bo wiem, że jeśli coś jest na rzeczy, to coś zrobi. Na pewno.
- Dobra, poczekajmy aż sytuacja się rozwinie. Ciekawa jestem, co się wydarzy. - powiedziała Ann.
Dwie godziny później, około północy, wszyscy goście już poszli. Wyjątkami byli Mario i Natalie. Postanowili, że pomogą sprzątać. Jednak Ann powiedziała, że Mario i Marco pójdą do salonu posprzątać, a ona z Natalie pozmywają naczynia w kuchni.
- Co to było? - zapytała Ann, kiedy tylko dziewczyny znalazły się same.
- Masz na myśli Mario i mnie? Nie wiem. Jakoś tak wyszło. Ty i Marco poszliście, a ja tak naprawdę nikogo nie znam stąd. Gotze podszedł, zaczęliśmy rozmawiać, pijąc jednocześnie piwo. No i tak samo wyszło... - powiedziała przyjaciółka.
- Ale Ty coś do niego czujesz? - zapytała Ann.
- Oszalałaś? Nie.
***
- Stary, coś Ty odwalił? - zapytał Reus Gotzego.
- Nie wiem. - opowiedział Marco tę samą historię, co Natalie Ann. Marco był ciekaw tego samego, co Ann.
- To coś poważnego? Czujesz coś do niej?
- Nie. To alkohol.
Jednak tak naprawdę ani Natalie, ani Mario nie byli pewni tego, co mówią. W końcu, czy można powiedzieć, że ktoś coś do kogoś czuje po kilkugodzinnej znajomości? Z czysto fizycznego punktu widzenia oczywiście, ale więź nie wytwarza się, ot tak.
***
- Ja myślę, że kłamała. Na pewno jej się podoba. - powiedziała Ann, kiedy leżeli z Marco w jej łóżku. - Poza tym ona kocha Borussię. Mario, Romana, Ciebie, Lewego, Kubę, Łukasza i wszystkich innych,
- Mnie też? - zapytał zdziwiony Reus.
- W fizycznym sensie. Podobasz jej się z wyglądu.
Reus parsknął śmiechem, a Ann do niego dołączyła.
Następnego dnia Marco pojechał do biura podróży załatwić wycieczkę. Wybrał malownicze i zupełnie odludne miejsce. Jednak nie miał zamiaru mówić o tym miejscu Ann.
- Wyjeżdżamy za tydzień. - powiedział jej tylko przez telefon.
- Na jak długo? - zapytała. Była cholernie ciekawa, gdzie chce ją zabrać, ale postanowiła poczekać. Wiedziała, że i tak nic jej nie powie.
- Na kilka dni. Nie wiem dokładnie. Zależy od tego, ile Klopp da mi urlopu. Pani z biura podróży powiedziała, że mogę nawet w dniu wyjazdu powiedzieć, na ile jedziemy.
- No dobra. Muszę Ci coś przeczytać. Poczekaj sekundę, okej?
- Jasne.
***minutę później***
- Mam! Słuchaj:
Jednak z bliskich znajomych przyjaciółki Marco Reusa przysłała nam zdjęcia z wczorajszej imprezy, która się u niej odbyła. Byli na niej obecni prawie wszyscy piłkarze Borussi Dortmund. Jednak jej uwagę zwrócił Reus. Powiedziała, że to nie jest zwykła znajomość, ale stwierdziła także, że powiedziała jej to Ann - tak ma na imię, można chyba powiedzieć, wybranka Reusa. Czy to faktycznie jest coś więcej? My twierdzimy, że tak.
- To ta Twoja sąsiadka? - zapytał Marco.
- Pani Peters. Z pewnością tak. Ale niezłe, co?
- Mam nadzieję, że nie przejmujesz się tym?
- Coś Ty, skarbie. Już nie interesuje mnie to, czy zrobią nam zdjęcie, czy nie.
- Podoba mi się takie podejście. Czyli mogę Cię publicznie całować i trzymać za rękę? - zapytał.
- Tak. Jasne. Nie ma problemu. O której w sobotę ten ślub? Bo nawet nie wiem.
- O 17. Przyjechać po Ciebie?
- Jakbyś mógł.
- Będę o 16.
- Do zobaczenia! - powiedziała Ann.
*** sobota ***
Ann od rana szykowała się. Chciała wyglądać olśniewająco. Przede wszystkim dla Marco, ale też dla siebie. Teraz, kiedy się nie ukrywali, bała się, że dziennikarze złapią ją w niechlujnym stroju.
Tym razem pomagała jej Ania Lewandowska. Ona była bardziej obyta w świecie piłkarzy. Wiedziała, jak należy wyglądać. Punktualnie o 16 Marco zapukał do drzwi. Otworzyła mu Ann.
- Jezu, jak ślicznie wyglądasz.
- Cześć. Mi też miło Cię widzieć. I też dobrze wyglądasz.
Pocałował ją na powitanie. Ania wyszła 15 minut wcześniej. Brunetka postanowiła zrobić jeszcze jedną rzecz.
- Marco? Mamy jeszcze chwilę. Mogę mieć prośbę?
- Jasne.
- Chodźmy na chwilę do pani Peters.
Jak poprosiła, tak zrobili. Chwilę później stali objęci przed drzwiami sąsiadki.
- Dzień dobry, pani Peters. - przywitał ją Marco, a później i Ann.
- Dzień dobry. - powiedziała oschle. - Słucham?
- Chce pani nam może zdjęcie zrobić, aby wysłać do gazet i portali internetowych?
- Dziękuję, obejdzie się.
Ann, nie mówiąc nic, pociągnęła Marco za rękę i odeszli. Dziewczyna była bardzo zadowolona z tego, co zrobiła. Nareszcie mogła się na niej odegrać za te wszystkie lata wścibstwa.
- Marco?
- Tak?
- Przeprowadzę się do Ciebie.
Reus stanął na chwilę, ale tylko po to, aby przytulić Ann.
- Naprawdę?
- Tak. Teraz już wiem, że poradzimy sobie, spędzając całą dobę w jednym domu razem.
Piłkarz i brunetka wsiedli do samochodu i pojechali do kościoła.
--------------------------------------------------
I co, Sylwia Reus, zgadłaś?:)
Mam nadzieję, że nie, bo to oznacza, że jestem przewidywalna. A to będzie oznaczało, że muszę coś zmienić:)
Jednak mam nadzieję, że Wam się podoba choć trochę. Wiem, że dość krótki. Przepraszam:)
Teraz jednak się żegnam, muszę się pakować i jechać na pierwsze samodzielne wakacje - bez rodziców, bez nauczycieli, tylko z siostrą:)
Dodam coś 4 lub 5 sierpnia! Mam nadzieję, że poczekacie na mnie!:)
Kocham Was za to, że czytacie i za to, że komentujecie!:>
Pozdrawiam, kochani!:*
Rozdział 25
Marco zadzwonił zadzwonił po kolegów, a Ann przyszykowała przekąski i picie. Chciała zobaczyć miny sąsiadów, kiedy usłyszą muzykę, grającą do samego rana. Godzinę później, około 20 zjawili się znajomi piłkarze i ich dziewczyny. Brunetka najbardziej cieszyła się, że przyszła Ania. Postanowiła, że zadzwoni po Natalie. Dawno się nie widziały, a wie, że ona także kocha Borussen.
- Natalie, przychodź do mnie! Poznasz piłkarzy.
- Okej, zaraz będę! - odpowiedziała bez wahania.
Pół godziny później przyjaciółka zjawiła się. Stanęła w drzwiach jak wryta. Nie spodziewała się, że tak wielkie wrażenie sprawi na niej widok piłkarzy.
- Jak możesz bez żadnego skrępowania przebywać z nimi, a z Marco spać i całować się? - zapytała później, kiedy już poznała zawodników.
- Uwierz mi, też miałam na początku mały problem, ale szybko się przyzwyczaiłam.
Puścili głośno muzykę, niektórzy tańczyli. Było tak, jakby wszyscy znali się od zawsze. Jak zgrana paczka przyjaciół.
W pewnym momencie, kiedy wszyscy już trochę wypili, zaczęli tańczyć. Marco poprosił Ann do tańca jako pierwszą. Jednak ich taniec nie trwał długo, ponieważ niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę i otworzę. - powiedziała brunetka, wypuszczając z objęć Reusa. Nie był tym faktem zachwycony, ale pozwolił jej odejść.
Ann otworzyła drzwi i zobaczyła w nich swoją sąsiadkę, panią Peters.
- Dobry wieczór. - powiedziała z uśmiechem. Była trochę wstawiona. Nigdy nie lubiła tej wścibskiej baby. Ona pierwsza musiała o wszystkim wiedzieć. Jako pierwsza wiedziała o związku z Michaelem, jako pierwsza dowiedziała się o rozstaniu z nim i jako pierwsza wysłała zdjęcie do gazety z tamtego poranka, kiedy Reus u niej nocował. - W czym mogę pomóc?
- Czy mogłabyś przyciszyć muzykę?
- Niestety, ale nie. - powiedziała bez wyjaśnień.
- Słucham?
- Dobrze pani słyszała. Nie mam zamiaru ściszyć muzyki ani jej wyłączać. Po pierwsze dlatego, że jest przed 22, po drugie dlatego, że wtrynia pani swój nos w nieswoje sprawy, a po trzecie nie mam ochoty. - wyrzuciła w końcu z siebie wszystkie pretensje.
- Niby w jakie nieswoje sprawy?!
- Choćby w mój nowy związek. Przecież wiem, że to pani wysłała zdjęcie do internetu. Nie jestem głupia, a tylko z pani balkonu można zrobić zdjęcie mojego tarasu, także proszę, niech pani nie udaje.
- Nie masz żadnego dowodu.
- Ale ja go nie potrzebuję. Wiem to i ta świadomość mi wystarcza.
- Chyba nie mamy o czym rozmawiać.
- Jeśli pani tak uważa.
Sąsiadka Ann odwróciła się na pięcie i wyszła jak burza. Była wściekła. Dobrze jej tak, pomyślała dziewczyna. Marco, który stał za nią był pod wrażeniem.
- No proszę. Nie podejrzewałem Cię o to.
- Wkurzyła mnie. To ona wpuściła do internetu to zdjęcie.
- Nie przejmuj się nim.
- To nie o to chodzi. Po prostu mam jej dość. Od zawsze interesuje się nieswoimi sprawami. Wiem, że nie ma swojego życia prywatnego, ale dlaczego włazi z butami w cudze życie?
- Masz rację. Dlatego mam propozycję.
- Kolejną nie do odrzucenia? - powiedziała nadal wzburzona.
- Nie, ta jest do odrzucenia, ale mam nadzieję, że się zgodzisz.
- Słucham.
- Zamieszkaj ze mną.
- Słucham? - zapytała Ann. Doskonale jednak słyszała propozycję. Dzięki temu, że udawała, że nie usłyszała, zyskała kilka sekund na zastanowienie się. Fakt, kochała go, ale czy była gotowa z nim zamieszkać? Czy była gotowa opuścić swoje mieszkanie i przebywać z blondynem 24 godziny na dobę?
- Jeśli chcesz, to zamieszkaj ze mną. U mnie. Na stałe, nie raz na kilka nocy. Ty nie będziesz musiała znosić sąsiadów, a ja będę miał Cię tylko dla siebie cały dzień. - przytulił ją. Myślał, że ona od razu się zgodzi, a w jej ruchach wyczuł niezdecydowanie. Spojrzał na nią. - Nie chcesz?
- Chcę, ale daj mi się zastanowić, okej?
- Jasne. - Marco posmutniał.
- Co się stało? - zapytała.
- Chodź na spacer za dom. - powiedział.
- A goście?
Ann spojrzała na innych, ale widziała, że się bawią.
- Oni sobie poradzą - powiedział blondyn.
Wziął ją za rękę i wyszli przez taras za dom. Szli, a Ann ponowiła pytanie.
- Co się stało?
- Myślałem po prostu, że chcesz ze mną zamieszkać.
- Chcę! - odpowiedziała od razu.
- To co stoi na przeszkodzie?
- Ja się zwyczajnie boję.
- Czego? - uśmiechnął się Reus. Poczuł ulgę, wiedząc, że to nie on jest problemem.
- Nigdy nie mieszkałam z chłopakiem. Co innego przebywać kilka godzin dziennie razem, a co innego cały dzień.
- Z pewnością. Ale chcesz tego, prawda?
- Chcę, ale się boję. - powtórzyła się Ann.
- Nie będę sprawiał problemów. Powiesz w jakiejkolwiek sprawie stop, a ja to uszanuję.
- Wiem przecież. Zawsze mnie szanowałeś.
- Zawsze tak będzie.
- Dobra, ale i tak daj mi trochę czasu, dobrze?
- Jasne. Nie ma problemu. Cieszę się, że się nad tym zastanowisz.
- Jejku, ale na sąsiadkę nakrzyczałam. Chyba mi trochę alkohol do głowy uderzył.
- A mnie się bardzo podobało. Nigdy nie widziałem Cię w akcji. - usmiechnął się.
- Ale mi głupio trochę. Zawsze mnie denerwowała, ale zawsze żyłam z nią w dobrych stosunkach. Choć, nie powiem, ulżyło mi.
- To jest najważniejsze. Wracamy?
- Jasne.
Wrócili do domu i nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli...
-------------------------------------------------
Wyjeżdżam na tydzień i niestety nie uda mi się niczego dodać. Dlatego za jakąś godzinę mam zamiar napisać następny rozdział i go dodać:) Mam nadzieję, że ten Wam się podoba, choć jest krótki.
Dziękuję za komentarze, których jest coraz więcej:*
Pozdrawiam:*
- Natalie, przychodź do mnie! Poznasz piłkarzy.
- Okej, zaraz będę! - odpowiedziała bez wahania.
Pół godziny później przyjaciółka zjawiła się. Stanęła w drzwiach jak wryta. Nie spodziewała się, że tak wielkie wrażenie sprawi na niej widok piłkarzy.
- Jak możesz bez żadnego skrępowania przebywać z nimi, a z Marco spać i całować się? - zapytała później, kiedy już poznała zawodników.
- Uwierz mi, też miałam na początku mały problem, ale szybko się przyzwyczaiłam.
Puścili głośno muzykę, niektórzy tańczyli. Było tak, jakby wszyscy znali się od zawsze. Jak zgrana paczka przyjaciół.
W pewnym momencie, kiedy wszyscy już trochę wypili, zaczęli tańczyć. Marco poprosił Ann do tańca jako pierwszą. Jednak ich taniec nie trwał długo, ponieważ niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę i otworzę. - powiedziała brunetka, wypuszczając z objęć Reusa. Nie był tym faktem zachwycony, ale pozwolił jej odejść.
Ann otworzyła drzwi i zobaczyła w nich swoją sąsiadkę, panią Peters.
- Dobry wieczór. - powiedziała z uśmiechem. Była trochę wstawiona. Nigdy nie lubiła tej wścibskiej baby. Ona pierwsza musiała o wszystkim wiedzieć. Jako pierwsza wiedziała o związku z Michaelem, jako pierwsza dowiedziała się o rozstaniu z nim i jako pierwsza wysłała zdjęcie do gazety z tamtego poranka, kiedy Reus u niej nocował. - W czym mogę pomóc?
- Czy mogłabyś przyciszyć muzykę?
- Niestety, ale nie. - powiedziała bez wyjaśnień.
- Słucham?
- Dobrze pani słyszała. Nie mam zamiaru ściszyć muzyki ani jej wyłączać. Po pierwsze dlatego, że jest przed 22, po drugie dlatego, że wtrynia pani swój nos w nieswoje sprawy, a po trzecie nie mam ochoty. - wyrzuciła w końcu z siebie wszystkie pretensje.
- Niby w jakie nieswoje sprawy?!
- Choćby w mój nowy związek. Przecież wiem, że to pani wysłała zdjęcie do internetu. Nie jestem głupia, a tylko z pani balkonu można zrobić zdjęcie mojego tarasu, także proszę, niech pani nie udaje.
- Nie masz żadnego dowodu.
- Ale ja go nie potrzebuję. Wiem to i ta świadomość mi wystarcza.
- Chyba nie mamy o czym rozmawiać.
- Jeśli pani tak uważa.
Sąsiadka Ann odwróciła się na pięcie i wyszła jak burza. Była wściekła. Dobrze jej tak, pomyślała dziewczyna. Marco, który stał za nią był pod wrażeniem.
- No proszę. Nie podejrzewałem Cię o to.
- Wkurzyła mnie. To ona wpuściła do internetu to zdjęcie.
- Nie przejmuj się nim.
- To nie o to chodzi. Po prostu mam jej dość. Od zawsze interesuje się nieswoimi sprawami. Wiem, że nie ma swojego życia prywatnego, ale dlaczego włazi z butami w cudze życie?
- Masz rację. Dlatego mam propozycję.
- Kolejną nie do odrzucenia? - powiedziała nadal wzburzona.
- Nie, ta jest do odrzucenia, ale mam nadzieję, że się zgodzisz.
- Słucham.
- Zamieszkaj ze mną.
- Słucham? - zapytała Ann. Doskonale jednak słyszała propozycję. Dzięki temu, że udawała, że nie usłyszała, zyskała kilka sekund na zastanowienie się. Fakt, kochała go, ale czy była gotowa z nim zamieszkać? Czy była gotowa opuścić swoje mieszkanie i przebywać z blondynem 24 godziny na dobę?
- Jeśli chcesz, to zamieszkaj ze mną. U mnie. Na stałe, nie raz na kilka nocy. Ty nie będziesz musiała znosić sąsiadów, a ja będę miał Cię tylko dla siebie cały dzień. - przytulił ją. Myślał, że ona od razu się zgodzi, a w jej ruchach wyczuł niezdecydowanie. Spojrzał na nią. - Nie chcesz?
- Chcę, ale daj mi się zastanowić, okej?
- Jasne. - Marco posmutniał.
- Co się stało? - zapytała.
- Chodź na spacer za dom. - powiedział.
- A goście?
Ann spojrzała na innych, ale widziała, że się bawią.
- Oni sobie poradzą - powiedział blondyn.
Wziął ją za rękę i wyszli przez taras za dom. Szli, a Ann ponowiła pytanie.
- Co się stało?
- Myślałem po prostu, że chcesz ze mną zamieszkać.
- Chcę! - odpowiedziała od razu.
- To co stoi na przeszkodzie?
- Ja się zwyczajnie boję.
- Czego? - uśmiechnął się Reus. Poczuł ulgę, wiedząc, że to nie on jest problemem.
- Nigdy nie mieszkałam z chłopakiem. Co innego przebywać kilka godzin dziennie razem, a co innego cały dzień.
- Z pewnością. Ale chcesz tego, prawda?
- Chcę, ale się boję. - powtórzyła się Ann.
- Nie będę sprawiał problemów. Powiesz w jakiejkolwiek sprawie stop, a ja to uszanuję.
- Wiem przecież. Zawsze mnie szanowałeś.
- Zawsze tak będzie.
- Dobra, ale i tak daj mi trochę czasu, dobrze?
- Jasne. Nie ma problemu. Cieszę się, że się nad tym zastanowisz.
- Jejku, ale na sąsiadkę nakrzyczałam. Chyba mi trochę alkohol do głowy uderzył.
- A mnie się bardzo podobało. Nigdy nie widziałem Cię w akcji. - usmiechnął się.
- Ale mi głupio trochę. Zawsze mnie denerwowała, ale zawsze żyłam z nią w dobrych stosunkach. Choć, nie powiem, ulżyło mi.
- To jest najważniejsze. Wracamy?
- Jasne.
Wrócili do domu i nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli...
-------------------------------------------------
Wyjeżdżam na tydzień i niestety nie uda mi się niczego dodać. Dlatego za jakąś godzinę mam zamiar napisać następny rozdział i go dodać:) Mam nadzieję, że ten Wam się podoba, choć jest krótki.
Dziękuję za komentarze, których jest coraz więcej:*
Pozdrawiam:*
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rozdział 24
Wzięła głęboki oddech i ponownie na niego spojrzała.
- Michael mnie pocałował. - powiedziała bez zbędnych wstępów. Wiedziała, że tylko szczerość może ją w jakiś sposób uratować. - Najgorsze jest to, że z początku nie oponowałam. Po chwili opanowałam się i go odepchnęłam, ale...
Marco nie chciał jej słuchać, potrzebował chwili, dlatego wstał i wszedł do domu. Usiadł na kanapie i siedział tak kilka minut. W jeg głowie szalały głosy. Myślał, co powinien zrobić: wybaczyć, odejść, rozmawiać?
W tym samym czasie Ann siedziała na tarasie i zastanawiała się, czy dobrze zrobiła. Wiedziała, że go zraniła. Nie miała zamiaru zrzucać na niego winy, bo to tylko jej wina. Jej decyzje, jej działania doprowadziły do tego, że nie wie, na czym stoi. Ta niepewność ją dobijała. Chciała mu wyjaśnić, powiedzieć, że go kocha, ale teraz to ona postanowiła, że da mu czas. Pozwoli na przemyślenie wszystkiego. Była pewna, że kiedy będzie gotów, przyjdzie i porozmawia z nią. Powie, co myśli. Czuła się tak strasznie, nie mogąc nic zrobić. Nie mając wpływu na jego decyzję. Jednak była świadoma, że sama do tego doprowadziła. Miała tylko nadzieję, że ta jedna sytuacja nie zmieni całkowicie jej życia...
- Kochasz mnie? - zapytał znienacka, pojawiając się na tarasie.
- Oczywiście. - odpowiedziała bez wahania. Co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
- Nie okłamuj mnie więcej. - podszedł do niej i ją przytulił. Ann zaczęła płakać, ale także się do niego przytuliła. Dotarło do niej, że była idiotką, myśląc, że Michael jest dla niej ważny. To blondyn jest najważniejszą osobą w jej życiu. Już wiedziała, że temat Michaela jest zamknięty. Nigdy więcej się z nim nie spotka i nigdy więcej nie spotka się z nim. Ba! Nawet z nim nie porozmawia.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał, biorąc jej twarz w dłonie.
- Nie wiem. Ze szczęścia chyba. Bałam się, co powiesz. Co zdecydujesz. Wiem, że zawaliłam kolejny raz. Obiecuję, że nie będę miała żadnych tajemnic. Zero spotkań i rozmów z Michaelem. To koniec.
- Mam nadzieję. A tak zmieniając temat, słyszałem, że idziesz ze mną na ślub Melanie.
- O kurczę! Zupełnie zapomniałam! Kiedy jest?
- W sobotę, za trzy dni.
- Fuuuuuuuck! - krzyknęłam. - Muszę jechać do sklepu!
- Tym razem nie jadę z Tobą. Nie ma mowy! - zaczęliśmy się śmiać.
- Wiem, umiem doprowadzić do szewskiej pasji. Spoko, pojadę z Anią. Nie ma problemu. Ale Ty też jedź, ubierz się przyzwoicie.
- Wiem, jutro jadę. Chcesz, to mogę Was zawieźć, ale chodzicie same! - zastrzegł.
- No dobra, mi pasuje.
- Mam ofertę praktycznie nie do odrzucenia! - zawołał nagle Marco.
- Jaką?
- Co powiesz na małe wakacje? Tylko ja i Ty. Zero paparazzi. Gdzieś na końcu świata, gdzie nie ma dziennikarzy. Co Ty na to? Ja stawiam!
- A Twoje treningi?
- O to się nie martw. Niedługo mogę wziąć urlop. Może Jurgen mi pozwoli niedługo wyjechać. Wie, że pracuję ciężko i zdobywam gole, więc mi się należy.
- No dobra. Jeśli tylko Klopp się zgodzi, to pewnie! Gdzie pojedziemy?
- Nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Ale coś na pewno znajdziemy. Tym bardziej, że chyba nie mamy planów na weekend po ślubie mojej siostry.
- Ja nie mam żadnych, więc się dostosuję jeśli chodzi o termin.
- Ufasz mi? - Ann coraz mniej rozumiała chłopaka.
- Oczywiście, że tak!
- Zdaj się na mnie. Ty pojedziesz na gotowe.
- Nie nawidzę planować wakacji, dlatego dobra. Jestem ciekawa, co wymyślisz.
- Coś mega!
- W to nie wątpię.
Spędzili ze sobą jeszcze kilka godzin, a później Ann wróciła do domu. Marco proponował jej nocleg, ale ona musiała w końcu posprzątać w swoim domu.
***
Kiedy wieczorem usiadła zmęczona, zadzwoniła do Ani.
- Cześć, masz jakieś plany na jutro? - zapytała dziewczyny.
- Żadnych. A co?
- Jedziemy na zakupy. Mam ślub w sobotę i muszę coś kupić.
- Czyj ślub?
- Melanie, siostry Marco.
- Już myślałam, że Twój i mnie nie zaprosiłaś.
- Coś Ty. Byłabyś pierwszą zaproszoną!
- Ja mam nadzieję! O której zakupy?
- Marco nas zawiezie. Nie rozmawiałam z nim jeszcze. Chodź, obudzimy go bardzo wcześnie!
- Hahaha, będzie wściekły.
- Nie będzie. Trochę ponarzeka i odpuści.
- No dobra. To o której?
- Spotykamy się o 7?
- Dobra. Do zobaczenia!
Ann i Ania rozłączyły się. Brunetka nie spodziewała się już nikogo, ale dzwonek do drzwi zadzwonił. Dziewczyna podeszła do drzwi i je otworzyła. Zobaczyła w nich uśmiechniętego Marco, który szybko do niej podszedł, przyparł do ściany i pocałował.
- Oooo, a to za co? - zapytała Ann.
- Stęskniłem się za Tobą.
- Rano się widzieliśmy przecież.
- I co z tego? - blondyn wrócił do przerwanej czynności.
Ann zdjęła z niego koszulkę i ,,wskoczyła'' na jego ręce. On zachęcony, szybko zaniósł ją na górę, bez problemu trafiając do jej sypialni. Kiedy uderzył się w nogę o ramę jej łóżka, Ann nie mogła powstrzymać śmiechu. Zaczęła się śmiać i nie mogła przestać.
- Kurwa! - zaklął Reus, a brunetka po raz kolejny wybuchnęła śmiechem.
- Ja Ci pokażę! - zaczął ją łaskotać. Zachowywali się jak małe dzieci, ale nie dbali o to. Cieszyli się sobą.
- Poddaję się! - krzyknęła Ann, a Marco po raz kolejny zaczął ją całować. Zdjął z niej koszulkę, którą miała na sobie. Całował ją po szyi i dekolcie, a ona wplotła mu palce we włosy. Jak zawsze miał je starannie ułożone. Jednym ruchem zepsuła jego fryzurę. Było jednak dość ciemno w pokoju i nie mogła zobaczyć efektu swojego ,,dzieła''. Kochali się kilka godzin. W końcu, zmęczeni, zasnęli.
***
-Hahahahahahahahahaha! - Ann po raz kolejny wybuchnęła śmiechem, kiedy się obudziła. Zobaczyła fryzurę Marco i nie mogła się powstrzymać. Nigdy nie widziała go tak bardzo nieogarniętego.
- Z czego się śmiejesz znowu? - zapytał zaspany Marco.
- Idź i zobacz w lustrze. Zrozumiesz.
Marco wszedł do łazienki dziewczyny, zobaczył swoje odbicie i też zaczął się śmiać.
- I co mi zrobiłaś? Pytam się! - podszedł do dziewczyny. Zdążyła się opanować, ale znowu zobaczyła fryzurę blondyna i zaśmiała się.
- Czekaj! Nie mam już siły! - powiedziała, łapiąc się za brzuch.
Chwilę później do pokoju Ann wparowała Ania.
- Ann, wszystko zepsułaś! - powiedziała, widząc rozespanego Reusa.
- Przepraszam, ale zobacz jego włosy!
- Ja wychodzę, nie będę Waszym pośmiewiskiem. - obraził się Marco i wyszedł, zamykając się w łazience.
- Marco, skarbie! Nie gniewaj się! - powiedziała Ann, pukając do łazienki.
Ania zeszła na dół i postanowiła tam poczekać na piłkarza i Ann.
- A przestaniesz się ze mnie śmiać? Wiesz, jak mnie noga boli? - narzekał Reus.
- Przestanę. Wyjdź.
Marco wyszedł, a Ann go przytuliła. Już się nie gniewał. Dziewczyna musiała powstrzymać szeroki uśmiech.
- Jedziemy na zakupy?
- Tak wcześnie?! - zapytał Reus.
- Skoro i tak wstaliśmy, a Ania siedzi na dole, to czemu nie?
- No dobra, jedźmy. Będziemy mieli to za sobą.
Trzy godziny później wrócili do domu. Najpierw odwieźli Anię, a później pojechali do domu Ann. Dziewczyna szybko posprzątała, gdyż rano nie zdążyła, a później zaproponowała:
- Co Ty na to, żebyś zadzwonił po kolegów?
- Impreza?
- Aha.
- Dobra! Bardzo dobry pomysł. A co na to Twoi ciekawscy sąsiedzi?
- Mam ochotę ich zdenerwować.
- Głośna impreza? - zapytał z uśmiechem Reus.
- Bardzo głośna.
--------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak urwany, ale jutro będzie dłuższy. Na pewno:)
Miałam już teraz opisać imprezę, ale coś bardzo ważnego mi wypadło.
Podoba Wam się ten rozdział?:) Komentujcie!
Oczywiście wszystkie uwagi rozważę:)
Dziękuję za dotychczasowe komentarze i czekam na następne!:*
Pozdrawiam, kochani!:*
- Michael mnie pocałował. - powiedziała bez zbędnych wstępów. Wiedziała, że tylko szczerość może ją w jakiś sposób uratować. - Najgorsze jest to, że z początku nie oponowałam. Po chwili opanowałam się i go odepchnęłam, ale...
Marco nie chciał jej słuchać, potrzebował chwili, dlatego wstał i wszedł do domu. Usiadł na kanapie i siedział tak kilka minut. W jeg głowie szalały głosy. Myślał, co powinien zrobić: wybaczyć, odejść, rozmawiać?
W tym samym czasie Ann siedziała na tarasie i zastanawiała się, czy dobrze zrobiła. Wiedziała, że go zraniła. Nie miała zamiaru zrzucać na niego winy, bo to tylko jej wina. Jej decyzje, jej działania doprowadziły do tego, że nie wie, na czym stoi. Ta niepewność ją dobijała. Chciała mu wyjaśnić, powiedzieć, że go kocha, ale teraz to ona postanowiła, że da mu czas. Pozwoli na przemyślenie wszystkiego. Była pewna, że kiedy będzie gotów, przyjdzie i porozmawia z nią. Powie, co myśli. Czuła się tak strasznie, nie mogąc nic zrobić. Nie mając wpływu na jego decyzję. Jednak była świadoma, że sama do tego doprowadziła. Miała tylko nadzieję, że ta jedna sytuacja nie zmieni całkowicie jej życia...
- Kochasz mnie? - zapytał znienacka, pojawiając się na tarasie.
- Oczywiście. - odpowiedziała bez wahania. Co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
- Nie okłamuj mnie więcej. - podszedł do niej i ją przytulił. Ann zaczęła płakać, ale także się do niego przytuliła. Dotarło do niej, że była idiotką, myśląc, że Michael jest dla niej ważny. To blondyn jest najważniejszą osobą w jej życiu. Już wiedziała, że temat Michaela jest zamknięty. Nigdy więcej się z nim nie spotka i nigdy więcej nie spotka się z nim. Ba! Nawet z nim nie porozmawia.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał, biorąc jej twarz w dłonie.
- Nie wiem. Ze szczęścia chyba. Bałam się, co powiesz. Co zdecydujesz. Wiem, że zawaliłam kolejny raz. Obiecuję, że nie będę miała żadnych tajemnic. Zero spotkań i rozmów z Michaelem. To koniec.
- Mam nadzieję. A tak zmieniając temat, słyszałem, że idziesz ze mną na ślub Melanie.
- O kurczę! Zupełnie zapomniałam! Kiedy jest?
- W sobotę, za trzy dni.
- Fuuuuuuuck! - krzyknęłam. - Muszę jechać do sklepu!
- Tym razem nie jadę z Tobą. Nie ma mowy! - zaczęliśmy się śmiać.
- Wiem, umiem doprowadzić do szewskiej pasji. Spoko, pojadę z Anią. Nie ma problemu. Ale Ty też jedź, ubierz się przyzwoicie.
- Wiem, jutro jadę. Chcesz, to mogę Was zawieźć, ale chodzicie same! - zastrzegł.
- No dobra, mi pasuje.
- Mam ofertę praktycznie nie do odrzucenia! - zawołał nagle Marco.
- Jaką?
- Co powiesz na małe wakacje? Tylko ja i Ty. Zero paparazzi. Gdzieś na końcu świata, gdzie nie ma dziennikarzy. Co Ty na to? Ja stawiam!
- A Twoje treningi?
- O to się nie martw. Niedługo mogę wziąć urlop. Może Jurgen mi pozwoli niedługo wyjechać. Wie, że pracuję ciężko i zdobywam gole, więc mi się należy.
- No dobra. Jeśli tylko Klopp się zgodzi, to pewnie! Gdzie pojedziemy?
- Nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Ale coś na pewno znajdziemy. Tym bardziej, że chyba nie mamy planów na weekend po ślubie mojej siostry.
- Ja nie mam żadnych, więc się dostosuję jeśli chodzi o termin.
- Ufasz mi? - Ann coraz mniej rozumiała chłopaka.
- Oczywiście, że tak!
- Zdaj się na mnie. Ty pojedziesz na gotowe.
- Nie nawidzę planować wakacji, dlatego dobra. Jestem ciekawa, co wymyślisz.
- Coś mega!
- W to nie wątpię.
Spędzili ze sobą jeszcze kilka godzin, a później Ann wróciła do domu. Marco proponował jej nocleg, ale ona musiała w końcu posprzątać w swoim domu.
***
Kiedy wieczorem usiadła zmęczona, zadzwoniła do Ani.
- Cześć, masz jakieś plany na jutro? - zapytała dziewczyny.
- Żadnych. A co?
- Jedziemy na zakupy. Mam ślub w sobotę i muszę coś kupić.
- Czyj ślub?
- Melanie, siostry Marco.
- Już myślałam, że Twój i mnie nie zaprosiłaś.
- Coś Ty. Byłabyś pierwszą zaproszoną!
- Ja mam nadzieję! O której zakupy?
- Marco nas zawiezie. Nie rozmawiałam z nim jeszcze. Chodź, obudzimy go bardzo wcześnie!
- Hahaha, będzie wściekły.
- Nie będzie. Trochę ponarzeka i odpuści.
- No dobra. To o której?
- Spotykamy się o 7?
- Dobra. Do zobaczenia!
Ann i Ania rozłączyły się. Brunetka nie spodziewała się już nikogo, ale dzwonek do drzwi zadzwonił. Dziewczyna podeszła do drzwi i je otworzyła. Zobaczyła w nich uśmiechniętego Marco, który szybko do niej podszedł, przyparł do ściany i pocałował.
- Oooo, a to za co? - zapytała Ann.
- Stęskniłem się za Tobą.
- Rano się widzieliśmy przecież.
- I co z tego? - blondyn wrócił do przerwanej czynności.
Ann zdjęła z niego koszulkę i ,,wskoczyła'' na jego ręce. On zachęcony, szybko zaniósł ją na górę, bez problemu trafiając do jej sypialni. Kiedy uderzył się w nogę o ramę jej łóżka, Ann nie mogła powstrzymać śmiechu. Zaczęła się śmiać i nie mogła przestać.
- Kurwa! - zaklął Reus, a brunetka po raz kolejny wybuchnęła śmiechem.
- Ja Ci pokażę! - zaczął ją łaskotać. Zachowywali się jak małe dzieci, ale nie dbali o to. Cieszyli się sobą.
- Poddaję się! - krzyknęła Ann, a Marco po raz kolejny zaczął ją całować. Zdjął z niej koszulkę, którą miała na sobie. Całował ją po szyi i dekolcie, a ona wplotła mu palce we włosy. Jak zawsze miał je starannie ułożone. Jednym ruchem zepsuła jego fryzurę. Było jednak dość ciemno w pokoju i nie mogła zobaczyć efektu swojego ,,dzieła''. Kochali się kilka godzin. W końcu, zmęczeni, zasnęli.
***
-Hahahahahahahahahaha! - Ann po raz kolejny wybuchnęła śmiechem, kiedy się obudziła. Zobaczyła fryzurę Marco i nie mogła się powstrzymać. Nigdy nie widziała go tak bardzo nieogarniętego.
- Z czego się śmiejesz znowu? - zapytał zaspany Marco.
- Idź i zobacz w lustrze. Zrozumiesz.
Marco wszedł do łazienki dziewczyny, zobaczył swoje odbicie i też zaczął się śmiać.
- I co mi zrobiłaś? Pytam się! - podszedł do dziewczyny. Zdążyła się opanować, ale znowu zobaczyła fryzurę blondyna i zaśmiała się.
- Czekaj! Nie mam już siły! - powiedziała, łapiąc się za brzuch.
Chwilę później do pokoju Ann wparowała Ania.
- Ann, wszystko zepsułaś! - powiedziała, widząc rozespanego Reusa.
- Przepraszam, ale zobacz jego włosy!
- Ja wychodzę, nie będę Waszym pośmiewiskiem. - obraził się Marco i wyszedł, zamykając się w łazience.
- Marco, skarbie! Nie gniewaj się! - powiedziała Ann, pukając do łazienki.
Ania zeszła na dół i postanowiła tam poczekać na piłkarza i Ann.
- A przestaniesz się ze mnie śmiać? Wiesz, jak mnie noga boli? - narzekał Reus.
- Przestanę. Wyjdź.
Marco wyszedł, a Ann go przytuliła. Już się nie gniewał. Dziewczyna musiała powstrzymać szeroki uśmiech.
- Jedziemy na zakupy?
- Tak wcześnie?! - zapytał Reus.
- Skoro i tak wstaliśmy, a Ania siedzi na dole, to czemu nie?
- No dobra, jedźmy. Będziemy mieli to za sobą.
Trzy godziny później wrócili do domu. Najpierw odwieźli Anię, a później pojechali do domu Ann. Dziewczyna szybko posprzątała, gdyż rano nie zdążyła, a później zaproponowała:
- Co Ty na to, żebyś zadzwonił po kolegów?
- Impreza?
- Aha.
- Dobra! Bardzo dobry pomysł. A co na to Twoi ciekawscy sąsiedzi?
- Mam ochotę ich zdenerwować.
- Głośna impreza? - zapytał z uśmiechem Reus.
- Bardzo głośna.
--------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak urwany, ale jutro będzie dłuższy. Na pewno:)
Miałam już teraz opisać imprezę, ale coś bardzo ważnego mi wypadło.
Podoba Wam się ten rozdział?:) Komentujcie!
Oczywiście wszystkie uwagi rozważę:)
Dziękuję za dotychczasowe komentarze i czekam na następne!:*
Pozdrawiam, kochani!:*
piątek, 19 lipca 2013
Rozdział 23
Ann i Marco siedzieli w osłupieniu.
- Co?! - wybuchnął Reus.
- Ja wiem, że nie powinienem, przepraszam. - zaczął tłumaczyć się Michael.
- Mi nie chodzi o Ciebie! Muszę się z nią spotkać. Zaraz, teraz, koniecznie! - powiedział Reus i wstał.
- Obiecałeś mi, że zamkniemy ten rozdział. - przypomniała mu Ann.
- Ann, skarbie - złagodził swój głos - wiem, ale nie mogę tego tak zostawić. Ona nie odpuści, jeśli nie załatwimy tego teraz.
- No dobrze, ale mogę nie iść z Tobą do niej? - zapytała Ann. Nie była gotowa na ponowne spotkanie z Caroline, choć od poprzedniego minęło dużo czasu. Wciąż pamiętała jej wzrok.
- Proszę Cię, chodź ze mną. Może jak nas razem zobaczy, to coś do niej dotrze w końcu.
- No nie wiem, czy to dobry pomysł. Ona mnie nie znosi!
- Będę z Tobą.
Te słowa ostatecznie przekonały brunetkę.
- No dobra. Pójdę. - westchnęła zrezygnowana. - Michael, bardzo Ci dziękuję, że mi powiedziałeś prawdę. Cieszę się, że to zrobiłeś. - podeszła do chłopaka i go przytuliła.
Michael uśmiechnął się i też przytulił ją, zdając sobie sprawę z tego, że to może być ostatnia szansa na przytulenie swojej byłej, do której wciąż żywił jakieś uczucia. W głębi serca wiedział, że niw wygra z blondynem, ale łudził się.
Marco widząc tę sytuację poczuł dziwne ukłucie zazdrości. Wiedział, że Ann go kocha, ale to było dziwne uczucie, kiedy patrzył jak jego dziewczyna przytula swojego byłego, a on ją tylko do siebie mocniej przyciąga. Zdawał sobie sprawę, że sytuacja między nimi paradoksalnie poprawiła się dzięki temu chłopakowi, który wcześniej wszystko spieprzył. Tylko dlatego tego nie przerwał.
Ann przypomniały się dawne czasy. Czasy, kiedy była tak szczęśliwa z Michaelem. Kiedy spotykała się z nim jako przyjaciółka, a później jako dziewczyna. Przed oczami przeleciało jej kilkanaście wspomnień. Jedno jednak szczególnie. Byli wtedy na rampie. Ćwiczyła jakiś nowy element i upadła. Michael nie był wtedy jej chłopakiem. Podbiegł szybko, bo Ann nie mogła się sama podnieść. Bardzo bolała ją kostka. Wziął ją na ręce, spojrzał w oczy i przytulił. Wtedy właśnie brunetka poczuła, że między nimi zaczyna rodzić się jakieś głębsze uczucie. Gdyby w tamtym momencie się nie odezwała, to pewnie by ją pocałował i kto wie? Może wtedy zostaliby parą?
Opamiętaj się! - skarciła się w myślach dziewczyna. Odsunęła się od chłopaka i popatrzyła mu w oczy. Zobaczyła tego samego gówniarza, z którym jeździła na desce. Z którym się wygłupiała. I, o dziwo, zatęskniła za tamtymi czasami.
- Musimy już iść. - powiedziała do niego. Chciała zostać i nadrobić stracony czas, bo wiedziała już, że Michael wcale się nie zmienił. Zrobił to dla tej wrednej małpy.
Wyszli z bloku Michela i poszli w stronę domu Caroline. Tak się składało, że wszyscy mieszkali stosunkowo blisko siebie, dlatego można było dostać się tam na pieszo.
- Wiesz, że on coś do Ciebie czuje nadal? - zapytał Marco.
- O czym Ty mówisz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Choć chciała się tego wyprzeć, ale gdy spojrzała w oczy Michaela, zobaczyła jakieś uczucie.
- O Michaelu.
- Nawet jeżeli, to co z tego?
- Masz zamiar się z nim spotykać?
- Nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym, ale jeśli okazało się, że to nie jego wina, to czemu nie?
- Nie rób tego, proszę. - powiedział do niej Marco.
- Przecież Cię nie zdradzę. Nie ma takiej opcji. - złapała Reusa za rękę i zmusiła, aby się zatrzymał. Następnie spojrzała mu w oczy. - Ile razy mam Ci powtarzać, że to Ciebie kocham? Ile razy, żebyś w końcu mi zaufał?
- Tobie ufam. Trochę gorzej jest z moim zaufaniem do Michaela.
- Wystarczy, że mi ufasz. Powiem Ci, że trochę tęsknię za spotkaniami z Natalie i Michaelem. Wiesz, jak fajnie się dogadywaliśmy?
- Nie mam ochoty słuchać o Twoim byłym. - skwitował Reus.
- Ja mówię o spotkaniach z przyjaciółmi.
- To może skoro tak za tym tęsknisz, to wróć do niego?
- Jak możesz?! Uważasz, że po tym, co razem przeszliśmy przez niego mogłabym do niego wrócić? Chyba kpisz?!
- A bo ja wiem, co Ci w głowie siedzi?
- Do niedawna tylko Ty. Teraz też złość na Ciebie!
- Nie masz się o co złościć.
- A gdybym Tobie zarzuciła, że wolisz Caroline ode mnie, to co? Jak byś zareagował?
- Nie rozumiem, o co Ci chodzi.
- Wiesz co, idź sobie sam do Caroline. Jak chcesz, to idź, a jak nie, to nie idź. Ja do niej nie idę.
Ann odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku swojego domu. Szła jednak inną drogą, której Marco nie znał. Szła przed las i zastanawiała się, jak on mógł jej coś takiego powiedzieć. Za długo była między nimi zgoda. Miała dość tych jego humorków. Postanowiła, że pójdzie do Ani. Dawno jej nie widziała, a potrzebowała pogadać.
- Kto tam? - odezwał się głos w domofonie.
- To ja, Ann.
- Wchodź, kochana!
Szła przez ogromne podwórko i zobaczyła Anię stojącą na werandzie. Ann podbiegła do niej i ją przytuliła. Łzy same zaczęły cisnąć jej się do oczu.
- Co się stało? Co znowu zrobił? - zapytała Lewandowska. Wiedziała, że przyjaciółka płacze przez Reusa. Ann opoiwedziała jej pokrótce, co się stało.
- Spokojnie, wiesz, że jak przemyśli, to przeprosi.
- Tak, Ania, wiem. Ale mam dość tego, że kłócimy się, a później on mnie przeprasza lub ja jego i tak w kółko. Ile razy można?
- Na początku znajomości ja i Robert też nie byliśmy idealni. Kłóciliśmy się o wszystko. Dosłownie. - Ania uśmiechnęła się na tamto wspomnienie. - Chcesz zanocować u mnie?
- A mogłabym?
- Pewnie.
- Ale mam prośbę. Gdyby Marco dzwonił, nie mów, że tu jestem. Nie się trochę pomęczy. Niech pomyśli. Może w końcu będziemy szczęśliwi.
Dziewczyny spędziły resztę wieczoru pijąc wino i oglądając jakieś powtóki seriali.
- Wiesz, że ja to kiedyś oglądałam? Masakra jakaś. - powiedziała Ania.
- Ja też! I bujałam się w głównym bohaterze!
- Hahahahaha, ja to samo! Wolałam nie mówić, bo przecież to przypał.
- Chyba wszystkie nastolatki tak miały.
***
- Stary, ja nie wiem, co się z nią dzieje - mówił w tym samym czasie Reus do Mario.
- A może to Ty przesadzasz? Skoro ją kochasz, to zaufaj jej w końcu. Ona nie jest Caroline! Ona nie czeka na to aż odwrócisz wzrok, a ona wskoczy jakiemuś facetowi do łóżka. Rozmawiałem z nią kilka razy i jest naprawdę sympatyczna.
- Aż tak bardzo przesadzam?
- Wiem, że dla Ciebie jest to trudne, ale wyluzuj.
- Ty nic nie rozumiesz! Zależy mi na niej i boję się, że zachowa się tak, jak Caroline.
- Wyluzuj trochę i będzie dobrze. Zadzwonię po chłopaków, co?
- Nie, muszę iść do Ann i ją przeprosić.
- Jak chcesz.
Marco pożegnał się z Goetze. Ulżyło mu po wizycie u kumpla. Zawsze wiedział, co powiedzieć. Nawet jeśli nie do końca tak myślał, to starał się podnieść go na duchu. Był mu za to naprawdę wdzięczny.
Wyszedł z domu Mario i skierował się do domu swojej dziewczyny. Wyjątkowo szybko tam doszedł i zapukał do drzwi. Nikt mu nie otwierał. Myślał, że Ann nadal jest na niego wściekła. Jednak zawsze mu otwierała. Wyjął telefon i zadzwonił do Ani. Dom Lewandowskich był jedynym miejscem, gdzie według niego mogła pójść Ann. Była jeszcze Natalie, ale nie miał pojęcia, gdzie mieszka ani nie miał jej numeru, dlatego wizytę u niej musiał sobie darować. Zadzwonił także do Ann, ale zgodnie z jego przeczuciem, nie odebrała. Nagrał jej wiadomość na poczcie głosowej:
- Ann, to ja. Zadzwoń do mnie, proszę. Musimy pogadać.
***
Ann odsłuchała wiadomość i pod wpływem impulsu, napisała mu smsa:
Marco, daj mi trochę czasu. Muszę sobie przemyśleć wszystko. Mam dość ciągłych kłótni, a później przeprosin. Kilka dni jest wspaniale, a później od nowa to samo. Odezwę się niedługo.
Cieszyła się, że odważyła się w końcu powiedzieć mu to, co myśli. Choć Ania uważała, że to głupota, to Ann wolała mieć sprawę jasną. Kiedy następnego dnia wróciła do siebie z lekkim kacem zauważyła kwiaty pod domem. Był to miły gest, ale nie wymaże całej sytuacji z jej pamięci. Wzięła do ręki kwiaty i zauważyła, że jest karteczka. Otworzyła i przeczytała:
Mam nadzieję, że wszystko wróciło już do normy.
Że nie namieszałem aż tak, żeby nie dało się tego
wszystkiego odkręcić.
Michael.
PS Co powiesz na spotkanie?
No nie, Ann tego się nie spodziewała. Myślała, że to Marco. Usiadła na kanapie i stwierdziła, że sytuacja coraz bardziej się komplikuje. Zdecydowała to wyjaśnić.
- Michael? - zadzwoniła.
- Cześć Ann.
- Musimy się spotkać i coś wyjaśnić.
- Jasne. Kiedy?
- Choćby dzisiaj. Tylko proszę u mnie, okej? - czuła się bardzo rozbita i kac miał w tym swój udział.
- Dobra, będę za godzinę. Może być?
- Będę czekać.
Pobiegła do swojej łazienki, żeby wziąć prysznic i się przebrać. Zeszła na dół i zrobiłą herbatę. Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi.
- Cześć, Michael. - powitała go.
Chłopak wszedł do jej salonu i zobaczył kawiaty na stoliku.
- Widzę, że dostałaś kwiaty.
- Tak, dziękuję. Są piękne. - Nie kłamała. Michael wiedział, że bardzo lubi róże i to wykorzystał.
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- Powiem wprost. Nie rób sobie nadziei, bo do Ciebie nie wrócę. Wiem, że bardzo długo się znamy i spędziliśmy wiele wspólnych chwil, ale to nie wróci. Jestem teraz z Marco i go kocham.
- A jesteś chociaż szczęśliwa? - zapytał.
Trafił w sedno.
- Mamy chwilowe kłopoty, ale to naturalne, jeśli jedno z partnerów jest znane. Po prostu się w to nie mieszaj.
- A nie możemy się przyjaźnić, jak kiedyś?
- Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy nadal cokolwiek do mnie czujesz?
Sekundy, które upływały w oczekiwaniu na odpowiedź były nie do zniesienia.
- Tak. - to była najgorsza odpowiedź z możliwych.
- Nie, nie możemy się przyjaźnić, Michael. To zdecydowanie nie jest dobry pomysł.
W tym momencie Michael pomyślał, że nie ma nic do stracenia. Podszedł do dziewczyny, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Z początku Ann oddawała mu pocałunek. Było jak za dawnych czasów. Jednak po chwili się opamiętała i go odepchnęła.
- Oszalałeś?! Wyjdź z mojego domu i więcej nie wracaj!
Chłopak próbował ją pocałować jeszcze raz, ale tym razem nie dał rady, bo Ann szybko zareagowała.
- Michael, nie rób kolejnej głupoty.
Chłopak wyszedł. Z jednej strony był wściekły na siebie, a z drugiej czuł jakieś rozczarowanie. Nie planował tego. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że uda mu się jeszcze kiedykolwiek pocałować Ann. Jednak dla niego było to naprawdę wspaniałe uczucie.
Ann nadal siedziała na kanapie i zastanawiała się, dlaczego to zrobiła. Dlaczego oddała mu pocałunek. Bardzo tego żałowała, bo wiedziała, że zawiodła w jakiś sposób Marco. To jego kochała i nie zamierzała ukrywać tej sytuacji. Wiedziała, że Reus ma coraz więcej powodów, aby jej nie ufać. Jednak to nie była jej wina. Przynajmniej z początku. Przesiedziała w salonie jakiś czas i zdecydowała pójść do Reusa. Nie wiedziała, czy miał trening, dlatego odczekała do 18. Wyszła z domu i poszła do domu blondyna. Zadzwoniła i po chwili otworzył jej drzwi. Jego twarz rozjaśniła się na chwilę. Do momentu aż Ann powiedziała:
- Musimy porozmawiać.
Te słowa nigdy nie kojarzyły się Reusowi dobrze. Wpuścił ją do środka i zaprowadził na taras. Tam opowiedziała mu wcześniej wiele historii, dlatego wybrał to miejsce.
Ann usiadła na huśtawce i podciągnęła nogi pod brodę. Lubiła tak siedzieć, kiedy się czegoś bała. Nie wiedziała, jak Marco zareaguje, a na pewno nie chciała tego przed nim ukrywać. Obiecała sobie, że nie będzie miała przed nim tajemnic.
Spojrzała mu w oczy. Widziała, że nęka go wiele pytań, ale czekał. Dopiero teraz dotarło do niej, jak wspaniałego człowieka spotkała. Jak wiele dla niej robił, a ona, egoistka, myślała tylko o sobie. O tym, że jej coś nie pasuje. Z jeszcze większą stanowczością postanowiła mu o wszystkim powiedzieć.
--------------------------------------------------
Jak Wam się podoba, kochani? Według mnie trochę nudny, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział. Przepraszam, jeśli Wam się nie podoba!:] Mam nadzieję, że ten rozdział nie spowoduje tego, że przestaniecie czytać mojego bloga.
Dziękuję za komentarze i czekam na następne:)
Pozdrawiam!:*
Kto wie, może dzisiaj napiszę kolejny?:]
- Co?! - wybuchnął Reus.
- Ja wiem, że nie powinienem, przepraszam. - zaczął tłumaczyć się Michael.
- Mi nie chodzi o Ciebie! Muszę się z nią spotkać. Zaraz, teraz, koniecznie! - powiedział Reus i wstał.
- Obiecałeś mi, że zamkniemy ten rozdział. - przypomniała mu Ann.
- Ann, skarbie - złagodził swój głos - wiem, ale nie mogę tego tak zostawić. Ona nie odpuści, jeśli nie załatwimy tego teraz.
- No dobrze, ale mogę nie iść z Tobą do niej? - zapytała Ann. Nie była gotowa na ponowne spotkanie z Caroline, choć od poprzedniego minęło dużo czasu. Wciąż pamiętała jej wzrok.
- Proszę Cię, chodź ze mną. Może jak nas razem zobaczy, to coś do niej dotrze w końcu.
- No nie wiem, czy to dobry pomysł. Ona mnie nie znosi!
- Będę z Tobą.
Te słowa ostatecznie przekonały brunetkę.
- No dobra. Pójdę. - westchnęła zrezygnowana. - Michael, bardzo Ci dziękuję, że mi powiedziałeś prawdę. Cieszę się, że to zrobiłeś. - podeszła do chłopaka i go przytuliła.
Michael uśmiechnął się i też przytulił ją, zdając sobie sprawę z tego, że to może być ostatnia szansa na przytulenie swojej byłej, do której wciąż żywił jakieś uczucia. W głębi serca wiedział, że niw wygra z blondynem, ale łudził się.
Marco widząc tę sytuację poczuł dziwne ukłucie zazdrości. Wiedział, że Ann go kocha, ale to było dziwne uczucie, kiedy patrzył jak jego dziewczyna przytula swojego byłego, a on ją tylko do siebie mocniej przyciąga. Zdawał sobie sprawę, że sytuacja między nimi paradoksalnie poprawiła się dzięki temu chłopakowi, który wcześniej wszystko spieprzył. Tylko dlatego tego nie przerwał.
Ann przypomniały się dawne czasy. Czasy, kiedy była tak szczęśliwa z Michaelem. Kiedy spotykała się z nim jako przyjaciółka, a później jako dziewczyna. Przed oczami przeleciało jej kilkanaście wspomnień. Jedno jednak szczególnie. Byli wtedy na rampie. Ćwiczyła jakiś nowy element i upadła. Michael nie był wtedy jej chłopakiem. Podbiegł szybko, bo Ann nie mogła się sama podnieść. Bardzo bolała ją kostka. Wziął ją na ręce, spojrzał w oczy i przytulił. Wtedy właśnie brunetka poczuła, że między nimi zaczyna rodzić się jakieś głębsze uczucie. Gdyby w tamtym momencie się nie odezwała, to pewnie by ją pocałował i kto wie? Może wtedy zostaliby parą?
Opamiętaj się! - skarciła się w myślach dziewczyna. Odsunęła się od chłopaka i popatrzyła mu w oczy. Zobaczyła tego samego gówniarza, z którym jeździła na desce. Z którym się wygłupiała. I, o dziwo, zatęskniła za tamtymi czasami.
- Musimy już iść. - powiedziała do niego. Chciała zostać i nadrobić stracony czas, bo wiedziała już, że Michael wcale się nie zmienił. Zrobił to dla tej wrednej małpy.
Wyszli z bloku Michela i poszli w stronę domu Caroline. Tak się składało, że wszyscy mieszkali stosunkowo blisko siebie, dlatego można było dostać się tam na pieszo.
- Wiesz, że on coś do Ciebie czuje nadal? - zapytał Marco.
- O czym Ty mówisz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Choć chciała się tego wyprzeć, ale gdy spojrzała w oczy Michaela, zobaczyła jakieś uczucie.
- O Michaelu.
- Nawet jeżeli, to co z tego?
- Masz zamiar się z nim spotykać?
- Nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym, ale jeśli okazało się, że to nie jego wina, to czemu nie?
- Nie rób tego, proszę. - powiedział do niej Marco.
- Przecież Cię nie zdradzę. Nie ma takiej opcji. - złapała Reusa za rękę i zmusiła, aby się zatrzymał. Następnie spojrzała mu w oczy. - Ile razy mam Ci powtarzać, że to Ciebie kocham? Ile razy, żebyś w końcu mi zaufał?
- Tobie ufam. Trochę gorzej jest z moim zaufaniem do Michaela.
- Wystarczy, że mi ufasz. Powiem Ci, że trochę tęsknię za spotkaniami z Natalie i Michaelem. Wiesz, jak fajnie się dogadywaliśmy?
- Nie mam ochoty słuchać o Twoim byłym. - skwitował Reus.
- Ja mówię o spotkaniach z przyjaciółmi.
- To może skoro tak za tym tęsknisz, to wróć do niego?
- Jak możesz?! Uważasz, że po tym, co razem przeszliśmy przez niego mogłabym do niego wrócić? Chyba kpisz?!
- A bo ja wiem, co Ci w głowie siedzi?
- Do niedawna tylko Ty. Teraz też złość na Ciebie!
- Nie masz się o co złościć.
- A gdybym Tobie zarzuciła, że wolisz Caroline ode mnie, to co? Jak byś zareagował?
- Nie rozumiem, o co Ci chodzi.
- Wiesz co, idź sobie sam do Caroline. Jak chcesz, to idź, a jak nie, to nie idź. Ja do niej nie idę.
Ann odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku swojego domu. Szła jednak inną drogą, której Marco nie znał. Szła przed las i zastanawiała się, jak on mógł jej coś takiego powiedzieć. Za długo była między nimi zgoda. Miała dość tych jego humorków. Postanowiła, że pójdzie do Ani. Dawno jej nie widziała, a potrzebowała pogadać.
- Kto tam? - odezwał się głos w domofonie.
- To ja, Ann.
- Wchodź, kochana!
Szła przez ogromne podwórko i zobaczyła Anię stojącą na werandzie. Ann podbiegła do niej i ją przytuliła. Łzy same zaczęły cisnąć jej się do oczu.
- Co się stało? Co znowu zrobił? - zapytała Lewandowska. Wiedziała, że przyjaciółka płacze przez Reusa. Ann opoiwedziała jej pokrótce, co się stało.
- Spokojnie, wiesz, że jak przemyśli, to przeprosi.
- Tak, Ania, wiem. Ale mam dość tego, że kłócimy się, a później on mnie przeprasza lub ja jego i tak w kółko. Ile razy można?
- Na początku znajomości ja i Robert też nie byliśmy idealni. Kłóciliśmy się o wszystko. Dosłownie. - Ania uśmiechnęła się na tamto wspomnienie. - Chcesz zanocować u mnie?
- A mogłabym?
- Pewnie.
- Ale mam prośbę. Gdyby Marco dzwonił, nie mów, że tu jestem. Nie się trochę pomęczy. Niech pomyśli. Może w końcu będziemy szczęśliwi.
Dziewczyny spędziły resztę wieczoru pijąc wino i oglądając jakieś powtóki seriali.
- Wiesz, że ja to kiedyś oglądałam? Masakra jakaś. - powiedziała Ania.
- Ja też! I bujałam się w głównym bohaterze!
- Hahahahaha, ja to samo! Wolałam nie mówić, bo przecież to przypał.
- Chyba wszystkie nastolatki tak miały.
***
- Stary, ja nie wiem, co się z nią dzieje - mówił w tym samym czasie Reus do Mario.
- A może to Ty przesadzasz? Skoro ją kochasz, to zaufaj jej w końcu. Ona nie jest Caroline! Ona nie czeka na to aż odwrócisz wzrok, a ona wskoczy jakiemuś facetowi do łóżka. Rozmawiałem z nią kilka razy i jest naprawdę sympatyczna.
- Aż tak bardzo przesadzam?
- Wiem, że dla Ciebie jest to trudne, ale wyluzuj.
- Ty nic nie rozumiesz! Zależy mi na niej i boję się, że zachowa się tak, jak Caroline.
- Wyluzuj trochę i będzie dobrze. Zadzwonię po chłopaków, co?
- Nie, muszę iść do Ann i ją przeprosić.
- Jak chcesz.
Marco pożegnał się z Goetze. Ulżyło mu po wizycie u kumpla. Zawsze wiedział, co powiedzieć. Nawet jeśli nie do końca tak myślał, to starał się podnieść go na duchu. Był mu za to naprawdę wdzięczny.
Wyszedł z domu Mario i skierował się do domu swojej dziewczyny. Wyjątkowo szybko tam doszedł i zapukał do drzwi. Nikt mu nie otwierał. Myślał, że Ann nadal jest na niego wściekła. Jednak zawsze mu otwierała. Wyjął telefon i zadzwonił do Ani. Dom Lewandowskich był jedynym miejscem, gdzie według niego mogła pójść Ann. Była jeszcze Natalie, ale nie miał pojęcia, gdzie mieszka ani nie miał jej numeru, dlatego wizytę u niej musiał sobie darować. Zadzwonił także do Ann, ale zgodnie z jego przeczuciem, nie odebrała. Nagrał jej wiadomość na poczcie głosowej:
- Ann, to ja. Zadzwoń do mnie, proszę. Musimy pogadać.
***
Ann odsłuchała wiadomość i pod wpływem impulsu, napisała mu smsa:
Marco, daj mi trochę czasu. Muszę sobie przemyśleć wszystko. Mam dość ciągłych kłótni, a później przeprosin. Kilka dni jest wspaniale, a później od nowa to samo. Odezwę się niedługo.
Cieszyła się, że odważyła się w końcu powiedzieć mu to, co myśli. Choć Ania uważała, że to głupota, to Ann wolała mieć sprawę jasną. Kiedy następnego dnia wróciła do siebie z lekkim kacem zauważyła kwiaty pod domem. Był to miły gest, ale nie wymaże całej sytuacji z jej pamięci. Wzięła do ręki kwiaty i zauważyła, że jest karteczka. Otworzyła i przeczytała:
Mam nadzieję, że wszystko wróciło już do normy.
Że nie namieszałem aż tak, żeby nie dało się tego
wszystkiego odkręcić.
Michael.
PS Co powiesz na spotkanie?
No nie, Ann tego się nie spodziewała. Myślała, że to Marco. Usiadła na kanapie i stwierdziła, że sytuacja coraz bardziej się komplikuje. Zdecydowała to wyjaśnić.
- Michael? - zadzwoniła.
- Cześć Ann.
- Musimy się spotkać i coś wyjaśnić.
- Jasne. Kiedy?
- Choćby dzisiaj. Tylko proszę u mnie, okej? - czuła się bardzo rozbita i kac miał w tym swój udział.
- Dobra, będę za godzinę. Może być?
- Będę czekać.
Pobiegła do swojej łazienki, żeby wziąć prysznic i się przebrać. Zeszła na dół i zrobiłą herbatę. Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi.
- Cześć, Michael. - powitała go.
Chłopak wszedł do jej salonu i zobaczył kawiaty na stoliku.
- Widzę, że dostałaś kwiaty.
- Tak, dziękuję. Są piękne. - Nie kłamała. Michael wiedział, że bardzo lubi róże i to wykorzystał.
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- Powiem wprost. Nie rób sobie nadziei, bo do Ciebie nie wrócę. Wiem, że bardzo długo się znamy i spędziliśmy wiele wspólnych chwil, ale to nie wróci. Jestem teraz z Marco i go kocham.
- A jesteś chociaż szczęśliwa? - zapytał.
Trafił w sedno.
- Mamy chwilowe kłopoty, ale to naturalne, jeśli jedno z partnerów jest znane. Po prostu się w to nie mieszaj.
- A nie możemy się przyjaźnić, jak kiedyś?
- Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy nadal cokolwiek do mnie czujesz?
Sekundy, które upływały w oczekiwaniu na odpowiedź były nie do zniesienia.
- Tak. - to była najgorsza odpowiedź z możliwych.
- Nie, nie możemy się przyjaźnić, Michael. To zdecydowanie nie jest dobry pomysł.
W tym momencie Michael pomyślał, że nie ma nic do stracenia. Podszedł do dziewczyny, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Z początku Ann oddawała mu pocałunek. Było jak za dawnych czasów. Jednak po chwili się opamiętała i go odepchnęła.
- Oszalałeś?! Wyjdź z mojego domu i więcej nie wracaj!
Chłopak próbował ją pocałować jeszcze raz, ale tym razem nie dał rady, bo Ann szybko zareagowała.
- Michael, nie rób kolejnej głupoty.
Chłopak wyszedł. Z jednej strony był wściekły na siebie, a z drugiej czuł jakieś rozczarowanie. Nie planował tego. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że uda mu się jeszcze kiedykolwiek pocałować Ann. Jednak dla niego było to naprawdę wspaniałe uczucie.
Ann nadal siedziała na kanapie i zastanawiała się, dlaczego to zrobiła. Dlaczego oddała mu pocałunek. Bardzo tego żałowała, bo wiedziała, że zawiodła w jakiś sposób Marco. To jego kochała i nie zamierzała ukrywać tej sytuacji. Wiedziała, że Reus ma coraz więcej powodów, aby jej nie ufać. Jednak to nie była jej wina. Przynajmniej z początku. Przesiedziała w salonie jakiś czas i zdecydowała pójść do Reusa. Nie wiedziała, czy miał trening, dlatego odczekała do 18. Wyszła z domu i poszła do domu blondyna. Zadzwoniła i po chwili otworzył jej drzwi. Jego twarz rozjaśniła się na chwilę. Do momentu aż Ann powiedziała:
- Musimy porozmawiać.
Te słowa nigdy nie kojarzyły się Reusowi dobrze. Wpuścił ją do środka i zaprowadził na taras. Tam opowiedziała mu wcześniej wiele historii, dlatego wybrał to miejsce.
Ann usiadła na huśtawce i podciągnęła nogi pod brodę. Lubiła tak siedzieć, kiedy się czegoś bała. Nie wiedziała, jak Marco zareaguje, a na pewno nie chciała tego przed nim ukrywać. Obiecała sobie, że nie będzie miała przed nim tajemnic.
Spojrzała mu w oczy. Widziała, że nęka go wiele pytań, ale czekał. Dopiero teraz dotarło do niej, jak wspaniałego człowieka spotkała. Jak wiele dla niej robił, a ona, egoistka, myślała tylko o sobie. O tym, że jej coś nie pasuje. Z jeszcze większą stanowczością postanowiła mu o wszystkim powiedzieć.
--------------------------------------------------
Jak Wam się podoba, kochani? Według mnie trochę nudny, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział. Przepraszam, jeśli Wam się nie podoba!:] Mam nadzieję, że ten rozdział nie spowoduje tego, że przestaniecie czytać mojego bloga.
Dziękuję za komentarze i czekam na następne:)
Pozdrawiam!:*
Kto wie, może dzisiaj napiszę kolejny?:]
Subskrybuj:
Posty (Atom)